IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Wykusze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieWykusze   Pią Kwi 01 2016, 02:25

Wykusze

Wykusze mają formę połowy oktagonu, z którego wszystkie ściany wypełniają podłużne okna prowansalskie ze szprosami pomalowanymi na turkusowo i ozdobionymi ciężkimi bordowymi zasłonami z tafty. Wzdłuż okien ustawione są ławy bądź stoliki i krzesła, zachęcające mieszkańców Koldovstoretz do chwili odpoczynku w trakcie zajęć. Na marmurowych parapetach stoją małe drewniane figurki, które przedstawiają rusałki o niezwykle złośliwej naturze. Rzadko poruszają się, gdy ktoś je bacznie obserwuje – najczęściej ożywiają się w momentach nieuwagi uczniów, zaplątują się wówczas we włosy i robią kołtuny, po czym uciekają z miejsca zdarzenia.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Wykusze   Czw Maj 05 2016, 21:58

Pierwszy tydzień szkoły zleciał błyskawicznie. Wczesne pobudki, wspólne uczniowskie śniadania, sprawdzanie planów zajęć i wędrówki po klasach. Popołudniu przerwa na obiad, dalszy ciąg zajęć, spotkania członków stowarzyszeń. Wieczorem kolacja oraz czas wolny. Mówiąc krótko: najzwyklejsza w świecie szkolna rutyna. I dobrze. Yuri głośno się tym nie przechwalał, jednak zdążył stęsknić za szkolną codziennością. Spędził w murach Akademii osiem lat swojego życia. Pomieszkiwanie w dominitorium i wysiadywanie na lekcjach stało się nieodłączną częścią jego rzeczywistości.
Dziewiąty rok dopiero się zaczął, a on już wiedział, że gdy nadejdzie pora egzaminów i wszystko się zakończy, poczuje pustkę. Melancholię zrodzoną ze świadomości dotarcia do pewnego etapu życia. Punktu z którego nie dało się zawrócić, cofnąć na starą ścieżkę.
Smutek zapewne szybko mu minie. Dostosuje się do nowej sytuacji, znajdzie następny cel, do którego śmiało pomknie. Tego oczekiwano od każdego Aristova.
Ale to odległa - nieodległa przyszłość. Jeszcze przebywał w szkole. Gdzie liczyło się regularne uczęszczanie na lekcje, pilne odrabianie prac domowych oraz posłuszeństwo wobec nauczycieli.
Tap. Tap. Tap.
Miarowo uderzał palcami o blat stolika. Był to ładny mebel, dopasowany do kolorystyki wnętrza i kunsztownie zdobionych drewnianych krzeseł. Pokolenia wychowanków Koldvostoretz darzyły zacne meble jako takim szacunkiem. Bowiem na drewnie próżno było szukać zarysowań po ostrzu scyzoryka lub plam po bliżej nieokreślonych cieczach.
Czysty i lśniący stolik. Zadbane siedziska.
Yuri rozsiadł się na krześle. Czekała go niełatwa rozmowa. Oczywiście, że wolałby siedzieć w Bibliotece i wertować podręcznik z okultyzmu. Wyjść na zewnątrz i pooddychać świeżym powietrzem, Tak jak dostrzeżona przez niego z okna rozbawiona gromadka dzieciaków. Korzystała ze słonecznej pogody. Piękna pogoda wkrótce przeminie i zastąpi ją jesienna słota.
Biblioteka. Dziedziniec. Znał wiele sposobów na spędzanie miło popołudnia. Jednak przygotowywał się do swojej niełatwej rozmowy ponad tydzień. Rozważał każde słowo, każdy wariant jej przebiegu. Analizował i planował. Niczym strateg studiujący makietę pola bitwy.
Bez sensu było odkładać na jutro coś, co dało się zrobić dzisiaj.  Ponadto; zdążył poprosić ją o rozmowę. Wstał tuż po tym jak profesor transfiguracji ogłosił koniec lekcji i podszedł do ławki przy której siedziała Uliana.
Spotkaj się ze mną po obiedzie przy stolikach pod oknami powiedział, pochylając się nad nią nisko, nisko. Niemalże szepcząc jej do ucha. Czuł, że skupiały się na nich spojrzenia, lecz jego zabójczy aristovowy wzrok szybko przekonał ciekawskich, by zajęli się swoimi sprawami. Powiedział, co chciał powiedzieć, po czym wyszedł z sali. Nie czekając na reakcję i odpowiedź Uliany.
Cieszył się, że wybrał to miejsce. Przeczucie go nie myliło. O tej porze dnia zakątek świecił pustkami. Uczniowie marudzili przy posiłku, bądź śpieszyli na na nadobowiązkowe zajęcia.
Mogli porozmawiać swobodnie, bez obawy, że ktoś przyczai się z boku i nastawi uszu.
Pozostało mu tylko wyczekiwać. Wybijać rytm palcami. Nareszcie. Jakby w odpowiedzi na rytm w głębi korytarza rozległy się kroki. Czyżby?
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Wykusze   Pią Maj 06 2016, 23:34

Uliana zdecydowanie nie radziła sobie w najnowszych warunkach. Pierwsza niepewność minęła: już nie miała złudzeń i starała się przekonywać słowami dudniącymi jej w uszach, że to co powiedział Andriej jest prawdą, a ona nie ma co wierzyć w ten przebłysk, który widziała w jego oczach. To nie istniało, musiała o tym zapomnieć. I na prawdę starała się, ale minęły dopiero dwa dni odkąd jest już tylko narzeczoną Aristova, zaś Andrieja dziewczyną już nie. Ich związek dotąd był owiany tajemnicą, więc nie wzbudziło to większego poruszenia, chyba że mowa o sypialni dziewiątoklasistek w której Uliana płakała od dwóch dni tak długo, że panny zaczarowały kotary w jej łóżku, że kamuflowały dźwięki. Nie odpowiadaa na ich pytania, nawet Svietlanie, chociaż przyjaciółka jej narzeczonego musiała czuć sie niebywale skrępowana, sądząc, że to przez zaręczyny tak płacze biedna węgierka.
Na zajęciach absolutnie nie kontaktowała, bo przecież praktycznie nie spała. A od tygodnia nie wyrobiła ani godziny pracy w Komitecie Dyscyplinarnym. Cały ten rok zaczynał się tragicznie, a jeszcze nawet nie minął pierwszy tydzień.
Lekcja transfiguracji. Uliana stara się nie zasnąć, patrzy otępionym wzrokiem zaczerwienionych oczu na profesora. Czas mija jej nieubłaganie wolno, bo dwie ławki dalej siedzi Andriej. Wygląda o wiele lepiej niż ona. To ją krępuje. Przez cały przedmiot marzy o tym, by wyjść do łazienki i wymalować się, uczesać włosy. Ale lekcja się kończy i ktoś podchodzi do jej ławki, unosi spojrzenie. Yuri przywołał na jej twarz trochę przerażoną minę, nic nie odpowiedziała, bo chyba zapomniała języka w buzi.
Zapamiętała gdzie ma być i o której. Do tego czasu zdołała ogarnąć się i znów sprawić, że wygladała tak jak zawsze. W stronę wykuszy wybiegła z lekkim opóźnieniem, dlatego teraz kiedy już zwalnia kroku, ma lekkie rumieńce na twarzy. Spokojniej idzie zza zakrętu i zatrzymuje się przy siedzeniach na wykuszach.
- Cześć, jestem - oznajmia najoczywistsze, ale co się mówi swojemu narzeczonemu, który jest kolegą? Mówi się, że kochanie, całuje się w policzki, w usta, czy co się robi? Przestępuje z nogi na nogę i wskazuje siedzenie na którym zaraz siada. Patrzy niepewnie na Yuriego. - Przepraszam cię za moją reakcję na Kołowiankach, byłam po prostu zaskoczona. Nie byłam chyba zbyt miła. W każdym raize teraz będzie już lepiej - zapewnia go kłamiąc w żywe oczy, ale oczy Yuriego, które są przecież je jprzyjazne.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Wykusze   Sob Maj 07 2016, 22:25

Odgadł trafnie. Kroki, które słyszał należały do Uliany. Zaraz potem jej własna przeurocza osoba pojawiła się przy stoliku. Właśnie. Przeurocza. Wyglądała znacznie lepiej niż rano. Lepiej  niż wczoraj. Albo tydzień temu. Zniknęła blada milcząca dziewczyna snująca się po szkole niczym udręczona zmora. Powróciła Ula, którą znał. Ula z jaką mógł normalnie rozmawiać. Bez potrzeby powtarzania słów, ciągłego upewniania się, że docierało niej co mówił i przebijania się przez otaczająca ją skorupę żalu oraz otępienia. Sam nie wiedział czy poradziłby sobie z napadem histerii albo płaczu, gdyby narzeczona przybyła na spotkanie w znacznie gorszym stanie. Prościej było przeprowadzić tę rozmowę z opanowaną, racjonalną Ulianą.
Ech, odziedziczył coś z pragmatyzmu Aristovów. Bardziej interesowała go zdolność do trzeźwego podejmowania decyzji niż stan emocjonalny dziewczyny.
Nie był też beznadziejnym optymistą. Ani przez sekundę nie wierzył, że panna Gardonyi cudownie ozdrowiała. Od teraz będzie zachowywała się tak jak zachowywała się wcześniej. Zanim te nieszczęsne Kołowianki wywróciły jej życie do góry nogami.
Nie odzyskuje się raptownie wewnętrznej równowagi. Kiedy rankiem było się jeszcze cieniem samego siebie. Dzielne heroiny zdolne szybko odzyskać pogodę ducha, nawet w przypadku zawalenia się im całego świata, trafiały się jedynie w opowiastkach namiętnie czytanych przez głupie gąski.
Niemniej starała się. Dla niego. Doceniał  jej starania. Może robiła to na pokaz. Może była to tymczasowa zmiana. Fakt, że doprowadziła się do porządku, świadczył, że jeszcze nie pogrążyła się w całkowitej obojętności. Tliła się w niej energia.
- Cześć - odparł cicho.
Nie tylko Uliana wahała się używać zwrotów i gestów potwierdzających to, iż są parą narzeczeńską. Dotąd trakowa ją jak koleżankę ze szkoły. Spokrewnioną w dalszej linii kuzynkę. Chodzili razem na lekcje. Należeli do tych samych kręgów towarzyskich. Łączące ich relacje miały się nagle zmienić.
Tak a propos zmian...
- Hmmm. Co rozumiesz przez teraz będzie już lepiej?
Oparł łokcie o stół i złączył opuszki palców, tworząc piramidkę. Przyglądał się uważnie swojej rozmówczyni, choć to uważne spojrzenie nie było pozbawione odrobiny ciepła, życzliwości. Biedna Uliana. Zaskoczona. Zagubiona. A jednak usiłująca wypłynąć na powierzchnię. Odnaleźć się w nowej sytuacji. Pytanie; na jak długo starczy jej sił. Na miesiąc? Rok? Do końca życia?
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Wykusze   Nie Maj 08 2016, 18:21

Wszystko jest takie trudne. Nowych sytuacji nagromadzenie, nowych relacji oblicze. Uliana radzi sobie z tym na swój osobisty sposób. Tak jak umie, tak jak ją nauczono. Więc wymazuje z głowy wszystkie tragikomiczne myśli i zostawia jedną wielką pustkę. Tak jest lepiej, tak być głupią i mieć w głowie pstro.
Wolała nie myśleć. O słowach Livi, o tym że najprawdopodobniej będzie miała z nią małe kotki, o tym, że spędziła jakiś przemiły wieczór po Kołowiankach w ramionach Andrieja, kiedy Ula płakała całą noc i szukała go po całym festynie. O tym, że dwa dni temu on Ulę rzucił, a Cyryl potem jeszcze skrzyczał za to, że chce palić papierosy i pić wino. O swoich obowiązkach w Komitecie i o tym, że należało jak najprędzej rozpocząć przygotowywanie się do pracy przy kółku Panacea.
Rozmowa z kimś, kto absolutnie wszystko odpycha ze swojej głowy, by nie myślec i nie myśleć znaczy po prostu być obojętnym - to będzie wyzwanie, którego chce się podjąć niczego nieświadomy Yuri.
Jemu się nawet wydaje, że trafił na dobrą Ulę, bo niezapłakaną, bo uczesaną i ubraną w jeden ładny strój. Nic bardziej mylnego, jeżeli liczył na przyjemny wieczór, ale Uliana postara się go doszczętnie nie załamać. Na przykład w odpowiedzi na pierwsze pytanie wzrusza ramionami.
- Sama nie wiem, pomyślałam sobie, że skoro jesteśmy przyjaciółmi - uśmiecha się lekko do niego i kiwa głową dając się ponieść tej roli w którą weszła na wpół świadomie a na wpół złośliwie. Wobec samej siebie, która wie, że nie ma szans już na prawdziwą miłość, więc dlaczego miałaby nie pozwolić sobie na dobre małżeństwo? Bzdury, brednie, ale jak powiedział Andriej, przecież taka właśnie jest. -... to może spróbowalibyśmy sprawić, żeby to nie było takie bolesne, jak wydawało mi się na początku. Mógłbyś mnie zaprosić do miasta, albo moglibyśmy sprawdzić, czy będzie nam razem dobrze
Cóż ona wygaduje, niech ktoś ją zatrzyma, nim dziewczyna z rozpędu wpadnie pod pociąg zwany końcem świata. Bo to zakrawa na koniec świata. Ona i proponowanie randek swojemu koledze, który jest kolegą też Andrieja. Jak przystało na elegancką dziewczynę siedzi prosto i czeka na jego słowa, bo kobiecie wypada dużo mówić, ale bez przesady. Kładzie dłoń z pierścionkiem tak, żeby mu świecił w twarz niczym znak, że ma się teraz zachować tak jak trzeba.
Jest jednocześnie przerażona tym, że mogła dać się wplątać w tak okropnie ustawioną sprawę. Ona, sprzedana i jeszcze z tego zadowolona. A więc jednak, świat się kończy.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Wykusze   Sob Maj 14 2016, 00:09

Milczenie.
Tyle miał jej do zaoferowania. Milczenie. Skłamałby twierdząc, że wypowiedź Uliany zaskoczyła go i zbiła z tropu. Bo nie zaskoczyła. W każdym razie nie zaskoczyła na tyle, żeby nie miał pojęcia co odrzec albo zrobić. Był przygotowany na wariant, w którym Uliana decydowała zaadoptować sie do niekorzystnej sytuacji. Gdy na Kołowiankach ogłosili te nieszczęsne zaręczyny,  zastanawiał się nad wybraniem podobnego wyjścia z sytuacji, co ona. Ula miała rację. Byli przyjaciółmi. Dogadywali się. Lubili. Prawdopodobnie po paru latach wspólnego życia, przyjaźń zmieniłaby się w miłość. O ile oboje wykazaliby się dobrą wolą. Jak to ujęła panienka Gardonyi? Ach, tak. Sprawić, by nie było to tak bolesne.
Proste, wygodne rozwiązanie.
Uparcie przez niego odrzucane.
Drażnił go błysk zaręczynynowego pierścionka. Wręcz prowokował.
Co zrobisz? Niemądry chłopcze? Zdawał się kpić z niego kawałek metalu dumnie ukoronowany brylantem. Złoto i brylant. Ciekawe, kto z rodziny zdecydował, że będzie to ten, a nie inny pierścionek. Na pewno nie był to on.
Pierścionek ładnie prezentował sie na smukłej, zadbanej dłoni dziewczyny.
Ma takie zadbane dłonie stwierdził nieoczekiwanie. Miękkie, nienawykłe do ciężkiej pracy. Moje są twardsze. Od ściskania rękojeści szabli. Od treningów. Sam również nigdzie ciężko nie pracuję, by zarobić na chleb.
Oboje byli szlacheckimi dziećmi swoich szlacheckich rodziców. To oczywiste, że dłonie szlachty były gładkie albo bardzo gładkie. Wiedział o tym, lecz dopiero dzisiaj zwrócił baczniejszą uwagę na ten szczegół.
- Zabiorę cię do miasta, jeśli sprawi ci to przyjemność - obiecał jej Yuri. Wstał. Rzucił przelotne, podszyte tęsknotą spojrzenie w stronę okna. Na dziedziniec wylegało coraz więcej uczniów. Znalazłby pośród nich swoich kumpli?
- Sprawdzić. Niezły pomysł. Sprawdźmy to teraz.
Dotarcie do przeciwnej strony stołu zajęło mu moment. Podparcie się jedną ręką o kant stołu, a drugą o podłokietnik krzesła zajęło chwilę. Nachylił się nad Ulianą. Tym razem nie zamierzał szeptać jej do ucha żadnych próśb.
Miała jędrne usta. Umalowane czerwoną pomadką. Wpił się w te czerwone usta. Pragnął poznać je znacznie dokładniej. I poznawał. Ze śmiałością kogoś posiadającego niezbyte prawo do ich poznawania.
Wolno, bez pośpiechu zakończył zaznamiajanie się z nimi. Wyprostował się. Oblizał koniuszkiem języka kącik ust na którym odcisnęła się odrobina czerwieni. Skupił na Ulianie spojrzenie rozisktzonych oczu.
- Słodka - oznajmił nonszalancko. Mówił do siebie czy do Uli? Myślał o jej uroczej osobie czy posmaku pomadki? Wkrotce się okaże.
Pocałował Ulianę. Koleżankę ze szkoły. Kuzynkę. Narzeczoną. To powinno wystarczyć do obudzenia uczuć, których niekoniecznie musiał być świadom. Pod warunkem, że one w ogóle istniały.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Wykusze   Nie Maj 15 2016, 17:11

Przerażające w tym wszystkim było tylko to, że nie chciałam żeby widział jak wielkiego siniaka mam pod okiem. A skoro już wstał z miejsca i przychyla się, jestem przekonana, że widzi wszystko. Przecież musi,a dziesięć warstw mejkapu nie ząłatwiło wszystkiego. Więc patrzę na niego i przejmuję się chyba bardziej tym, że dojrzy ślady spotkania z Bregovic - na pocałunek zaś się nie przygotowałam. I czuje jak mnie przyciska do siebie, więc nawet jeżeli zrobiłam ruch głowy do tyłu, jego ręka zaraz mnie przywróciła na miejsce. I całuje mnie mój kuzyn, kolega ze szkoły, narzeczony. I chociaż myśleć bym chciała, że rzecz ta mi się nie podoba, nie moge tak myśleć. Nie chcę robić sobie krzywdy, a prawdę mówiąc - to najmilsze co mnie spotyka od Kołowianek. Ten nachalny pocałunek, który z czasem zamieni się w powolny, a skończy nawet tym, że się w nim zatraciłam, on jest najmilszą rzeczą po tygodniu płakania w poduszkę, pięści w oku, wiadomościach skrajnych, tysiącu zaprzeczeń, tych ostrych słowach rzucająchych mnie w kąciku malarskim, po tym jak czułam się potysiąckroś upokorzona i zraniona, pociesza mnie ten gest Yuriego, jest jednak przerażający. Przeraża mnie, że potrafię znaleźć przyjemność w ustach kogoś innego, przecież dotąd byłam przekonana, że tylko te Andrzejowe potrafią pozbawić mnie myślenia. A może po prostu tak bardzo skupiłam się na tym, żeby jakkolwiek zareagować, nie obrazić Aristova swoją obojętnością, że już nie myślę o tym co czuję i czy cokolwiek czuję. Trudno mi cokolwiek czuć, wyczuć to, wiedzieć czy. O wiele łatwiejsze było to, kiedy wyrażaliśmy sobie wzajemnie miłość z Walewskim. Bo byłam taka przekonana o tym, że moje ciało wie co myśli głowa, głowa myślała to co czuło ciało, serce, ręce.
Kończy się ta chwila zadziwiająca, czuje na sobie spojrzenie Yuriego, wstyd mi, że właśnie dałam się mu podpuścić, potraktował mnie jak jakiegoś robota. Miałam oddać jego pocałunek, oddałam, ucieszył się. Chyba. Nie chcę go zawieść, przecież tylko on mi został. Uśmiecham się, chociaż sama nie wiem, czy ta skromność wynika ze wstydu czy boję się odnaleźć w nim kogoś, kto mnie pocieszy. Tak wiele pytań, a tylko jedno spotkanie.
Podsumował mnie jednym słowem, a ja podsumowałam go głową która pokręcona, zawtórowała słowom: - To była najmilsza rzecz w tym tygodniu, ale zanim znów to zrobisz, kup mi przynajmniej gorącą czekoladę - albo pół litra wódki. I uśmiecham się, trochę sztywno siedzę, jestem taka jak mnie podsumował Walewski, idealna członkini dynastii. Czuję się, jakbym go zdradzała, a to takie głupie, bo przecież on teraz jest z Livią, a dobrze wie, że to bardziej mnie boli niż jego mój ślub niezapowiedziany. I siedzę, nagle przypominam sobie dlaczego właściwie Yuri mnie całował, przesuwam palcami niechcący po makijażu i niechcący ścieram tę część którą mam przy siniaku. Chciałam tylko odgarnąć włosy!
- I jakie wyniki twego sprawdzania? - denerwuję się, bo co jeżeli kolejny powie, że mnie nie chce? Z Andrzejem sobie nie umiem poradzić, a jeżeli kolejny mi powie, że jestem beznadziejna? Co wtedy zrobię?
Chyba nie umiem sobie radzić w trudnych sytuacjach.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Wykusze   Nie Maj 15 2016, 22:54

Miasto. Gorąca czekolada. Tworzyła się cała lista życzeń. Ale to normalne. Narzeczone miewały zachcianki, natomiast do narzeczonych należało spełnianie tychże zachcianek. Przynajmniej części z nich. Na miarę możliwości i zasobów portfela. Wśród rodziny krążyły opowieści o pra - pra - pra - pra dziadku Aristovie, który był taki skąpy, że własnej narzeczonej sprezentował pierścionek z lombardu. Zaś do ślubu przymierzał się iść w pożyczonym surducie. Wstydu było co niemiara. Oburzona dziewczyna zażądała zerwania zaręczyn. Gdyby nie interwencja Nestora rodu, doszłoby do rękoczynów. Pra - pra - pra - pra dziadek szczęśliwie ożenił się z panną, lecz nigdy nie porzucił zwyczaju ciułania rubla do rubla. Następne pokolenia wyciągnęły słuszne wnioski, że nie popłaca przesadnie oszczędzać. Zwłaszcza, jeśli pochodziło się z bajecznie bogatej rodziny.
- Następnym razem przyniosę ci gorącej czekolady.
Ton głosu nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że poważnie potraktował te drobne życzenie Uliany. Jednocześnie zorientował się, że jego odpowiedź brzmiała tak, jakby oczekiwał, że w najbliższej przyszłości będzie więcej takich pocałunków.
Będzie?
Pocałunek był przyjemny. Chcąc, nie chcąc musiał to przyznać. Przyjemny. Tym przyjemniejszy, że Uliana pokazała, iż posiada już doświadczenie w pocałunkach. Nabyte dzięki jakiemuś chłopakowi, z którym całowała się gdzieś ukradkiem, z dala od wścibskich spojrzeń. Normalna kolej rzeczy wśród dorastającej młodzieży. Yuri nie zamierzał dociekać, kim był jej wybranek. Podobnie jak nie planował jej opowiadać o swoich doświadczeniach. Nie było im to do niczego potrzebne.
Powinien skupić się na swoim następnym kroku. Uliana siedziała grzecznie i wyczekiwała na werdykt niczym uczennica czekająca aż profesor wystawi jej ocenę za pracę domową. I jak tu z nią rozmawiać? Yuri zawahał się.
Twardo postanowić, że dzisiaj rozmówi się z dziewczyną i nagle wycofać z postanowienia? Postępując w taki sposób, okazuje się niekonsekwencję w swoich działaniach i decyzjach. Najlepiej doprowadzić sprawę do końca. Zanim wszystko skomplikuje się jeszcze bardziej i zupełnie wymknie spod kontroli.
Tak dyktował mu rozum.
Z kolei emocje podpowiadały coś zupełnie odmiennego.
- Co ci się stało w oko? - zapytał. Ukryty pod makijażem siniec pozwolił porzucić bieżący wątek rozmowy, krążący wokół łączącej ich relacji.
Od pocałunków.


Ostatnio zmieniony przez Yuri Aristov dnia Czw Cze 09 2016, 21:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Wykusze   Pon Maj 16 2016, 20:38

Nie przeszkadzałoby mi, gdyby Yuri był dusigroszem. Miałby przynajmniej jakąś wadę do której mogłabym się przyczepić i tym sposobem umiałabym zrobić sobie z niego największego wroga. Nie umiem narazie odnaleźć jednak nic złego. Chce spełniać moje zachcianki, zgadza się na wszystko i patrzy na mnie zainteresowany. Czy to wszystko musi być tak trudne? Chciałam go błagać, żeby nie zakochiwał się we mnie, bo ja nie umiem łamać serc, to mi się łamie serca.
Uśmiecham się jednak, kiedy obiecuje mi, że przyniesie gorącej czekolady. Przepadałam za tym napojem bogów, potrafił wszystko ułatwiać. Nieco zaskoczona słyszę jego pytanie, och nie, czyli jednak jeszcze widać?
- Upadłam niefortunnie i uderzyłam się o szafkę, nic ważnego - chciałabym odsunąć jego myśli od tej rany, którą mi nabiła Livia, a która nie jest tylko tym co widać. Boję się tego, że miała jakiś plan, kiedy odgrazała się, że da Andrzejowi to wszystko, czego odemnie dostać nie mógł. Czy tak bardzo cierpiał, że nie mogliśmy pokazywać się publicznie? Przeceż chciałam to zmienić, wydawało mi się zresztą, że w pewnej chwili, to on był bardziej ostrożny. Teraz, kiedy siedzę przy Yurim i wiem, że gdyby wyciągnął ze mnie prawdę, musiałabym się gęsto tłumaczyć, postanawiam odsunąć jego myśli od tego i niepewnie, ale wyćwiczonym ruchem, obejmuję jego dłoń swoją i uśmiecham się lekko. - Tak bardzo widać? Myślałam, że tona makijazu starczy, żebym zasłoniła te niedoskonałość
Modlę się tylko, żeby tak bardzo się rozkojarzył, żeby nie pytał mnie już więcej o to, jestem się gotowa nawet poświęcić i znów go całować, bez gorącej czekolady!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Wykusze   Czw Maj 19 2016, 22:34

Niefortunne upadek i uderzenie o szafę. Tak tłumaczyły swoje siniaki zastraszone żony albo smutne dzieciaki, z którymi nikt nie chciał się przyjaźnić. Szafki, schody, drzwi - od niepamiętnych czasów sojusznicy wstydliwych tajemnic. Bez większego problemu przyjmowały na siebie wybryki domowych tyranów oraz złośliwych bachorów. Yuri miał wątpliwą przyjemność napotkać takiego wyjątkowo złośliwego bachora. Niejaki Kuklev niegdyś bezustannie dokuczał młodszym uczniom. Zastraszeni trzecioklasiści, jąkając się opowiadali nauczycielom o szafach i drzwiach, jakie nieustannie pojawiały się im na drodze i nabijały guza.
Kuklevowi zupełnie brakowało honoru. Udowodnił to, kiedy pewnego razu jemu drzwi nabiły parę guzów. Zamiast oskarżyć je przed nauczycielem, poskarżył na Yuriego.
Yuri nie uważał się za obrońcę uciśnionych. Kuklev po prostu go zdenerwował, wpychając się na chama do pokoju, ot co. Dostał więc nauczkę na jaką od dawna zasługiwał. A że stłukł na kwaśne jabłko kogoś, kto był wyzyskiwaczem i gnębicielem, to dodatkowo zyskała na tym szkolna społeczność. Tej satysfakcji nie popsuł Yuriemu nawet orzeł, który został wysłany z wiadomością do rodziców.
Podbite oko przypomniało mu o Kuklevie. Może był przewrażliwiony na tym punkcie.  W rzeczywistości było tak jak powiedziała. Uderzyła się o szafę.
Nie każdy siniak był dziełem jakiegoś tchórzliwego Kukleva. W każdym bądź razie, powątpiewanie w jej słowa raczej nie pomoże w budowie bliższych relacji. Zaufania.
- Głuptas - ścisnął jej dłoń - A gdybyś potknęła się na schodach? Wpadła na lustro? Pomyślałaś o tym? Trafiłabyś na Oddział Medyczny. Niby jak uczęszczałabyś na lekcje i pracowała w tym swoim Komitecie, leżąc w łóżku? Na przyszłość, patrz gdzie idziesz. Temu bardziej przydałby się okład z ziół niż makijaż. Nadal boli? Jeśli boli, idź do Uzdrowiciela - skarcił Ulianę. Chociaż... czy to naprawdę była krytyka? W jego głosie kryło się więcej troski niż autentycznej złości.
Odetchnął głęboko. Wraz z oddechem jakby uleciał z niego nadmiar energii. Przestał emanować pewnością siebie. Zastąpiło je... zakłopotanie? Poczucie winy?
- Przepraszam - rysy twarzy mu złagodniały - Obiecałem twojej rodzinie, że będę się tobą opiekował, tymczasem zostawiłem cię zupełnie samą. Musiało być ci ciężko. Zostań przy mnie. Zajmę się tobą, tak jak należy.
I tyle. Nie odpowiedział tak lub nie na propozycję Uliany, by próbowali odnaleźć się w tym całym narzeczeństwie. Stwierdził, że będzie się nią opiekował. To również o czymś świadczyło. Uliana sama sobie dopowie o czym dokładnie.
Cóż. Lubił ją. Nie ukrywał, że żywił do niej sympatię.
To była najmilsza rzecz w tym tygodniu...
Właśnie to go pohamowało. To i fakt, że od tygodnia snuła się po szkole niczym widmo. Strojąc się,  doprowadzając do porządku jedynie na umówione spotkanie z narzeczonym.
Pośpieszył się. Stanowczo się pośpieszył. Tak bardzo zabsorbowało go zbieranie argumentów, przygotowywanie się do dyskusji, że w ogóle nie zastanawiał się, co przeżywała w tym samym czasie Uliana. Ewidentnie nie cieszyła się najlepszą kondycją psychiczną. Potrzebowała jego wsparcia i pomocy.
Tliło się w nim przeczucie, że popełniał błąd, przystając na jej układ. Błąd, który będzie go sporo kosztował w najbliższej przyszłości. Powinien doprowadzić sprawę do końca bez względu na wszystko. Szczerze powiedzieć, co sądził o zaręczynach i politycznych mariażach. Sympatia do Uliany jednak wygrywała z rozsądkiem. Przeprowadzając z nią  tu i teraz szczerą rozmowę, sprawiłby jej dodatkową przykrość. Przygnębiłby ją jeszcze bardziej.
Generał musi być zawsze gotowy na nieprzewidziane okoliczności i zmiany w strategii bitwy. Przystosowywać się do zmieniającej sytuacji.


Ostatnio zmieniony przez Yuri Aristov dnia Czw Cze 09 2016, 21:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Wykusze   Czw Maj 19 2016, 23:22

Wywraca oczętami, coby pokazać mu, że doskonale wie, że zepsuła, kiedy potknęła się. Czy na prawdę była pośmiewiskiem, za jaką miała ją Zhu Zhu?
- Już wcale nie boli, a przykrywalam to już wszystkimi znanymi mi roślinkami, a zapewniam cie, że znam się na tym
Ale on dobrze wiedział, dziewięć lat z nią na lekcje chodził.
A może łatwiej byłoby to wszystko teraz raz na zawsze zakończyć? Takie przesuwanie wszystkiego w czasie chyba jeszcze nigdy nie wyszło nikomu na dobre. Trudno jest jednak przejść do rzeczy nieprzyjemnych, szczególnie, jeżeli jeszcze trzymane są dłonie w dłoniach, a na ustach czuć cień tego słodkiego ciężaru.
Nikt nie chce niszczyć tej chwili. Najmilszej od kilku dni. Uliana opiera swoją głowę o ramie Yuriego, tym sposobem nie patrzy mu w oczy. Ma wzrok pozbawiony jakiegokolwiek blysku. Bo przepadł gdzieś dawno, zanim jeszcze Yuri pokusił się o spotkanie z nią. O czym właściwie oni rozmawiają, czy on własnie prosi ją o to, żeby została jego dziewczyną? To nie może tak wygladać, to nigdy tak nie wyglada. Zmienianie pozycji i funckji, za szybko się wszystko dzieje. Ula powoli przesuwa kciukiem po jego dloni i mówi: - Chcesz mi obiecać, że mnie nie opuścisz aż do śmierci? Zostawmy to na ceremonię - głos się jej nagle urywa, Uliana unosi głowe z ramienia Yuriego i patrzy na niego wymownie. Nie, nie chce tego ślubu, chce, żeby Yuri podjął tę decyzję, jej przecież nie wolno za bardzo podejmowac podobnej. Nie chce mu złamać serca, ale robienie mu nadziei jest tak niskim zagraniem. Czy jest zdolna się tak zachować? Tak, żeby nic nie podejrzewał - a na koniec zniszczyć wszystko, uciec sprzed ołtarza. Uśmiecha się blado, ma to nieco pomóc na zmienieniu atmosfery na mniej stresującą.
- Jesteś dla mnie taki miły, dziękuję ci - i znów opiera powoli głowę, powoli, żeby przypadkiem nie zrobić mu krzywdy i nie zrobić za dużej nadziei. Narazie zachowujęsię tak jak każda inna przyjaciółka. Ale gdzie ta granica?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Wykusze   Nie Maj 22 2016, 15:18

Bez wątpienia znała się na roślinach i ziołach. Wiedziała, jaki okład zastosować, by opuchlizna prędko zeszła. Nie umniejszał jej umiejętności oraz wiedzy Bardziej chodziło mu o to, że ostatnio była aż nazbyt roztargniona, pogrążona w cichym żalu z powodu zdrady rodziny. Chyba, że ponownie popadał w przesadę. Tylko on jeden czuł się zdradzony. Uliana była w gruncie rzeczy zadowolona z takiego obrotu wydarzeń. Przymierzała się, żeby powalić go na kolana wyznaniem, iż kochała go od niepamiętnych czasów, tyle że nigdy nie miała odwagi wyznać mu, co czuła. Teraz zaś omdlewała ze szczęścia z powodu zaręczyn. Będzie z nim szczęśliwa. Będą żyli długo i szczęśliwie. Co za piękny, bajkowy scenariusz. Szkoda, że nie wydarzył się dwa lata wcześniej. Wtedy kiedy Yuri był jeszcze skłonny wierzyć w takie szczęśliwe zakończenia. Wiele się jednak zmieniło. Można było powiedzieć o nim wiele rzeczy, ale z pewnością nie to, że pozostał dziecięco naiwny. Chłodny racjonalizm utwierdzał go we wcześniejszym przekonaniu, iż to małżeństwo będzie opierało się na stabilności oraz wzajemnemu przywiązaniu. Nie będzie żadnych pięknych wyznań. Taka była prawda.
- Zostań ze mną - powtórzył. To bez znaczenia jako kto: narzeczona, przyjaciółka, bliska osoba. Zupełnie bez znaczenia. Martwił się o nią. Do tego stopnia, że przypominał jej o oczywistych rzeczach. Na przykład okładzie na spuchnięte oko - Chciałabyś żebym obiecał ci coś takiego? - odpowiedział pytaniem na pytanie o ślubną przysięgę. Było to pytanie retoryczne. Nie oczekiwał, że coś mu powie. Właściwie to nie był wcale pewien czy pragnie usłyszeć jakkolwiek odpowiedź.
Pozwolił Ulianie oprzeć głowę na swoim ramieniu. To wszystko było trudne i komplikowało się coraz bardziej. Zaręczyny. Ambitne plany rodziny. Jego własny, głębiący się w sercu opór. Nadmiar problemów powodował, że mimowolnie zastanawiał się czy branie na siebie dodatkowego ciężaru było czymś właściwym. W pewnej chwili problemy mogły zacząć go przerastać.
Nie miał jednak sumienia zostawiać Uliany sam na sam ze smutkiem i żalem. Jak sama stwierdziła: był dla niej miły. I miły postara się pozostać.
Uzbroi się w cierpliwość. Będzie radził sobie jakoś w miarę rozwoju sytuacji. Wykorzysta to co ma, by wyjść cało z kłopotliwej sytuacji. Snowid z pewnością coś by mu doradził. Tudzież po rozmowie z nim, sam wpadłby na nowy pomysł. Pogawędki z kuzynem zawsze były inspirujące i motywujące.
Na razie siedział w ciszy z Ulianą. Doszli do jako takiego porozumienia, gdyż nie była to dyskomfortowa cisza, tak jak na początku spotkania. Milczeli, zwyczajnie ciesząc się ze swojej obecności.
Dobre chwile miały do siebie, że nie trwały długo. Tupot nóg. Rozbawione głosy. Dźwięki, które obwieściły koniec przerwy obiadowej. Zmuszały do powrotu do rzeczywistości. Yuri odsunął się i spojrzał wymownie na dziewczynę.
Następna lekcja. Brzmiała bezgłośna wiadomość. Po transfiguracji mieli historię. Do klasy był kawał drogi, więc należało się pośpieszyć, jeśli chciało się zdążyć na zajęcia. Zaczekał aż Uliana wstanie. Razem udali się na historię.

2 x zt
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Wykusze   Wto Lip 12 2016, 19:15

To jakiś koszmar, na co komu być wieszczem i śnić katusze gdy w pierwszy lepszy środowy wieczór można je przeżyć próbując zaledwie nauczyć się na następny sprawdzian z astronomii.
- To jeszcze raz. - udręczony głos ledwie wydobywający się z ust to jedyny dowód, że moje rozwalone na ławce jak stary trabant ciało nie jest jeszcze martwe, a może i nawet astralne od całego tego wkuwania. - Księżyce galileuszowe Jowisza. Io, Europa i... I... Kurwa, i ten trzeci. Każdy powyżej trzech tysięcy kilometrów średnicy. A ważne są, bo tam ten jakiś rezonans, czy rekonesans...
Wydobywam z siebie jęk godny trędowatego, któremu odpadła właśnie cała kończyna naraz. Wiadomo, że tak się nie dzieje, ale na potrzeby metafory załóżmy, że tak. W końcu obcuję teraz z nauką ścisłą, trzeba mi być jak najmocniej osadzonym w rzeczywistości. Może powinienem położyć się na podłodze, by chociaż tym upadkom intelektualnym nie towarzyszyło przypadkowe zwalenie się z ławki.
- Umrzemy. - prorokuję rozpaczliwie wyciągając rękę jak topielec do swojej towarzyszki niedoli. Niby mieliśmy iść na trening, już nawet postanowiłem, że jak skończymy wypoleruję znicze, ale podejrzanie ogarnięty w dziedzinie astronomii (albo przynajmniej kalendarza) Milan schował gdzieś nasze miotły i zagroził, że puści je z dymem jeśli jutro oblejemy.
Jak już wiadomo, Milan i quidditch należą do wąskiego grona moich słabości, więc chociaż daj mi kochana garść rodzynek w czekoladzie, by lżej było brnąć przez bagno mojej niewiedzy.
Naszej niewiedzy.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

cień

18 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Wykusze   Nie Lip 17 2016, 23:00

- Wiesz, Anton... Bardzo lubię turkusowy - mruczysz, wisząc głowa w dół rozciągnięta na jednej z ławek w równie nonszalancki sposób jak on. Wodzisz wzrokiem po pomalowanych wspomnianym kolorem szprosach - słowo tak mądre, że aż musisz sprawdzić w słowniku, co dokładnie znaczy. Każdy powód wydaje się jednak dobry, aby jak najszybciej zmienić temat. Ręka już dawno opadła gdzieś na podłogę, zbrodniczo zaginając strony trzymanej książki. Do Astronomii. Co za skaranie boskie. Najchętniej położyłabyś ją sobie na twarzy, okładką do góry, nie tyle licząc na to, że cała potrzebna wiedza przeleje ci się do głowy, ale po to by wyrazić swój bunt. Masz dosyć, a nie dotarliście jeszcze nawet do połowy przewidzianego materiału.
- Aaaaantooon – jęczysz. - Ga-Gani-de-Ganimedes, cholera. Przecież tego nawet nie idzie poprawnie wymówić. To ten trzeci.
Umrzecie. To potwierdzone info. Odwzajemniasz gest, równie rozpaczliwie chwytając go za rękę, a podręcznik kończy już zupełnie zepchnięty gdzieś w bok. Właśnie miałaś czuć wiatr we włosach. Właśnie twoje stopy miały odrywać się od ziemi. Miałaś zapomnieć o wszystkim.
- Rekonesans. Milanowi zrobię rekonesans. – Cokolwiek to znaczy, cokolwiek dokładnie masz na myśli, gdy naburmuszonym tonem wyrzucasz z siebie ten zlepek słów. Trochę wstyd, bo sama powinnaś mieć historię gwiazd, ich układów, zapisaną w małym palcu, ale przecież zawsze wolałaś jednym machnięciem różdżki zamienić szczura w kubek, niż wyrecytować z pamięci wszystko, co wiesz o Układzie Słonecznym.
Łap rodzynki, Anton. Łap. Niech to będzie namiastka waszego treningu. Tak jakbyś łapał znicza, tylko tym razem w grę wchodzi zmysł Veroszki, która przygryzając wargi, lekko wysuwając język celuje wysuszonym winogronem prosto w Twoje usta, zapewne spierzchnięte od powtarzania na głos podobno tak wam do życia niezbędnych (chyba tylko według Milana) informacji.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Wykusze   Pon Lip 18 2016, 17:18

- Wfęki. - z pełnymi czekoladowej dobroci ustami reaguję na łaskawość Veroshki. Sam w życiu bym przy tym nie wytrwał. Podręcznik, oczywiście pożyczony z biblioteki, ale opatrzony też moimi nad wyraz celnymi uwagami na marginesie (mówiącymi głównie, jak cierpię albo w formie obrazkowej jak mało bliski memu sercu jest ten przedmiot) zostałby tutaj, na tej ławce, może w przypływie wyrzutów sumienia ukryłbym go za ciężką zasłoną, a ja ulotniłbym się... gdzieś. Nie ma znaczenia, gdzie idę, jeśli tylko oddalam się od miejsca, w którym postanowiłem uprzednio pogłębiać swoją wiedzę.
- Czy ty myślisz, że nam się to kiedyś przyda?
Ja niespecjalnie, jeśli mam być szczery. Gwiazdy były dla mnie i będą niczym więcej prócz światełek na niebie, Księżyc zostanie mi tylko towarzyszem nieprzespanych nocy - to i tak niemało. Wygodnie jest mi zresztą miłować tajemniczość gwiazd: mogę przynajmniej mówić, że to z romantycznych pobudek mojej duszy nie chcę odzierać astronomii z jej sekretów, by chociaż coś pozostało na tym świecie niezbadane.
Ciężko jest być naukowcem, gonić wciąż za wiedzą. Nigdy się jej nie dogoni, pościg nie skończy się spektakularnym sukcesem, w nauce nie ma linii mety. Są tylko punkty kontrolne, w których przekonujesz się, ile wiesz i poprawiasz wyznawane przedtem błędne teorie.
- Turkusowy bardzo mi pasuje. - nawet chciałem, żeby nasze sportowe uniformy uszyć na nowo, w jakimś żywszym kolorze. Można by wtedy użyć całkiem słusznego argumentu, że wyrazisty jasny kolor nie pasuje do drużyny o nazwie Zmory, ale gdyby nie niosła już za sobą długiego na kilometr ogona sławy i chwały, to nazwę bym zmienił bez wahania.
Anton-Reformator.
- A robienie czegokolwiek Milanowi lepiej zostaw mnie. Zbytnio mu pobłażasz. A poza tym, wątpię, by rekonesans można było komuś zrobić, to ma coś wspólnego z ruchem planet.
Zostawiłbym to wszystko w diabły, nawet namówiłbym i ją, żeby już to olać, nie uczyć się więcej. Ale nie chcę sprawić zawodu. Ani jej, ani jemu, w końcu: sobie. Przegrać mecz - to mała porażka, bo i tak swoje wiem i na dłuższą metę gram lepiej niż dobrze. Ale w połowie próby skazanej na przegraną zrezygnować - to plama na honorze wręcz. Taka od trawy, czekolady i smaru spod ciężarówki.
Zerkam do podręcznika, niechętnie bo niechętnie, ale zerkam.
- A, nie. Jednak rezonans.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Wykusze   

Powrót do góry Go down
 
Wykusze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: