IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Sala Wstydu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSala Wstydu   Pią Kwi 01 2016, 01:30

Sala Wstydu

Kiedy zapytać uczniów o ich najmniej lubiane w Akademii miejsce, każdy, bez wyjątku, uzna za takie Salę Wstydu, nawet jeśli nie miał niechlubnej okazji przebywania w niej. Pomieszczenie, wielkości standardowej klasy, wewnątrz pokryte jest lodem. Jego gruba warstwa pokrywająca ściany, podłogę i sufit w pierwszym odruchu wydawać może się zachwycająca – delikatne lodowe wzory poruszają się lekko, dając wrażenie ciągłej obecności kogoś trzeciego. Kiedy jednak zamknięty delikwent zostaje w komnacie sam, ornamenty zaczynają zmieniać się, przypominając mu o najgorszych rzeczach, jakie kiedykolwiek widział czy słyszał. Sala Wstydu służy również jako tymczasowa kazamata dla wszystkich istot mogących w trakcie przemiany zagrozić czyjemukolwiek życiu, dlatego drzwi do niej wykonane są ze specjalnie wzmocnionego magią srebra.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Sala Wstydu   Sob Cze 18 2016, 18:08

(po którym razie zaczniesz czuć się jak zwierzę w klatce?)
To będzie tylko chwila, gdy wreszcie każą mu przejść z jednej sali do drugiej. Obie będą tak samo białe. W tej drugiej może jedynie nie będzie tak cholernie zimno. A może? Nie wie. Słyszał tylko plotki. Plotki, które jak mrówki rozeszły się już po całym, dotkniętym magicznymi przekleństwami społeczeństwie. Ciotka niedokładnie zamykała drzwi, goście szeptali zbyt głośno – przecież pisać powinni, gdy był w domu, wiedzieli to (może chcieli, żebyś usłyszał, palancie?) – w wilkołaczych barach aż wrzało od chaotycznie przekazywanych sobie informacji. Każda sprowadzała się do jednego: Starszyznę interesowali genetyczni. Za bardzo. Tego tutaj, w Koldovstoretz, jeszcze się tak nie czuło. Nikt specjalnie nie zwracał uwagi na młode wilkołaki, na poświsty, od tęsknic trzymano się z daleka. Nic specjalnego – tu wszystko było dla nich dosyć łaskawe. Przyćmiewali czujność każdego z nich, monitorowali sobie znanymi tylko sposobami, by później dopiero zrobić im wszystkim z życia jesień średniowiecza. Tak, jak to było z Feodosiyem. Znów – słyszał jedynie opowieści o olbrzymie pozbawionym godności, wyżętym z jestestwa, stłamszonym. O tym, który niegdyś był faworytem wszystkich podziemnych walk, obecnie nie potrafiącym bez wysiłku podnieść kubka z herbatą. O nim nie będzie mówił nikt, bo i kto by miał. Dlaczego. Nie przysłuży się nikomu, nie chce, to ponad jego społeczne możliwości. Kończąc szkołę, nie będzie musiał zastanawiać się, co powinien w życiu robić, bo ktoś już zdecydował za niego.
(sam zdecydowałeś, nie zapominaj, nie obwiniaj innych za swoje marzenia.)
Ach tak. Co miesiąc oczekuje tylko tej jednej nocy. Gdy księżyc wznosi się coraz wyżej, nabrzmiały jak brzoskwinia od nadmiaru zebranego pod napiętą do ostateczności skórką. Gdy ściany Sali Wstydu witają go ponownie lodowatymi objęciami, na kilka długich, samotnych godzin stając się jedynymi świadkami tego niesamowitego misterium. I znów czeka, cierpliwie, z nadzieją, łakomie oblizując spękane wargi. Po podniebieniu już zaczynają chodzić mróweczki zwiastujące czający się w gardle warkot. Jeszcze chwila nim ciszę komnaty przerwie pierwszy trzask rozrywanej skóry, łamanej kości. Ból jest tak przeszywający, że natychmiast zwala go z nóg. Kolana głucho uderzają o posadzkę, z dłoni już wyrastają pazury, rozorując posadzkę. Licha membrana opinająca ciasno twarz pęka z plaskiem opadającego płata skóry, który zrywa gwałtownie, odrzucając w kąt. (na później, piesku, będziesz miał wyśmienitą ucztę. jak uroboros będziesz. zjadający samego siebie.) Z kolejnym trzaskiem kręgosłup wygina mu się w koślawy łuk, przybierając niezgrabne, zwierzęce kształty. Pysk wydłuża się, patykowate kończyny chwieją się, starając utrzymać ciężar reszty ciała. Jest zbyt duży na tak ciasne pomieszczenie. Nigdy jednak nie zgłaszał obiekcji, przecież nie pamięta tych wszystkich mało wilkołaczych pisków, gdy, próbując się wydostać, obija się o lodowate ściany gruchocząc przy tym każdą nową, teoretycznie wytrzymalszą kość. To zawsze tylko kilka obtarć, szybko się goją, czasami zostawiając tylko bladą linię blizny. Poza głodem reszta nie ma już znaczenia. Niezaspokojone pragnienia odbijające się w zaczarowanych ścianach komnaty, nieustannie podjudzające do zacieklejszych ataków. Do utraty tchu, do nieprzytomności z wycieńczenia.
(eksperyment nieudany.)
Po nocy głód jest nie do zniesienia.
(ty jesteś nie do zniesienia.)

Łaǔryš z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Sala Wstydu   Sob Cze 18 2016, 18:59

Zawsze chciałam zobaczyć wilkołaka. Takiego, który byłby prawdziwy, a nie takiego, który wykreował się w mojej wyobraźni, strasząc mnie na każdym kroku, przybierając twarz brata, któremu nagle wydłużają się kły i pazury i twarz cała się rozciąga, a wraz z nią białe włosy, srebrne oczy. Czułam jak sięga do mojego karku dłońmi, łapami, zaciskając za mocno, nie pozwalając mi oddychać, ale co z tego, co z tego, kiedy od urodzenia byłam już w połowie martwa. I martwi mnie prześladowali, do tego stopnia, że nie rozróżniałam tych dwóch, przenikających się płaszczyzn. Zawsze chciałam zobaczyć wilkołaka podczas przemiany i nigdy nie miałam ku temu okazji, aż do teraz.
Wcale nie odczuwam chłodu, kiedy bosą stopę stawiam na lodowej posadzce, a wolną dłonią wodzę po ścianie, kiedy z drugiej, zaciśniętej w pięść na podłogę spadają czerwone krople. Snuję się powoli, między czasem a przestrzenią, obchodząc pomieszczenie, obserwując go, konfundując ściany, które nie mogą się zdecydować czyje najgorsze grzechy przedstawić. Wierz mi, ucieczka od nich jest trudniejsza niż przedostanie się przez te drzwi. Zresztą ty chyba pobiegłbyś na nie z przyjemnością, co? Widziałam, jak rozszarpujesz jedzenie, jak ci się źrenice powiększają na widok krwi, okropne, ohydne, tak blisko zawsze byłam ran a nigdy nie potrafiłam zrozumieć tej fascynacji otchłanią. Ja tonęłam w niej mimo woli, ciężko polubić coś, na co się jest skazanym. Siadam pod ścianą, niezgrabnie, jak zawsze, moszcząc się kościstymi pośladkami na posadzce, w końcu otwieram lewą dłoń, poplamioną na czerwono, wysypując na podłogę żurawinę. Za mocno je ścisnęłam i zaczął się z nich sączyć sok. Ale jego wyczulony węch pewnie nawet przez metabariery je wyczuje. I mnie. To ciekawe, ale boję się go mniej, wiedząc, że jest prawdziwy. A może to znowu jakaś głupia gra w mojej głowie? Może umysł mami mnie i wodzi za nos. Nos. Zaczyna mnie swędzieć. Zaczynam się drapać, po całej twarzy, po piersiowej klatce i ramionach, tak, jak zawsze, gdy nie mogę przestać, maniakalnie, zostawiając na bladej skórze czerwone ślady, a gdybym miała coś ostrzejszego do dyspozycji zapewne byłyby to nowe blizny, srebrne jak ja, mój brat, jak tata i mama.
Kiedy się uspokajam łykam żurawinę, ziarenko po ziarenku, obserwując jak na seansie kinowym wszystko to, co się z nim dzieje. Podoba mi się, bo jest taki brzydki, brzydota zawsze była mi bliska, w końcu sama zawsze byłam bardzo brzydka. Przecież słyszałam, wszystkie szepty w mojej głowie to potwierdzały, wszystkie szepty na zimnym korytarzu szkolnym też.
Miota się, zupełnie jak ja w nicości, miota się i upada, nie chcę wiedzieć co ma w głowie, na pewno bardzo straszne rzeczy, nie chcę ich do kompletu, swoich już mam za dużo. Chociaż teraz wszystko jest mniej straszne, dlaczego? Ona by wiedziała.
Muszę powiedzieć Tündér, że w końcu widziałam wilkołaka. Opowiem jej wszystko, na pewno się nudzi, widziałam, że jej łóżko w skrzydle szpitalnym jest naprzeciw okna, tego, z którego spogląda na nią księżyc w pełni, nie dając spać.


Tündér z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala Wstydu   

Powrót do góry Go down
 
Sala Wstydu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: