IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Freski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieFreski    Pią Kwi 01 2016, 01:28

Freski

Przedstawiają najważniejsze postacie i ich historie, związane z samą Akademią. Ruchy są ledwo wyczuwalne, zaznaczone lekkim zawrotem głowy. Widoczne na fresku palmy, tworzą podobne arkadom ramy, w które rytmicznie wpisują się sylwetki co ważniejszych postaci historycznych, przy których znajdują się inskrypcje z imionami, a każda z nich zdaje się zwracać twarzą bezpośrednio ku odbiorcy. Mimo prawie identycznych póz i szat, kompozycja nie jest całkowicie monotonna. Ożywiają ją drobne motywy florystyczne. Kolorystyka ogranicza się zasadniczo do złota, bieli i zieleni. Pomimo niewątpliwej warstwy magii, postacie z fresku nie poruszają się, a jedynie co jakiś czas można dostrzec nowych bohaterów, pomiędzy arkadowymi palmami, których wizerunki pojawiają się na ścianie w momencie ich śmierci.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Pon Maj 02 2016, 23:21

Mimo złej reputacji, lubiłam to piętro, nawet jeśli zdarzyło mi się więcej niż raz odbyć tutaj swoją karę. Sala Wstydu, ta sala, która sprawiała, że ciarki same mimowolnie pojawiały się na twym ciele, była miejscem z całą pewnością interesującym. Nawet jeśli za pobyt w niej musiałam płacić wysoką cenę - ale czy każdy z nas nie musiał tego robić? Doprawdy, im dłużej przechadzałam się korytarzami tym bardziej docierało do mnie jakie to niesamowite, że nadal byłam w Koldovstoretz. Igrałam z ogniem wiele razy. Sprawdzałam cierpliwość wszystkich wiele razy. I wiele razy też podczas tych lat przychodziłam właśnie do fresków, które zatrzymały w miejscu tych arcyważnych bohaterów. I czy to ważne, że nie pamiętałam ich nazw? Że zdarzyło mi się dmuchnąć w ich nieruchome twarze dymem z drwiną, której mi nie brakowało? Byłam taka pyszna! Tak samolubna! Zupełnie nie myślałam o tym, że jeśli będzie to tak trwać to w końcu Serhii, Dita i moja matka zostaną sami. Zupełnie.  Gdy pozbyłam się regulaminowych ubrań, odetchnęłam z ulgą. Miałam teraz na sobie ciemne, wygodne spodnie i przypięty do nich cieniutki łańcuch, oraz za długą koszulkę z anarchistycznym hasłem, które zostało zasłonięte przez płaty bluzy. Nikt nie powinien więc się do mnie przyczepić - miałam też tę pewność, że piętro drugie ochroni mnie przed niechcianymi intruzami takimi jak na przykład Komitet Dyscyplinarny. Rok dopiero się zaczął, nie potrzebowałam jeszcze tej zabawy, która była mi tak dobrze znana.
Usiadłam na ziemi, wyobrażając sobie, że w tle leci muzyka i nawet zaczęłam nucić słowa piosenki, przymykając ostrożnie powieki. Rozluźniłam się, z ulgą biorąc głębszy wdech, na który nie mogłam sobie pozwolić w sali balowej.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 14:08

Jakiś taki ciągły niepokój w nim krążył, jak jad, takie małe wkurwienie mrowiące w opuszkach palców. Za długo już zbyt spokojnie żyć, ale jak żyć mniej spokojnie, kiedy ukrywa się paskudne tajemnice. Kiedy samemu się jest szpetną tajemnicą rodową, ohydną zbrodnią moralności. Co to jednak znaczy, kiedy nikt nigdy nie wytłumaczył ci czym jest moralność? Czy ty, Vasilijko, wiesz, czym jest moralność? Spacerując po krytych w ciemnościach nocy zakamarkach szkoły, nadstawiając pięści do walki o... co właściwie? O co walczysz? Anarchistyczne hasła na koszulkach, gniewny wyraz twarzy. Nawet twoje włosy krzyczą, tak jak krzyczysz ty, o buncie, o tym jak bardzo się nie zgadzasz z normami, o tym jak odstajesz od reszty. O co walczysz, Vas, dlaczego. Skąd ta siła.
Być może tylko ciekawość czysta, intrygująca osobowość, niechęć w oczach spowolniła kroki Twardowskiego, który zawieruszył się na szkolnych korytarzach. Lubił pobłądzić, od zawsze, pchany ciekawością świata, obserwował ludzi w ich najzwyklejszych sytuacjach jakby byli mrówkami w szklanym labiryncie na blacie jego biurka. Nie znał się za bardzo na ludziach dzisiejszych czasów, zbyt głęboko miał duszę zakorzenioną w historii, śpiącą wtedy, kiedy powinna być na chodzie a budzącą się w momentach, o których inni zapominali.
Z rozbawieniem i spokojem lawiruje wśród uczniowskiej gawiedzi, czasem nawet będąc pomocnym, a jednak i tak należy do grupy tych uczniów, którym nie lubi się patrzeć w oczy. Których się po prostu nie lubi. Był nad wyraz wulgarny, bardzo bezpośredni, dość obrzydliwy i nie szanował granic, jakie ludzie wokół siebie stawiali Wciąż na krawędzi, szalony tancerz życia.
- Nie pasujesz tu ani trochę - mówi, zatrzymując się o krok od ciebie, patrząc z góry, och, jak on doskonale nadawał się do spoglądania z góry. Zaczesał palcami obleczonymi w rodowe pierścienie włosy z twarzy i podrzucił w drugiej dłoni jabłko tak czerwone, jakby było obłożone klątwą. Cóż on miał takiego z tymi jabłkami?
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 15:29

Tajemnice... czyż nie jest tak, że każdy z nas jakieś posiada? Raczej nie podchodziłabym do każdego i nie opowiadała o swoim życiu, obawach, pragnieniach, marzeniach.  I tak samo nie zrobiłbyś ty ani ktokolwiek inny, kto tylko ma dość oleju w głowie, żeby wiedzieć, że takie obnażanie się przed kimś nie jest mile widziane. Rodzimy się samotnie, żyjemy samotnie i umieramy samotnie - brzmi to przerażająco, ale właśnie tak to wygląda. Nie mam powodu żeby mówić inaczej, żeby cieszyć się z tego, że ludzie, których kochałam zazwyczaj mnie opuszczali. Dlatego z takim dystansem traktowałam własną matkę, dlatego Serhii nie wiedział wszystkiego i dlatego było mi tak źle, gdy najpierw wyjechała ta, której imienia ci nie zdradzę, a potem zniknęła Dita. Pewna siebie, niezwykła, barwna, mająca dużo naturalnego czaru, Dita. Są rzeczy o których nigdy nie powiem na głos. Czym jest więc moralność? Gdybyś zadał mi na głos te pytanie, być może na wpół żartobliwie a na wpół wrednie odpowiedziałabym, że jest to coś, czego zapewne ty nigdy nie posiadałeś, bo zostałeś wychowany w iście królewskich warunkach. Wystarczyłoby mi tylko spojrzeć na te pierścienie, by wiedzieć z kim mam do czynienia. My biedne, uznane za brudne dzieci nie posiadamy takich skarbów. Sama jednak nie wiem, czym ona jest. Wzgardziłam moralnością w imię własnych ideałów. Nie walczę o lepszy świat, nie walczę o szczęście, a zwyczajnie walczę o siebie, o wolność i zrozumienie. I inni, którzy są podobni do mnie, również to robią. Wszystko krzyczy, uderza o niewidzialne kraty Koldovstoretz, o matrioszki, w których są schowane kolejne matrioszki. Walczy się o zmiany. Pragnę zmiany tego chorego systemu, ale teraz wystarczy mi zwykłe siedzenie na zimnym podłożu i nucenie piosenki, której nie może usłyszeć nikt za wyjątkiem mnie. I pomyśleć, że na Zachodzie wszystko zdaje się być prostsze.
Nikt nie zajmował moich myśli, nawet widok freskowych bohaterów został przesłonięty. Nie trudno było więc wejść do pomieszczenia, kiedy pozbyłam się swej czujności. Obcy, drażniący głos zakłócił muzykę, przerwał chwilę wyciszenia, sprawiając że niezadowolone westchnięcie wyrwało się z moich ust. Otworzyłam oczy i zauważyłam plątaninę włosów, która się poruszała i jabłko, które co chwilę podskakiwało. Nie przepadałam za jabłkami.
- Ale ty już tak? - odpowiedziałam nieco sarkastycznie, nie mogąc się powstrzymać. Nie lubiłam jak ktoś wybijał mnie z rytmu, a on to zrobił. Podniosłam się szybko, żeby nie patrzeć na niego z dołu. Nie chciałam czuć się gorsza, zwłaszcza nie przy takich osobnikach. - Uważaj, bo jeszcze włosy ci wpadną do buzi.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 16:58

Jak łatwo jest ocenić Mirona twoimi oczami. Chudy chłystek w wyprasowanej koszuli, zapiętej pod samą szyję, na której dyndają złowieszczo srebrne medaliki chroniące przed złem (bądź... niepozwalające złu wyjść na zewnątrz?). Z tą dumą paniczyka w oczach, nawet jeśli uśmiech wymalowany na twarzy był niemal ciepły. Dandysik z pierścionkami, w czystych, eleganckich butach ze skóry przecież aż emanował pieniędzmi. A jednak śmierdział trupem. Zdążyłaś już to poczuć?
Jak łatwo ci go ocenić na jednym wydechu, zaraz po tym, kiedy sama rozważasz jak bardzo nie znamy swych wzajemnych historii i tajemnic, Tak jak on nie wie niczego o tobie, tak i ty nie masz pojęcia, kim on jest. Jakie tajemnice skrywa i z czym wiążą się słodkie jak trucizna przywileje bycia wychowanym w iście królewskich warunkach. Gdybyście rozmawiali bardziej na zewnątrz niż w środku pewnie zaśmiałby się i przyznał szczerze, że większość dzieciństwa spał w graciarni swojego dziadka w towarzystwie bezdomnych psów. Nosił jedną parę spodni tak długo, aż same spadły mu z tyłka i kradł z targu jabłka, bo nie rozumiał, czym są pieniądze.
Ale przecież już zdążyłaś go ocenić.
- Tego nie powiedziałem. - Uniósł brwi w geście zaskoczenia, choć w kącikach oczu pojawiły się kurze stópki rozbawienia. Przyglądał się jak wstajesz, szybko, nerwowo, na co podniósł wyżej podbródek i zerknął z ukosa na jeden z końców pomieszczenia. Toż to z twojej strony prawie jak wyzwanie! Syknął przez zęby i cmoknął lekko. - No tak - przyznał, mrużąc oczy. - Przed czym się tak chowasz, Vasilija, tak daleko, na drugim piętrze. - Przestaje podrzucać jabłko. Jak granat odłamkowy zamknięty w klatce białych, zimnych palców. Czy lekko jest nosić ten gniew? Czy lekko chować sekrety? Ile trzeba się namęczyć i nacierpieć, by zrzucić z ramion ten balast, rozewrzeć czyjeś usta i zwymiotować w ich samą głębię szczerym bólem istnienia. Samą prawdą brudną i bolesną.
- Powiedz, że mam się odpierdolić, a to zrobię - mówi z tym uśmieszkiem, jakby żartował. Ale był prostym chłopiną, nie chorym nadgorliwcem, ludzi, którzy tolerowali jego obecność można było policzyć na palcach jednej ręki, a takich, którzy mogliby przyznać, że go lubią... No cóż, być może była pojedyncza sztuka. Nie narzucał się ze swoją obecnością, obrastając bardziej i bardziej metkami nadęcia i bucowatości, kiedy wychodził podczas rozmowy w dowolnym momencie, mając wrażenie, że nie powinno go już tam być.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 17:52

Każdy z nas ocenia, nawet jeśli robi to mimowolnie i tego nie chce. I ja też to robiłam, mimo że krztusiłam się od hipokryzji. Od swojej i od tej, która wylewała się z całej reszty ciał poruszających się wokół mnie. Przecież i ty nie byłeś od tego wolny. Czy ty też mnie nie oceniałeś? Ty gustownie ubrany, można by nawet rzec, że wedle panującej wszędzie mody, chociaż nawet nie byłeś tego świadomy. Nie będę się z tym ukrywać, że przeglądam gazety, że kartkuję mugolskie i magiczne czasopisma, szukając coś dla siebie. Innego, nietypowego, wyzywającego wręcz. Guziczki masz idealnie dopięte pod samą szyję, ale czy nie jest ci przez to trudniej oddychać? Takie ciepło może być niewystarczające, skoro wszystko inne zdaje się być zimne. Jestem nieufna, nie byłabym w stanie zaufać twojemu uśmiechowi. A czy nie jest tak, że każdy z nas nim śmierdzi? Gdybyś miał szansę mnie powąchać też być to wyczuł. Tę woń. Ale dobrze, zgodzę się, że nawet z tej odległości wyczuwam tę charakterystyczną nutę. Nic o sobie nie wiemy, po prostu stoimy i patrzymy, i choć jesteśmy bardziej żywi od tych bohaterów zachowanych na freskach na które zerkamy to mam wrażenie, że i bardziej martwi. Każde na swój sposób. Ale co ja mogę wiedzieć, przecież cię nie znam. Jesteś zwyczajnie jedną z twarzy w tłumie, który mijam każdego dnia. Szlachetnie urodzony, elegancki, z niższego rocznika... Już cię wsadziłam do szufladki? Chyba tak. Ale wiesz, ja te szuflady czasem otwieram. Gdyby nasze oczy mówiły, pewnie wiedziałbyś to, czego tak bardzo się boję. A ja wiedziałabym, że nie jesteś typem, który śpi w czystej, wykrochmalonej pościeli i że kradłeś jabłka, których nie lubię. Ale kradłeś. Rozumiałabym cię i szanowała, jeśli oczywiście wcześniej bym ci uwierzyła. W tym zawsze tkwił problem. Zaufanie.
- Nie musiałeś - odparłam beznamiętnie, mrużąc nieco swoje niebieskie oczy, gdy zauważyłam u niego oznakę rozbawienia. Może powinnam wyciągnąć różdżkę i on wtedy też by to zrobił, i oboje zaczęlibyśmy udawać, że jesteśmy poważni, choć tak naprawdę jeszcze bardziej zachowywalibyśmy się jak dzieci? Kiedy podniósł wyżej podbródek, nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam krótkim śmiechem. Dawno czegoś tak komicznego nie widziałam. Kilkanaście sekund później jednak spoważniałam. Nie znałam go przecież. - Dziwi mnie, że pamiętasz moje imię, chociaż z pamięci wyleciało mi twoje. Nie za ciekawski jesteś? Pewnie twoje nazwisko to Pytalski.
Nagle sobie przypomniałam jedną z bajek, które czytała mi matka na dobranoc. Oprócz bułgarskich, były też czasem polskie i jeśli się nie mylę czeskie, ale to było tak dawno temu, że aż się zdziwiłam, że cokolwiek pamiętałam. Chyba nie przeżylibyśmy tej wspólnej fali rzygowin. Zdziwiłam się jego dalszymi słowami, ale jedynie wzruszyłam ramionami, zanim postanowiłam mu odpowiedzieć.
- Kusi mnie, żeby to powiedzieć - odpowiedziałam bardziej swobodnym tonem, a na jego uśmieszek zareagowałam zaledwie uniesioną do góry ciemną brwią. - Ale nie powiem, bo mam wrażenie, że tylko na to czekasz, a ja zazwyczaj nie robię tego, czego ludzie chcą.


Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 18:26

Och, byłoby to niezwykłym komplementem, gdybyś mu szepnęła, że ubiera się wedle panującej mody. Że taki jest jak wszyscy, że nosi się, jak oni się noszą. Wbrew pozorom od dzieciństwa musiał wkładać wiele pracy w to, by się nie wyróżniać, by być taki sam dokładnie jak każdy jeden inny. Nie chciał przecież, by już zaraz od razu każdy poznał, że to on. Chciał się ładnie maskować, wkomponować w otoczenie. Chodził często w miejsca publiczne, patrzeć na ludzi, zgrywać żebraka i grajka na ulicy, udawać sprzedawcę, przebierać się za pomagiera milicjanta. Polska była niestabilnym krajem, zaraz po upadku komunizmu, zanim ludzie nauczyli się żyć na nowo. Wykorzystywał to świadomie, ciesząc się z mugolskiego zabiegania. Magiczny Kraków był nieporównywalnie nudniejszy od tego zwykłego, szarego miasta niemagicznych ludzi. W jego świecie panowali Wrońscy, tacy dosadni i napompowani swą potęgą, a mało kto przecież wiedział, że to na grzbiecie Twardowskich wspięli się na szczyty. Jego nazwisko przecież było niemal przekleństwem wśród wysoko urodzonych czarodziejów krwi szlachetnej. Może i był tym znienawidzonym przez Ciebie czystej krwi dziedzicem, jednak w świetle tego czym zajmowała się jego rodzina, plasował się niżej od najbrudniejszego mugolaka.
Znów uniósł brwi, coraz bardziej zdziwiony. Przecież nawet nie powiedział nic, nawet nie szczeknął zbyt głośno - jedynie zaczepił dziewczę siedzące w samotności.
- Zapamiętam, słodziutka, że umiesz czytać w myślach. - Stuknął się palcem w skroń mrużąc jedno oko. Jakaż butna, jaka ociekająca jadem. Fascynujesz go bardziej, niźli sam zdaje sobie z tego sprawę. To beznamiętne spojrzenie, ta duma wylegującej się na słońcu żmii. Chcesz go ukąsić? Dopiec? Skaleczyć? Trudno to zrobić, kiedy krew w żyłach nie płynie już od wielu lat.
- Niech będzie Pytalski. - Kiwa głową nieznacznie i choć wciąż próbuje zachować powagę, to kurze łapki rozbawienia wciąż marszczą mu kąciki oczu. O co walczysz, dziewczyno, skąd ta złość w tobie, ten chłód, niechęć do przypadkowych ludzi. - Ktoś cię kiedyś okropnie skrzywdził, co? - mówi jakby od niechcenia, choć wpatruje się uważnie w czarne kropki Twoich źrenic. Obrysowuje ciekawskim wzrokiem twoją twarz, ciemne brwi, linię szczęki i szyję niknącą w kołnierzu kurtki, która niemal sprawia wrażenie kokona w którym chciałabyś się ukryć. - Nie denerwuj się na mnie, kwiatuszku. Nie będę rzucał ci wyzwań. Podkulę ogon i pójdę precz, tylko strasznie mnie cieszy ta wymiana uprzejmości... - mówi z pełną powagą kiwając głową. Unosi zaraz jabłko do ust, jednak nie po to by je ugryźć, a schować ten pełen szczerej sympatii uśmiech. Przecież Twardowski nie będzie się do takiej złośnicy cieszył, nie?
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 19:39

Nie szepczę komplementów, z trudem zresztą mi one przechodzą przez gardło. Musiałbyś kimś w rodzaju Serhii'ego albo Dity, żebym ci je mówiła. Ale może kiedyś dodam, tak po prostu, że guziczki są odpowiednio dobrane i koszula dobrze komponuje się z twoimi rysami twarzy, ale to będzie bardziej na zasadzie drobnej informacji. Chociaż tak długie włosy były nietypowe dla płci męskiej, zwłaszcza w Koldovstoretzie, ale przecież i ja miałam nietypową fryzurę. Nie mogłam sobie zrobić warkoczyków, ale nawet tego nie chciałam. Chciałam znowu mieć tę odrobinę swobody, co  w wakacje i paradować w niebieskich włosach. Chcieć to nie zawsze oznaczało móc.  Musisz się więc postarać by zostać kameleonem. Ja nie mam nic przeciwko wyróżnianiu się wśród wszystkich. Jestem indywiduum i jak na nie przystało, mam nawet tatuaże. Graj, występuj na deskach teatru a zostaniesz kim tylko chcesz. Może kiedyś przyjdę na twój występ - przemknę niezauważalnie i przyjrzę się twojej grze. Zaprezentuj mi każdą z twoich twarzy.  Ja w Bułgarii nauczyłam się targować i walczyć o swoje, kiedy майка (matka) pracowała w barze. Tyle wiedziałeś i byłeś częścią czegoś, co było mi praktycznie nieznane i nie starałam się nawet tego poznać, skoro mnie to nie dotyczyło. Tak było prościej, skupiałam się zaledwie na sobie i najbliższych mi osobach, by przetrwać i by oni przetrwali. Pannice i paniczykowie byli wszechobecną zarazą, która tak naprawdę trzymała w garści Koldovstoretz. Czy nie było właśnie tak? Zawsze przecież krew błękitna i czysta ma pierwszeństwo nad tą, która była nieznanej lub kiepskiej jakości. Nie żeby sam ten fakt mnie złościł, po prostu nie lubiłam jak ktoś wtrącał się w moje sprawy i dyktował, co mam robić. I nie wszystkich wbrew pozorom skreślałam z takiego powodu. Po prostu drwiłam, w pewien sposób pokonując strach i dodając sobie pewności i czy to nie działało właśnie w ten sposób? Nie nienawidziłam cię, po prostu z góry założyłam, że jesteśmy po przeciwnych stronach. Prosta matematyka, jakby to powiedział mój wujek.
- Nie sprawdzałam swojego smaku, ale wątpię bym była słodka - odpowiedziałam, obserwując jak stuka tym swoim długim palcem w skroń i pomyślałam, że jeszcze trochę a by sobie go wsadził w oko. Sprawiał wrażenie takiego, któremu po policzku spłynęłaby samotna łza. - Oczywiście. I do tego przepowiadam przyszłość. Znajdź mi kulę, złotą monetę i rozpal ognisko, a powiem ci, co cię czeka.
Pewnie rozbawiłoby mnie to, że uważał, że ociekam jadem, chociaż nawet nie próbowałam. Może to już przychodziło automatycznie i nie byłam w stanie tego wyczuć? A może to on tak mało o tym wiedział? Jeszcze nie zrobił mi nic takiego za co chciałabym mu dokopać. Tak ciasne ubranie również robiło swoje - krew nawet jeśliby płynęła to nie byłaby w stanie dopłynąć do mózgu. Zrobiłam kilka kroków do tyłu i oparłam się o ścianę, patrząc na niego z pewnego oddalenia. Myślę, że oboje sprawdzaliśmy kim tak naprawdę jesteśmy. Przejechałam dłonią po swoich ciemnych, krótkich włosach i przyglądałam się jego dość cienkim brwiom. Pod wpływem jego pytania, zmarszczyłam czoło, początkowo nie rozumiejąc o co mu chodzi. Nagle moja twarz zamiera, zaciskam mocno zęby, patrzę twardo w jego oczy.
- A ciebie, Pytalski? Dlatego pytasz? Chcesz znaleźć kogoś, kto cię zrozumie? - Intensywnie przewierca mnie wzrokiem, jakby chciał znaleźć potwierdzenie swoich słów, albo też coś, co nie jest dla mnie zrozumiałe. I chyba nigdy nie będzie. Poprawiam swoją kurtkę, a właściwie bardziej bluzę, jak ją roboczo nazywam i napis przestaje być dłużej niewidoczny. Zniszczyć system, tak właśnie brzmi. Wiem, że ryzykuję, ale inaczej nie mogę.
- Nie denerwuję się - odpowiadam, drapiąc się po karku i nie spuszczając go nadal z oczu, jakby to było istotne. - Tym umilasz sobie czas?
Chowam ręce za plecami i przekrzywiam głowę, spojrzenie kierując tym razem w stronę fresków.
- Jesteś bohaterem, Pytalski?
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 20:14

Nic nie wie, absolutnie nie próbuje czytać ci w myślach, zgadywać czego pragniesz, co chodzi ci po głowie. Nie chce tobą manipulować, ani wciągać cię w wir swojego paniczykowatego życia. Nie spotkasz takich ludzi wielu w dzisiejszych czasach, którzy lubią po prostu patrzeć jak rzeka płynie, stać w niej po kostki i obserwować jak słońce skacze skrami po mikrofalach, jak białobrzuche ryby ślizgają się po dnie. Nie ingerować w nic, pozostać biernym, wędrować tuż obok z tak prostą ciekawością. Tylko ty masz władzę nad otoczeniem, nazywają to egocentryzmem i nie ma co się wypierać takiej definicji. Wierzył, że to on stał w strumieniu, że ryby płynęły tak długo, dopóki nie zmącił wody. Że słońce grzało fale póki go nie przysłonił. To zbyt wielka forma na proste słowa, którymi mógł się posługiwać, to po prostu uczucie bezkarności człowieka, który niczego już nie może stracić. Bo co jeszcze mogą mu odebrać? Nawet jednostka ma władzę nad otoczeniem, nad tym jak ukształtuje się najbliższa rzeczywistość. Jedni mówią efekt motyla, inni wejdź na deski swego teatru i graj. Aż zdepczesz sobie pantofle, aż wykrwawisz się przy owacjach na stojąco, byle poruszyć, byle coś zmienić.
Gdybyś była świadoma, jak odbierają cię ludzie, twoje słowa, gesty, mimikę, twoje parsknięcia śmiechem, gdyby obchodziło cię to choć odrobinę - być może zrozumiałabyś, dlaczego uważa twe zachowanie za złośliwe. Ale on ci tego nigdy nie powiedział, ani nigdy nie powie. Bo taka jesteś piękna, słodka w tym swoim gniewnym buncie.
- Mmmm... - szepcze i bierze głębszy wdech, jakby poważnie rozważał te twoje wydumane zdolności. Tylko wiesz, był teraz dokładnie takim, jakiego się spodziewałaś. Dziedzicem. Jaką więc mogłabyś mu wywróżyć przyszłość? W splendorze, pieniądzach, towarzystwie innych błękitnokrwistych dzieciaków.
Przygląda się mięśniom drgającym na twojej szczęce i uśmiecha się jedynie na lawinę pytań, które dostał w odpowiedzi na swoje jedno. Kiwa głową, jakbyś już mu sama odpowiedziała - chcąc nie chcąc - tym swoim piskorzeniem. Unosi lekko dłonie, hej, hej, wstrzymaj konie, nie drąży tematu, więc uśmiecha się niepozornie, zerkając na ciebie kątem oka.
- Zdarza mi się, tak - odpowiada zdawkowo. Tak, bywa, że umila sobie czas szukając czułych strun, trącając je jak czuły kochanek na swojej gitarze, grając pełne fałszywych nut miłosne arie i ciężkie, grzmiące jękami burzowe preludia. Tak też bywa, że zgrywa bohatera. Któż by nie chciał, hej, nawet ty z tą swoją walką o upadek systemu. To trochę bohaterstwo, nie uważasz? Jak walkiria, kiedyś ktoś namaluje fresk. Oto Vasilija, walcząca o... Z dziewczęciem wystawiającym światu środkowy palec, o burzy błękitnych włosów i zmarszczonych czarnych brwiach. Czym jednak była jego odpowiedź pod ciężarem takiego pytania? Znów unosi wzrok, jakby sprecyzowanie jego opinii na temat bohaterstwa wymagało większego zastanowienia. Czy był bohaterem? Raczej nigdy. Ale któż zabroni Mironowi kłamać.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 20:51

Nikt nic nie wie i może na tym właśnie to polega. Zdajesz się być prosty, nieskomplikowany w obsłudze, bez zbędnych dodatków. Czego więc chcesz? Rzeka może sobie płynąć, a słońce świecić, lecz ja będę tym co zawsze - po prostu motylem i niczym więcej, a ty w tym czasie skupisz się na obserwacji ryb, które będą błądzić między twoimi kostkami. Czy nie przeraża cię ta bierność, podczas której nie robisz nic, podczas której nie próbujesz walczyć o samego siebie? Ja bym tak nie mogła. Dlatego ty jedynie patrzysz, a ja działam, nawet jeśli to co zrobię to jedynie drobny ruch niebieskich skrzydeł. Brzmisz jak starszy człowiek, co już przeżył swoje życie, co jest już zbyt zmęczony tym czasem, który mu pozostał i jedynie na co czeka to na koniec. Paraliż całego, schorowanego ciała. Myślę, że to mogłoby mnie w tobie drażnić, gdybym lepiej cię poznała, spędzała z tobą czas, słuchała twoich historii. Jednostka może wprowadzić szereg zmian, które zakłócą regularny porządek, ale czy ma do tego prawo? Chciałbyś zmienić czas, gdybyś miał taką możliwość? Nawet jeśli nastąpiłby szereg większych i mniejszych zmian w świecie, który jest ci tak znany? Ja się na tym nie znam, myślę, że za bardzo traktowałabym to jako zabawę. Gdyby... trochę jest tych spekulacji. A może gdybyś ty spojrzał na moje parsknięcie śmiechem jak na coś, co jest ci znane? Jak na twój uśmiech, który schowałeś za jabłkiem? Ale co ja mogę wiedzieć i co ty możesz, skoro większość naszej rozmowy toczy się tylko w naszych głowach. Będę więc nieprzychylną ci, złośliwą buntowniczką. Wydaje mi się, że mi to również odpowiada. Powiedziałabym, że jestem kwaśna. Kwaśna jak te jabłko, które trzymasz w tych dużych dłoniach. Nie lubię jabłek. Zjadłabym gruszkę, skoro pojawia się temat owoców.
Nie wierzę w to, że on to robi. Posyłam mu pełne niedowierzania spojrzenie i lustruję jego postawę godną błękitnokrwistego dziedzica. W końcu niczym innym dla mnie nie był. Nie potrafiłam wróżyć i to było raczej jasne; jedynie co było mi znane to tanie sztuczki, które zazwyczaj stosowały cyganki w Bułgarii. Czasem się tym przedstawieniom przyglądałam. Nie mówię już nic więcej, jedynie cicho prycham na jego gest, chociaż nie jestem ani zirytowana ani na niego zła. Stoję więc i przyglądam się tym freskom, z tęsknotą myśląc o muzyce sączącej się z gramofonu przy której mogłabym skakać, wirować w miejscu a następnie położyć się i po prostu słuchać. Nic więcej. Nigdy nie czułam się bohaterką. Po prostu. Może nawet ty mógłbyś coś takiego stworzyć, ale kompletnie nie mam pojęcia czy potrafisz malować i nie byłoby w tym żadnego sensu. Ale pesymistycznie zabrzmiało, nie? Ale dobrze, powiedzmy, że jestem Walkirią, ale czy bogowie nie ukarzą Walkirii ze środkowym palcem? Są pytania, na które można nie znać odpowiedzi.
Stoję i patrzę na te freski i patrzę, aż nagle odpycham się od ściany i ruszam w jego stronę. Robię tych kilka kroków i bez cienia strachu pokonuję dzielącą nas odległość. Nie żebym musiała się go bać.
- Daj mi swoją dłoń - nie rozkazuję, nie pytam nawet, po prostu mówię pewnie, nie krępując się tymi słowami.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 21:47

Mógłby spróbować cię namalować. Swoimi formami i kolorami, które gryzłyby się ze sobą jak wszystko w jego oczach. Świat nie był czarno-biały, nie dobry i zły, tylko pełen okropnych odcieni szarości, brudnych, lepkich kątów, do których nie dociera światło. Nie wierzył w regularną definicję piękna, nie umiał określić go słowami, sam zanurzony po te kostki blade w zimnej wodzie, zapatrzony na lśniące złotem ryby, nie potrafił powiedzieć, czy to co widzi jest piękne. Odbierał rzeczywistość innymi bodźcami, zwracał uwagę na inne niuanse otoczenia, kiedy próbował się doszukać w nich punktu zainteresowania. Emocje, takie zdrowe, takie żywe, w odróżnieniu od sztywnego towarzystwa z którym spędzał większość czasu w swym krakowski dworku. Czy był stary? Nad wyraz, ale tego o nim nie wiesz. To ten szpetny sekret zaklęty w piętnie pod lewą łopatką i szerokich bliznach na mostku i pod obojczykami. Brudne zabawy starego Twardowskiego i trupów.
Wsuwa jabłko do kieszeni kurtki, kiedy podchodzisz bliżej. Niesprecyzowany to gest, jakby chciał mieć obie ręce wolne na wypadek, gdyby miał, musiał, za chwilę wydusić z ciebie ostatni oddech. Masz piękną szyję, tak długą jak szerokie miał dłonie. Pasowałyby tam doskonale w każdej konfiguracji; w obietnicy krzywdy, jak i słodkiej pieszczoty. Więc tylko patrzy wyczekująco, czego zażyczysz sobie od śmiesznego pionka jakim był, bohatera pieśni, którą sam sobie napisał.
Dłoń.
Powoli podnosi ramię i rozpościera pajęcze palce, odsłaniając chorobliwie blade śródręcze naznaczone siatką sinych żył prześwitujących pod skórą.
- Tylko nie na zawsze - mówi cicho. Weź tę dłoń, weź co chcesz, przecież nigdy się nie wzbraniał. Ochoczo rozdrabniał się na składowe, by móc podoświadczać rzeczywistości. Pobyć tam i tu, wszędzie na raz. Okropnie niepoprawna ciekawość świata połączona z nikłą moralnością czyniła z niego najpodlejszego z ludzi. Takiego, który nie ma żadnych wartości, jak oportuniści tak nienawidzeni przez zagorzałych fanatyków. Ani tu ani tam, a jednocześnie wszędzie na raz.
Porusza lekko palcami, dzwoniąc stukającymi o siebie pierścieniami. Wiesz, ten jest przeciw chorobom. Ten przeciw rozkładowi tkanek. Ten ma utrzymać świadomość na jednym torze, powstrzymać jaźń przed rozproszeniem. Ten mały, z niebieskim oczkiem, ten jest pamiątką po matce, której twarzy za nic nie mógł sobie przypomnieć. Każdy jeden przytwierdzony do palca na stałe, nawet gdyby chciał się ich pozbyć - musiałby odrąbać sobie dłoń.
Wtedy mógłby dać ci ją na zawsze.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Wto Maj 03 2016, 22:42

To też przecież była sztuka - a nóż widelec ktoś by ją docenił. Ale co ja tam wiem, przecież wcale się nie znam na sztuce, tylko udaję, że jestem w tym dobra i kiwam głową, gdy pyta się o to Dita, tak jak pytała się niegdyś Ona. Nadal nie jestem w stanie wymówić jej imienia. Może kiedyś je usłyszysz. Coś, co wydawało się być dobre mogło okazać się złe, a coś co złe mogło okazać się dobre. Szarości było pełno na każdym kroku, ale czy rzeczywiście istniała tylko ona? Nie powiedziałabym. Piękno... mimo wszystko ja potrafiłam je znaleźć, chociaż nie było ono ogólnodostępne. Należało na chwilę się zatrzymać, zająć miejsce na przykład na ławce i po prostu spojrzeć chociażby na zachód słońca, by dostrzec te piękno. Przynajmniej ja to tak widziałam. Mimo całej tej walki doceniałam takie chwile. Chwile, dzięki którym mogłam odpocząć. Emocje, każda rzecz doprowadzała do jakichś emocji. I ja również je czułam, chociaż najczęściej starałam się je trzymać w ryzach. W Akademii nie było bezpiecznie się z nimi zbytnio obchodzić. Może kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy oboje podzielimy się swoimi tajemnicami. Może, ale nie musi - istnieje opcja, że po prostu zostaną one głęboko zakopane. Wzięłabym cię ze sobą, gdybyś chciał mnie udusić, gdy zaś chodziłoby jedynie o twoje mile pochłeptane ego, odwdzięczyłabym się. Ale raczej nie byłoby to dla ciebie zadowalające. Ale to tylko spekulacje, które raczej nie ujrzą światła dziennego.
Przyglądam się temu ruchowi i nie robię już tego podejrzliwie. Po prostu czekam i kiedy daje mi swoją dłoń, chwytam ją w swoje. Wydaje mi się, że to co chcę zrobić jest głupie, ale nie mogę się powstrzymać. Przypomina mi to zresztą wczesne lata w Akademii, gdy na moich koszulkach nie widniały anarchistyczne hasła.
- Niczego nie można mieć na zawsze - mruczę pod nosem, niemalże zamyślona, czując jak melancholia chce złapać mnie w swoje sidła. Palcami badam strukturę jego skóry, udaję, że wiem, co robię i przyglądam się liniom papilarnym. Najpierw mój wskazujący palec przejeżdża po najdłuższej linii, następnie po tej krótszej a na końcu po najkrótszej. - Hm... czeka cię bardzo ciekawe, ale i krótkie życie. Twoje życie uczuciowe będzie nędzne, ale za to ilość złota pozostanie taka sama.
Odchrząknęłam i puściłam jego dłoń, robiąc krok do tyłu i patrząc w jego oczy bez najmniejszego wstydu. Skłamałam, ale nie uważałam, że jest to coś złego. Przynajmniej nie w tej sytuacji. Podobają mi się jego pierścienie, ale nie dotykałam ich. Sama zresztą miałam jeden na kciuku. Srebrny. Zwyczajny. Po prostu pamiątka, która wiele dla mnie znaczyła. Udawałam, że jestem poważna, ale tak naprawdę kąciki warg drgały mi niemalże niezauważalnie. W końcu odwróciłam się do niego plecami. - Możemy pomilczeć, jeśli chcesz.
Powrót do góry Go down
avatar


Kraków, Polska

czysta

17 lat

VIII klasa

zamożny

PisanieRe: Freski    Sro Maj 04 2016, 17:09

Nie ma się czego obawiać, Twardowski nie widzi w tym nic głupiego. Właściwie ma mocno zatartą granicę między tym co społecznie poprawne, co nieetyczne, a co zwyczajnie głupie. Gdy łapiesz jego dłoń na twarzy zakwita mu wyraz tryumfu wraz z tym ordynarnym uśmieszkiem, jakby przyszło mu do głowy właśnie coś obrzydliwie wulgarnego - nic jednak nie mówi. Masz ciepłe dłonie. Wiesz, że pewne gatunki zimnolubnych gadów otoczone ciepłem tracą skupienie? Stają się otępiałe i powolne. Tak, te twoje dłonie rozleniwiają jego rachityczne paluszki pianisty.
- Niczego - powtarza, a kąciki ust skaczą mu nieznacznie. Wiesz, stary Twardowski by z tobą o tym polemizował. Cała rodzina lubiła przekraczać granice przyzwoitości i brać, robić, posiadać to, co inni uważali za nieosiągalne. Nie można? Nie da się? No to patrz. Tak powinno brzmieć ich motto.
Pokiwał głową na tę wróżbę twoją.
- Obawiam się, że wszystko się zgadza. - Uniósł lekko brwi, a kurze łapki na powrót zagościły w kącikach jego oczu. - Powinnaś rozważyć karierę wróżki. Vasilchenko na pewno przygarną cię do swojego cygańskiego taboru. - Często szydził z Cyganów. Starał się nie robić tego otwarcie, adorował ich styl życia, barwność i brak ograniczeń. Gdyby mógł stworzyć świat od podstaw, ludzie, którzy by na nim żyli, byliby wyłącznie nimi. Mimo to, zawsze, och, jak lubił się z nich nabijać.
Obserwuje jak się odsuwasz, jak robisz krok, drugi, odwracasz się. Pomilczmy. To ogromne wymaganie. Milczenie jest znacznie bardziej intymne od najgłębszej z rozmów. Jeśli umiesz przy kimś swobodnie milczeć, jest to relacja głębsza niż zwykłe koleżeństwo, a Twardowski na takie zobowiązania nigdy nie mógł sobie pozwolić. Kiedy tylko zawieszasz wzrok na freskach zaciska powoli rozleniwioną dłoń i opuszcza ją wzdłuż ciała. Wydobywa z kieszeni jabłko i odchodzi bez słowa.

Miron z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Freski    Sro Maj 04 2016, 17:40

To, co dla ciebie może wydawać się w porządku, mi może jawić się jako coś niedorzecznego. Nic na to nie poradzimy. Czy i tym razem wkraczałeś na tereny swojej własnej moralności? Twoje zaczepne komentarze, a nawet wulgarne propozycje nie zrobiłyby na mnie wrażenia. Wiesz dlaczego? Obracałam się w takim towarzystwie, że nie było mi to obce. Zazwyczaj takie rzeczy krzyczeli najgłośniej ci, którzy starali się zwrócić na siebie najwięcej uwagi. To było całkiem zabawne, po prostu stać w boku i przyglądać się tym niecenzurowanym wygłupom.
Ignoruję jego uśmiech. W tym wieku różne głupie rzeczy przychodziły do głowy, a ja nie zamierzałam tego oceniać. Jest zimny, ale jakoś mnie to nie dziwi - w końcu jesteśmy w podziemiach, więc raczej nagle nie będzie gorący jak ogień. Nie doszukałam się w tym głębszych znaczeń.
- Zawsze jesteś taki posłuszny? - Kolejne pytanie pada z moich ust i tym razem nie mogę powstrzymać uśmiechu. Wyglądał na takiego, co mógłby zaprzeczyć, a jednak tego nie zrobił. Nie mi to było jednak oceniać. Ze zdziwieniem przyjmuję to, że fałszywa wróżba się zgadza. Może jednak po prostu mnie przejrzał?
Nie nadaję się na cygankę, myślę że nie wytrzymaliby moich brzydkich nawyków, a poza tym ta barwność potrafiła przytłaczać.
Stoję i czekam na jego decyzję - jakakolwiek ona nie będzie, raczej nie zmieni to mojego humoru. Myślę, że mogłabym go nawet tolerować. Rzuciłam mu ukryte wyzwanie, którego on nie przyjął. Pozostał bierny i uciekł.  krzyżowałam ręce na klatce piersiowej, pokręciłam rozbawiona głową i po dłuższej chwili znowu usiadłam na podłodze, a gdy minęło już wystarczająco dużo czasu, opuściłam nieruchomych bohaterów.

Vasilija z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Freski    

Powrót do góry Go down
 
Freski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: