IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSala balowa   Pią Kwi 01 2016, 01:42

Sala balowa

Sala balowa to prawdopodobnie jedno z największych i najciekawszych miejsc w całej Akademii Koldovstoretz. Na jej suficie znajdują się magiczne lustra, ściany z kolei zdobione są białymi kasetonami z miedzianymi i złotymi ornamentami. Podłoga wyłożona jest marmurowymi płytkami układającymi się w symetryczne mozaiki – nie sprawiają jednak problemów iluzjonistycznych, gdyż wzory są spokojne, a kolory stonowane. W kącie sali stoją zakurzone instrumenty, które z upragnieniem czekają na kolejną uroczystość, zaś po bokach porozstawiane są szklane stoliki i wygodne krzesła zakryte bordowymi materiałami, aby nie zostały pokryte grubą warstwą kurzu. Sala balowa to miejsce, w którym zwykle odbywają się wszelkie przedsięwzięcia szkolne, na co dzień jednak pozostaje zamknięta i niedostępna dla większości uczniów.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala balowa   Pon Maj 02 2016, 18:09

Tego popołudnia stanowczo nie można było zaliczyć do tych najpiękniejszych. Wydawało się, że bogowie postanowili zakpić sobie, zsyłając ciężkie, ołowiane chmury, które zasłoniły dotychczas błękitne niebo. Ciężko było uwierzyć, że Kołowianki odbyły się zaledwie wczoraj. Było radośnie, sielsko, wszystko sprzyjało rozpoczęciu roku. Lecz teraz? Dorośli szeptali, że to zły omen. Na całe szczęście młodzież nie przejmowała się ich uporczywymi narzekaniami. Jedynie pierwszoroczni, świeża krew, która po raz pierwszy odwiedziła mury zacnej Akademii, zdawali się przejmować uciążliwą atmosferą. Reszta braci uczniowskiej cieszyła się chwilą, wakacje się skończyły, a nauka jeszcze się nie zaczęła. Czekała ich niezwykła uczta, najlepsza spośród wszystkich. W końcu mogli spotkać się z przyjaciółmi, wrócić do swego drugiego domu. Marudni rodzice oraz problemy świata zewnętrznego nie miały dla nich znaczenia. Koldovstoretz żyło własnym tempem, miało swoje niesnaski, kto inny był tu gwiazdą czy zbójem, kto inny był władzą.
Dyrektor Vankhenko wkroczyła do sali, a przez zebrany w środku tłum ludzi przebiegły szmery. Ostatni maruderzy szybko się opamiętali. Nikt nie śmiał narazić się już pierwszego dnia. Szkolna tradycja, nie ma uroczystości bez oficjalnego przemówienia. Co jak co, ale to wygłaszane na początku roku uważane było za najważniejsze. Właśnie je wspominano, to ono wyznaczało, co jest ważne przez następne dwa semestry, a o czym nie warto chociażby pamiętać. Ciche chrząknięcie rozpoczęło mowę, dając do zrozumienia, aby nikt nie ważył się zrobić czegoś głupiego. Nie chcemy przecież, żeby jakieś głupie kichnięcie zepsuło ten piękny moment.
- Witam wszystkich zebranych! - pani Zinayida podniosła ręce, jakby chciała objąć wszystkich ludzi znajdujących się w pomieszczeniu. - Szanowne grono pedagogiczne, pracowników szkoły oraz przede wszystkim was, drodzy uczniowie. - Jej głos rozchodził się po całej sali, co było dość imponujące, zważywszy na fakt, że nie wzmacniało go w widoczny sposób żadne zaklęcie. - Jak co roku, mam zaszczyt powitać naszych pierwszorocznych, którym życzę świetlanej przyszłości oraz wybitnych sukcesów. Niech bogowie będą z wami, pomagając w podjęciu najważniejszych wyborów waszego życia. - Uśmiechnęła się ciepło, kiedy spoglądała na wspomnianą grupę uczniów.
- Wyjątkowo, pragnę powitać dwóch nowych profesorów. Pan Cyril Yulevich obejmie stanowisko nauczyciela geografii świata, zastępując tym samym profesora Kristova Nofelovich, który w ubiegłym roku udał się na zasłużoną emeryturę. Pan Łukasz Stefanovich, zajmie się nauczaniem botaniki magicznej. Z przykrością muszę was zawiadomić, iż profesor Berdy Sergeyevich uległ wypadkowi podczas minionych wakacji. Chociaż jego życiu nic nie zagraża, nie był on w stanie powrócić do nauczania - zrobiła krótką przerwę, dając wszystkim niezbędny czas, by przyswoili sobie usłyszane informacje. - Przypominam o przestrzeganiu szkolnego regulaminu, kładąc szczególny nacisk na zakaz kąpieli w Rusałczym Jeziorze. Udało wam się przetrwać wyjątkowo długie wakacje, nie zaprzepaśćcie tego jednym, niemądrym wybrykiem - uśmiechnęła się nieznacznie, jakby wizja takiej śmierci, któregoś z uczniów, była wybornym żartem. - Zapewniam was, że pomimo nieostającego zagrożenia, czyhającego tuż za rogiem, Akademia przetrwa ten rok oraz wiele następnych! - w zwycięskim geście uniosła dłoń, a w niej magicznym sposobem pojawił się przepiękny, złoty puchar. - Wznieśmy toast! Za Starszyznę, która strzeże naszego czystego świata! Tradycję, od której nie odwróciliśmy się od wieków! Niech bogowie ukażą tych, co śmią podważać fundamenty naszego społeczeństwa! Bowiem władza nie okaże im litości... - upiła łyk słodkiego wina, dostarczonego przez Radę Czarodziejów. - Świętujcie, ponieważ jutro czeka was nauka!
Te oto słowa zakończyły coroczne przemówienie. Jak na zawołanie stoły zapełniły się najprzeróżniejszym jadłem. Potrawy był zarówno egzotyczne, jak i domowe. Wszystko było przepyszne, w ilościach, które wystarczyłyby zapewne na tydzień dla kilkudziesięciu oddziałów Milicji. Nic dziwnego, przecież to najlepsza uczta tego roku.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Sala balowa   Pon Maj 02 2016, 19:09

Tuż po rozpaleniu ogniska Aliszka opuściła Timona i znalazła rodziców w tłumie zgromadzonym na polanie. Wszyscy obserwowali palenie darów. Stała w milczeniu przed ojcem, tyłem do niego, a on trzymał dłonie na jej ramionach. Jak co roku. Anna trzymała za drobną rączkę Amisę, która w tym roku po raz pierwszy miała przekroczyć próg Koldovstoretz - Aliszka miała być jej aniołem stróżem. Na twarzyczce Amisy nadal widniały ślady dziecięcych łez, kiedy okazało się, że to nie jej wianuszek został uznany za najlepszy. Alisa pocieszała ją jak tylko mogła, w końcu za rok też będzie mogła wziąć udział w tej konkurencji, świat się nie kończył, a jutro - jutro! - pokaże jej całą szkołę. A czy ona, Aliszka, przejmowała się? Nie. Tego dnia nikt nie przegrał, wszyscy byli najlepsi, a przed szeregiem, zaledwie kilka kroków od innych, znalazła się Slava. Alisa tuż po spaleniu kłobuka i wianka planowała pogratulować jej najlepszego kołacza na tegorocznych Kołowiankach, ale, jak zwykle, Slava gdzieś wsiąkła i nie sposób było ją odnaleźć. Kiedy towarzystwo się rozeszło, nie bawiła się. Nie tańczyła, nie jadła, nie piła. Siedziała razem z siostrą przy ognisku i opowiadała jej o szkole. Mało było takich momentów w ich życiu, rzadko znajdywały okazję do porozmawiania sam na sam. Poza tym Amisa opowiedziała jej o wszystkim, co się działo w momencie, gdy Aliszka spędzała czas na ławkach z Baryshnikovem. Opowiedziała jej o zaręczynach Uli, o podejrzeniu, że na Kołowiankach znajdowali się Raskolnicy, o wygranej Yuriego, Gonza, Milana. Mimo było posiadać siostrzyczkę, która oczy i uszy miała dookoła głowy i nic nie potrafiło jej umknąć.
Kiedy nadeszła pora, obie znalazły się w petersburskim sklepie z lustrami. Przeszły przez lustro jedna po drugiej, Alisa puściła dziesięciolatkę przodem. Widziała mnóstwo znajomych twarzy, uśmiechała się do nich, machała, co poniektórym przedstawiała Amisę. Obiecała rodzicom, że dziewczynce włos z głowy nie spadnie, i obietnicy dotrzymać zamierzała. Kiedy nadszedł czas obiadu, Aliszka zostawiła siostrę w otoczeniu najmłodszych koleżanek i sama poszła przebrać się w mundurek, pedantycznie przygładzając granatową spódniczkę. Nałożyła na siebie również czerwoną szatę wyjściową, którą uczniowie Akademii wkładali na ważne uroczystości szkolne - niewątpliwie do takich należało rozpoczęcie roku. Włosy splątała w ciasny warkocz i udała się do sali balowej, w pośpiechu przypinając do szaty odznakę Komitetu Dyscyplinarnego. Tym razem aparat zostawiła w dormitorium - żałowała. Widok roześmianych twarzy uczniów, rozgadanych i gotowych na naukę w nowym roku szkolnym, zasługiwał na uwiecznienie na fotografii. W tłumie spostrzegła Ulianę, dlatego z uśmiechem przysiadła obok niej. Przemówienia pani dyrektor wysłuchała w milczeniu, wychylając głowę w momencie, gdy pani Vankhenko przedstawiła nowych nauczycieli. Ciekawe, czy dobrze się spiszą w tym roku? Kiedy już podano jedzenie, Aliszka nałożyła sobie na talerz niewiele. Jadła z czystej grzeczności, przyglądając się uważnie Uli - była smutna. Po uczcie planowała ją wypytać, czy wszystko w porządku. Karamazova nie poświęcała czasu na zbędne rozmowy, chcąc zjeść szybko i czym prędzej zniknąć w skrzydle dziewcząt. Źle się czuła w tłumach. Gdy wstawała od stołu, jeden z pierwszorocznych ją potrącił. Uśmiechnęła się do niego ze sztuczną uprzejmością. - Uważaj, jak chodzisz - powiedziała, a znaczący uśmiech nie znikał z jej ust. Wskazała na swoją odznakę - niech młody wie, z kim będzie miał do czynienia w tym roku. Po tych słowach Aliszka wyszła z sali balowej w celu uporządkowania swoich rzeczy w dormitorium. Poza tym Klisza również zasługiwała na ucztę.


Ostatnio zmieniony przez Alisa Karamazova dnia Pon Maj 02 2016, 22:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Sala balowa   Pon Maj 02 2016, 20:04

Kołowianki zakończyły się dla niego w tym roku szybciej, niż zazwyczaj. Nie mógł sobie wybaczyć, że nie widział całek pompy i dramatu, jaki zawsze odwalali przy paleniu darów. Uwielbiał tę szopkę, uwielbiał tych ludzi. Zawsze wiernie i wytrwale stał w pierwszym rzędzie, tuż przy ognisku i obserwował ich śmieszne poczynania zastanawiając się, który z bogów byłby skłonny wysłuchać ich modłów. Który mrugnął by przychylnym okiem na kurczaka i wieniec. Tradycja tradycją, ale bądźmy szczerzy, w dzisiejszych czasach mogli by czcić swoich bożków w znacznie bardziej wyrafinowany sposób.
Pech (a może szczęście) chciał, że zniknął w towarzystwie Dominiki niedługo po tym, jak zdążyła opróżnić kilka butelek wina, a on obgryźć wszystkie skradzione ze stołu jabłka. Pewnie to dlatego, chcący niechcący, był niemal ostatnim uczniem w szeregu do przejścia przez lustro. Całe szczęście spóźnił się jedynie odrobinę.
Zasiadł przy stole koło swych serdecznych przyjaciół i wrogów, szukając wzrokiem jabłek, jednak póki trwało przemówienie Vankhenko talerze świeciły smutną pustką, a jego organy zaczynały powoli doskwierać nieznośnym bólem.
- Och, to ten pajac jest teraz nauczycielem? - przebąknął do siedzącego obok cygana. Widział Kuragina jak pocieszał zapłakaną dramatycznie Ulianę gdzieś przy ognisku. Zaśmiał się nawet słysząc, jak dziewczyna nazywa go "Cyrylkiem". Kiwnął brwiami i jak na zawołanie pochwycił puchar ze stołu by unieść toast wraz z głową szkolnego grona pedagogicznego.
Po uczcie, złożonej głównie z jabłek i dużej ilości cytryny na rybkach, opił się sokiem pomarańczowym i poturlał niemalże do swojego dormitorium.
Wczorajszy wieczór był błędem, ale to na takich błędach Twardowski się uczył.

z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Powołżskij, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

przeciętny

PisanieRe: Sala balowa   Pon Maj 02 2016, 20:31

I idę i idę, tańczę i tańczę i krążę i tańczę. Krokiem wolnym i szybkim, jak listek na wietrze, wiruję i idę, podskokiem i tańcem. Raz, dwa, trzy, hops przez lusterko. Jak Alicja do krainy czarów tak i ja, Slavka do szkoły. Chichoczę pod nosem, kiedy znów widzę piękne szkolne mury. Nie mogę przestać myśleć o lataniu na miotle,o Antonie-trenerze, o pierwszych lekcjach i wszystkich cudownościach na szkolnych korytarzach. I piruet i wiruję i hop przez próg sali balowej. Kołowianki były najprzepiękniejsze, mój wieniec wygrał i dumna stałam tam płacząc rzęsiście jak płonął w ogniu. Niby tak dobrze, a najfatalniej. Tylko sztuczne ognie, rozświetlające niebo, mogły poprawić mi humor i pamiętam, jak gorliwie machałam do Antona, żeby chociaż wzrokowo pokazać mu mój zachwyt nad efektem naszej wspólnej pracy, ale taki był zajęty rozmawianiem z wszystkimi innymi, że chyba mnie przeoczył.
Siadam więc, wesoluchno, dziarsko na ławie, między Iskrą moją najsłodszą, a Svetlaną jej najlepszą przyjaciółką bo nigdzie nie mogę znaleźć mojej Aliski, a bardzo, bardzo, bardzo nie chcę być sama. Próbuję wypatrzeć w chłopięcym gronie Kasjana, żeby się uśmiechnąć do niego, żeby się on uśmiechnął do mnie, żeby uśmiechał się więcej bo ma takie zmęczone oczy.
- Nowi nauczyciele! - wołam pogodnie i zaraz się do nich cieszę jak wariatka. Jaki to będzie przewspaniały rok!
Jedzonko przepyszniaste pojawiło się na talerzach i och jak mi wszystko smakowało, och jak pięknie wyglądało i pachniało. Dobrze, że usiadłam z dala od Alisy, bo by mi zaraz głowę suszyła, że jem jak świnka, albo że podskakuję w miejscu z radości, ale przecież jak inaczej mam się cieszyć, no jak.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Sala balowa   Pon Maj 02 2016, 20:55

Mało brakowało a parsknęłabym niemile widzianym śmiechem podczas powagi, która przejęła kontrolę nad całą salą balową w Koldovstoretzie. W porę się powstrzymałam, zagryzając dolną wargę i wpatrując się w sufit, który odbijał wszystko to, co działo się pod nim. Od tych kilku lat podczas których uczęszczałam do Akademii, nic się nie zmieniło. Sala nadal była pełna rosyjskiego przepychu, jak przystało na szanowaną, bogatą szkółkę dla czarodziejów. Na palcach odliczałam miesiące, które dzieliły mnie od ostatecznego zakończenia Koldovstoretz a po głowie chodziły myśli o tym czy dam radę je wytrzymać. Mimo wszystko chciałam choć tyle zrobić dla matki i dla Dity. Zresztą nawet wróciłam do swojego naturalnego koloru włosów i ubrałam się regulaminowo, żeby tylko nie narazić się dyrektorce już na samym początku roku. Teraz jedynie marzyłam, żeby pozbyć się tych niewygodnych szmat. Ścisnęłam ukryty przez długi rękaw prezent od Serhii'ego. Ćwiekowa bransoletka była jedną z rzeczy, która reprezentowała prawdziwą mnie i dodawała mi sił, żeby przetrwać na tej parodii, znanej jako nowy rok szkolny. Informacje o nauczycielach puściłam mimo uszu, tak samo jak przypomnienie o przestrzeganiu szkolnego regulaminu, marząc, żeby to się już skończyło. Wyborne jak zawsze żarty pani dyrektor przyjęłam bardzo cichym i krótkim kaszlem, który raczej nie zakłócił całej ceremonii. W końcu na nagły atak suchości nic się nie poradzi, nie mówiąc już o tym, że oprócz mnie było tutaj wielu innych uczniów. I nadszedł w końcu upragniony koniec mowy a na stołach pojawiło się jedzenie i picie. Uniosłam swój kielich niezbyt wysoko i szybko go opróżniłam, marząc o alkoholu, który by go wypełniał. Niestety, nie można było mieć wszystkiego, czego się pragnęło. Przeżuwałam powoli kawałek mięsa, przypominając sobie jak biegałam i skakałam w lesie podczas trwania Kołowianek na które zwyczajnie nie miałam ochoty iść. Odkąd Dita zniknęła, nie ciągnęło mnie do takich imprez. Kiedy skończyłam jeść i pić, opuściłam salę balową jak cała reszta.


Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Sala balowa   Pon Maj 02 2016, 21:07

Uliana jak każdy inny przeszła przez lustro dzięki czemu znalazła sie w szkolnych murach. Czystym przypadkiem, czy zamierzonym działaniem było to, że weszła jako jedna z pierwszych, ale do sali trafiła jako ostatnia.
Stała przy lustrze i czekała. Kolejne twarze ją mijały, ale żadna z nich nie przypominała tej, którą chciała zobaczyć. Czy ją wyprzedził? Niestety istniała taka możliwość. Ale w nadziei, że zaraz się jednak pojawi, stala i cały czas trzymała się sztywno. Pilnując, by usta nie zdradziły ją drganiem, a oczy morkością, stała i patrzyła nieuśmiechając się. Przypięła sobie wcześniej odznakę KD, co miało tłumaczyć to zachowanie. Niestety w pewnej chwili nie wytrzymała. Było to, kiedy siostra Andrieja podbiegła do niej i z dziwnym uśmiechem spytała po co tu stoi, przecież on już poszedł dawno. Chciała jej uwierzyć i uwierzyła, nie węsząc tego kłamstwa, które biło od młodej Walewskiej na kilometr. Odwróciła się i poszła się przygotować na ucztę. Należało włożyc piękną szatę i poprawić makijaż.
W łazience spędziła o wiele dłużej niż zwykle, ponieważ była to pierwsza chwila od bardzo dawna, kiedy była wreszcie sama. Wypuszcza powietrze z płuc kilka razy, ale wciąż czuje niesamowity ucisk gdzieś ponad żołądkiem, czy to serce czy to przepona? Coś trzyma tak mocno, nie chce puścić. Uliana spogląda w swoje odbicie. Widzi kogoś, kogo nie poznaje. Jej oczy nie błyszczą, jej twarz jest blada. Ostatnio wyglądała tak, kiedy Ofelia zatruła się jakimś zwierzatkiem i prawie umarła. A trzeba wiedzieć, że Uliana kocha swoją kotkę prawie tak samo mocno jak Andrzeja. W końcu to prezent od niego, co czyni kociaka ich podopiecznym, ich dzieckiem. Tak czy siak, prezentowała się okropnie. Bierze na palce farbę zwaną podkładem, rozciera róż na policzkach i stara się przykryć oczy ciemnym kolorem, żeby nikt nie widział jakie są smutne. A później wkłada odświętną szatę i znów przywiesza swoją odznakę w widoczym miejscu.
Widok sali balowej nieco poprawia jej humor, chociaż nie można być zbyt optymistycznym w tym temacie. Denerwuje się. Nie tylko wszystkimi poprzednimi wydarzeniami, ale również tym, że przecież w tym roku rozpoczyna się jej przygoda z Komitetem Dyscyplinarnym. Wie, że to wielka odpowiedzialność, dlatego musi się mocno starać, żeby Dyrekcja była z niej zadowolona. No i na ostatnim roku także najwięcej ma się oczekiwań przez egzaminy. Uliana przekonana, że będzie miała non stop wsparcie Walewskiego, teraz zaczyna zauważać jak wiele sobie zwaliła na głowę. Czy da radę? Wszak to takie wszystko ciężkie? Zajmuje swoje miejsce i zamierza szybko skończyć przygodę z tym całym powitaniem - nie jest głodna, chociaz nie jadła od rana. Spuszczony wzrok ma na kielichy, powoli patrzy po stole. Wszyscy wymieniają rozentuzjazmowane uwagi co do wakacji, opowiadają o przygodach i miłościach. A ona? Siedzi nadwyraz sztywno i miętosi szatę nerwowymi ruchami dłoni. Nagle pojawia się obok niej panna Karamazova - jedna z bliskich koleżanek, których wcale nie miała ochoty teraz widzieć. Wiedziała, że Alisa zarzuci ją swoją radością, przecież zawsze się nią wymieniały. Teraz jednak nie było mowy o takich nastrojach.
W międzyczasie trwała przemowa pani Dyrektor. Z całego potoku słów jedna wiadomość szczególnie ożywiła Ulianę. Aż spojrzała zaniepokojona na Alisę, wymieniając z nią spojrzenia - Mam nadzieję, że z Sergeyevichem już wszystko dobrze! Okropna wiadomość- uniosła dłoń do ust, szukając spojrzeniem innych członków Panacei, wszyscy byli tak samo przerażeni. Wszyscy prócz jednej osoby, która zdawała się być w trochę podobnym stanie co Uliana. Bo wtedy wreszcie panna Garodnyi dojrzała w tlumie uczniów brodatą twarz Andrieja. Pierwszym odruchem było to, że chciała wstać i podejść do niego, znikł tak nieoczekiwanie. Patrzyła na niego uparcie, szukając jego spojrzenia, które ten miał z kolei odwrócone. Uliana zaczyna męczyć szatę, żeby jakoś się wydostać z siedzenia, ale siedząca obok Alisa powstrzymuje ją pokazując na dyrektor, która nie skończyła jeszcze przemowy. Przerażona Uliana znów spogląda na Andrieja. Czy wreszcie odwzjaemnił jej spojrzenie?

Nie jadła za dużo. Wyszła w tym samym momencie co on. Tylko niestety on znikł jej i nie zdołała go dogodnić. Poszła więc do skrzydła dla dziewcząt, czując że ta noc będzie długa.

zt.
Powrót do góry Go down
avatar


Pierdiełkino/Belgrad

błękitna

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 02:08

Wszyscy mówili o Kołowiankach. Jak co roku, ale tym razem tematem numer jeden były zaręczyny mojej kochanej znajomej i Aristova. Podobno było dramatycznie choć nic nie przebije wersji Andrzeja, aż biedaka poklepałam po pleckach nie szczędząc mu kwaśnego mleka. Nie sądziłam, że tak łatwo od niego wyciągnę informacje, ale gdyby się nad tym zastanowić to nadal był pod wpływem emocji. Kiedy kac nieco zelżał i przypomniał sobie o Kołowiankach aż z oczu iskry leciały. Cioteczka Gala powiedziałaby, że po prostu pękł, a ja wolę utrzymywać, że zostałam jego powiernicą sekretów na całe życie. Nie był potem zadowolony i nadal nie jest, zwłaszcza jak go zaszantażowałam odnośnie naszej przyszłej relacji. Czepiłam się go jak rzep psiego ogona. Z boku wygląda to pewnie żałośnie, jakbym była samotna i tak dalej, ale to geny upartego muła nie pozwalają mi na odstąpienie. Wprosiłam się w andrzejowe życie prosto z buta. Zamiast wracać do domu jak sugerował w wiadomości wuj Radko, postanowiłam potowarzyszyć Walewskiemu jak najdłużej. W ten sposób po wielu utarczkach i syczeniu zwiedziłam Wilno poznając rodziców chłopaka. Nigdy nie byłam w zabytkowej mugolskiej kamienicy, a małe pokoiki pełne dziwnych urządzeń wydały mi się na tyle interesujące, że bite dwie godziny siedziałam z Panią Walewską w kuchni dając nieco odetchnąć. Wzięła mnie za Ulę, a ja bezwstydnie to wykorzystałam zanim Andriej otworzył usta. Jego pokój był niewielki, ale schludny. Miałam ochotę pogilgać postacie na plakatach, aby się ruszyły. Czarodziejskie nawyki. Zapominam o istnieniu mugoli. Przejrzałam jego książki, płyty i kasety. Ich tytuły niewiele mi mówią, ale pozwalam sobie pożyczyć tomik wierszy polskiego poety, Asnyka. Andriej choć się na mnie gniewa to już nieco ochłonął. Umawiam się z nim na konkretną godzinę przy przejściu, ale mnie wystawił. Dlatego też kiedy wypatrzyłam go w tłumie zmierzającym do Sali Balowej bez certolenia się dźgam po palcem w żebra i wykorzystując element zaskoczenia sadzam przy brzegu ławy. Nim zdążył się poruszyć wszystkie miejsca były już pozajmowane, a ja obdarzyłam go złośliwym uśmieszkiem. Co jak co, ale Bregowiczów się nie wystawia do wiatru. Rozglądam się po znajomych twarzach, witam z niektórymi krótkimi pozdrowieniami i zamieniam kilka słów z chłopakiem z VII roku, który udzielał mi korepetycji z botaniki. Nie miałam ręki do roślinek. Za mało cierpliwa jestem, chciałabym aby wszystko rosło na już. Wygładzam czerwony sweterek ściągając z niego paprochy. Wysłuchuję przemówienia dyrektorki Akademii z lekkim roztargnieniem. Jak to kąpiele zakazane? Przecież to jawne zaproszenie do złamania regulaminu. Skubię wargę patrząc na Andrieja, który chyba nie wie gdzie podziać wzrok. Nadeszła ostatecznie pora jedzenia, więc jak co roku nakładam swoje ulubione specjały. Lubię dobrze zjeść i nigdy sobie nie szczędzę przekąsek. Gdy Andriej podrywa się do wyjścia, łapię za dwa udka chowając je w serwetki i go gonię. Tu już mi nie ucieknie.


z.t
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 12:36

Rozpoczęcie roku. Po raz dziewiąty, po raz ostatni. Być może właśnie dlatego w powietrzu wisiało coś innego, jakaś inna atmosfera towarzyszyła przejściu przez lustro. Świadomość jak to niewiele dzieli mnie od przymusu podejmowania tych wszystkich ważnych, życiowych decyzji, końcowych egzaminów i ruszenia w świat. Jednak nie takie dojrzałe myśli zaśmiecały mój umysł. Prawdopodobnie wszystko to było głównie winą niewyspania, lekkiego zmęczenia, które szumiało mi w głowie pomimo dwóch kaw wypitych do śniadania.
Kołowianki mogę uznać za całkiem udane pomimo drobnego faktu, że o mało się nie zabiłem łapiąc tego idiotycznego koguta. Na całe szczęście nikt nie zwrócił na to specjalnej, zbytnio wszyscy skupili się na tryumfalnym zwycięstwie Aristova. Nie zostałem na tyle długo, żeby przypatrzyć się jego parszywej twarzyczce w blasku chwały. Wróciłem do Snowida w samą porę ogłoszenia wyników w konkursie plecenia wianków. Nie wygrał, moja urocza kuzynka wyprzedziła go o włos. Szkoda, bo jego dzieło było naprawdę kunsztowne, wciąż nie mogę się nadziwić, jakim cudem potrafi tworzyć tak niezwykłe rzeczy. Z drugiej jednak strony ta porażka miała swoje plusy. Czmychnęliśmy z tego święta nim wielkie ognisko zdołało zapłonąć na dobre. Póki rodzina skupiała się na oddawaniu czci bogom, którzy nie istnieli mogliśmy zająć się własnym świętowaniem i należycie pocieszyć go po tej niesłusznej porażce. Nawet nie przeszkadzało mi wzmożone zmęczenie. Matka uznała, że bawiłem się wokół ogniska z innymi skoro to mój ostatni rok. Cóż, czasem pojawiają się plusy jej braku zainteresowania moją osobą.
Zapewne moje zainteresowanie przemówieniem pani dyrektor byłoby większe, gdybym się wyspał. Teraz siedziałem nieco apatycznie przyglądając się z ciekawością mojemu pustemu talerzowi. Nic nie mogłem poradzić, że wygodniej było mi opierać się lekko o Snowida niż siedzieć całkowicie wyprostowanym. Wszyscy mogli zobaczyć jak moje powieki przegrywają walkę z grawitacją, więc pewnie nikogo nie dziwiło moje lekkie skrzywienie. Jedynym przejawem skupienia uwagi był moment, gdy w tłumie mignęła mi twarz Slavy z nieodłącznym, promieniejącym uśmiechem. Uniosłem kąciku ust w odpowiedzi, w duchu śmiejąc się z faktu, że pośrednio przyczyniła się do mojego zmęczenia. Chyba powinienem jej pogratulować tego zwycięskiego wianka. Kolejną chwilą, kiedy się ożywiłem, było pojawienie się na stołach jedzenia. Nie zdawałem sobie sprawy jak byłem głodny dopóki nie zauważyłem, że nałożyłem sobie chyba wszystko, co można było dostać. Może to zmiana klimatu wzmagała apetyt?
Dopiero po rozprawieniu się z górą jedzenia poprawiłem się na miejscu, aby znów skupić się na mojej małej wronie. Dałem mu komfort nierumienienia się całą uroczystość więc chyba byłem miły aż w nadmiarze. Podwinąłem rękawy czerwonej szaty odsłaniając te czarne od koszuli. Przez przypadek odziałem się w kolory rodowe, tak różne od mojej barwnej szaty z dnia wczorajszego.
- Idziemy? Nieład się pewnie denerwuje. - Niestety zwierzątko nie mogło przybyć z nami na ucztę, więc pewnie kuli się teraz w otwartej walizce Wrońskiego. Przyglądam mu się krótką chwilę, a potem wstaję i nie muszę się odwracać, żeby wiedzieć, że podążył za mną.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

32 lata

przeciętny

nauczyciel geografii świata

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 12:43

Rozpoczęcie roku szkolnego, przeżył ich już dziewięć, tyle samo było też zakończeń. Jedne wspomina dobrze, inne trochę gorzej. Z perspektywy tych trzynastu lat wszystkie wspomina dobrze, a przynajmniej poprawnie. Smutne wątki, stara się odsunąć jak najdalej się da i po prostu o nich zapomnieć. Prawie mu się to udaje, jednak takie wymazanie, nigdy nie trwa długo, bo przecież blizn nie da się wymazać.
Siedząc na zakończeniu szkoły, nie przypuszczał, że jeszcze kiedyś będzie mu pisane zobaczyć rozpoczęcie roku, nie myślał, ba nawet mu się nie śniło, że jego stopy raz jeszcze będą mogły kroczyć po tych znajomych posadzkach, znowu będzie mógł się gubić na szkolnych korytarzach i wymykać w nocy by spokojnie popatrzeć w gwiazdy. Wiedział jednak, że mimo powrotu do przeszłości, czasu nie udało mu się cofnąć, dalej trzydziestoletnim mężczyzną, a teraz nawet nauczycielem. Nie mógł się zachowywać nieodpowiedzialnie, powinien świecić przykładem i pomagać tym wszystkim uczniom znaleźć ich drogę życia. Dopiero teraz przez chwilę poczuł brzemię odpowiedzialności jakie na niego spadło. Szybko jednak je rozwiał uświadamiając sobie, że przecież był tylko prowadzącym typowego przedmiotu krzaka, jak to nazywali tego pokroju zajęcia na studiach. Przedmiotu, który nic nie wnosił do ich przyszłej kariery, ale trzeba go by było zdać bo był przeszkodą w dojściu na następny poziom. Ta świadomość, bezsensowności i zerowej przydatności jego ukochanej geografii sprawiła, że prawie nie usłyszał kiedy Pani Dyrektor wymieniła go jako nowego nauczyciela.
Niepewnie, nie wiedząc jak dokładnie powinien zareagować, lekko podniósł się, kiwnął głową w stronę zebranych uczniów po czym szybko na nowo usiadł.
Dopiero teraz Cyril rozejrzał się dookoła i przyjrzał się swoim nowym towarzyszom broni. Część z nich była dla niego całkowicie obcymi ludźmi, ale wśród tej grupy nieznajomych udało mu się wypatrzeć kilka wspomnień z dawnych lat. Znajome twarze z jednego roku, albo inne osoby, które los mniej lub bardziej przez przypadek zesłał na jego drogę. Jakoś widok tych znanych osób podniósł go trochę na duchu, mimo, że po twarzy nadal nie widać było radości, to była to smutna twarz, ale zwiększą ilością zrozumienia i spokoju.
Kiedy mowa się skończyła Kuragin powoli zaczął raczyć się posiłkiem równolegle sortując twarze uczniów. Niebieskimi oczami chciał wypatrzeć wśród tej anonimowej chmary Ulcię, nie było to jednak możliwe. W jego oczach oni wszyscy zlewali się w jedną wielką bezkształtną masę.
Chyba czas kupić sobie okulary.
Stwierdził w myślach, tracąc nadzieje na odnalezienie Gardonyi.
Po napełnieniu swojego żołądka, poczekał jeszcze chwilę przysłuchując się rozmowie jakiś dwóch członków grona pedagogicznego siedzącego nieopodal, po czym bez słowa powstał. Niepewnie kiwnął głową nowym "kolegom i koleżankom" na do widzenia i wyszedł z sali, ciekawy czy samemu uda mu się dotrzeć do skrzydła nauczycielskiego.
Szczerze w to wątpił.

zt
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 14:13

Koszmar. Ostatnia doba była najgorszą z tych wielu, gdzie największym dramatem było zapomnienie kolejnej pracy domowej lub wybuch kociołka. Chętnie wyszedłby ze swojego ciała i poszedł na bardzo, bardzo długi spacer w siną dal hen daleko. Przy pomocy Livii przypomniał sobie wszystko podczas śniadania w Czarodziejskiej Rusałce. Naciskała, wypytywała nie najgorzej od surowego milicjanta. Znała Ulę. Nie wiedział jeszcze czy to dobrze czy nie, nie mógł ocenić ich relacji. Z resztą nie miał do tego głowy, która pękała i to chyba nie od samego kaca. Opowiedział Bregović o wydarzeniach na Kołowiankach dając ujście swoim emocjom. Na trzeźwo nigdy nie wziąłby jej za zaufaną osobę. W końcu dłużej przyjaźnił się z Erdene, ale uratowała mu życie więc miał u niej ogromny dług wdzięczności. Czterech czarodziejów? Nie dziwne, że głowa nadal pobolewała. Oby Livia przekazała podziękowania wujkowi, bo w Sali Balowej siedziałby Wielki Siniak. Obecność nowej koleżanki w Wilnie była drażniąca, ale zmęczenie słownymi utarczkami dało mu się we znaki i tylko machnął ręką zastrzegając, że wraca sama. Przy państwu Walewskich zachowywała się nienagannie i gdyby nie zmęczenie to może w porę zareagowałby na podszywanie się za Ulę. Marzył o spaniu, świętym spokoju i za żadne skarby wolał nie myśleć o rozpoczęciu roku szkolnego. Rozmyślania o najlepszym powodzie do odroczenia nauki przerwała Bregović, która czuła się jak u siebie macając co tylko popadnie. Po co chciała książkę po polsku skoro nie znała tego języka? W końcu jednak sobie poszła mówiąc o spotkaniu przed lustrem. Takiego wała. Dźgnięcie w żebra było bolesne i tylko syknął kiedy posadziła go przy pierwszej lepszej ławie z brzegu. Jedno z gorszych miejsc, ale szybko znalazł pozytywną stronę siedzenia blisko wyjścia. Dyskretnie się rozglądał w poszukiwaniu Uliany i Aristova. Dopiero teraz sobie zdał sprawę z tego, że ten rok będzie najtrudniejszy. Dzielił z Yurim sypialnię. Będzie potrafił przechodzić koło niego spokojnie wiedząc, że on i Uliana... Skupił wzrok na czerwonym sweterku Liv. Gdzie może być Erdene? Zhu Zhu? Wszystko było na opak i żeby nie zwariować skoncentrował się na przemówieniu dyrektorki Koldovstoretz. Nowi nauczyciele? W tym jedno polskie nazwisko. Jest dla tego miejsca jeszcze nadzieja. Nic tak nie irytowało Andrieja jak grono pedagogiczne złożone w 99% z błękitnokrwistych czarodziejów pochodzenia rosyjskiego. Profesorem na emeryturze i po wypadku się nie przejął, bo dla niego największą stratą był wykładowca alchemii trzy lata temu. Dołączył się do burzy oklasków, a potem przystąpił do obiadokolacji podczas której więcej pił niż jadł. Przy pierwszych podrywach innych uczniów do wyjścia skorzystał z okazji na oddalenie się od Bregović i wyszedł.

z.t
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 18:20

- Krzywisz się jakbyś jadł cytryny.
- Och? Doprawdy?

Yuri spróbował przybrać mniej kwaśną minę. Unieść nieco kąciki ust. Nie raz i nie dwa robił dobrą minę do złej gry. Jednak dzisiejszy dzień był jakiś inny. Pozbycie się grymasu z twarzy przerastało jego siły. Zupełnie jakby przemieniał się w kamienny posąg. Ciało bardzo opieszale, bardzo niechętnie wykonywało przesyłane z umysłu polecenia. Zresztą, umysł nadal wypełniały świeże wspomnienia z wczorajszych wydarzeń.
Po powrocie do domu z Kołowianek, ojciec od razu wydobył z prywatnych zapasów butelkę wódki. Sporządzonej według ściśle trzymanych w tajemnicy rodowych receptur. Taką wódką raczyli się szlachetni goście Aristovów na bankietach. Zwykli czarodzieje musieli wyłożyć sporo rubli, by zakosztować tej przyjemności. Ojciec wyraźnie nastawił się na hojne polewanie, tak jakby wraz synem miał do opicia wielki sukces. Cóż, dla niego mógł to być wielki sukces. Yuri odnosił wrażenie, że otrzymuje nagrodę za prawidłowo odegraną rolę. NAGRODĘ. Wódka stanęła mu w gardle. Dopił jakoś ten kieliszek i pod byle pretekstem wymówił się przed dalszym piciem w towarzystwie ojca. Wieczór szybko zamienił się w noc. Parę dni wcześniej Yuri nie wyobrażał sobie, że spędzi ostatnie chwile wakacji na snuciu się bez celu po domu i przesiadywaniu na werandzie. Nie chciało mu się spać. Nie chciało roztrząsać od nowa i nowa niedawnych zdarzeń. Gdy nad okolicą na dobre zapadł zmrok, matka przyniosła mu kubek wypełniony naparem z ziół. Na wzmocnienie i na sen. Ziółka faktycznie podziałały. Udało mu się zdrzemnąć, zaś nad ranem obudzić w całkiem niezłej formie. Fizycznie odczuwał zmęczenie, ewidentny dowód niewyspania. Za to umysł miał jasny. Nie wiedział co jeszcze zrobi z zaręczynami, ale miał jako tako pojęcie co należałoby uczynić w takiej sytuacji. Najpierw musiał pomówić z Ulianą. Koniecznie.
Pochłonięty planowaniem, nie specjalnie przejmował się rozgardiaszem czynionym przez pierwszaki. Dzieci przepychały się, przekrzykiwały. Z niecierpliwością czekały aż pozwolą im przejść przez zwierciadło i po raz pierwszy ujrzą salę balową w słynnej Akademii Koldovstoretz. Yuri lubił tą atmosferę otaczająca uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego. Wakacje dobiegły końca, ale nie myślano  jeszcze o wysiadywaniu w ławce albo stosie prac domowych. Starsi uczniowie witali się ze sobą i snuli opowieści o swoich letnich przygodach. Poniektórzy głośno zastanawiali się czy Nofelovichowi przybyło siwizny na głowie. Inni wyrażali nadzieję, że dyrektorka skróci przemówienie, gdyż padną z głodu, zanim ta powie połowę tego, co zamierzała powiedzieć.
To życzenie częściowo zostało spełnione. Dyrektorka przemawiała konkretnie i prosto, bez owijania w bawełnę. Poza standardowym powitaniem, życzeniami i szeregiem ostrzeżeń, wspomniała coś o nowych nauczycielach. Interesujące. Nowi nauczyciele. W Akademii zachodziły wielkie zmiany. Spędził w jej murach dziewięć lat swojego życia i przez te dziewięć lat zdążył wysnuć wniosek, że szkoła pozostawała odporna na zmiany. Wszystko było takie samo, kiedy uczęszczali do niej jego rodzice i postanie takie samo na długo po tym jak on sam, zakończy w niej edukację. A tu taka niespodzianka. Trochę szkoda. Przywykł do starych profesorów. Z drugiej strony - ci nowi wydawali się intrygujący. Poczekamy, zobaczymy.
Po przemówieniu przyszła pora na ucztę. Yuri coś tam skubał z gorących posiłków serwowanych przez szkolną kuchnię. Wodził wzrokiem po sali w poszukiwaniu znajomych twarzy. Dostrzegł Snowida. Co poprawiło mu nastrój. A gdyby tak pójść do niego ze swoim problemem? Może Snowid podsunąłby jakiś dodatkowy pomysł. Przy kuzynie siedział Kasjan. No i dobry nastrój, diabli wzięli. Chociaż ten raz
Karamazov mógł wykazać się odrobiną taktu i zostawić Snowida w spokoju. Uczepił się go jak rzep psiego ogona. Yuri odwrócił głowę. Dzisiaj nie będzie psuł sobie krwi z powodu Karamazova. Zaraz potem zauważył smutną Ulianę w towarzystwie Alisy Karamazovej. Co ciekawsze, siedzący gdzieś przy brzegu stołu Andriej wyglądał równie markotnie jak panna Gardonyi. w dodatku... Bregović? Co on robił z Bregović?! Yuri uniósł dłoń w powitalnym geście, ale... Andriej z rozmysłem go zignorował? Yuri zmarszczył brwi, jednak nie podejmował dalszych prób nawiązania kontaktu z kumplem. Spotkają się w salonie.
Posiedział jeszcze trochę za stołem. Pogawędził z blondwłosą ósmoklasistką o nowych nauczycielach i   o ty czego należałoby spodziewać na ich lekcjach. Kiedy rozmowa zaczęła zamierać, wstał, przeciągnął się i pożegnał z blondynką. Udał się prosto do Dormitorium.

[z/t]
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 20:51

Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek wróci do Koldovstoretz. Doskonale pamiętał siebie sprzed dziesięciu lat - zarzekał się wtedy, że nigdy nie powróci do Akademii, że skończy studia, że postara się o posadę w petersburskim szpitalu. A jak się skończyło? Choroba i śmierć matki pokrzyżowała jego plany, wszystkie oszczędności wydali na jej bezsensowne leczenie, tym samym pozbawiając Łukasza jego funduszy, które od lat zbierał na studia magomedyczne. Musiał z nich zrezygnować, ale nie poddał się - ukończył botanikę i zielarstwo na angielskim uniwersytecie, drobnymi pracami odłożył na swoje podróże. Był lekkoduchem do ostatnich wakacji - w czerwcu przeczytał ogłoszenie w Hostisie o wolnej posadzie nauczyciela botaniki w Koldovstoretz, dlatego napisał zgłoszenie. I tak nie miał nic lepszego do roboty. Nie mógł się ustatkować, nie potrafił znaleźć dobrze płatnej pracy ze swoim wykształceniem. Korepetycje nie dostarczały mu tyle rubli, ile potrzebował, dlatego postawił wszystko na jedną kartę i już miesiąc później dostał odpowiedź pozytywną. Dziwnie się czuł, kiedy wraz z innymi uczniami, pierwszego września, przechodził przez lustro w petersburskim sklepie. Jeszcze dziwniej się czuł, kiedy spotkał własnych nauczycieli z lat szkolnych - wszyscy gratulowali mu jego osiągnięć, posady nauczycielskiej, niektórzy nawet mrugali porozumiewawczo i szeptali, że teraz są kolegami po fachu. Spotkał też wiele młodych belfrów - a raczej całkiem ładnych belferek - którzy byli niewiele starsi od niego i chodzili razem do szkoły. Miło było znowu przekroczyć mury Akademii, znaleźć się w sali balowej i oglądać siebie w wielu lustrach, których było tutaj pełno. Jednak brakowało mu jedno - teraz miał oddzielną sypialnię, więc nici ze szkolnych pogaduszek z kolegami z roku. Równo o godzinie szesnastej zasiadł wraz z innymi nauczycielami przy stole, czując się nieco niezręcznie. Doskonale pamiętał, jak to było siedzieć przy długiej, uczniowskiej ławie i ciekawie spoglądać ku stołowi nauczycielskiemu, zastanawiając się, który z nich na dzisiejszy dzień zaplanował kartkówkę. A w tym roku szkolnym to Łukasz będzie robić kartkówki. O ile będzie mu się chciało. W milczeniu czekał na rozpoczęcie obiadu, wsłuchując się w słowa pani dyrektor. Kiedy go przedstawiła, pobladł na twarzy i wstał pośpiesznie, kiwając głową w kierunku uczniów i uśmiechając się trochę nieśmiało. Niektóre uczennice zachichotały pod nosami. Słyszał to. Na pewno to usłyszał. Zanim usiadł, przeczesał dłonią włosy. Niedługo potem na stole pojawiło się wymyślne jedzenie - dawno nie miał w ustach takich wykwintnych potraw, dlatego nałożył sobie wszystkiego po trochu, zagadując rozmową czarownice siedzące obok niego. Czerwieniły się i chichotały, chociaż wcale nie mówił niczego zabawnego.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Sala balowa   Wto Maj 03 2016, 21:38

Dziwnie się czułem z myślą, że to moja ostatnia uroczystość powitalna. Niby zawsze istniała szansa, chociażby nikła i całkowicie nierealna. Mógłbym nie zdać tej klasy, dostałbym możliwość przedłużenia dziecięcego życia o kolejny rok. Oczywistym było, że tak się nie stanie. Przecież ojciec pewnie by mnie zabił, zwalając winę na mój słaby stan zdrowia oraz chorobę. Tak dobrze było polegać na czymś stałym w życiu, nawet jeżeli była to bezwzględna pogarda mojego rodziciela. Tym razem jednak było inaczej, zdobyłem prawdziwy cel. Wcześniej? Starałem się, aby nie rozdzielili mnie z Kasjanem. Zdawałem, ponieważ musiałem, jakby inaczej? Tego roku było coś jeszcze. Niewielka iskierka nadziei, którą rozpaliła Babcia, podczas minionych, wyjątkowo długich wakacji. Dała mi marzenie, o którego spełnienie mogę się starać. Dostałem wiatru w moje małe, czarne skrzydła. Chciałem się naprawdę przyłożyć!
Więc w ogóle nie przewidywałem, ani nie potrzebowałem dodatkowego, motywującego mnie do działania powodu, a jednak, dostałem go. Wczorajszy dzień był szczególnie niezwykły. Ostatnie Kołowianki, przynajmniej te, w których sam wziąłem udział, jak uczeń. Zupełnie nie spodziewałem się czegoś takiego. Nie nawiązuje tu do niewielkiego rozczarowania, wiążącego się z przegraną mojego dzieła. Chodzi mi o coś innego, zdecydowanie bardziej... przyjemniejszego. Może to i lepiej, że nie wygrałem? Przynajmniej nie mieliśmy powodu, aby zostawać na wieczorne obchody. Chociaż z początku tego żałowałem. Dobrze wiem, jakie podejście miał do mojej wiary Kasjan, co nie zmieniało faktu, że nieokazanie szacunku bogom trochę mnie zmartwiło. Nie potrafiłem pomimo tego mu odmówić, ani sobie. Noc przed rozpoczęciem roku była wyjątkowa, pewnie nie wybaczyłbym sobie zaprzepaszczenia takiej okazji. Mam nadzieję, że mój nauczyciel się nie mylił, a nasi bogowie nie są małostkowi. Ofiara złożona tuż nad ranem powinna zaspokoić ich potrzeby, dokładnie tak samo jak ta ofiarowana przez tłum uczniów ubiegłego wieczora.
Siedziałem w dziwny sposób, jednak zdawałem sobie sprawę, że nie jest to widoczne. Cóż, miałem już wprawę w radzeniu sobie z tak specyficznymi kontuzjami. Kasjan starał się wynagrodzić mi swoje energiczne pożegnania wakacji, równie żywiołową rekompensatą. Niestety, ale w szkole nie nauczali nas masażu, mogliśmy również lepiej się przykładać do nauki sztuki uzdrawiania. Byłem zmęczony, niewiele spałem. Wiedziałem, że nie było po mnie tego widać. Zawsze wyglądam niemrawo, więc jedna, nieprzespana noc nie była straszna mojemu blademu licu. Niewiele uwagi przykuwałem do mojego otoczenia. Przemówienie pani dyrektor wleciało do mego ucha, ale od razu wyleciało drugim. Nie widziałem potrzeby w marnowaniu energii na nie, przecież przez następne tygodnie brać uczniowska nie będzie dyskutowała o niczym innym, szybko nadrobię. Jedynie informacja o zmianie nauczyciela, profesora Sergeyevicha zastąpił jakiś... Nie, to pewnie oczy mnie zwodzą. Najwidoczniej nieprzespana noc wywarła mocniejsze skutki na mojej osobie, niż wcześniej przypuszczałem.
Delektowałem się ciszą, nie tylko jedzenie, które jak co roku, było wyśmienite. Trochę dziwił mnie fakt, że Kasjan postanowił spędzić obiad w wyjątkowej ciszy. Przecież w nocy był bardzo rozgadany, jego język dosłownie nie odpoczywał. Rzecz jasna sam nie zacząłem rozmowy, zbytnio byłem zajęty przejmowaniem się tym, jak się prezentuję, a i wymagająca pozycja mi na to nie pozwalała. Zjadłem dużo, nawet nie będę tego ukrywał, no, przynajmniej w moich standardach, do mojego towarzysza było mi daleko. Niczego sobie nie odmawiałem, niczym wrona skubałem małe kęsy, chciałem spróbować wszystkiego. Po tylu latach wiedziałem, że nie ma nic lepszego, niż obiad serwowany pierwszego dnia. Nie wstydziłem się również podkradać z talerza brata. Wiem, naprawdę dobrze wiem, że to wbrew wszelkim manierom, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłem się powstrzymać. Nie miałem sił, aby lawirować między stolikami w poszukiwaniu pyszności, a zbytnio wstydziłem się, by poprosić kogoś obcego o to. Dziwił mnie fakt, że nie spotkałem jeszcze Yuriego. Zwykle nie ukrywał swojej obecności przede mną. Ale to pewnie moje przewrażliwienie, zapewne dobrze się bawi otoczony tabunem panien, którą pragną usłyszeć historyjki z wakacji. Albo czmychnął do naszego skrzydła, planować najnowsze podboje przyszykowane na ostatni rok szkoły.
Zerknąłem na Kasjana, który najwidoczniej skończył swój posiłek. Dobrze, przynajmniej mogłem skończyć udawać, że ciągle jem. Już od dłuższej chwili byłem pełen, chociaż na moim talerzu pozostawało ciastko, które molestowałem od kilku ładnych minut. Nie byłem pewien, czemu nie założył szkolnego mundurka pod swoją szatę. Oby tylko nie okazało się, że zapomniał go spakować! I do tego tak się z tym odnosił, cały Karamazov. Uśmiechnąłem się lekko, kiedy usłyszałem wzmiankę o Nieładzie. Ciekawe, czy naprawdę zamierzał udać się prosto do dormitorium? Możliwe, tylko znając jego wybrał najdłuższą trasę. Przecież nie może nie skorzystać z tego, że Akademia w obecnej chwili pozostawała prawie pusta.
- Chętnie - odpowiedziałem mu zachrypniętym głosem, który był pamiątką po minionej nocy.
Z przyjemnością wstałem ze swojego miejsca, naprawdę cieszyłem się z tego, że dane mi było w końcu rozprostować ścierpnięte nogi. Najchętniej rzuciłbym się na miękki materac łóżka i zanurzył twarz w puchowe poduszki albo w kolorowe futro mojego liska.
Powrót do góry Go down
avatar


Tobolsk, Rosja

błękitna

poświst

18 lat

VIII klasa

zamożny

Bobaki

PisanieRe: Sala balowa   Sro Maj 04 2016, 02:53

Nie pozwolono jej na udział w Kołowiankach. Nie wypełniła należycie swoich obowiązków. Już drugi raz z rzędu. Patrzyła na podekscytowanych członków rodziny, na Erdene, która nie mogła się doczekac spotkania z przyjaciółmi, na braci przekomarzających się który z nich wygra strzelanie z łuku, na matkę chcącą spróbować egzotycznych, zachodnich potraw. Zhu Zhu została w domu ciężko pracując. Rozpoczęcie roku szkolnego przyjęła z ulgą i choć szanowała ojca oraz dziadka to Koldovstoretz dawało jej szansę na odpoczynek. Nadal będzie się pilnie uczyła, aby stopnie z egzaminów były jak najlepsze, ale musiała zrywać się o świcie, aby ugniatać w moździerzu mysie uszka. W kolejce do lustra przysłuchiwała się podekscytowanym rozmowom rówieśniczek. Mówiono o zaręczynach i Raskolnikach oraz fenomenalnym złapaniu kłobuka. Na myśl o tym ostatnim zrobiło się jej smutno, bo krzywdę zwierząt odczuwała współmiernie do jego cierpienia. Po przejściu przez zaczarowaną lustrzaną taflą poczuła się jak inna osoba. To tak jakby przejście zmyło z niej ciężar wakacji. Zasiada niedaleko Erdene, która w wianuszku dziewcząt opowiada im o swoich przygodach. Wita się z innymi, widzi Andrieja, swoją współlokatorkę Livię i nawet Ulianę, ale nie zmienia swojego miejsca czekając na przemowę i obiad. Ciekawskim wzrokiem przebiega po stole grona pedagogicznego od razu wyłapując nowe twarze. Wydają się jej interesujące, zwłaszcza ta melancholijna Kuragina. Klaszcze w podziękowaniu, a potem przystępuje do jedzenia staranie nakładając sobie szparagi w octowej galarecie.


z.t
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Sala balowa   Sro Maj 04 2016, 11:46

Znowu to samo, maraton psychicznego przygotowywania brata na przejście przez lustro i zmęczenie, ogromne zmęczenie, chociaż nie robi niczego nowego, chociaż rok i wakacje z pozoru są jak inne, chociaż na kołowiankach znów wszystko było takie samo, znowu nie plotła wianka, znowu tylko snuła się i obserwowała, ukrywając między strojami, dolewając lemoniady, szukając wzrokiem przyjaznych twarzy, do których i tak nie podchodziła aby zagaić rozmowę. Cichnie coraz bardziej, chociaż zawsze rzadko się odzywała, ściąga aparaty, chowając je w pudełeczku przystrojonym srebrnymi łuskami, głowę niżej spuszcza, a i tak nie widać, przecież zawsze się garbiła. Znowu stoi na końcu sali, ściskając Gonza za dłoń, byleby tylko nie wejść w głąb, byle nie podnieść głowy do góry i spojrzeć na lustrzany sufit. Chociaż jej to nie przeszkadza, podnosi głowę, gdy Gonzo ją spuszcza, obserwuje głowy ludzi, pochylające się w stronę sąsiadów, szepczące coś, dzielące się na jednym tchu plotkami, tymi wakacyjnymi, których nie zdążyli przekazać sobie na kołowiankach i tych z imprezy właśnie, tych z wejścia do szkoły, najnowszych, najświeższych, jak rogaliki znajdujące się na stołach. Niedobrze jej, duszno, nie słucha nawet przemowy, nie zwracając uwagi na nowe nazwiska kadry pedagogicznej, ani na wiadomości, co się z nimi stało. Chciała się już położyć. Odwraca głowę, omija wzrokiem Mirona i jego armię jabłek, nie uśmiecha się do Alisy, chociaż myślała, że tak zrobiła, kąciki jej ust nie drgnęły, Wroński, jak zwykle z Kasjanem, Zhu Zhu zajadająca się szparagiem. To wszystko jest takie samo, nawet nie chce jeść. Wstydzi się? Nie, to bez sensu, jak wiele innych rzeczy. Nie klaszcze, nie siada. Do serwetki wrzuca parę pasztecików ze szpinakiem i stojąc jeszcze na raz wypija cały kielich soku porzeczkowego, później wychodzi. Jest za głośno.

zt
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

cień

18 lat

VIII klasa

bogaty

PisanieRe: Sala balowa   Sro Maj 04 2016, 17:44

Nie potrafisz powiedzieć, jaki jest twój stosunek do tego dziwnego uczucia zalewającego twe wnętrze, gdy ciało styka się z gładką powierzchnią lustra i przenika na drugą stronę - świata. Wzdrygasz się zawsze, mimowolnie, bo wbrew pozorom to spotkanie wcale nie przypomina błogiego zetknięcia z taflą jeziora, w którym kąpałaś się przez całe lato. Serce niemal od razu na powrót wyrywa się w stronę cygańskich taborów porzuconych nagle, gdzieś w połowie wypełnionej kakofonią barw i dźwięków wędrówki, jakby na sygnał głośno bijącego zegara, nie pozwalającego zapomnieć o tym, że oto przyszedł czas powrotu. Do szkolnej rzeczywistości, nieco odrapanych ławek, spacerów po okolicznych dzikich terenach - dzięki bogom, że istnieją, zapewniając ci choćby namiastkę tego, co ukochałaś sobie najbardziej. Pomyśleć, że jeszcze wczoraj snułaś się po tętniącej życiem polanie, na której odbywały się tegoroczne Kołowianki, dopiero po dłuższej chwili zdając sobie sprawę, że gdzieś zagubiłaś Milana, zresztą Lolo także szybko zniknął ci z oczu. To był dzień, gdy tkwiłaś zanurzona po uszy w swoim własnym świecie, posyłając wokół pozbawione wyrazu, jakby nieco puste spojrzenia i zdobywając się na lekkie uniesienie kącików ust, gdy jednak mimochodem udawało ci się dostrzec jakiś uśmiech posłany w twoją stronę.
Zastygasz w bezruchu, nadstawiając ucha, choć słowa dyrektorki nie zostają w twej głowie na długo. Co roku ten sam przekaz, ubrany w nieco inne niż dotychczas słowa. Pierwszego dnia szkoły zwykłaś co chwilę oplatać w czułym uścisku dłonie swych starszych braci. To własnie ich obecność pozwala ci choć po części czuć się tutaj jak w domu. Co i rusz wypuszczasz je z drobnych dłoni, tylko po to, aby po chili złapać je po raz kolejny. Może to taki pierwszowrześniowy tik nerwowy, gdy próbujesz wykorzystać krążącą w twych żyłach energię w jak najbardziej błahy sposób. Niewiele jesz, niewiele pijesz, zasiadasz po prostu w gronie najbliższych przyjaciół, wysłuchując ich wakacyjnych wspomnień, wypuszczając z ust utkane w słowa własne opowieści.
Późnym wieczorem w końcu zatapiasz się w pościeli, przez szparę w oknie obserwujesz gwiazdy. Ręką czule głaszczesz swój skarb, skrupulatnie schowany pod poduszkę. Niespodziewany podarunek - magiczna piszczałka. Wciąż nie poznałaś wszystkich jej właściwości. Podskórnie czujesz, że kryje ona w sobie wielkie tajemnice. I to właśnie ten rok z pewnością pozwoli ci je odkryć.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Veroshka Vasilchenko dnia Czw Maj 05 2016, 21:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

błękitna

medium

32 lata

bogaty

nauczycielka teorii magii

PisanieRe: Sala balowa   Sro Maj 04 2016, 23:14

Do Akademii przybyła wcześniej, przed uczniowskim tłumem. Tyle drobnych rzeczy do zrobienia od skontrolowania dusznej kwatery w podziemiach, po zapoznanie się z planami na ten semestr. Przebrana w stosowny strój, cały w szarościach poszła do swojej sali, jeszcze cichej, spokojnej. Od jutra zacznie się ruch, bieganie uczniów z esejami.
Zeszła na dół, żeby z resztą grona pedagogicznego przywitać te dzieciaki. Jak co roku sztywno i poprawnie. Zajęła miejsce bliżej skraju stołu. Z Zinayidą zdążą jeszcze porozmawiać. Teraz zresztą dyrektorka dbała, aby wszystko było w porządku. Obok, żadna niespodzianka, była Tamara i czuła podekscytowanie siostry. Pewnie wzrokiem lustrowała wchodzących uczniów, każdym kolejnym spostrzeżeniem nie zapomni się z Olgą podzielić, prędzej czy później.
Spełniła toast winem, zdecydowanie za słodkim na jej gust, skrzywienie zamarkowała szklanką wody, którą uniosła do ust. Jeść nie mogła, został jej ten nawyk po latach katorżniczego treningu magicznego jej ojca. Lepiej nie było przed tym jeść.
Patrzyła pobieżnie po zgromadzonych. Czasem wymieniała się zdawkowymi komentarzami z resztą nauczycieli. Zmierzyła Cyrila, coś w nim jej przeszkadzało, znała swoje przeczucia.
Gwar zmęczył ją bardziej, niż się spodziewała, ostatnie długie wakacje odzwyczaiły ją od Akademii.
/zt
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg

czysta

cień

35 lat

zamożny

nauczyciel transfiguracji / dorywczo szpieg, ale o tym ćśś

PisanieRe: Sala balowa   Czw Maj 05 2016, 20:13

Zjawiłeś się jako ostatni. Przekroczywszy próg sali, z prawdziwym żalem wodzisz wzrokiem po twarzach wszystkich nieszczęśników, którzy musieli z pokorą wrócić w progi Akademii, aby poświęcić kolejny rok na intensywną naukę i rozwój swojej osobowości. Z doświadczenia wiesz, że nie tak prezentuje się wizja roku szkolnego dla części, może nawet większości uczniowskich przypadków; doskonale możesz zaobserwować to na swoich zajęciach, bo uczniów, którzy biorą do serca święte cele jakie zakłada sobie realizować placówka oświatowa, można by policzyć na palcach. Transfiguracja jest trudna, to fakt. Ale nikt nie mówił, że opanowanie tej jak zarówno innej sztuki przychodzi łatwo; wręcz przeciwnie. Jednak dla chcącego nic trudnego. Tylko niestety tych chcących z biegiem lat robi się coraz mniej.
Drzwi, najpewniej przyzwyczajone do łagodniejszego traktowania, trzaskają za tobą z hukiem. Odwracasz się na pięcie, twój płaszcz wiruje i podąża za tobą, gdy maszerujesz przez środek sali, rytmicznie stukając podeszwami o posadzkę.
Czujesz, że przykułeś spojrzenia, co tylko napawa cię pewnością siebie. Uśmiechasz się pod nosem, w pełni usatysfakcjonowany ze swojego wejścia, kłaniasz się zgromadzonym przy stole nauczycielskim a w końcu zajmujesz przynależne ci miejsce, ostatnie po lewej stronie.
Wino, którym wznosiliście toast z pewnością wybrała dyrektor Vankhenko, więc nie zdziwiło cię, że jest odrobinę za słodkie jak na twoje podniebienie. Póki co wygląda na to, że nie dogadujecie się tylko w kwestii wina. Dobrze było widzieć, że trzyma formę; na jej dyrekturę masz zapewnioną pracę. Prawdziwą, stałą, zupełnie legalną i przynoszącą jakieś korzyści dla ogółu. Boisz się myśleć, co zrobiłby z tobą inny dyrektor. Wyrzuciłby cię na zbity pysk, miałby na to milion powodów. Ale po coś uczyłeś się oklumencji, czyż nie?
Ograniczyłeś się tylko do powitania; nikt nie miał do ciebie żadnego interesu, w końcu chyba jeszcze na to za wcześnie, sprawy bieżące pojawią się dopiero wkrótce.
Ach, już jutro wszystko się zacznie od nowa, po raz kolejny, dla ciebie już trzeci z kolei; nie myślałeś nigdy, że zostaniesz nauczycielem, a jednak, życie znowu cię zaskoczyło.
Od stołu wstałeś wcześniej niż reszta; zależało ci aby szybko ulotnić się z sali balowej i zająć swoimi sprawami. Ale co tak właściwie miałeś dzisiaj do roboty? Nic konkretnego. Stęskniłeś się za swoim gabinetem i za murami szkoły. Masz ochotę na spacer, jednak najpierw musisz pozwolić uczniom rozlokować się w dormitoriach. Mimo wszystko nie powinni widzieć jak palisz; szczególnie ci najmłodsi; byłby to beznadziejny przykład, a w końcu masz stanowić autorytet. Phi.
Na korytarzu wyciągasz z kieszeni papierosa i zgrabnie odpalasz go od różdżki. Kierujesz się schodami w dół, prosto do skrzydła nauczycielskiego. Uśmiechasz się sam do siebie; być może to będzie dobry rok. Albo po prostu dopisuje ci dzisiaj humor, bo patrzysz na świat przez różowe okulary.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Sala balowa   Pią Maj 06 2016, 07:06

Początek końca, koniec początku. Błędne koło edukacji, w które wepchnięty jest każdy – młodzi, starzy, nowi, durni, wykształceni; bezczelna, nieustanna gonitwa za cieniem czegoś, czego nikt już nie potrafi nazwać, jakby wraz z przejściem przez lustrzane zwierciadło wymazano wszystkim pamięć, zastąpiono każde ze znanych słów niezrozumiałą papką, zlepkiem sylab nie tworzących niczego sensownego, zupełnie jak bełkot wynoszony przez młodych adeptów co godzinę z kolejnych zajęć. Przeszywa go dreszcz, gdy chłód bijący z zamkowych korytarzy zderza się z rozgrzaną skórą ramion – niepotrzebnie tuż przed przejściem na drugą stronę, do domu, zdjął szatę. Rok w rok powtarzany ten sam błąd, przyzwyczajenie, którego nie potrafi się oduczyć i przez które znów klnie siarczyście, dostając po głowie od stojącego przy lustrze profesora. Jasne, to takie pedagogiczne. Ciężką ręką wychować można jedynie więcej takich Tarsiuków. Gdyby nie zajęte ręce, na odchodne pozdrowiłby go serdecznie, niczym Kozakiewicz.
(zrobiłbyś tak wiele, gdyby, gdyby, gdyby nie to, nie tamto. ciągle coś ci przeszkadzało.)
Zdaje się, że nikt już nie pamięta o zagrożeniach z końca poprzedniego roku szkolnego, nawet dyrekcja nie wspomina, jak poradziła sobie z epidemią, czy wciąż nad Akademią i uczniami wiszą czarne chmury, czy obecna sytuacja magicznego świata ma jakikolwiek związek z groszopryszczką lub na odwrót. Znów ważniejsze mają stać się troski codziennego zmagania z systemem edukacji, z własnym lenistwem, z niezawodnym okrucieństwem szkolnych kolegów, od pierwszych chwil oficjalnego rozpoczęcia, zażarcie walczących o belferską przychylność i wybicie się w pucharowej punktacji. Przestaje słuchać przemowy Vankhenko, bardziej interesując się zebranym w sali balowej motłochem. Niektórzy wciąż przeżywali wydarzenia ostatniego wieczoru: wesołość przeplata się z powagą i trwogą, a jemu to tak bardzo wszystko jedno. Większym zagrożeniem dla każdego jest głupota, przy niej Raskolnicy to pchły. A może musi coś zjeść, by zacząć racjonalnie myśleć, by nie pieprzyć sobie podobnych głupot, by nie próbować dzielić się nimi z kimkolwiek.
(może powinieneś po prostu odpocząć.)
Od jutra co innego będzie miało większe znaczenie. Wychodząc z komnaty, chwyta po drodze jeszcze kilka kawałków pieczeni i garść suszonych śliwek. Skromne zapasy na najdłuższą w ciągu roku noc.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala balowa   Nie Maj 15 2016, 16:10

Rozpoczęcie roku: Podsumowanie
Wszystko co dobre, szybko się kończy – zarówno jedzenie, jak i pogoda ducha oraz pozytywne, pokołowiankowe nastawienie względem rozpoczynającego się już na dobre roku szkolnego. Te ostatnie uleciały z uczniów wraz z wręczeniem im przez ich opiekunów nowych planów zajęć. Pierwszy września jeszcze nigdy nie wydawał się nikomu tak krótkim dniem, co zapewne było następstwem wizji spędzenia nieprzerwanie kolejnych siedmiu dni w szkolnych ławach. Jedyną, chociaż dość wątpliwą, odskocznią wydawała się Perunica Jesienna, której obchody przypadały na czwarty dzień miesiąca, a które ograniczone zostaną – jak zwykle – przez grono pedagogiczne do wieczornego, wspólnego spalenia ogniska tuż przed rozpoczęciem kolacji. To nie napawało optymizmem, dlatego każdy młody adept, po zakończeniu sutego posiłku, z nosem zwieszonym na kwintę z niezadowolenia lub zmęczenia, udał się prosto do swojej sypialni. Chociaż jeszcze przez dobrych kilka godzin w zaciszach uczniowskich pokoi dało się słyszeć przyciszone rozmowy, niemalże każdej z nich towarzyszyły potężne ziewnięcia, upomnienia współlokatorów już dawno przyszykowanych do snu i czekających na ciszę czy szelest przewracanych kartek i widmowe światełko płynące z końca różdżek co pilniejszych studentów, którzy pragnęli być przyszykowaniu już na pierwsze, jutrzejsze zajęcia. Wreszcie jednak ostatni maruderzy przeprosili się ze świeżą, miękką pościelą. Nowy rok czas zacząć.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala balowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala balowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: