IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Czytelnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

PisanieCzytelnia   Pią Kwi 01 2016, 01:33

Czytelnia

Uczeń, który za wszelką cenę szuka ciszy i spokoju, na pewno lepiej nie trafi, jeśli chodzi o mury szkoły. Czytelnia wypełniona wonią starych ksiąg, składa się z trzech segmentów. W pierwszym z nich, w samym centrum, znajduje się parę ułożonych obok siebie sporych, wysokich stołów z wsuniętymi krzesłami. Półki ustawione wokół, wyposażone są w najważniejsze tytuły potrzebne dla pilnie uczących się, ale i dla tych, co chcą wznieść się ponad program edukacji. Drugi segment to tak na prawdę zwykłe przejście do trzeciego segmentu, ale zasługuje na wspomnienie z powodu wnęki, w której można przyrządzić sobie herbatę bądź kawę bezgłośnym czajniczkiem. Minąwszy jednak ten uroczy element użytku, trafimy w końcu do ostatniej części czytelni. Jest ona wąska i wyposażona w pięć długich, skórzanych kanap ustawionych w jednej linii z przysuniętymi doń stolikami do kawy. Prawdziwy azyl, dla chcących odprężyć się przy wspaniałej książce.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 18:28

Zamykam się w czytelni. Bo gdzie indziej szukać informacji jak nie tu. Spędziłem dobrą godzinę między regałami szkolnej biblioteki, troche sam nie wiedząc czego właściwie szukam, by ostatecznie przynieść do czytelni ten mój stos kurzem pokryty. Śmieszne, niby taka luksusowa ta szkoła dla rusków, a i tak brudno.
Nie znoszę brudu.
Wspinam się aż na trzeci poziom, byle dalej od ludzi, bo przecież tego mi tylko teraz brakuje, bym chcąc uciec od wszystkiego siadał tam, gdzie wszyscy ci pilni uczniowie i zawzięte durnie szukające pomocy w książkach i notatkach swoich znajomych. Przykro mi wam to mówić, ale nie ma ratunku, nie marnujcie życia na czytelnię, po prostu czas pogodzić się z faktem bycia idiotą.
Zajmuję stolik. W przenośni i dosłownie, układam książki w prostej linii równoległej do tej, którą widzę kiedy obiega stolik. Lubię moje linie, są tu uporządkowane, biblioteka, czytelnia, audytoria, pracownie większości nauczycieli, wszystko schludne, schematyczne, równe, wszystko mi się tu zgadza, więc kiedy wracam z wnęki na drugim poziomie z kubkiem herbaty zaraz zauważam, że mi moją doskonałą formę okładek ktoś naruszył. Zawsze to widzę, bo nawet jeśli dla przechodnia stosik ten wyglądał jak kupa rzuconych tomów, to ja je tak ułożyłem. Celowo. Bo tak mi się linie składały, taka była zamierzona figura. Stawiam więc kubek powoli na stole i czuję okropny świąd skóry przedramienia. Zaczynam się denerwować. Od kiedy nie mam z kim rozmawiać, od kiedy nie mogę wylać z siebie tej paniki jaka rośnie we mnie zawsze w ciągu roku szkolnego - robię się nerwowy. Autodestrukcyjna reakcja na nacisk otoczenia to moja przypadłość od kiery pamiętam. Sztywnieje mi kark i bardzo staram się nie drapać, jednak siadając na kanapie mam już palce umazane we krwi. Rozdrapywanie na nowo tych samych ledwie zasklepiających się ran to niemądre posunięcie, wiem o tym, ale to, że to robię zaczyna mnie stresować jeszcze bardziej, bo nie mogę nad tym zapanować nigdy.
Siadam więc, jak gdyby nigdy nic przecież, tylko po książkę sięgam. Stary tom o historii naszej szkoły. Czegoś przecież miałem szukać, coś czytać, znaleźć, myśli odciągnąć od autonienawiści, która pączkuje złotymi, trującymi kwiatami w moich trzewiach.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 20:34

Wiesz Mamo trochę boję się tej szkoły. Jest duża, głośna, wszędzie są inni ludzie. Być może przyzwyczaiłem się już do niej po tych kilku latach, ale tęsknota za Tobą nie zmalała ani trochę. Nie pomaga mi to w tej całej asymilacji, której byś dla mnie chciała. Co prawda mam Milana, nie mogę jednak chodzić za nim krok w krok udając cień, niewidoczny, nie do zobaczenia, nie do zaczepienia. Tak samo jak nie mogę chodzić za siostrą. Jest poważną uczennicą ostatniej klasy, nie mogę jej przeszkadzać. Wiem, że mnie kocha, ale ile lat można żyć z rzepem w postaci młodszego brata? Nie za dużo, tak sądzę.
Zwykle nie ukrywam się w zamkniętych pomieszczeniach. Chyba mam klaustrofobię, ale wtedy powinienem bać się tych małych, a ja po prostu nie przepadam za nimi w ogóle. Za ścianami, które ukrywają przede mną nieskończoną linię horyzontu, błękit nieba, po którym suną białe obłoki, ocierając się o doskonały owal słońca. Nawet wirydarza unikam, tej sztucznej namiastki wolności, która tylko wzmaga we mnie uczucie tęsknoty. Rosnącej tęsknoty za wolnością, za rozległymi winnicami, za kochaną Gruzją. Tylko teraz nie mam jak wydostać się na świeże powietrze, jak dotlenić umysł i poczuć wiatr w przydługich, zdecydowanie za długich jak na normalne standardy włosach. Mój wybór pada więc na czytelnię. Tu nie może być dużo, głośno, ludno. Tu jest zazwyczaj cicho i pusto. Wiem to, chociaż nie jestem specjalnie częstym gościem w tym zamkniętym pomieszczeniu. Wdycham mocno powietrze jak gdyby tam w środku nie miało być powietrza, chociaż jest. Zatęchłe kurzem, ale jest. Wchodzę szybkim krokiem, ale nie zatrzymuję się w pierwszym segmencie. Tutaj ludzie niekoniecznie trzymają się zasad wytyczonych przez odgórne prawo czytelni. Hałas często znajduje tutaj swój dom, a hałas to przeciwieństwo muzyki, więc idę dalej, dalej. Mijam niegwiżdżący czajniczek i uśmiecham się lekko na jego widok. Nie staję jednak i przy nim, dopiero na końcu. Jednak i tutaj nie ma pożądanej samotności. Ktoś tu siedzi. Blond włosy tylko trochę bardziej uporządkowane od moich, zapewne tylko przez różnicę długości.
- Cześć Gonzo - mówię cicho, prawie szeptem, który jest przecież tutaj taki konieczny. Robię to, bo czuję się jak intruz, ktoś niszczący czyiś idealny spokój. Ten sam, którego ja przecież poszukuję. Nie cofam się jednak, mimo uczucia żywej przeszkody idę dalej, sam nie do końca wiem, dlaczego. Siadam obok, na drugiej kanapie, niezdolny aż tak zaburzyć jego przestrzeni osobistej. Tylko nie mam żadnej książki, nie mogę udawać, że przyszedłem tu czytać. Odchylam więc głowę do tyłu, patrzę w sufit i splatam dłonie na brzuchu. Proszę, nie każ mi wyjść.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 21:13

Zaraz zapominam o wszystkim c przed chwilą, bardzo łatwo mi jest ogniskować uwagę na pojedynczch rzeczach. Długofalowe rozważania nigdy nie były moją mocną stroną, toteż kiedy odrywam dłoń od starej okładki i palce odklejają mi się od niej pokryte warstewką kurzu jestem prawdziwie zdziwiony. Wyglądają, jakbym truskawki jadł jak świnia. Różowe są znaczy. Jak to pięknie wygląda, kiedy kurz wciska swoje drobne nóżki w papilarne linie, tworząc ślimaki i skrzyżowania, które zazwyczaj ignorujemy. Jaka ta dłoń ludzka jest fascynująca, jak pięknie skonstruowana. Wszystko mi znów zwalnia do momentu, kiedy Cię słyszę. Odwracam powoli wzrok, całkiem zdziwiony i wyrwany z kontekstu.
- Beso. - kiwam głową, kiwam palcami, patrz, jadłem truskawki?
Przyglądam się chwilę Twojemu profilowi, kiedy tak patrzysz w sufit i hej, zdaje mi się, że właściwie to całkiem rzadko widzę Twoją twarz. Kurtyna włosów mi przeszkadza, na myśl o czym przeczesuję swoją grzywę tymi samymi upierdolonymi palcami, zupełnie odruchowo, bo ja mam taki ting wiesz, że strasznie mnie bałagan mierzi. Ale ten bałagan z moimi liniami, nie ten, który inni nazywają bałaganem.
Przez chwilę chcę coś do tego Beso dodać, mrużę oczy, muszę się dobrze zastanowić dlaczego tu jesteś. Cholernie ciężko mi zgadywać, ale przecież mam swój system. Mam swoje "jak - to". Jak siedzisz cicho, to znaczy, że nie chcesz rozmawiać.
Note to self: nie bądź inwazyjny.
Odwracam więc wzrok znów do książki, zerkam na rzędy liter i w ogóle nie pamiętam co ja czytałem przed chwilą. Czuję się taki roztargniony, cały czas w głowie brzęczy mi ta bezlitosna melodia żalu i gniewu. To, że nie wiem co czytam wkurwia mnie jeszcze bardziej, więc z trzaskiem zamykam książkę i zupełnie jak Ty opieram się wygodnie unosząc twarz w górę. Tylko w sufit nie patrzę, bo jak dojrze jakiś syf to mnie krew zaleje przysięgam.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 22:08

Podobno słonie mają dobrą pamięć. Nigdy nie widziałem słonia, pokazały mi go tylko obrazki, ale sądzę, że jesteśmy do siebie podobni. Ja też mam dobrą pamięć. Zapamiętuję najdrobniejsze szczegóły, często także te zupełnie nieistotne, nigdy do niczego nie przydatne. Natomiast z informacjami potrzebnymi do szkoły miewam niestety pewne problemy. Nie jest to jednak istotne. Nie myślę o nauce, jeśli nie jest to konieczne. Często nawet wtedy, kiedy jest to konieczne to nie potrafię się dosyć na niej skupić. Ale skupienie a pamięć to dwie różne rzeczy. Póki co pamiętam, pamiętam, że przyszedłem do czytelni odnaleźć swój azyl, ale był już on naruszony. Ktoś także potrzebował zaczerpnąć samotności, a ja mu ją zburzyłem. Nie mogłem o tym zapomnieć, nie umiałem.
Drgam na dźwięk głosu Gonzo. Moje imię ładnie brzmi w jego ustach. Ma bardzo przyjemną barwę głosu. Już dawno zacząłem zwracać uwagę na ten szczegół. Wielu ludzi nie zwraca na to uwagi, ale od kiedy siostra zaczęła opowiadać mi historie stało się to dla mnie istotnym elementem. Z głosu można wyczytać to, czego nie mówią nam słowa. Teraz wydaje mi się, że nie jest na mnie zły, nie słychać tam irytacji, zawiści czy smutki. Z drugiej strony to rutynowe powitanie, może oznaczać wszystko albo nic. Mógłbym na niego spojrzeć i rozwiać swoje wątpliwości, które kłębią się we mnie niczym dym nad gaszonym ogniskiem, ale nie jestem w stanie. Nie potrafię się przełamać.
Dopiero kolejny dźwięk sprawia, że podrywam głowę z wygodnego oparcia. Trzask oznacza frustrację, złość. Musi więc być o coś zły. Chyba nie na mnie, prawda? Nic przecież nie zrobiłem. Siedzę tylko cicho i udaję, że nie ma mnie dla nikogo. Nie mogę się jednak powstrzymać i spoglądam w bok. Przyjął identyczną pozycję, co ja przed chwilą, ale wygląda ona zgoła inaczej. To pewnie dlatego, że różnimy się tak bardzo. Gonzo jest taki wysoki, przerasta mnie o więcej niż głowę. Cieszę się, że nie stoimy, bo inaczej musiałbym zadzierać głowę do góry, żeby na niego spojrzeć i czułbym się jeszcze mniejszy niż jestem. A podobno jestem średniego wzrostu. Jego jasne włosy są czymś ubrudzone. Czerwienią? Nie dostrzegam dokładnie, ale nie próbuję tego sprawdzić. Już wystarczająco naruszyłem jego prywatność. Wracam wzrokiem przed siebie, ale tym razem zamiast zadrzeć głowę ku górze zajmuję się spleceniem nóg razem, w siad skrzyżny. Podkurczyłbym nogi, ale boję się ubrudzić kanapę, a tak nie dotykam jej podeszwami.
- Co słychać - rzucam w przestrzeń. Nie jestem ofensywny, nie chcę go zmuszać do rozmowy, ale chciałabym słyszeć jego głos.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 22:49

Oddech opanowany do perfekcji. Póki oczy mam zamknięte to wszystko da się jeszcze połączyć. Nie tylko siostra moja słodka, Tundra, ma swoje systemy opanowywania narastających emocji.Różnica polega na tym, że ja ich wciąż nie rozumiem. Zaznajamiam się ostatnimi dniami z gniewem, och pyszne to uczucie, bardzo potężne, może dlatego łatwiej mi teraz zrozumieć, zobaczyć złość w innych ludziach kiedy ja sam już wiem co to znaczy. Wiem jak to smakuje. Więc oddech, oddech jest podstawą. Biorę głęboki wdech, trzymam powietrze w płucach nieco dłużej niż można by się spodziewać i wolno, powoli, naturalnie właściwie wypuszczam je. Póki mam oczy zamknięte nie docierają do mnie te bodźce, skupiam się na oddychaniu i tylko tyle od siebie wymagam. Cieszę się w sumie trochę, że to 'cześć Gonzo' zatrzymało się jedynie na cześć, bo po następującej ciszy zdaje mi się, że trafnie zgadłem co miał na myśli. Nic. To sukces.
Widzisz nie tylko słonie mają dobrą pamięć. Poza tym i tym, że też są wielkie nie ma w nas więcej podobieństw. Bo ja też mam doskonałą pamięć. Parę lat spędziliśmy na tych samych zajęciach i choć nie jesteś szalenie charakterystycznym człowiekiem to jednak Ciebie łatwiej mi zapamiętać bo moje linie, te wszystkie wiesz, które widzę wszędzie, wokół niektórych ludzi zapętlają się w jakimś szalonym tańcu robiąc mi chaos w porządku, a Ciebie - opływały łagodnie. Ja nie wiem od czego to zależy, próbowałem o tym czytać, może to aura albo inna okultystyczna bzdura, o której powinienem wiedzieć wszystko, nie wiem. Mógłbym duchów spytać, ale na samą myśl o nich krzywię się, lecz zanim znów mną wstrząśnie znów słyszę Twój głos.
Zajmuje mi to chyba chwilę dłużej, niż mi się wydawało, to otwarcie oczu i odwrócenie głowy w Twoim kierunku - poza tym nie ruszam się nawet o milimetr. Marszczę brwi. Co słychać? Przez chwilę gubię się w tym pytaniu, bo nie wiem co masz na myśli. Przecież nic nie słychać, to czytelnia. Może jakieś szmery z pierwszego segmentu. Dopiero potem sięgam do swojej własnej biblioteki, wędruję między wysokimi szafami danych i wyciągam teczkę z sygnaturą komunikacji międzyludzkiej. Chcesz wiedzieć jak się miewam. Czemu pytasz, nie wiem, ale skoro pytasz, to chyba chcesz odpowiedzi. Tylko czy powinienem Ci mówić? Może robisz to z grzeczności, wiem, że ludzie tak robią w swoich międzyludzkich relacjach, też próbowałem. Ale ja z reguły nie przepadam za ludźmi, a co dopiero relacjami z nimi.
- Nie za dobrze. - nie umiem kłamać. Lekarze zdiagnozowali mnie pod każdym kątem, ponoć moja szczerość jest równie patologiczna co moje spojrzenie na rzeczywistość. Dzięki mamo, dzięki tato. Bardziej spierdolonego dzieciaka nie mogliście zbroić, ale przynajmniej nie jestem głuchy.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 23:21

Nie znam się na liniach. Jedyne w moim otoczeniu to gitara. Opływowy kształt pudła rezonansowego, długi gryf i struny. Te cienkie i te grubsze. Można je wprawić w drżenie, a jeśli się dobrze wtedy przypatrzy to można mieć wrażenie, że pojawiają się tysiące nowych linii, które jedynak nie istnieją, ale w tamtym właśnie mgnieniu są całkowicie prawdziwe. Podobno dźwięk to też linie, fale, które rozchodzą się od uszu, odbijają od przedmiotów czy ludzi, wnikają w uszy i pozwalają nam słyszeć. Może właśnie to widział Gonzo? Nie wiem, bo naprawdę nawet nie wiem, że je lubi. Wiem jednak, że też pamiętam go z dawnych lekcji, na które wspólnie trafiliśmy. Należy do charakterystycznych osób, w porównaniu do mnie, więc wyrył mi się w pamięci. Jednak głos ma inny, a ja mam pamięć do dźwięków, więc nie ma mowy o pomyłce. W tej kwestii nigdy się nie mylę. Musiał więc być wtedy jeszcze przed mutacją, to jedyne wytłumaczenie, które nasuwa mi się na myśl. Niezwykłe jak instrument ukryty w męskim gardle ulega dostrajaniu w czasie trwania życia. Dopasowuje się do gabarytów człowieka, jego wieku i dojrzałości. Mój chyba nie uległ specjalnej zmianie, ale prawdę mówiąc nie jestem pewien jak brzmi mój własny głos. Ciężko go usłyszeć, o wiele ciężej niż własną muzykę. Zwłaszcza, że nie mówię specjalnie dużo. Podobno szewc bez butów chodzi. Może właśnie tak to działa w moim przypadku.
Tym razem jednak pozwoliłem mu zabrzmieć. Zadać to pytanie w formie raczej twierdzącej niż pytającej. Przerwałem doskonałą ciszę, która tu panowała nie mogąc powstrzymać się przed sięgnięciem po tę drobną przyjemność, jaką jest słuchanie miłych dla uszu tonów. Nie tego ostrego jazgotu, jaki panuje na korytarzach, nie monotonnego, pozbawionego wyrazu głosu nauczyciela, ale tego przyjemnego brzmienia, które zostawia w środku człowieka jakiś ślad, pamięć. Takie głosy jak ten potrafi się potem wychwycić w tłumie wszystkich innych, ich charakterystyka jest nie do opisania.
Nie powstrzymuję się też przed ciekawskim obróceniem głowy w bok, z powrotem na Gonzo, jak gdyby milczenie, które nastało po moim pytaniu troszkę mi urągało. Nie spodziewałem się, że skupię na sobie jego uwagę. To trochę krępujące, automatycznie cofam trochę głowę, chowam się w gąszczu włosów, ale nie odwracam się. Ciekawość to niezwykły motor napędowy.
- To dobrze - chyba źle to zabrzmiało. - Ludzie zazwyczaj nałogowo kłamią w tej kwestii, a wtedy ja nie mogę powiedzieć, że też nie czuję się najlepiej. - Bo nie czułem, inaczej nie siedziałbym tu w czytelni próbując ukryć się przed światem.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Pon Maj 09 2016, 23:51

Coś wiem o Tobie i Twojej muzyce, choć niewiele. Mógłbyś mi powiedzieć, ja doceniam wiele rzeczy, których prostota jest pomijana w codziennym życiu. Poza tym w jakiś sposób urzekają mnie ludzie, którzy biorą w ręce coś i tworzą z tego coś pięknego. Widzę piękno w muzyce bo i muzykę samą w sobie też widzę. Nie umiem tego opisać, to drgania powietrza, inne zupełnie niż te od rozmów. Moje linie tańczą, ale nie chaotycznie, nie tak, że mnie boli, tylko inaczej. Nie umiem jeszcze opisać dokładnie co w związku z tym czuję, ale nauczę się. Wszystkiego się może człowiek w życiu nauczyć.
Przyglądam się więc Tobie w sposób bezpośredni, by nie powiedzieć, że się gapię z rozwartymi oczyma bez ruchu, jak powypadkowe zwłoki na drodze. Trochę mnie czaruje Twoja nieśmiałość dziwna, uśmiecham się lekko chociaż pewnie nie zobaczysz zza tej kurtyny włosów.
- Dlaczego. - zacznijmy ten taniec. Jestem doskonałym słuchaczem, choć z doświadczenia lepiej rozumiem mikroekspresje, język migowy i język ciała, niż rzeczywiste intencje rozmówcy. Nie wiem, czy mogę się polecić na doradcę bo mam poważny problem z rozumieniem co autor miał na myśli, ale chyba wspomniałem, że szybko się uczę. Robię w głowie notatki, wiesz, do moich archiwów niekończących się. Wszystko mam w głowie, każdą informację jedną od kiedy się urodziłem. Pamięć absolutna. Pamiętam nawet ten dzień, kiedy Tunder pożyczyła Ci swoją stalówkę, bo Twoje pióro się zgniotło w torbie.
Dlaczego. To nawet nie jest precyzyjne pytanie, to nawet nie jest pytanie. Mówię to 'dlaczego', bo pasuje ono do każdego jednego zlepka słów, które powiedziałeś. Dlaczego to dobrze, że nie jest dobrze. Dlaczego ludzie kłamią. Dlaczego nie możesz powiedzieć, że Tobie dobrze nie jest. Dlaczego nie czujesz się najlepiej. Dlaczego mi to mówisz. Jedno słowo pozostawia Ci wszystkie dowolne furtki wypowiedzi, nie naciskam, nie pcham Cię nigdzie. Właściwie ciekaw jestem każdej z nich, ale to przecież od Ciebie zależy co powiesz. To Ty przerwałeś ciszę i choć się nie przyznam, że się z tego powodu cieszę, to jednak skoro mówi się A trzeba i B. Ciekaw jestem dokąd zmierzamy.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 00:30

Zwykłą reakcją ludzi na nieśmiałość jest odwracanie wzroku. Jak gdyby ktoś nie chciał bardziej człowieka zawstydzić, oszczędzić mu tego dziwnego uczucia, które pędzi krew do policzków i wywołuje purpurowe wręcz rumieńce. To miłe, że nie chcą nam tego robić, ale co z tego? Jeszcze bardziej zakopuję się w sobie, pozwalam swojemu wstydowi wypełnić całą wolną przestrzeń, która mnie otacza. Czy to dobrze? Chyba nie, skoro tylko bardziej się pogrążam, a ktoś udaje, że nic się nie dzieje. Czeka, aż mi przejdzie. Nie przejdzie, to nigdy nie przechodzi.
A co gdy ktoś nie odwróci wzroku? Nie pozwala nam na tę chwilę pogrążenia się, utopienia w tym uczuciu? Tak jak Gonzo teraz. Wbrew pozorom zza mojej kurtyny widać całkiem sporo. Działa trochę jak lustro weneckie. Ukrywa mnie przed światem, ale świata przede mną już nie. Widzę więc doskonale jak nie odrywa ode mnie wzroku, tak samo jak nie umyka mi ten cień uśmiechu, który rozjaśnia jego twarz. Obojętnie u kogo, ale jeśli uśmiech przejawia radość to rozjaśnia twarz właściciela. Nadaje mu trochę łagodności, nawet, jeśli byłby to całkiem drapieżny wyraz. Tak mówiła moja mama, więc musi być w tym prawda. Chociaż czuję się trochę przytłoczony tą nagminną obserwacją to robi mi się trochę lżej. Nie zrugał mnie, nie wykrzywił drwiąco warg, chyba jest dobrze. Przed wiele oznaczającym w moim słowniku mowy ciała odgarnięciem włosów powstrzymuje mnie to pojedyncze słowo.
Dlaczego.
Dlaczego co? Nie mógł sprecyzować? To co udało mi się powiedzieć nie było o dziwo wcale takie krótkie, więc może odnosić się tak naprawdę do wszystkiego. Nie wiem, co mu chodzi po tej kudłatej głowie. Jestem tak zaoferowany sensem, że nie zwróciłem nawet uwagi na ton głosu, który mógłby przecież zdradzić mi odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Sam jestem sobie winien. Wypuszczam z ust powietrze, włosy odsuwają się trochę z oczu, ale nie rozjaśnia mi to obrazu. Obracam głowę z powrotem na oparcie i po raz kolejny spoglądam na jakże fascynujący sufit. Nie doczekam się chyba wyjaśnienia czy doprecyzowania. Być może daje mi wolną rękę. Wybieram więc to, co chcę powiedzieć.
- Czuję się zamknięty - rzucam ciszej niż dotychczas. Nieczęsto nazywam swoje lęki po imieniu, zwykle wałęsam się gdzieś tuż obok swoich demonów, ale unikając spojrzenia im w oczy. Nie wiem, dlaczego zdecydowałem się na powiedzenia tego teraz. Może sądzę, że ta rozmowa rozpłynie się w eter albo moja podświadomość uznała go za kogoś godnego zaufania. Sam nie wiem, nie wybieram żadnej drogi, żadnego rozwiązania. Pozwalam sobie na to niedopowiedzenie tak samo jak na tę enigmatyczną odpowiedź, która pewnie wyrwana z kontekst niewiele mojemu rozmówcy powie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 01:00

Więc trochę siedzę tak, trochę leżę w sumie, wyciągnięty na tej kanapie dopiero zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że mi ten mój gniew gdzieś umyka kanałami, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Skąd to wiem? Czuję, że przedramię piecze mnie żywym ogniem. Nawet nie chcę na nie spoglądać, bo znam odpowiedź na te pytanie.
Przyglądam się więc za to temu, jak Ci się jakiś ciężar pojawia na ramionach, widzę, że wzdychasz i poddajesz się chwili by opaść ponownie na oparcie wielkiej kanapy. Obracam się lekko zaraz po tym, by wciąż być do Ciebie przodem, zarzucając ramię na oparcie i podpierając głowę o nadgarstek - i znów zastygam w bezruchu. Bezruch jest piękną formą ekspresji. Kiedy się poruszam nie jest mi łatwo śledzić moje linie, zaś w stagnacji mogę podążać za nimi wzrokiem, patrzeć co chcą mi pokazać. Pewnie dlatego nierzadko uważają mnie za małomównego idiotę.
Słyszę co mówisz, słyszę wyraźnie, głuchych w rodzinie mamy zadziwiająco wielu, a jednak nie odpowiadam. Patrzę tylko, chwilę, coraz dłuższą, tak długą, że zaczyna być niezręczna. Zamknięty. Znów skręcam między niekończące się półki moich archiwów by znaleźć odpowiednią reakcję. Mam ochotę się zaśmiać, ale pewien jestem, że źle to odbierzesz i Cię to zrani. Zasada 'jeśli-to', pamiętasz? Jak się zaśmieję, pomyślisz, że mnie bawi to co mówisz. Więc tego nie robię. W końcu kiwam nieznacznie głową.
- Fizycznie, czy w środku? - to już jest pytanie. Mógłbym je pociągnąć dalej z łatwością, to dość podstawowe zadanie moje jako brata odkryć co trapi moją młodszą o kilka minut siostrę. Zadawanie odpowiednich pytań stanowiło kluczową umiejętność.
- Może tak na prawdę zamykasz się sam, może boisz się czegoś, czego nie chcesz nazwać. Może otwarta przestrzeń daje poczucie nieskrępowanej wolności, co jest namiastką bezpieczeństwa, bo przecież w zamknięciu bardziej niż kiedykolwiek jesteśmy narażeni na krzywdę. Na słowa. Na aestetykę ludzkiego życia.
Nieznoszę ludzi.
Ale Ty mi odpowiadasz.
Nie wiem w sumie czemu to, co zazwyczaj mówię sobie w głowie sam wyrywa mi się tym razem w eter. To chyba najdłuższa moja wypowiedź od kilku dobrych miesięcy i satysfakcjonuje mnie to na tyle, by nikły uśmieszek znów zakwitł mi na ustach.
Kątem oka widzę przez otwór w rękawie koszuli rubinową kroplę krzepnącej krwi sunącą leniwie po mojej skórze i znów spina mi się kark. A kropla się toczy odbijając tysiąc mikrych światełek okien, swoją własną ścieżką, za nic sobie mając fakt jak bardzo jej w tej chwili nienawidzę.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 15:25

Cisza. Lubię ją. Jest zaprzeczeniem hałasu. Wbrew pozorom nigdy nie jest głucha. Nie musi jej rozdzierać donośny dźwięk rozmów czy muzyki, aby była czymś wypełniona. Cichym tykaniem zegara, szumem liści poruszanym przed wiatr, echem tłumu ukrytego za rogiem albo napięciem. Tak jak teraz, gdy po moich słowach nic nie mówi. Nie wiem jak to interpretować. Milczenie to niezwykle delikatny tekst, bardzo łatwo ująć go nie tak jak się powinno. Nie jestem w tym dobry, znam się na muzyce. Ojciec nauczył mnie tego wyjątkowo dobrze, a później sam dopracowywałem swoją wiedzę. Jednak nie ma żadnych wykładów na temat ciszy. To dobre dla tych, co mają bogate relacje międzyludzkie, czyli nie dla mnie. Nie znam się na tej całej grze pozorów, zwrotów grzecznościowych.
Wiem jednak, że mnie nie zlekceważył. Słyszałem ciche skrzypienie kanapy, gdy zmieniał pozycję na kanapie. Wiem, że skupił na mnie całą swoją uwagę. Czuję to. Nic tak bardzo nie potrafię wyczuć jak czyjegoś spojrzenia skupionego na mojej osobie. Wszystkie włoski na karku stają dęba. Nie jestem przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. Przystosowałem się do roli cienia, kogoś grającego drugie skrzypce na tym oszołamiającym koncercie życia. Nie potrzebuję poklasku czy chwały, nawet taka uwaga jest chyba czymś za wiele, czymś, na co nie zasłużyłem. Tym bardziej, że nie wiem, co chodzi Gonzo po głowie, co też sobie o mnie myśli, jakie skojarzenia rozbudziłem swoją dziwną odpowiedzią. Może ma mnie za wariata i teraz przygląda się jak eksponatowi w muzeum?
Ale nagle całun ciszy ulega rozdarciu. Pada kolejne pytanie. Teraz zupełnie inne, o wiele bardziej konkretne. Nie spytał się czy dobrze się czuję i nie powiedział, że powinienem puknąć się w czoło. Zalewa mnie fala ulgi, napięcie, chociaż troszkę opada, chociaż wciąż czuję się niczym pod odstrzałem. Jednak zanim zdołam się skupić, ogarnąć burzę myśli, nad którymi nigdy się nie zastanawiałem milczenie zostaje przerwane po raz drugi. Nie spodziewałem się tego. Ani ponownego odezwania, ani takiej długiej wypowiedzi, ani tak trafnej. Każde słowo, jakie pada z jego pełnych ust tym przyjemnym głosem jest niezwykle precyzyjne. Uderza w moją zbroję, którą wykułem z niedopowiedzeń i nieuformowanych myśli, robi liczne wgniecenia, wyłomy, dziury.
W reakcji obronnej zrywam się na równe nogi, ale włosy przysłaniają mi świat i niczym nieporadne dziecko wpadam na stojący przede mną stolik. Chwieję się nieco, ale utrzymuję równowagę. Nie wygłupiam się totalnie. Odgarniam włosy z twarzy, obracam w kierunku mojego niebezpiecznego rozmówcy, przyglądam mu się przenikliwie, jakby analizując, jakby oderwany, chyba tylko, dlatego nie pokrywam się rumieńcem. Przysiadam na stoliku.
- I tęsknię - dopowiadam cicho do tego wszystkiego. Nakręcam włosy na palec, przypominają mi mamę. Nie ma sensu negować czegoś, co nie jest prawdą. Nie chcę chyba jednak drążyć tematu. - A ty, dlaczego nie za dobrze?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 16:04

Zanim jeszcze zrywasz się z kanapy poddaję się sam sobie. Rozpinam powoli rękaw koszuli i podwijam ją delikatnie. Skaleczyłem się o siebie, jestem ubrudzony, wiem, że za chwilę dostanę z tego powodu szału więc wyciągam z kieszeni chustkę i skrupulatnie wycieram zacieki sięgające mi niemal łokcia, z precyzją i skupieniem godnym zegarmistrza. Skupianie się na detalach pozwala mi nie zapomnieć sensu czynności. Faktem jednak jest, że gdy stajesz na równe nogi i ja sam podskakuje jak głupia wystraszone kura na grzędzie. Nieruchomieje spoglądając na drżące linie, zwijające się wokół Twojej głowy w spirale i wyjątkowo koślawe, kanciaste kształty. Mrużę lekko oczy, poza tym zachowując bezruch.
Bezruch jest jak cisza - sztuką. Jestem żywym gargulcem tej szkoły, Milczenie i brak ruchów opanowałem przez lata do perfekcji, więc znów wpatruję się w Ciebie bez słowa. Siadasz, a ja tkwię w moim bezruchu, z chustką w dłoni i zadartym rękawem.
- Tęsknota jest słodką trucizną, która okrutnie uzależnia drwiąc z naszych zdrowych zmysłów. - komunikuje, może trochę zbyt sucho, zbyt książkowo, ale widzisz, ja też okrutnie tęsknie. Faktem jest, że nie mogę się do tego przyznać nawet sam przed sobą, bo gdy myślę o mojej rodzinie zaczynam sam sobie robić krzywdę. Nie umiem inaczej wyładowywać napięcia jakie te myśli we mnie wywołują. Co gorsza, mimo, że wiem co robię, dlaczego to robię i kiedy, to nie umiem nad sobą zapanować.
Przedramię znów mnie swędzi. Mam ochotę się uderzyć, bolą mnie mięśnie od powstrzymywania wszelkiego ruchu, bo mam cholerną potrzebę klaskać, machać rękoma, krążyć wokół własnej osi.
Ale siedzę. I patrzę.
- Nie wiem. Nie rozumiem tego uczucia zbyt dobrze. - odpowiadam szczerze na Twoje pytanie. I tak nie umiałbym skłamać. - Co jest gorsze, Beso. Nie wiedzieć co czyni Cię nieszczęśliwym, czy wiedzieć i nic z tym nie zrobić?
Przykładam skrupulatnie serwetę do swojego przedramienia, równo z liniami, odwijam rękaw i zapinam guzik. Prosto przez oczko. Skupienie na detalach to moja jedyna zbroja, poza tym nigdy nie wiem kiedy jestem w niebezpieczeństwie. Tego też nie rozumiem, jak wielu innych emocji, które się wokół mnie krystalizują. Nie umiem ich nazwać, skategoryzować i zareagować, choć w moim mentalnym archiwum znam definicję na temat wszystkiego, co do tej pory usłyszałem.
Powiedz mi Beso, nauczysz mnie? Wytłumaczysz różnice? Podnoszę wzrok na powrót w Twoją stronę i wiem, że powinienem wykonać jakiś gest by pomóc Ci wrócić do strefy komfortu. Wydaje mi się nawet, że gdzieś w głowie mam teczkę z takimi działaniami, ale wcale nie sięgam po nią. Nieruchomieję na powrót i wpatruję się w to jak bawisz włosami. Z kimś mi się to kojarzy.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 16:30

Mnie bezruch pozwala zniknąć. Jeśli w wiecznie żywiołowym tłumie, który cały czas prze do przodu przestanę się ruszać, stanę się niewidoczny. Niczym rzeźba. Zwykła przeszkoda, niewarta niczyjej uwagi, omijana po prostu, często nawet bez omiatania wzrokiem. To wygodne. Zwłaszcza, gdy taką rzeźbę ktoś przestawi na bok. Wtedy nie interesuje już nikogo i można spokojnie uciec. Korzystam więc z tej taktyki w tym momencie, licząc, że w jakiś magiczny sposób zadziała. Przecież jesteśmy w świecie magii! Jednak chyba sam trochę temu przeczę, bo moje palce pozostają w ruchu. Przerzucają kosmyki włosów między sobą, badają dobrze znaną fakturę jeszcze raz, i jeszcze raz, i znowu, tak w nieskończoność. Aż do osiągnięcia spokoju.
Ale teraz pomagają mi się skupić. Chyba to niegrzecznie się gapić. Co prawda on robi to nagminnie, ale teraz, gdy zauważam, co robi gapię się jeszcze bardziej. Zamarł już, jeszcze bardziej niż ja i tylko mierzymy się spojrzeniami, ale ja badam jego rękę. Jakieś niewidzialne trybiki działają w mojej głowie. Przypomina mi to inne sytuacje, w których leczyłem otarcia mniejsze lub większe, swoje lub Milana. Ta rana budzi we mnie iście medyczną fascynację, nim jednak zdołam zrobić coś głupiego wybudzają mnie z tego marazmu słowa Gozno. Tym razem ich ton jest tak charakterystyczny, że nie mogę go zignorować, nawet przez moje zaskoczenie. Jest taki pozbawiony emocji. Jak gdyby to była formułka, którą ukuł w swojej głowie. Jak gdyby stanowiła jego tarczę, która służy mu do odpierania wroga. Tej właśnie tęsknoty.
- Dla mnie to wspomnienia - mówię cicho, a moje spojrzenie pada na kosmyk włosów między palcami. Tęsknię za mamą. - Takim, które wyryły się w sercu, które warto pamiętać mimo wszystko. - Tego nie powiedziała mi mama. Przez długie godziny samotności udało mi się samemu do tego dotrzeć. Może nie jest to prawda, może to tylko subiektywne, ale jest. Dla mnie jest.
Jest ze mną szczery, niewielu ludzi jest. Zwłaszcza, że znamy się tak mało. Powierzamy sobie słowa, których ludzie na tym etapie znajomości zazwyczaj nie dają sobie nawzajem. Nie wiem, dlaczego. Jak gdyby czymś złym było nie czuć się dobrze, jak gdyby czyniło to człowieka widocznie słabym. Podobno swoje słabości można przekuć w najsilniejsze na świecie zbroje, takie nie do zniszczenia. Może właśnie to robimy. Dlatego nie chcę go zawieść. Pytanie, który mi zadał wydaje się być ważnym. W dodatku użył mojego imienia, to chyba coś znaczy. Boję się, że go zawiodę. To dziwny rodzaj strachu, ale nie mogę nic z nim zrobić. Moja dłoń zostawia wreszcie włosy w spokoju. Pewnie wyglądam jak dach kryty strzechą, ale nie sięgam teraz po grzebyk. Mógłby uznać, że go lekceważę, a przecież tego nie robię. Odrywam ponownie wzrok od jego ramienia, gdy Gonzo znów przestrzela mnie spojrzeniem na wylot. Ma takie przenikliwie spojrzenie, ale jednocześnie nie mogę dostrzec, co myśli. To frustrujące.
- Niewiedza jest frustrująca. Jeśli nie wiedziałbym, co czyni mnie nieszczęśliwym to byłbym jeszcze nieszczęśliwszy. - Czy to brzmi logicznie? Chyba tak. Opuszczam wzrok na swoje dłonie, które równo leżą na kolanach. Place drżą mi lekko, chyba tęsknią za strunami.[/b][/b]


Ostatnio zmieniony przez Beso Sikvdili dnia Wto Maj 10 2016, 21:22, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 20:09

Zaskakująco komfortowo jest mi z Tobą rozmawiać. Wiesz, ja nie rozmawiam zbyt wiele - no pewnie wiesz, pare lat już siedzimy w jednej szkole. Nie lubię rozmawiać z ludźmi bo myślę, że są upośledzeni, mimo, że to mnie nazywają upośledzonym. Są wadliwi zarówno emocjonalnie jak i psychicznie, z czego nie zdają sobie sprawy. Głowy pełne absurdów niezgodnych z żadną logiką, co lubią sobie nazwać pięknem chaotycznej duszy ludzkiej.
Nie wierzę w piękne dusze, wierzę za to w piękne kłamstwa, które ludzie lubią sobie powtarzać, by dać sobie poczucie komfortu.
Wiesz dlaczego pytam Cię o to co jest gorsze? Bo nie znoszę kłamstwa. Patrzę Ci prosto na usta, gdy słucham Twojej odpowiedzi, nawet nie w oczy, jestem tylko ciekaw, czy drgnie Ci warga, czy zełżesz mi tu, teraz w tej chwili.
Chyba bym Cię udusił.
- Warto pamiętać. - powtarzam głucho. Trudno mi się do tego odnieść, bo przecież pamiętam wszystko. Wiem teraz, że w taki sam sposób jak Ty teraz, włosami bawiła się i moja matka. Czuję, że robi mi się ciepło, a zaraz potem strasznie zimno.
Lubię zimno.
Wstaję.
Staję przed Tobą i tak jak Ty spoglądam na Twoje drżące ręce. Wyciągam dłoń i zawieszam koniuszki palców setne milimetra nad jedną z nich. Chciałbym, byś zrozumiał, byś poczuł drżenie powietrza jakie wywołuje Twój stres. Wszystkie moje linie tańczą teraz hula, nawet jeśli ja sam pozostaję w biernym spokoju.
- Myślę, że wiedzieć o czymś złym, czymś co czyni zło, bo przecież poczucie żalu jest krzywdą, którą wyrządzamy sobie, bądź innym, wiedzieć o tym i móc to zmienić, a nie zrobić nic jest czymś skrajnie bardziej tragicznym, niż tkwić w nieznanym smutku.
Jest to przewinieniem, bo jeśli wierzę w jakieś zasady, to są one bardzo proste. Nie krzywdzić. Nie krzywdzić ani siebie, ani innych. I to bynajmniej nie w kontekście fizycznym, zbyt często nosiłem purpurowe pocałunki pięści na twarzy, by teraz próbować się wybielać przed krzywdą. Niczym są rany fizyczne, w porównaniu z tym jaką krzywdę możemy zrobić komuś emocjonalnie. Myślę, że to to mnie zasmuca. Myślę, że jestem okropnie skrzywdzony emocjonalnie, ale nie umiem tego zrozumieć.
- Czy myślisz, że kiedyś przestaniesz czuć się źle? - pytam ciszej, bo odległość dzieląca nasze twarze to teraz już zaledwie kilka centymetrów. Zaglądam Ci prosto w oczy- Bo ja, obawiam się, że ja nigdy.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 21:22

Udałem się do czytelni, bo chciałem uciec. Schować się przed wszystkimi i wszystkim, odnaleźć ułudę spokoju, pocieszenia, kawałek wolności w samym środku niewoli. Tymczasem znalazłem Gozno razem z jego przenikliwym spojrzeniem, które dokładnie ogląda sobie moją duszę, z podobnym do mojego chaosem na głowie i w głowie, z miłym dla ucha głosem, który zadaje mi trudne pytania. Chciałem azylu, a wbiegłem wprost na pole konfrontacji. Nie sądziłem, że odnajdę ją w jego osobie. Mijałem go od tylu lat na korytarzu, w czasie lekcji, ale nigdy w ten sposób. Nigdy nie tak. Nie umiem opisać emocji, które we mnie wzbudza. Nie wiem czy to dobrze, że każe mi konfrontować mi się z własnymi lękami. Pewnie sam nawet nie wie, że to robi. Tak naprawdę nic o nim nie wiem. Jest niewzruszony, twarz, nad którą łkaliby z zachwytu antyczni rzeźbiarze nie chce mi zdradzić żadnych tajemnic. Kiedy powtarza za mną także nie uzyskuję odpowiedzi. Ani w tonie jego głosu, ani w słowach. To frustrujące. Nie dostaję cienia uśmiechu czy grymasu pogardy. Irytująca pustka. Nie jestem dobry w zgadywanki, w rozszyfrowywanie ludzi, a teraz czuję się jakbym stanął przed prawdziwym labiryntem. Może nawet już się w nim zgubił.
Nie zauważyłem, kiedy się podniósł. Umknął mojej uwadze subtelny jęk kanapy pozywającej się ludzkiego ciężaru. Zazwyczaj słyszę takie subtelne dźwięki. Podobno to słuch absolutny, ale nigdy nikt mnie w tym nie upewnił. Niestety teraz zawiódł. Wpatrzony w drżące palce nie widzę jak niweluje odległości między nami. Dopiero, gdy jego dłoń znajduje się tuż nad moją odkrywam, że jest tuż obok. Cudem nie podskakuję ze strachu. Może podświadomość czuła, że się zbliża, ale nie chciała o tym poinformować świadomości? Zamiast zwyczajowej reakcji po prostu zamieram. Moja ręka niczym sparaliżowana zamiera w miejscu, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Boję się, że mógłbym go przez przypadek dotknąć, a nie wiem, co wtedy by się stało.
Kiwam delikatnie głową, zgadzając się z jego słowami. Nie jestem jeszcze w stanie wyartykułować żadne słowa. Nie mam co więc marzyć o logicznym zdaniu. Czuję się przytłoczony. Jest taki wysoki, jest go tak dużo, tak bardzo, tak intensywnie. To moich nozdrzy wdziera się jego zapach, wyczuwam charakterystyczną nutę krwi, która wydaje się subtelnie odcinać od jego prawdziwej woni.
Dopiero, kiedy pyta unoszę głowę lekko do góry. Naprawdę niewiele, aby napotkać lustra jego oczu tuż na przeciwko swoich. Jego odpowiedź na swoje pytanie wydaje mi się taka smutna. Mama zawsze mówiła, Beso, ciesz się życiem. Jeśli Bogowie zsyłają deszcz, tańcz wśród kropel. Wydaje mi się, że on nie potrafiłby tak zrobić. Nie jestem pewien, czy sam tak umiem. Przepraszam mamo.
- Nie wiem. Chciałbym, Gozno, ale nie wiem. - Głos mam niewiele głośniejszy od szeptu, ale mam pewność, że mnie usłyszy. To i tak dużo jak na moją sparaliżowaną krtań. Mogę tylko patrzyć, mimo wszystko ciekaw, co zrobi teraz.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 22:02

Dzieli nas ta niewielka przestrzeń, a mi się wydaje, że już nic nas nie dzieli. Przyglądam się Twojej twarzy, próbując zgadnąć co czujesz, co myślisz. Wiesz, lwia część mojego życia to właśnie zgadywanie, pewnie dlatego tak łatwo mi rzucać założenia odnośnie emocjonalnego stanu innych ludzi. Bo próbuję zrozumieć, próbuję stworzyć kalkę i przyłożyć do tego co mam w sobie sam. Odnaleźć wzór, jakieś pokrewne formy. Patrzę na Ciebie i mam okropne wrażenie, że zrobiłem coś złego choć nie wiem co. Wydaje mi się, że nie czujesz się dobrze, widzę jak drgają Ci płatki nosa, a i głos masz potwornie cichy. Czy czymś Cię uraziłem? Jesteś rozgniewany? Jesteś przestraszony? Czy Cię przerażam? Pytania pączkują mi w głowie jak zawsze, znajdując sobie miejsca w rzędach myśli toczących się wewnątrz mojej głowy. I tylko tam, a przynajmniej dotychczas tylko tam. Bo do Ciebie przecież mówię, kurcze, artykułuję słowa, całe zdania, wypowiadam na głos wszystkie myśli do cholery. Kim Ty jesteś Sikvdili?
Nie wiesz.
Zamykam powoli reflektory oczu, nie mogę przecież kazać Ci wiedzieć, choć pewnie przyniosło by mi to jakąś ulgę. Świadomość, że innym ludziom pokonanie smutku się udaje. Byłoby to nadzieją dla mnie samego.
To Tylko chwila, kiedy pochylam się, zmniejszając odległość między naszymi twarzami do zera, a i tak mam wrażenie, że czas zwolnił. Opieram koniuszki palców o Twoją nagle nieruchomą dłoń. Dotykam kością policzkową Twojej kości policzkowej, właściwie muskam ją tylko pochylając się by ustami sięgnąć Twego ucha. Biorę powolny wdech, wciągając powietrze lawirujące między szyją, a kurtyną włosów.
- Wybacz. - niemal bezgłośnym szeptem wypowiadam to jedno słowo, bardzo mi zależy, żebyś zrozumiał, żebyś je usłyszał, dlatego mówię Ci je tak intymnie. Nie powinienem był Cię wyciągać z Twojej zbroi, teraz to wiem, ale nic z tym nie mogę zrobić. Trwam tak chwilę, krótką całkiem, wiesz, ja i mój bezruch, ale w końcu się prostuję.
Staram się nie męczyć Cię wzrokiem, ale gdy otwieram oczy wciąż tam siedzisz, wracam więc do swojego stolika, swojej zimnej już herbaty i stosu książek, który tu przyniosłem w bardzo konkretnym celu. Teraz już pamiętam.
- W podziemiach jest Kapliczka, na drugim poziomie. - zmienię temat, może wtedy będzie łatwiej. Sięgam po odrzucony tom i przebiegam palcami po krwawych smugach jakie zostawiłem na okładce.- Przyszedłem poszukać jakichś informacji, drzwi do niej są zamknięte. - daje Ci możliwość ucieczki, powrotu do tego po co przyszedłeś, wybacz mi, to wszystko co mogę Ci teraz dać.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Wto Maj 10 2016, 23:14

Nie wiem, co myśleć. Nie wiem, co powinienem myśleć. Nie wiem, co myśli się w takich chwilach.
Jestem zagubiony w lawinie emocji i bodźców, które nie pozwalają mi się skupić. Bombardują moje zmysły, zakończenia nerwowe i sprawiają, że wszystko się kręci. Wszystko, ale nie Gonzo. Tak blisko mnie pozostaje niezwykle wyraźnie, jak gdyby moje myśli przyczepiły się do niego, a on stanowił moją kotwicę, sprawiał, że nie odlatywałem do końca, chociaż odlatywałem przez niego. To niepojęte, nielogiczne, ale tak czułem.
A mimo to dotyka mnie dziwny zawód, gdy zamyka oczy. Jak gdybym źle odpowiedział na pytanie, jak gdybym go zawiódł. Nie chciałem, naprawdę. Wszystkie inne odpowiedzi wydawały się paść poprawnie. Uśmiechał się do mnie blado, ten delikatny grymas działał pokrzepiająco. Widok tych niedostępnych luster wbitych w moją twarz dawał mi jakąś otuchę. Miałem z nim kontakt, chociaż jednocześnie zachowywałem się jak zaczarowany. A teraz je zamknął. Pozbawił mnie ich widoku, przez co coś kuje mnie w piersi. Chcę powiedzieć nie chciałem, przepraszam, to nie tak, ale nic nie pada. Nawet nie rozchylam ust. Boję się zrobić coś innego, bo inaczej mogę wywołać coś gorszego. Może wykrzywi wargi w irytacji albo rzuci jakiś niewybredny komentarz.
Nie zdążyłem dopisać kolejnego scenariusza, bo nagle się rusza. W pierwszej chwili bardziej to czuję niż widzę. Moje zmysły ulegają nagłemu przeciążeniu, kiedy jego twarz muska moją. Palce delikatnie dotykają mojej dłoni, czuję dziwne ciepło w miejsc styku. To miłe uczucie. Gdy serce przyspiesza robi to w jednostajnym, szybkim rytmie. Dudnienie jest tak donośne, że jego echo rozbija się w całym ciele. Krew szumi w uszach, przez co słyszy się tylko ten jeden dźwięk. Dziki maraton własnego serca. Wydaje się być on jednak niedosłyszalny w porównaniu z cichym świstem powietrza, który bierze tuż obok mnie. Uciekając powietrze łaskocze moją szyję. To miłe uczucie. Tak samo jak oddech, kiedy wypowiada to jedno krótkie słowo.
Wybacz. Co mam Ci wybaczyć, Gonzo?
Nie zdążyłem zapytać, bo zdecydowanie za szybko się odsuwa. Wszystko robi tak szybko w porównaniu do moich ślamazarnych reakcji. Tak szybko odchodzi, tak szybko zmienia temat. Dlaczego? Co zrobiłem nie tak? Szybkie bicie serca obudziło mój posągowy organizm. Może powinienem sobie pójść. Czyżby sobie tego życzył? Przeganiał mnie w ten sposób? Ale przecież przed chwilą przeprosił. Wstaję ze stolika, odgarniam włosy z oczu, zakładam je sobie za uszy, aby wszystko dokładnie widzieć. Widzieć jego.
- Co zrobiłem źle? - pytam wyraźnym głosem, pozbawionym zająknięć. - Jeśli chcesz to wyjdę, nie będę się narzucać, ale chciałabym wiedzieć, dlaczego. Przeprosiłeś mnie, chociaż nie miałeś za co, ale co ja zrobiłem źle, Gonzo?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Sro Maj 11 2016, 00:16

Książkę otwieram na założonym rozdziale, pobieżnie przebiegam po treści wzrokiem, szukając miejsca, w którym urwałem ostatnio. Przez chwilę nawet do mnie nie dociera co mówisz, zdaje sie to być tak absurdalne. Uśmiecham się lekko. To całkiem zabawne, ja Cię przepraszam, a Ty pytasz, co Ty zrobiłeś źle. Niezwykła układanka te ludzki umysł, chciałbym nawet pójść tropem tej sytuacji i pewnie to zrobię któregoś wieczora, kiedy leżąc w łóżku będę rozpamiętywał co przeżyłem, rozkładał na czynniki pierwsze każdy gest i słowo. Gładzę dłonią powierzchnie kartek i zauważam za paznokciami zakrzepłą krew na co cmokam bezgłośnie z niezadowoleniem. Nie znoszę brudu.
- Nic. - podnoszę na Ciebie wzrok, nie patrz tak, nie wiem co chcesz usłyszeć. Trochę mnie to frustruje, jednak ze zdziwieniem zauważam, że nie reaguję na tę frustracje tak jak zazwyczaj. Nie wiem czego oczekujesz, ale zupełnie mnie to nie spina, nie pcha w ramiona autodestrukcji. To... całkiem piękne...
- Wszystko co zrobiłeś było wspaniałe. - przecież wiesz, że nie umiem kłamać. Doceniam Twoje towarzystwo, szczerość jaką okazałeś, zaufanie jakim obdarzyłeś uchylając rąbka swojej osoby. Chyba bardzo mi pomogłeś, choć wciąż nie rozumiem jak i co się stało. Przepraszam Cię jedynie za sytuację jaka zaistniała, ale nie mogłem się wcale powstrzymać, przepraszam za te drżące ręce, za nierówny oddech, za przyspieszone bicie serca. Myślę, że gdybym ja dostał takich symptomów, to wcale nie czułbym się lepiej, dlatego Cię przepraszam. Powinienem powiedzieć to na głos, zamiast tego jedynie znów patrzę na Ciebie bez ruchu.
Ja nie rozumiem dlaczego tak reagujesz, nie rozumiem dlaczego ja tak reaguje, są to dla mnie zupełnie nowy rozdział i zupełnie nieznane wody. Przyglądam Ci się i znów uśmiecham lekko, widzę Twoją twarz!
- Dziękuję. - znów bez konkretu, ale wydaje mi się, że wiesz za co. Zakładam, że wiesz.
Za wszystko.
- Możesz zostać, przecież to czytelnia. - i wracam wzrokiem do książki.
O czymś zapomniałem, coś trzeba w takich chwilach dodać, ciągle muszę ćwiczyć rozumienie reakcji i swoje kontr-reakcje, ale nie mogę sobie przypomnieć co. Nie jesteś roztrzęsiony, głos masz swobodny, ba, nawet zgarnąłeś z twarzy woalkę grzywki za którą lubisz ukrywać wzrok. To chyba sukces? Malutki, ale. Wiesz co jest większym sukcesem? Takim, który ja zapamiętam? Fakt, że na chwilę zapomniałeś, że Ci źle. Na chwilę Twoja przestrzeń skurczyła się do rozmiaru kilku oddechów, kiedy bez słowa przekroczyłem wszelkie Twoje granice personalne. Popatrz z tej perspektywy, teraz zamknięcie nie wydaje się już być ciasne, czyż nie? Przestrzeni zrobiło się więcej.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Sro Maj 11 2016, 01:03

Akcja - reakcja. Słowa - uśmiech. Przyglądam mu się hardo, więc nie umyka mi ten drobny umieć. Ta reakcja. To dobra reakcja. Znak, na który czekałem, który chciałem dostać wcześniej. Nie wiem czemu nagle stałem się taki roszczeniowy. Dziwne. W dodatku, gdy podnosi na mnie wzrok moja wojownicza natura pierzchnie gdzieś. Może nie znika cała od razu, ale sączy się bardzo szybko i umyka niczym piasek przez palce.
Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Byłem pewien, że coś zrobiłem nie tak. Odszedł tak nagle, zmienił temat gwałtownie, zbyt gwałtownie, że zgubiłem wątek. Nie mogę go nadal znaleźć. Spoglądam na czubki swoich butów. Tam też go nie ma.
- Nic - powtarzam niczym echo, smakuję ro słowo. - To dlacze... - urywam nagle, gdy mój umysł dodaje dwa do dwóch. Mam dobrą wyobraźnię, może za dobrą. To właśnie ona musiała coś źle zobaczyć, dopisać sobie coś, czego nigdy tam nie było. Nie mogło, Gonzo jest przecież spostrzegawczy.
Następne słowa powinny rozwiać moje wątpliwości. Wszystko było dobrze. Czyli nic się nie stało, wszystko w porządku. On pomógł mi, ja pomogłem mu. Sam nie wiem, co i jak, ale stało się, czuję to. Tylko dlaczego jednocześnie czuję dziwne coś? Nie umiem tego ugryźć, nie ma takiego pojęcia w muzyce, z życia także nie kojarzę. Dlaczego coś naciska na moją pierś jakby było coś niedokończone, gitara rozstrojona czy winogrona niepodlane.
Dziękuję mi. To miłe, unosi kącik moich ust ku górze. Chyba jeszcze dzisiaj się nie uśmiechałem. Nie uśmiecham się często  zwłaszcza w szkole  a temu grymasowi nie jest do niego daleko. Chcę nawet coś powiedzieć  ale on mówi dalej, a jego słowa we mnie uderzają. Mocno. Kończy ze mną rozmowę. Mogę sobie iść, a nie muszę, jego już to nie obchodzi. Tylko mijamy się znów. Tak jak w poprzednich latach, korytarze, lekcje. Znamy się, ale znamy. Nic się nie zmieniło. Głupi Beso, głupia wyobraźnia, dopisała sobie co chciała. Nawet nie powiedziała mi co, ale czuję jakiś brak, smutek chyba. To dziwne, nie czułem się tak chyba nigdy, nie znam tego. Spojrzenie znów ma utkwione w książce, szuka wejścia do kaplicy. Dwa lustra już mnie nie świdrują, to dobrze, to lepiej.
- Nie będę Ci przeszkadzał, cześć Gonzo. - Jego imię moim głosem nie brzmi tak dobrze jak moje jego głosem. Szkoda, nie zostaję, aby usłyszeć to jeszcze raz, ostatni raz. I tak przeszkodziłem mu swoją obecnością, nie mogę się narzucać. Ostatni raz patrzę na niego, na koszulę, która ukrywa rany, których historii nigdy nie poznam. Jest taki wysoki nawet jak siedzi, jak to możliwe, że tak urósł. Ale nie myślę więcej, obracam się do wyjścia. Nie odchodzę daleko. Skryty zatrzymuję się przy czajniku. Chcę herbaty na uspokojenie. Wolałbym wino ojca, ale nie mam go tutaj. Jednak ręce za bardzo mi się trzęsą, mógłbym się poparzyć. Stoję więc tylko i myślę, dlaczego pierwsza osoba, która była tak blisko mnie sprawiła, że tak się czuję. I czy ta cholerna książka była ciekawsza. Oj Beso, jesteś żałosny.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Czytelnia   Sro Maj 11 2016, 17:35

Cześć Gonzo. Od tego zaczęła się nasza dzisiejsza przygoda, czyż nie? Niemal odruchowo odpowiadam
- Beso. - tak jak wtedy, ale już się zawróciłeś, już uciekasz, umykasz. Spoglądam więc za Tobą nieco zdezorientowany, nie rozumiem do końca dlaczego sobie idziesz, ale skoro idziesz to znaczy, że musisz. Szczególnie jeśli chciałeś mi jakoś przeszkadzać, no tego nie lubię - przeszkadzania w sensie. Nic bym nie miał przeciwko, jakbyś usiadł tutaj i pomógł mi z tymi książkami, ale nie chciałbym, żebyś na przykład mnie szturchał, czy mi książki wyrzucił, to już by było przeszkadzanie. Jeśli takie niecne plany chodzą Ci po głowie, to wcale nie chcę Cie zatrzymywać.
Kiedy znikasz na klatce schodowej jakiś smutek znów kwitnie mi na twarzy. Za nic się skupić nie mogę, mimo, że uważnie czytam każdą linijkę. Wciąż mam to poczucie winy, że czegoś nie dopowiedziałem, ale nie wiem czego. Nie mogę wymyślić.
Zapytałbym Tundrę, ale... nie chcę.
Zamykam więc książkę, biorę resztę mego stosu pod pachę i wychodzę. Schodząc po schodach mijam Cię wpatrzonego tępo w czajnik, który nawet nie jest włączony. Przez chwilę waham się, czy Ci nie pokazać jak się go włącza, ale nie jesteś przecież głupi.
Wiem to.
Odchodzę więc cicho, bez słowa na dół, a później do mojego dormitorium.


z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Sro Maj 11 2016, 22:27

Taka ładna klamra kompozycyjna. Skończone tak samo jak zaczęte. Historia zatoczyła koło. Tak się chyba mówi. Przynajmniej tutaj na pewno to zrobiła. Moje własne imię brzmi mi jeszcze w uszach, gdy kontempluję już czajnik, który nie gwiżdże. Żal mi czajnika, żal mi jego utraconej melodii. Pozbawiono go tej jednej z podstawowych funkcji, to jakby ktoś odebrał mu głos. Czuję się trochę do niego podobny, chociaż czuję brak czegoś innego, sam nie wiem czego.
Opieram się o stolik, gdy nagle czuję czyjąś obecność. Mija mnie ktoś, nagle, niepostrzeżenie, bez ostrzeżenia. Nadszedł od strony czytelni. To może być tylko jedna osoba. Wiem, jaka to osoba. Nawet gdybym nie wiedział, że tam był to poznałbym, że to Gonzo. Pomieszczenie zrobiło się na chwilę bardzo malutkie, bardzo nim wypełnione, a nawet słowa nie wypowiedział. Nic nie powiedział, milczenie nie zostało przerwane. Ja też nie umiałem. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Wolno myślę, moje myśli nie mają zwyczaju spieszyć się gdzieś. Ślimaczą się, zbierają w całość, a gdy już się coś z nich ulepi on jest już daleko.
Może to i lepiej?
Pewnie chlapnąłbym coś niepotrzebnie zupełnie. Coś bezsensownego i popsuł wszystko jeszcze bardziej, złamał nadłamane, stłukł nadtłuczone. Czasem milczenie jest chyba lepsze, odpowiedniejsze. Boję się tylko, że już więcej nie zamienimy już żadnego słowa. Ale może to tylko mój kolejny lęk bez pokrycia.
Nie wiem ile minęło, chyba spory kawałek czasu nim oderwałem się od stolika i opuściłem mój fałszywy azyl. Kroki miałem sztywne, ale drżały mi już tylko palce w tęsknocie za gitarą. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w pokoju, znaleźć gitarę. W głowie brzmiała mi melodia, która pasowała do czyjegoś głosu.

|zt
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Czytelnia   Sro Cze 01 2016, 17:30

PO PIERWSZYM EGZAMINIE Z ALCHEMII

Podziemia zawsze zwiastowały możliwość wystąpienia interesującego zdarzenia. Wszyscy opuścili już klasę, każdy udał się we własnym kierunku. Tak też Timon ruszył do sławetnej nie często odwiedzanej biblioteki, aby sprawdzić w starych, opasłych księgozbiorach czy przypadkiem za bardzo się nie zbłaźnił. Ostatnio nie przygotowywał się sumiennie. Czasu mu brakowało, a może to tylko lenistwo – a on tłumaczył to życiem w pośpiechu. W końcu wokół działo się naprawdę wiele, a wiadomym wręcz było, że kiedy w Koldovstoretz dzieją się dziwy, Baryshnikov chętnie zamoczy w nich palce. Jeszcze do niedawna rozglądał się po regałach. Wspinał się, wysoko po jedną z alchemicznych książek zagryzając nerwowo wargi, kiedy trudniej było mu pochwycić wypatrzoną zdobycz okutą w brązową, całkiem zadbaną najpewniej świńską skórę. Uwielbiał zapach książek. Widok stron które pożółkły, tych nadpisanych także nie mógł przeoczyć zawsze rozczulając się, kiedy pomiędzy wierszami znajdywał wyznania miłosne. Serduszka. A + A. Zabrał ze sobą trzy książki. W torbie, którą dotychczas miał przewieszoną na ramieniu nosił nieduży zeszyt wypełniony pergaminowymi kartami. Rozłożył się, z tym całym swoim dobytkiem dopiero w czytelni na wolnym nie zajmowanym przez nikogo stole.
Przygotował kałamarz, a także wystrzępione wysłużone pióro nie najlepszej jakości. Otworzył grube stronice, z początku sprawdzając spis treści, aby w końcu przejść do interesującego tematu. Alchemia to było zdecydowanie coś, co uwielbiał. Mimo tego, chociaż mógł poszczycić się jako tako wiedzą i zapalczywością czuł, że wciąż brakuje mu wiele, aby osiągnąć przynajmniej zalążek perfekcji. Chciał być w tym temacie nie do zagięcia. Ale do kujoństwa, niestety bywało mu bardzo, ale to bardzo daleko – w końcu miał zaledwie tych dziewiętnaście lat. A w głowie pstro. Dziewczyny. Zabawa. Papierosy. A co za tym idzie szlabany i kłótnie o to, którą powinien wybrać.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Czw Cze 02 2016, 19:33

Po wczorajszej nocnej eskapadzie z Tundrą nie spała zbyt dobrze. Cóż, zazwyczaj i tak miała problemy z zasypianiem - przez zmorzycę często nie mogła zasnąć do wczesnych godzin porannych, spała zwykle trzy, cztery godziny. Jednak nie przeszkadzało jej to w codziennym wstawaniu skoro świt i szykowaniu się na cały dzień przykładnej nauki. Aliszka naprawdę była pracowitą pszczółką, tak ja mówił Timon, nawet jeśli niektórzy uważali, że marnuje swój potencjał w Komitecie i Werniksie. Taka arystokratka jak ona miała przecież wszędzie otwarte drzwi, mogła robić co tylko chciała, a ona, Alisza, wybierała dyscyplinę. Pewnie niejedna z dziewcząt, będąc na jej pozycji, korzystałaby z majątku, nazwiska i urody. To świadczyło albo o wyjątkowej głupocie Karamazovej albo jej mądrości, nie mogła się jeszcze zdecydować. Po skończonych zajęciach udała się prędko do biblioteki, aby w końcu zająć się referatem z alchemii. Alchemia była jedynym przedmiotem, z którym miała problemy i niechętnie zabierała się do prac domowych z tegóż przedmiotu, mimo że chwytała się każdego możliwego referatu, aby poprawić swoje oceny. Co prawda był dopiero początek września, ale Aliszka wychodziła z założenia, że systematyczność to klucz do wszystkiego. Weszła po cichu do biblioteki, witając się z bibliotekarzem i obdarzając go jednym ze swoich najlepszych uśmiechów, a następnie - trzymając w ramionach kilka książek, które powinny jej pomóc z esejem - przemknęła do czytelni. Liczyła na to, że spotka Serhiego. Zawsze był świetny z alchemii i zawsze jej pomagał. Jednak tym razem Serhiego nie było w bibliotece. Zamiast niego przy jednym ze stolików siedział... - Timon! - zwróciła na siebie uwagę chłopaka głośnym szeptem. Podeszła szybko do jego stolika i bezceremonialnie położyła na nim podręczniki. Oparła się dłońmi z pomalowanymi na biało paznokciami o kant stołu i uśmiechnęła się do Baryshnikova. - Widziałeś Serhiego? - spytała, przechylając główkę na bok i odrzucając na plecy swój warkocz. Przez głowę przemknęła jej myśl, że Timon wolał, kiedy włosy spływały jej swobodnie na plecy. Uśmiechnęła się do niego ponownie, mimo że wyglądała na bardzo zmęczoną. Stała tak oparta dłońmi o blat, nachylając się troszeczkę w stronę Timona i przyglądając mu się z wesołymi iskierkami w oczach. Tęskniłam.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Czytelnia   Pon Cze 06 2016, 17:14

Głos którego nie sposób byłoby pomylić, na dźwięk którego cierpła na karku skóra sprawił, że mimowolnie podniósł dość szybko spojrzenie na źródło, które jak mógł zauważyć było w bardzo dobrej formie – uśmiechnięte, o delikatnie różowych policzkach, które pąsowiały kiedy człowiek za bardzo się spieszył. Skinął w jej kierunku głową. Podejrzewał, że też miała tu do załatwienia sprawę. Na pewno czasu brakowałoby jej na małe pogaduchy, a ona tak bezczelnie go zaskoczyła wspierając się dłońmi o masywny stół. - Aliso? - Uniósł pytająco ku górze brwi chwilę obserwując to co miała do zaoferowania – znaczy, przepięknie umalowane paznokcie. A także spojrzenie którym mogłaby zrównać wszystko z ziemią gdyby tylko miała na to najmniejszą ochotę. Pszczółki takie były. Pracowite. A przy tym, kiedy działo się coś złego troszeczkę niebezpieczne. - Ostatnio się mijamy. Ale wydaje mi się, że wychodził w towarzystwie. Chciałabyś, żebym mu coś przekazał jeśli uda mi się go spotkać? - Zaznaczył jedną ze stron zagięciem rogu, aby przypadkiem nie pomieszało mu się, jak jeszcze chwilę temu. Zaraz spojrzał za ramię dziewczyny – niestety, nie spostrzegł tam osoby, której teraz Karamazova szukała. Wzruszył w niemocy ramionami teraz nie przydając się w sprawie, nim nie wyciągnął w jej kierunku jednej z własnych zimnych dłoni, zaraz to stukając opuszkiem w dokładnie umalowany paznokieć rozmówczyni. - Wystroiłaś się. - Mruknął. Zainteresowały go książki, które ze sobą przyniosła. Wzrokiem obadał w pośpiechu tytuły, kilka z nich nawet całkiem dobrze kojarzył. - Ooo. Niedawno czytałem tę. Ale nie przypadła mi za bardzo do gustu. Strasznie w niej dużo naukowego bełkotu, a i znalazłem w niej kilka błędów. - Recenzent Timon, Panie i Panowie wskazał na niepozorny podręcznik leżący na samej górze. Dobrze Cię znowu widzieć. Wokół siebie zrobił trochę chaosu. Ale nie przeszkodziło mu to w ostrożnym pociągnięciu dziewczyny za materiał koszulki. -  Powinienem zapytać czy chciałabyś się przyłączyć? Twoje podręczniki zdążyły się już rozłożyć. - Zauważył z nutą rozbawienia, kiedy rzucał w jej kierunku charakterystyczne, wyzywające spojrzenie. Podpuszczał. Równie dobrze mógłby powiedzieć, że założy się, że na pewno nie usiądzie tuż obok albo przynajmniej naprzeciwko. Obecność drugiej osoby mogła przynieść skuteczniejsze wyniki w nauce, w końcu oboje mogliby zastanowić się nad pewnymi problemami opisanymi w książce. Ale mogło to też wszystkie plany pokrzyżować.
- Jak Ci poszedł egzamin? - Chwytał ją za słówka próbując podtrzymać temat około szkolny, kiedy powoli puszczał jej ubranie decydując się na szczypnięcie, w jedną z dłoni. A niech ma. Ha. Uśmiechnął się niewinnie, jak to na nigdy nie robiącego niestosownych rzeczy Baryshnikova przystało.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Czytelnia   Sro Cze 15 2016, 21:23

Uśmiechnęła się leciutko, widząc jego pytający wzrok i słysząc leciutko zaskoczony ton. Nie spodziewał się jej, prawda? A przecież powinien! Biblioteka była miejscem, w którym Alisza spędzała połowę swojego króciutkiego jeszcze życia, pogłębiając wiedzę i zacieśniając relacje z bibliotekarką. O ile można tak nazwać ciągłe nawoływanie do ciszy rozgadanych uczniów, najpierw przez bibliotekarkę, a następnie przez Karamazovą. Powinna być Naczelną w Komitecie Dyscyplinarnym, na pewno wywoływała się z obowiązków najlepiej. Zaczęła stukać cichutko paznokciami o blat, zerkając z uśmiechem na Timona i mając nadzieję, że zdradzi jej, gdzie podział się Serhii. Był jej potrzebny, teraz, natychmiast. Przecież Aliszka nie może odłożyć wypracowania z alchemii na później, mimo że miała jeszcze dwa tygodnie na napisanie go. - Och - jęknęła cichutko, z pewnym rozczarowaniem. Spuściła głowę. A więc Serhii poszedł gdzieś z tą całą Maksimović. Pewnie znowu namawiała go do złych rzeczy, przez co tracił tyle samo punktów co zyskał za poprawne odpowiedzi na lekcjach. - Nie, porozmawiam z nim jak go znajdę - stwierdziła, po czym, nie pytając Timona o zgodę, wysunęła po cichu krzesło i przysiadła na nim, tuż obok przyjaciela. - Może ty jesteś w stanie mi pomóc? Alchemia dla zaawansowanych, rozdział trzeci - przysunęła do siebie jedną z książek i otworzyła na właściwej stronie, aby następnie pokazać podręcznik Timonowi. Wlepiła w niego swoje pełne nadziei oczęta, mając nadzieję, że dzisiejszego wieczoru załatwi sprawę referatu. Kiedy wymruczał, że się wystroiła, zarumieniła się leciutko. Odebrała to jako atak, a nie komplement. - Nie podoba ci się? - odszepnęła w odpowiedzi, nachylając się nad książką i licząc na to, że Timon zrobi to samo. Kiedy zrecenzował książkę, zaśmiała się w odpowiedzi. - Więc z tej korzystać nie będziemy, oczywiście, o ile zdecydujesz się mi pomóc - uśmiechnęła się słodko, odkładając wspomnianą książkę na bok. Kiedy pociągnął ją za koszulkę, machnęła leciutko dłonią i usadowiła się nieco wygodniej na krześle, przysuwając się do stołu. Pod stolikiem stykali się kolanami, dlatego delikatnie go w nie trąciła, z nieco zadziorną miną. Miała dobry humor. Idealny na gry, które lubił Timon. Poza tym czuła się bezpiecznie z jednego powodu - wiedziała, że w bibliotece Baryshnikov nie pozwoli sobie na nic kontrowersyjnego. - Egzamin? A... dobrze, taką mam nadzieję. A tobie? O ile pisałeś jakiś egzamin? - odparła w odpowiedzi, uśmiechając się i przechylając głowę na bok. Warkocz opadł jej na jedno z ramion. Drgnęła, zaskoczona, kiedy uszczypnął ją leciutko w dłoń. - Auć - zaśmiała się, udając, że sprawił jej potworny ból.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Czytelnia   

Powrót do góry Go down
 
Czytelnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next


Skocz do: