IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Josefinum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieJosefinum   Pią Kwi 01 2016, 01:02

Josefinum

Z istnienia tego miejsca zazwyczaj nikt nie zdaje sobie sprawy, chyba że jakaś zabłąkana dusza, przypadkiem natrafi na ukryte w końcu korytarza drzwi, za które siłą będzie chciała się dostać. Nie są specjalnie strzeżone, nie chroni ich żadna potężna magia, ale Josefinum, kiedyś używane przez studentów przedmiotów medycznych, jest już dawno zapomniane. Sporych rozmiarów sala, przecinana co parę metrów przez kamienne kolumny. Jej jedynym źródłem światła są pochodnie podwieszone na ścianach oraz gabloty, w których znajdują się woskowe anatomiczne modele ludzkie, a oprócz nich są także te prawdziwe, fantastycznie spreparowane. Niewątpliwie jest to miejsce upiorne, ale zarazem bardzo interesujące i odrestaurowane znalazłoby wielu miłośników.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Sro Maj 04 2016, 12:52

Gęsia skórka jest nieprzyjemna w dotyku, ukryta pod grubym, żółtym swetrem naciągniętym na zmarznięte dłonie, skostniałe palce, pod paznokciami skóra jest już niemalże biała. Zawsze panuje tu taki ogromny chłód, osiadając ciężko na płucach, zamrażając czubek nosa, nigdy nie jest tu wilgotno, ani duszno, tylko zwyczajnie zimno. Kroki, zbyt ostrożne jak na solidną, kamienną podłogę, odbijają się cichym echem od nagich ścian podziemi, zgarbione ramiona, z przyzwyczajenia, z zimna, z poczucia obcości, nieśmiało rodzącej się w sercu derealizacji, z ciężaru czasu. Włosy już odrastają, ścięte na początku wakacji zaczynają nachodzić jej na uszy, niesfornymi końcówkami, podczas snu zawsze odginającymi się nie pod tym kątem, pod jakim powinny. Co parę chwil zakłada je za uszy, przygładza, ale to przecież niewiele daje. Zresztą jakie ma to znaczenie? To tylko kolejny powód do drwienia z niej, to nic nowego, wszystko to samo. Od połowy korytarza czuje ten smród słodki, zgniły, obiecujący, odrzucający. A drzwi, jak zaproszenie są już otwarte. Wchodzi i zamyka, przymyka, przecież musi mieć drogę ucieczki. A tu jest jeszcze zimniej, ale zamiast kulić się bardziej prostuje plecy i brodę unosi, przecież nie przyszła tu z przymusu, przecież tu nie ma miejsca na lęki.
Masz podkrążone oczy? Chyba nie spałeś za dobrze tej nocy. Może nie czas na zabawy, może lepiej poświęcić ten wieczór na drzemkę w obszernym fotelu, na sofie, słuchając jednym uchem rozmów współlokatorów, założyć dłonie na piersi i tak spać, a nie marznąć tutaj w tej trupiarni, przecież dość już masz odoru śmierci.
W co dziś gramy?
Biel jej aparatów odbija słabe światła wiszących na ścianach pochodni.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Josefinum   Czw Maj 05 2016, 21:16

Herbata zdążyła już wystygnąć, kurwa, to znaczy, że musi siedzieć tu dłużej niż mu się wcześniej zdawało – godzinę, dwie? Nie więcej, nie poszedł jedynie na kolację – zaraz po zajęciach z fechtunku skierował się do kuchni, by z nieopisaną pomocą krasnoludków przyrządzić herbaciany napar. Mocny, ziołowy aromat nieustannie drażni mu nozdrza, może sypnęło mu się za dużo, może to zbyt wrażliwy węch, może w josefinium wszystko zaczyna być wyraźniejsze, wydatniejsze, bezlitośnie natarczywsze, przeszywające grobową atmosferą do szpiku kości. Jak na złość. Jak ćma ciągnąca do płomienia. Jak dziecko testujące rodzicielską cierpliwość. Tak drażni go nieustępliwy, trupi odór, a wciąż i wciąż tu przychodzi, widmo śmierci ciągnie się za nim, jak makabryczny, niewidzialny welon. Może to nim zaraz zabandażuje Tunder, niech no tylko się wreszcie zjawi. Jej kroki zaczynają rozbrzmiewać na początku korytarza, huczą mu z tyłu czaszki coraz bardziej, do każdego przypisuje kolejne słowo wiersza.
(spreparowane ciała stały się jedynymi świadkami twoich wątpliwości. podziękuj im za milczenie jak grób.)
Nie patrz tak na niego, Szentgyörgyi, wiesz przecież, jak nie lubi tego przeszywającego spojrzenia twoich wielkich oczu. Może to jedynie w tym miejscu wydają się tak ogromne, jakby nie do niej należały, trudno mu to stwierdzić, na wszelki wypadek stara się nie utrzymywać z nią dłuższego kontaktu wzrokowego. Czasem tylko zastanawia się, czy pozwala tym duszom zabłąkanym, tym bezdomnym zjawom na moment, na chwilę wniknąć w siebie, dać im w sobie namiastkę domu, którego tak wytrwale szukają. Czy to one teraz na niego patrzą, czy to jednak wciąż Tundra? To nie powinno mieć żadnego znaczenia, przecież nie jego to sprawa – od okiełznywania dusz ma Gonzo. Wciśnięty między dwie najupiorniej wyglądające gabloty, unosi znacząco dzbanek z herbatą, potrząsając nim, jakby chciał chlupocącym w środku naparem odgonić wszystkie złe duchy krążące niewidocznie wokół nich. Szach-mat. Chyba tylko je rozjusza, bo nagle czuje na sobie więcej niż jedno spojrzenie. Może to tylko autosugestia, chęć doświadczenia mistycznych przygód.
(w dupie ci się poprzewracało, szczylu.)
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Czw Maj 05 2016, 23:40

Czy ty aż tak bardzo chcesz los prowokować i jej użyć jako pośrednika, no powiedz? Oczywiście, że wybrałeś te gabloty, oczywiście, że nie inne, przecież te są najgorsze, te są najbrzydsze. Wciśnięte tak daleko, trzeba przejść całe pomieszczenie, zapaść się w tym zimnie bardziej, w tym półmroku, kciukiem dotyka pierścienia na środkowym palcu dłoni ukrytej w długim rękawie swetra, przecież nie przyszłaby tutaj bez minimalnego zabezpieczenia. I tak świadomość tego, przez kogo mogliby być teraz obserwowani sprawia, że robi jej się słabiej. Po co tu przychodzicie? Przecież to na nikogo dobrze nie wpływa, przecież ty odwracasz wzrok, kiedy ona nie robi nic złego, kiedy nawet nie myśli, aby zrobić cokolwiek, poza przycupnięciem obok.
- A kubek? – Przecież nie będzie piła bezpośrednio z czajnika, jak sobie to wyobrażasz? Zrozumiałaby picie z termosu, butelki czy nawet kartonu, ale żeby z imbryka pić to jeszcze nie widziała. Zimny już napar mógł się przecież jednak okazać wrzątkiem, który po prostu wylałbyś jej na kark, za karę, za nocną korespondencję, za gabinet znachorki. Będzie jednak zawiedziona, jeśli się okaże, że napar za zimny, przecież to strasznie niewygodne, to strasznie niezdrowe, katować się zimnym naparem i marznąć jednocześnie. Na pewno wargi macie już sine jak całe towarzystwo wokół. Odwraca głowę, przytykając czubek nosa do ramienia Łaurysza, podnosząc wzrok po chwili.
- Pachniesz dziś jak trociny, którymi wypycha się egipskie pamiątki.Pamiątki. Wielbłądy. Te małe ze sztucznej skóry i te duże, tylko ze skórą własną. Nie denerwuj się, to w końcu nie przytyk, może tylko troszeczkę, ale stwierdzenie jest bardziej niewinne, przecież kto nie lubi wypchanych trocinami wielbłądów.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Josefinum   Nie Maj 08 2016, 10:37

Spójrzcie tylko na siebie: dzieci przeklęte, wyklęte, nie mające dokąd pójść, więc wybierające miejsce najbardziej nieprzychylne żywym; kumające się z tymi, o których, jak o was, świat dawno postanowił zapomnieć. Dryfujecie pośród tego szamba jak dwa puste drewienka, niezatapialne, nie dające się wciągnąć w coś, czego nie chcecie być częścią. Tylko nawet tu nieraz tak trudno odnaleźć właściwy punkt zaczepienia – tłumaczy to sobie zbyt częstymi odwiedzinami, ostatecznym wyeksploatowaniem tego miejsca z magii, jaką zaskoczyło ich podczas pierwszej wizyty, niewłaściwym traktowaniem znajdujących się w josefinium przedm osób. Wszystko to nakłada się na siebie, tworząc wachlarz niepomyślności, zamykając go – ich – w bańce nieważkości, na wszystkie możliwe sposoby oderwanej od przychylnej i życzliwej mu rzeczywistości, czyniąc takim, jakiego widzą go wszyscy.
(nie próbuj robić z siebie męczennika, nigdy nie byłeś inny, dupku.)
Oczywiście. Nigdy też nie będzie dobrym gospodarzem, pan domu to nie robota dla niego – zapominanie o tak prozaicznych rzeczach, jak kubek do herbaty definitywnie przekreśla mu jakąkolwiek świetlaną przyszłość pełną rodzinnej miłości, ciepła i dobroci. Jakkolwiek próbowałby się kiedyś starać, to czynności wykonywane teraz odciskają na nim największe piętno, to one definiują jego przyszłą osobę.
- Vrakanje kubek – wypowiada zaklęcie takim tonem, jakby wszystko to było z góry zaplanowane, jakby czekał tu na nią tylko z tym czajniczkiem, nie będąc pewnym, czy zechce się pojawi i kiedy i czy wciąż będzie miała ochotę się napić: w tym miejscu, w tym czasie, w tym towarzystwie, zarówno żywym jak i martwym. Uśmiecha się paskudnie, ignorując uwagę o trocinach. Prawie. – Podgrzej to, nie będzie mi się chciało do medycznego wpadać, jeśli się pochorujesz. Nie patrzą tam miło na wypchane zwierzęta.
(na ciebie w ogóle miło nie patrzą w jakiejkolwiek formie.)
Mogliby, gdyby świat pozbawiony był uprzedzeń. Gdyby był choć trochę uprzejmiejszy dla ludzi. Gdyby… Kubek z Wilkiem i zającem wpada do komnaty, w ostatniej chwili chwyta go nad głową Tündér. Proszę.
(bestia.)
(degenerat.)
(człowiek.)


Ostatnio zmieniony przez Łaǔryš Tarsiuk dnia Nie Maj 08 2016, 13:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Josefinum   Nie Maj 08 2016, 10:37

The member 'Łaǔryš Tarsiuk' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Nie Maj 08 2016, 14:09

Trocinowa gnido, soczysta gnido, czy ty byś nie chciał w tej bańce pozostać? Przecież jest tam tak, jak ma być, czysto i ciepło, wygodnie, a ty jesteś schludny, prawda? Jesteś schludny. Niech cię postrzegają jak chcą, czy ma to jakieś znaczenie, skoro siedzisz w tej bańce z kimś, kto wie i widzi trochę więcej ciebie.
A wiesz, to tylko kubek, może będziesz miał to szczęście być gospodarzem domu, do którego nikt nie zagląda, wtedy problemy automatycznie rozwiązują się same. Nie ma gości, nie ma problemu, a kubki poukładane stoją w szafce, a nie porzucone w zlewie, ze śladami kawy, szminki i cząsteczek pomarańczy, po świeżo wyciskanym soku. To by ci się chyba nie spodobało.
Podgrzej to. Polecenie, żadna prośba, jasno sformułowane, tutaj nie ma miejsca na sprzeciw. Podgrzej to, więc podgrzewa. Z siadu mości się się na kolanach, wyciągając różdżkę i pochylając się nad dzbanuszkiem, wypowiadając cicho zaklęcie Caldura, uważając, aby nie było ani za gorące, ani za zimno, w końcu powiedział podgrzej to, a nie przegrzej to. Skupiona na zaklęciu nawet nie zauważa pędzącego w jej stronę kubka, głowę unosi akurat sekundę po tym, gdy Łaurysz łapie naczynko i spogląda na niego zdezorientowana.
- Co ty robisz? Aha. – Zezuje w końcu na jego dłoń i odwraca głowę. Sięga po kubek, nawet mu się udało trafić w ten ulubiony. Przecież jest jeszcze drugi, którego nie używa, żółty i z oderwanym uszkiem. A może go już nie ma? Nie pamięta czy w ogóle pakowała go wyjeżdżając na wakacje. Możliwe, że tylko wilk i zając mogli przylecieć. Wypełnia naczynie naparem o idealnej temperaturze, bo taka jest zdolna i podaje Łauryszowi, no weź.
- Dłużej tutaj siedzisz. – Mógłbyś się prędzej przeziębić. Myślisz, że na oddział medyczny przyjmują zwierzęta? – Nie wiem, czy dostanę przepustkę, aby iść z tobą do weterynarza. – Teraz to się nawet uśmiechnęła. Czy wilk może złapać wilka? Czy wilk może złapać zająca? Może, ale trzeba mu najpierw podstawić nogę.


Ostatnio zmieniony przez Tündér Szentgyörgyi dnia Pon Maj 09 2016, 08:45, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Josefinum   Nie Maj 08 2016, 14:09

The member 'Tündér Szentgyörgyi' has done the following action : Kostki


'k6' : 3
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Josefinum   Nie Maj 08 2016, 20:46

Obserwuje ją uważnie, gdy podgrzewa napar. Stara się, by nie umknął mu żaden szczegół – notuje każde napięcie mięśni szczęki, powolne mrugnięcia powiek, włoski stające na baczność na odsłoniętym kawałku ramienia, nawet nasuwa jej sweter bardziej pod szyję, na dłużej opierając dłoń na tundrowym ramieniu – trochę, by ją ogrzać, trochę, by sprawdzić, jak zareaguje, na ile jeszcze może sobie pozwolić w jej obecności, czego powinien się wystrzegać, jak szeroka jest granica dobrego smaku, która ich dzieli. Chowa w końcu dłonie pod pachy, gdy wyczuwa przyspieszone bicie dziewczęcego serca. Nic wam nie będzie, to tylko puste, ludzkie skorupki ze starymi jak świat duszami, schowane za gablotami. Zaczarowanymi gablotami. Ani on, ani oni nie zrobią Tundrze krzywdy, jeszcze nie teraz, jeszcze jest zbyt jasno – tam, na zewnątrz – jeszcze zbyt wiele osób wałęsa się po zamkowych korytarzach. Dla niego nie byłoby to problemem, w zeszłym roku już pierwszego dnia trafił do Sali Wstydu za niestosowne zachowanie względem Iskry. Dla umarlaków już nic nie miało znaczenia, chyba nawet lubiły dopominać się o należytą uwagę o nieodpowiednich dla nich porach doby.
(stuk, stuk, stuk.)
(coś chrobocze nieprzyjemnie.)
(w głowie, w sercu, w josefinum?)
Kręci nieznacznie głową. W końcu nie dla siebie szykował napój… No tak. Odbiera od niej kubek, wypijając na raz połowę jego zawartości. Widzisz, Tündér, to żadna trucizna – na wilkołaki wszystko działa bardziej, szybciej, mocniej, dłużej; idealny tester, czujka, którą wypadałoby na wszelki wypadek zawsze mieć blisko siebie. Oddaje jej kubek z powrotem, posyłając uśmiechającemu się do niego zającowi niezadowolone spojrzenie. Powinien kupić jej szklankę z duchami. Taką z podwójną ścianką, gdzie plastikowe figurki kolorowych duszków unoszą się na wodzie.
- Próbuj, popatrzę jak ci będzie szło przekabacanie tych buców – mówi całkiem poważnie, kryjące się za tym rozbawienie zdradza jedynie nieznaczne drżenie kącików warg. Gdyby istniała możliwość, grono pedagogiczne chętnie pozwoliłoby mu sczeznąć, niż wypuścić w świat, szczególnie pod opieką innego ucznia.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Pon Maj 09 2016, 07:58

Zapamiętuj, zapisuj w głowie, każdy jej gest najmniejszy chociaż, oraz te następujące po nim, abyś znał je na pamięć i wiedział, w którym momencie zareagować, w którym odpuścić, kiedy podjąć działanie i jej samej zmienić kolejność ruchów. Wzdryga się na tę dłoń na ramieniu, przecież jej nie widziała, nie spodziewała się, w jej kolejności następujących po sobie posunięć nie było miejsca na takie gesty ze strony Łaurysza. Ale to tylko jego dłoń, ciepła, nic, co chciałoby ją wyszarpać z tej sytuacji i wykrzyczeć jej w twarz, że nie po to tu przyszła.
Co chrobocze ci w głowie i w sercu gnido słodka? Tundra tak bardzo przecież nie ma pojęcia, może tylko podejrzewać, co chrobocze w Josefinum, co w trawie piszczy. Wie, że coś jest nie tak, wie, bo zimniej jej i słabiej i ta herbata nie pomaga wcale, chociaż w przeciwieństwie do wilka, swoją połowę wypija małymi łyczkami i to wcale nie z obawy, że napar jest zatruty. Wiesz, do głowy jej to nie przyszło. Siedzi i milczy, pije i wzrok utkwiony ma w Łauryszową twarz, a może gdzieś już dalej, zamyślona, wcale jego ciemnych źrenic nie widzi, tylko to, co za tym. I to wcale nie twoja głowa ją tak teraz absorbuje, tylko zimno, zimno straszne. Znowu się wzdryga, odwracając szybko głowę i spoglądając ku jednej z gablot, kiedy kątem oka zdawało jej się, że coś ktoś przebiegł tędy, ale to nic, to nic przecież, wszystko jest na swoim miejscu, ty głupi zającu płochliwy. Kciukiem sięga po wewnętrznej stronie do pierścionka i pociera chwilę jego powierzchnię, przecież nie spadnie, jest na swoim miejscu, o co ci chodzi?
O to, że tutaj już nie daje rady.
Zajmij głowę, dziecko drogie, dolej mężczyźnie herbaty, przecież marznie tak samo jak ty, nie siedź bezczynnie, nie skupiaj się na tym, co nastąpi zaraz, bo już wiesz, że stężenie śmierci w powietrzu jest za wysokie. Zdążysz uciec zanim się udusisz?
Nie. Już serce bije jej mocno, już zaczyna drżeć, bo słuch wyłapuje nowe dźwięki, które dobrze zna, które nawiedzają ją nawet, gdy aparaty schowane ma w szufladce.
- Za dużo… – Ich tutaj jest? Nie możesz nawet zdania dokończyć i jego uprzedzić, bo czajnik pęka ci w dłoniach na malutkie kawałeczki. Odłamki w sekundzie zaczynają barwić skórę dłoni na szkarłat twojej krwi, a ty wypuszczasz skorupki, już nie do odratowania, na podłogę, na kolana, nierozważnie sięgając do palca z okręgiem, starając się spod niego wydrapać porcelanowe igiełki, bo tam najwięcej się zagnieździło i bolą okrutnie, bo zmarli domagają się atencji, zdejmij go, zdejmij go. I bez tego są już w stanie za bardzo dotrzeć do twojej głowy, bo kiedy ją podnosisz, wszystkie oczy wpatrzone są w ciebie, tylko czekasz, aż się podniosą, aż reszta, niewidocznych teraz, wypełznie zza filarów. Na ten widok krótki krzyk wydobywa ci się z gardła. Naprawdę, zającu, mizernie wyglądasz z tymi dłońmi poranionymi, zwisającymi z rąk bezwładnie, wyciągniętymi przed tobą, z głową poruszającą się nerwowo to tu, to tam, a to wszystko przecież dzieje się w przeciągu kilku sekund. No zrób coś. Zatrzymaj czas, nie kul się tak, nie bój się tak, dopóki masz pierścień nie będą w stanie cię dosięgnąć. Chyba, że jednak? Jak to możliwe, że ich gałki oczne błyszczą tak intensywnie? A ciebie boli i piecze, serce i głowa i dłonie i sparaliżowana nie jesteś w stanie zrobić nic, więc zamykasz oczy, bo nie, nie chcesz, nie możesz widzieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Josefinum   Pon Maj 09 2016, 13:47

Zaczyna być zimniej, czuje to. Jakby cała energia ulatywała w eter, jakby coś ją wysysało. On? Ona? Oni? Powietrze ciężej osiada na płucach, jak lepka maź, blokując swobodny przepływ, tamując szczelnie każdą szczelinę, przez którą mógłby przedostać się zbawienny, ożywiający umysł tlen, tak mu teraz potrzebny. Gorąc bije z policzków, z ramion, z oddechu, ze spojrzenia, choć wszystko jest nienaturalnie lodowate. Może to te drobne kryształki, zamrożone myśli tak chrobocą, zderzają się ze sobą, próbując znaleźć drogę ucieczki, odrobinę cieplejszego miejsca – w jej sercu, po drugiej stronie drzwi, spod których sączy się delikatna smużka ciepłego światła. Korytarz skąpany jest w złocisto-niebieskiej poświacie drobinek lawirujących pod sufitem, nie chcących wpełznąć do josefinium, gdzie nawet ogień pochodni zdaje się być teraz pozbawiony naturalnych zdolności grzewczych.
(zimno,
zimniej,
lodowato.)
Spierzchnięte, sine usta, puste spojrzenie, za którym czai się przerażenie tak wielkie, tak czarne, przysłaniające wszystko inne: żal, złość, niepewność, agresję – to, co powinno gdzieś w niej siedzieć, jak w każdym człowieku, a jednak tak skrzętnie ukryte nawet przed nią samą, nie do pomyślenia, że przez tyle czasu nie zdołało wyjść, dać o sobie znać, chociaż powinno. Nikt nie jest tak cierpliwy, tak dobroduszny, tak czysty, szczególnie z taką przypadłością, z tymi wszystkimi demonami, duszami, przekleństwami osadzającymi się na myślach, na czynach, wchodzącymi między słowa i spajającymi się z krwią. Nie jest w stanie wyobrazić sobie, co dzieje się w Tundrze, choć widzi, że nie jest to dobre. Przecież już drżeć zaczyna, serce niemal wyskakuje jej z piersi, jak szybko bije, palce bieleją, zaciskając się coraz mocniej na dzbanku, nie ma czasu wyrwać jej go z dłoni – porcelana pęka, ze zdziwieniem spostrzegasz, że nic nie było słychać, jakby to, co pochłania energię, wchłonęło również dźwięk. Czy to tym żywią się złe duchy?
- Kurwa, kurwa, Tündér, jesteś pojebana. – Panika. Nigdy tak nie panikował, a teraz nie jest w stanie wyciągnąć bez drżenia rąk różdżki, nie jest w stanie przypomnieć sobie właściwego zaklęcia. Które będzie lepsze? Opatrzenie ran? Usunięcie tych uszkodzeń drobnych? Wyleczenie? Ale nie krwawi tak bardzo, zadrapania będą wyglądać poważniej. – Paviazka – mówi cicho, za cicho, próbując jednocześnie, pozbyć się drobinek porcelany z jej rąk, z mundurka; strąca resztki niewsiąkniętej w materiał herbaty na posadzkę. I chuj. Bandaż wygląda fatalnie, jest chyba za krótki. Poprawia go szybko, niedbale, próbuje ten krążek metalowy zsunąć nieco z palca dziewczyny, żeby i stamtąd resztki dzbanka usunąć. – Przecież ci go nie zabiorę, głupia! – warczy na nią, gdy rękę chce mu wyrwać z uścisku.
Nie pyta, jak się czuje. To widać, że jest fatalnie. Jeszcze gorzej, niż wychodząc do znachorki. Nie powinni tu więcej przychodzić. Nie bez konkretnego zamiaru. Nie, gdy nie chcą podziwiać tej osobliwej menażerii – wynaturzone ludzkie postaci bardziej przypominają w tym momencie baśniowe stwory niż ludzi.
Zabrać cię stąd? – Wystarczy słowo.


Ostatnio zmieniony przez Łaǔryš Tarsiuk dnia Pon Maj 09 2016, 14:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Josefinum   Pon Maj 09 2016, 13:47

The member 'Łaǔryš Tarsiuk' has done the following action : Kostki


'k6' : 1
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Pon Maj 09 2016, 18:36

Zastanawiasz się, gdzie ona to wszystko skrywa, te całe napompowane negatywne emocje, które z dnia na dzień kumulują się bardziej i ciaśniej się gromadzą i nie mają już miejsca ani ujścia od tylu lat, od tylu lat zajmują przestrzeń, którą można by przecież wykorzystać do innych celów, tyle pięknych wspomnień schować w tej głowie, zamiast tych pęczków zawiniętych koszmarków, rojących się. Jak glisty. Słabo jej, zimno i duszno, duszno. Tutaj szczególnie, coraz bardziej, nie ma skąd zaczerpnąć tchu, bo wszędzie tylko smród, gnój, zapach krwi i Łaurysz jak wilk dyszy jej w twarz, taki wściekły i nieprzyjemny, że odsuwa się, dłoń z tym głupim krążkiem wyszarpuje, bandaż spada, a drugą unosi i zdejmuje aparaty, odkładając je na kolana, znacząc czerwonymi maziami ich białą powierzchnię i uszy. Znowu dłoń unosi, trzymając przy twarzy, przy nosie i ustach, dając znak, prosząc, wymagając.
Cicho. Cicho. Licho. Uspokój się, przecież wszystko jesteś w stanie opanować sama. Przecież jeśli nie ty, to kto to zrobi. On nie, przecież nie ma o tym pojęcia, to nie jego wina, że panikuje, że tak się miota, że mówi takie rzeczy. I to jego słowa, a nie czyny ranią cię tak strasznie jak te opiłki pomiędzy palcem, a pierścieniem, przecież jest za nie odpowiedzialny i pomimo zdjętych aparatów nie potrafisz ich wyrzucić z głowy, nie potrafisz zakryć ich tym, że chciał ci przecież równocześnie pomóc.
Jesteś pojebana. Głupia. Głucha. Zawsze taka byłaś? O co ci chodzi? Jesteś ślepa jak twój ojciec, twój pies już od progu zwęszył sukę.
Unosi drugą dłoń z wyprostowanym palcem wskazującym, przed siebie, w tą przestrzeń.
Nie. Komenda jak do zwierzęcia, jak podczas tresury. Nie. Nie patrzcie. Nie odzywajcie się, nie szepczcie, nie szarpcie, nie teraz, nie tutaj, nie wolno.
Nie wolno.
Niech ich jest za dużo, niech jego oddech zbyt wilgotny jest, niech tych gałek będzie nawet dwa razy więcej, to wszystko nie ma znaczenia, kiedy z przymkniętymi powiekami uspokajasz własny oddech i drżenie ciała i cały ten świat, który słyszysz pomimo braku aparatów stopniowo wycisza się, jakbyś głowę wkładała pod wodę. I barwy wciąż są zimne, ale nabierają miękkości i łagodności, choć krew wciąż szumi w uszach, choć wargi i dłonie wciąż drżą, to już nie to samo. Dajesz sobie czas. Bo kto ci go da jeśli nie ty sama. On? Nie. Przecież zdeptał cię tylko, choć wcale przecież nie chciał. Jak pies.
Opuszczasz w końcu ręce, jeszcze chwilę tak trwając, z drobnym dreszczem, dopóki oczu nie otwierasz. Tępy ból w głowie, to na pewno przez ciśnienie. Przed siebie patrzysz wzrokiem trochę martwym, jak wszystkie te truchła, jak dusze, które chciały cię wciągnąć, jeszcze uspokajając oddech, dopóki nie odwrócisz w końcu odrobinę głowy, spoglądając w oczy Łaurysza, trochę spojrzeniem przecinając go na pół, nigdy więcej nie mów do mnie w ten sposób.
Opuszcza głowę spoglądając na dłonie jeszcze, oblizując wargi, chociaż w ustach i tak bardzo jej zaschło, nie potrafi wyprodukować odpowiedniej ilości śliny, więc język bardziej trze niż zwilża usta. To nic. To nic. Przecież po raz kolejny opanowałaś swoją bombę, po raz kolejny ją zdusiłaś, zdławiłaś, wchłonęłaś ją, dokładając do głowy kolejną glistę. Zaciskasz dłoń na aparatach. Wstajesz, podpierając się dłońmi o ścianę i gablotki i znowu dajesz sobie chwilę, zanim zrobisz krok, w końcu serce wciąż łomocze ci w piersi jak oszalałe, przez to, przez niego, ale to nic. Nic.
Nic tu po tobie.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Josefinum   Pon Maj 09 2016, 22:07

Po nim też tu nic. Widzi, co się z nią dzieje, widzi, że w żaden sposób jej nie pomoże. Tyle ongiś o magicznych czytał, tyle wiedzy połknął na temat genetycznie przeklętych, o medium zbierał informacje zaraz po tym, co stało się wtedy, to były chyba wyrzuty sumienia, nie potrafi inaczej tego nazwać. A teraz, teraz nie wie, co powinien zrobić. Nie ma opcji, by przebywał tu z nią, przecież tylko jej przeszkadza, w nim też tyle śmierci siedzi, głęboko za paznokciami, między dziąsłami, tyle ciał porozrywanych zapisanych ma w głowie, na siatkówce utrwalony ma ich obrazy, na pewno to wyczuwa, pewnie również przez to nie potrafi całkiem się wyciszyć i odciąć od szemrzących natarczywie głosów. Nie może jej jednak zostawić samej, nie tutaj, nie po tym. Nie może jej w niczyje ręce przekazać, jak przedmiot zawadzający, to byłoby jeszcze gorsze, a czuje, że źle już coś zrobił, że za dużo powiedział, niewłaściwie słowa dobrał, ton za wysoki miał, za głośny.
(siedziałeś jak ten pies z podkulonym ogonem, zęby na pięści zagryzając. do krwi.)
Pospiesznie wyciera dłoń o spodnie, nie widać już nic. Trochę chce, żeby to wszystko zniknęło równie szybko, żeby dało się te potknięcia wymazać i nigdy do nich nie wracać, oczyścić pamięć z każdej porażki, do jakiej się przyczynił: lista jest wyjątkowo długa, wszak nic nigdy nie szło po jego myśli w jakiejkolwiek z ważnych sytuacji. Zawsze coś musiał widowiskowo pierdolić, chociaż niekoniecznie często reszta zdawała sobie z tego sprawę. Ciche klęski są najgorsze, najboleśniej wbijając się ostrymi jak brzytwa krawędziami w duszę, zostając tam tak długo, jak tylko mają na to ochotę, bo nikt inny nie ma o nich pojęcia, nie zakrzyczy ich, nie obróci w żart. Tego też w nic zabawnego obrócić się nie da, może tylko patrzeć, jak Tundra kawałek po kawałku się kruszy, zupełnie jak porcelana, która tworzy u ich kolan ofiarny stosik. Z jej krwią, z resztkami fusów, z ziołami i nieprzyjemnym osadem na ściankach. Może gdyby… Może gdyby spalili to teraz, mogliby liczyć na łaskawość dusz?
Zerka na nią, próbując wytrzymać to spojrzenie i konstatując, że za mało w nim pogardy, obojętności i żalu. Zasłużył na to wszystko, na więcej nawet. W potrójnych ilościach, na surowo. Powinna zdzielić go obuchem po łbie, zaszyć usta, wyrwać język, niekoniecznie w takiej kolejności. A ona wciąż jedynie patrzy, parząc swoim wzrokiem. Nie zdziwi się ani trochę, jeśli po powrocie do komnat sypialnych dostrzeże na czole wypaloną wiązankę najpodlejszych słów, jakimi mogłaby go uraczyć, jakie musi w sobie chować. Proszę, niech się nie krępuje, on będzie jej tablicą, na której wszystko, co leży jej na sercu, może wypisać.
- Zabrać cię stąd, Tündér? – Ponawia pytanie, nie natarczywie – taką ma przynajmniej nadzieję. Zdejmuje wierzchnią część mundurka, narzucając jej na ramiona, trochę na zapas, bo już przecież nie drży tak bardzo, już się uspokoiła powierzchownie, choć nadaj wyczuwa nieregularne tętno.
(przepraszam,
przepraszam,
wybacz mi.)
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Wto Maj 10 2016, 00:38

Nie bądź naiwny, myślisz, że ona więcej z siebie wyleje? Że w myślach powieliła twoje słowa i gorzej cię zwyzywała? Łaurysz, przecież wiesz, że nie. Musisz wiedzieć, myślisz, że ona słowa też w sobie chowa? A zwłaszcza takie? To tylko są emocje, rzadziej przełykane zdania i pytania, których bratu nie zadaje, bo wie, że to nie tak, że już pytać nie wypada, że i tak nie odpowie, a tylko skuli się w sobie, nie warto. Nie warto tego burzyć, co mają nawet słowami wypowiadanymi tylko w myślach.
Przecież wie, jak wszystko zawsze widowiskowo pierdolicie, jak nic nie idzie zgodnie z planem, dlatego nie warto snuć scenariuszy, próbować spełniać każdy z wymyślonych punktów, bo i tak wszystko to upadnie, wszystko się zepsuje, tylko wiesz, nigdy wcześniej nie miałeś okazji tymi szczękami rozerwać czegoś, co jest między wami. Bo i kiedy, od jakiegoś czasu, za każdym razem jest inaczej.
Sięga dłonią do twojej twarzy, wskazującym palcem podważając górną wargę, zaschnięta już, cieniutka warstwa krwi styka się z wilgotnym dziąsłem, ten metaliczny smak jest ci znany jak nikomu innemu. Kciuk i środkowy palec dołączają do zabawy, badając zęby, ślizgając się po ludzkich kłach.
Nawet w tej formie mógłbyś jednym szarpnięciem rozerwać jej gardło i byłoby po problemie.
Zabrać ją stąd? Ma ochotę zapytać gdzie?, ale tylko kręci głową, przecież za drzwi trafi sama. Cofa rękę. To nieprzyzwoite grzebać komuś w szczęce. Potrzebuje wciąż chwil, potrzebuje oddechów, aby coś powiedzieć, zebrać się w sobie, podjąć temat, mimo tego, jak bardzo potrzebuje opuścić już to miejsce i nie wracać długo. A głowa pęka jej jak ten czajniczek.
- Pochistvane – mruczy, celując drżącą dłonią z różdżką w ten bałagan, który narobiła. Herbata i krew znikają, ale kilka odłamków naczynia wciąż wala się po podłodze, to nic. Przecież nikt inny tu nie zagląda. Nikt nie jest na tyle szalony. Chociaż to sprawia, że jej lepiej, kiedy unosi głowę i widzi znów, że on wie, że popełnił błąd, aż ma wyrzuty sumienia, pośród tych uderzeń serca, że w pierwszym odruchu tak bardzo wzięła do siebie jego słowa, przecież nie chciał, no spójrz na niego, nie chciał. To twoja wina.
- Jest taki obraz Goi. Saturn pożerający własne dzieci. Goya namalował go na jednej ze ścian swojego Domu Głuchego – mówi za cicho, jak zawsze, kiedy nie jest w stanie usłyszeć nawet samej siebie, ale przecież usłyszysz. Ten Saturn zawsze ją przerażał i przyciągał, nakryty podczas makabrycznego aktu, nagi, z obłędem w oczach. Jak oni wszyscy, jak te wszystkie zbłąkane dusze, trochę jak ty. Nie klęcz już tak.
Wciąż trzęsie się, nie mogąc już rozróżnić czy z zimna czy z emocji, ale w końcu kiwa głową, zmieniając odpowiedź na pytanie, które dawno już padło, tak zabierz ją stąd.


Ostatnio zmieniony przez Tündér Szentgyörgyi dnia Wto Maj 10 2016, 00:50, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Josefinum   Wto Maj 10 2016, 00:38

The member 'Tündér Szentgyörgyi' has done the following action : Kostki


'k6' : 3
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Josefinum   Nie Maj 15 2016, 22:01

Jesteś tylko (aż, aż, aż! nie umniejszaj jej wartości, nie masz do tego prawa.) człowiekiem Tündér, możesz – powinnaś – go zwyzywać, przecież nie raz na to zasłużył, nie raz jeszcze w tak nieumyślny sposób cię urazi, nawet o tym nie wiedząc, będąc przekonanym, że zrozumiesz pieszczotliwość tych głupich, głupich słów; że docenisz troskę, jaka go ogarnia, gdy tak brzydko do ciebie mówi, a kiedy dzieją się z tobą złe rzeczy, kiedy rzeczywistość związuje mu ręce, nie pozwalając ruszyć się z miejsca, zmniejszając gwałtownie ilość szarych komórek, wprowadzając w odrętwienie, bylebyś dłużej cierpiała na jego oczach. Obrzydzenie ściska go za gardło za każdym razem, gdy o tym myśli: bezsilność, której niegdyś mu zabrakło, odbija się teraz od skorupy, jaką jest, rozdrabniając ją zwielokrotnionym hałasem, aż jedyne co widać to niekończąca się pajęczyna pęknięć. I rośnie, ciągle się rozszerza, z każdym nie tak potoczonym planem, z każdą sytuacją, podczas której zagryzać muszą zęby, by nie spierdolić wszystkiego ostatecznie. Nawet w tej chwili, kiedy jej dłonie, jej krew drażni mu kubki smakowe, w głowie zaczyna szaleć huragan, gdy, próbując wytrzymać tundrowe spojrzenie, paznokcie do krwi wbija w przedramię, pod szatą na szczęście niczego nie widać. Nie musi się martwić, że wywoła w niej kolejną falę wyrzutów sumienia, tyle to i tak za dużo, jak na jeden wieczór.
(nie tłumacz się przed sobą, nie hamuj, nie próbuj chować swojego ja dla kilku oddechów więcej.)
Trwa nieustannie w tej samej pozie, nie rejestrując momentu pobieżnego sprzątnięcia miejsca kolejnej klęski i zwycięstwa. Jedno nachodzi na drugie – jeszcze nic się nie stało, chociaż wszystko wciąż wisi na pojedynczych niteczkach normalności, tak mizernych aż strach podnieść głowę wyżej, odezwać się znowu, odetchnąć głębiej, by przypadkiem niczego nie rozsypać niepożądanymi drganiami powietrza. Nie jest w stanie zrozumieć, po co mówi mu o Goi; dlaczego o Saturnie, o pożeraniu, o głuchocie, o domu, o tym wszystkim, co jest pomiędzy słowami. Pauzy na zaczerpnięcie tchu wybijają mu okropną melodię w głowie, dlatego nie reaguje od razu na jej skinienie. Podnosi się ostrożnie, nogi ma odrętwiałe, resztki porcelany chrzęszczą pod butami, gdy kieruje się za nią ku drzwiom. Jeszcze się ogląda, czy nic się nie czai w ciemnościach, jeszcze obawa go podgryza – może, nim dotrą na korytarz, drzwi z hukiem zamkną im się przed nosami, każąc pokutować za ciągłe zniesławianie eksponatów.
(a jednak,
a jednak,
a jednak.)
Drzwi zamyka sam, sprawdzając przed odejściem, czy na pewno są zablokowane, czy przypadkiem nic się przez nie nie wydostanie, czy nie będą mieli problemów. Nie, wszystko w porządku.
- Chodź. – Specjalnie dla swojego sumienia nadrabia drogi, przecież nie dla niej.

Łaǔryš i Tündér z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Josefinum   Czw Lip 28 2016, 18:27

Miss Rita, masz dobry dzień.
Dobrze nosisz królewskie kolory - pyszną byczą krew, bajkowy seledyn wyblakły od lat internowania w kufrze na strychu. To ubrania zwędzone jeszcze z dworu ciotki D., kiedy nie było jeszcze do końca wiadomo, że trzymanie cię w którymkolwiek miejscu jakiemu przystoi określenie „dobry dom” jest przejawem złego smaku co najmniej.
Dobrze traktujesz dziś swoich poddanych: witasz ich łaskawym uśmiechem, skinieniem ręki, jakżeś pełna gracji. Pająki podwieszone pod sufitem uginają przed tobą swoje długie połamane stawami nogi od samego rana. Rządź choć tylko nimi, skoro takie chętne. Nie od razu Kraków zbudowano. Ale smok to pewnie już był zanim nadano prawa miejskie.
Jaki to wydasz dekret na dziś? Może żeby, kiedy wchodzisz, obowiązkowo grać Marsyliankę na dudach, po coś wszak uczyłaś się francuskiego przez te wszystkie lata - by móc ze złością poprawiać ich wymowę. Skoro ty, uosobienie ułomności potrafisz to opanować, to i grajkowie mogą.
Spełzasz w podziemia, choć upały już cię nie męczą, nie masz tak naprawdę potrzeby, by chować się tu przed promieniami słońca i oczami ludzi. Do ludzi przecież idziesz. Tych, których dla odmiany ty możesz bezwstydnie oglądać.
Lubisz ich bezruch, znasz go. Lubisz, jak na woskowych kościach maślanym blaskiem odbija się światło świec. To pocieszający widok, że niestraszny im ten ogień. Że można podstawę człowieka z lichego wosku ulepić i nikt na pierwszy rzut oka nie pozna, że sztuczne.
Może i dla ciebie jest jeszcze nadzieja, miss Rita.
Może powinnaś się tutaj bać, sama i w ciemności rozjaśnionej zaledwie jedną pochodnią. To niewiele wobec tego, co jest tu do zobaczenia. Ale nie boisz się śmierci, która tutaj mieszka, wszak dość wygodne to legowisko. Filary podtrzymują sufit jak żebra, a bez oddechu jest tu tak spokojnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Sob Lip 30 2016, 11:58

- Dlaczego ich niepokoisz? – Dlaczego jesteś niemiła? Twój głos o wiele zbyt łagodny dla tego miejsca przerywa wilgotną, ciężką ciszę uwięzioną pomiędzy kamiennymi murami. Dlaczego o to pytasz? Przecież to nie miejsce zarezerwowane dla ciebie, choć omijać mieliście je szerokim łukiem, przynajmniej teraz, dopóki nie opadnie to wszystko, jak powieki umierającego. Może to jednak trochę jest twoje miejsce, może dlatego ujrzawszy kątem oka blask pochodni jednak przecięłaś łuk, podążając do Josefinum, aby sprawdzić, kto jeszcze i dlaczego odkrył to miejsce. I czemu wszedł, przecież tu nie wolno, przecież tak nie wolno. Pytasz o to, głupia, jakbyś wcale sama nie naruszała sfery sacrum tego miejsca, bezczelnie siadając na ziemi i pijąc tu herbatę, jakbyś tu wcale nie próbowała z każdą wizytą powtórzyć komendy zdechł pies. Nie bądź taką świętą strażniczką spokoju zmarłych, kiedy sama uciekasz od nich wzrokiem, niejednokrotnie ignorując natarczywe prośby byłych właścicieli tych ciał, które nie są woskową masą. Czasami wystarczy jedna gałka oczna, pływająca w małym słoju, abyś nie była w stanie chodzić pewnie korytarzami, nawiedzana wcale nie przez duchy, ale przez wyrzuty sumienia, że nie spełniasz strasznych próśb samotnie pozostawionego na pastwę ludzi oka. To są zawsze straszne życzenia, przepełnione żądzą zemsty, nic dziwnego, że ktoś o tak gołębim sercu jak ty, Tündér, nie jest w stanie ich spełnić. Ilekroć tu trafisz i wysłuchasz jednak zmarłych tkwisz zawieszona pomiędzy chęcią pomocy im, a wstrętem do wyrządzania krzywd żywym. Jak teraz, stojąc w progu, nie chcąc go przekroczyć, by nie potknąć się o własną bezradność. Głupia.
- Przepraszam. – No i masz, tyle było po wojowaniu o swój teren, słaba z ciebie samica alfa, ale co poradzić, skoro tylko zobaczywszy z kim masz do czynienia poczułaś natychmiastową skruchę. Przecież nie znasz jej dobrze, a nieznajomych oceniać nie wolno. Nie wolno też na nich bez powodu naskakiwać, nawet jeżeli twój ton głosu nie był zabarwiony wyrzutem nawet w jednym procencie. Za cicha jesteś, za mało pewna siebie, żeby ktoś potraktował cię poważnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Josefinum   Nie Lip 31 2016, 23:25

I naprzód marsz, Ojczyzny dzieci,
Bo nadszedł chwały naszej dzień.

Już nawet podrygujesz głową w takt marsza, długie dzisiaj włosy zadowolone z koloru buraka zasłaniają ci zmęczone od półmroku oczy. Może zwiąż je w warkocz zanim poprowadzisz swoich ludzi do zwycięstwa.
Ale nic z tego, dudziarzy ani słychu, Marsylianki nikt śpiewać ci nie chce. Mało tego, robi się z ciebie intruza, wichrzyciela, co to żadnych praw nie ma do trupów, do ich tajemnic i do ich samotni.
A przecież można by cię tu nawet nie zauważyć, gdyby tylko łaska dać ci trochę czasu na obrośnięcie kurzem. Przyzwyczajona do dźwigania ciężaru ciszy i ciemności, poczułabyś się jak w domu i nawet jego towarzystwo stało by się mniej nieodzowne. Może, gdyby zaszła potrzeba bycia osobno, znalazłabyś się tu i tutaj zgniła. Może chociaż na twoje kości się połaszą, moja wysokość nieduża.
Zamiast się oburzać i posyłać na szafot, uciszasz ją skinieniem głowy, a ona - o dziwo - przeprasza po chwili. Sam z siebie bierze się najspokojniejszy z uśmiechów, jakie potrafią ozdobić przekonująco twoją twarz. Taki stopień posłuszeństwa jest ci obcy, więc baraniejesz, moje ty kaczątko brzydkie, przez chwilę nawet nie wiadomo, czy z ciebie drób czy jagnięcina.
- Co mówią?
Nigdy przecież się nie zamykają, to jedyne, co w ludziach pewne: sami siebie kiedyś na śmierć zagadają, a nawet ostatni oddech ich nie powstrzyma przed dalszym paplaniem.
Niech ci powie, twoja dobra poddana, co mówią. Żywi, martwi, o pogodzie, o historii, o tobie, o nim, o wojnie. Wszystko jedno.
Wywiad jest podstawą silnych rządów.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Sro Sie 31 2016, 20:59

Wolność wiodąca lud na barykady, co? A piersi blade też odsłonisz? Wtopiłabyś się w tą armię bladych, martwych ciał o ustach rybich. Obie byście dały radę. Tündér, tobie włosy na tyle odrosły, że też mogłabyś taki warkocz marny sobie zapleść. Stanęłybyście, o proszę, jak Wenus z Milo i Afrodyta z Knidos, same wybierzcie, która jest bardziej niezręczna, bo że obie piękne na swój dziwny nie do końca kobiecy sposób to bez wątpienia. Nie każdy docenia urodę posągów.
No, niech na ciebie ta pewność siebie znowu chluśnie, z kolejnym Rity pytaniem.
Co mówią?
Co za głupie, głupie pytanie. Prawie zaczynasz się pieklić, prawie ci rumieńce wpełzają na lica, ale nie, jednak jeszcze nie widać po tobie niczego, jednak wciąż ażurowym jesteś posągiem. I wcale nie jesteś pewna, czy ci się Rita podoba. Bo tu jest. Bo nie potrafisz wybrać jednej strony, z jakiej jej się pokażesz, tylko już zaczynasz się odbijać od krnąbrności do uległości. Mała Miss Nonsens, lepiej wróć do pokoju, zalej kakao gorącym mlekiem.
Nie odpowiadasz. Tak, jak nie odpowiadają zmarli. Bo zmierzyłaś na koniuszku języka ciężar wiedzy, że ci tutaj, rozczłonkowani, z pozoru anonimowi zmarli wcale nie mówią, tylko krzyczą. Nie, nie krzyczą. Wrzeszczą, drą się w niebogłosy, gorzej niż bambini made in Italy. Japa na cały regulator i jedziemy.
Z jakiegoś powodu czujesz się odpowiedzialna za ten ich spokój teraz, choć sama tak często go mącisz, teraz jednak zakładając ręce na klatce piersiowej, choć gest ten, z twoją dozą pewności i niepewności można dwojako odebrać, zarówno za odruch spowodowany chłodem, jak i chęć usłyszenia wyjaśnień rozmówcy.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Josefinum   Pią Paź 07 2016, 20:33

Tak? Takie ambicje wam się roją w waszych małych powykręcanych jak pranie w rękach służącej Grety główkach? Rzucać z dachów piękne hasła jak okruszki chleba, żeby je ludzie tam w dole z apetytem jedli? Nic z tego, wy dwie gracje od siedmiu boleści, nie będzie z tego uwielbienia. I z karmienia gołębi chlebem i ludzi ideałami wychodzi zawsze tylko jedno wielkie gówno.
No, właśnie, Rita, czemu ich niepokoisz? Nie dość masz żywych wokół siebie? Do wszystkiego przecież ich ciągnie. Do światła, do ciepła, do jedzenia. A nade wszystko do darmochy i do śmierci. Ty też przyszłaś tu przecież z ciekawości. I ze strachu. I z samotności, bo on, twój książę papierowy, ma jeszcze życie prócz ciebie. Ma wypracowania do napisania. Ty też masz, Rita, poszłabyś już stąd i wzięła się za siebie. Nie jesteś przecież głupia, na puste głowy koron się nie wkłada.
Ale ty nie żyjesz teraz. Tak jak te filary to żebra josefinum, tak twoje żebra to tylko filary. Dla piersi, niech będzie, dla symbolu buntu. Sama twoja obecność tutaj to już przecież jak powstanie. Dalejże, padnij sama swoją ofiarą. Nikt ci innej nie złoży. Na pewno nie ta tutaj, a jest taka ładna. Jak ty, to widać od razu. Tylko że ona na jeden sposób, a ty na setki.
- No. I tak już nie śpią. Powiedz coś. Głośno i wyraźnie.
Wyduś to z siebie, dziewczątko. Skończ z tą swoją ugłaskaną białością. Może być inwokacja, może Fortepian Chopina. I tak nie usłyszysz własnych słów w tym wrzasku. A Rita jest nadzwyczaj hojną widownią.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Josefinum   Sro Lis 02 2016, 20:10

No, dziewczątko, powiedz coś, wyduś to. Tak cię ta Rita prowokuje jak kota, z którym igra się czekając, aż w końcu wyciągnie pazury, mając jednak nadzieję, że tego nie zrobi, bo to wszystko tylko zabawą jest. Ale tobie nie jest wcale do śmiechu, co kuleczko? Nie, ani trochę. Włos ci się prawie jeży już się spinasz, ojeju jeju. Trudno ci się dziwić, ale dzisiaj nie masz czasu na spory. Nigdy nie miałabyś czasu na spory co, bo nie chcąc nikogo urazić bałabyś się odezwać, jednocześnie nikt nie lubi przegrywać, kiepska sprawa.
- Powinnaś wyjść. – Jak stanowczo, jak głośno i wyraźnie. To chyba błąd, wiesz Tuńczyku, Miss Ricie tak mówić się nie powinno, na pewno się jeszcze przekonasz, w najbliższej przyszłości, że to było z twojej strony bardzo nieładne zagranie, chociaż jakby nie było żądanie królowej spełniłaś.
Tobie samej wyjście z Josefinum wiele nie zajmuje, odwracasz się, zostawiając koleżankę samą, wśród tych krzyków niemych i lśniących powierzchni skór. Nie jesteś  jej dzisiejszą rozrywką, białym błaznem umilającym czas. Może następnym razem, jeśli się bardzo postarasz, małpeczko.

Tündér z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Josefinum   Czw Lis 03 2016, 18:10

Śmiać się należy o każdej porze dnia i nocy. Bać zresztą też; tylko kichać nie należy, bo ludzie się teraz budzą na byle kichnięcie. Ostatnio zdarzyło ci się, królewno, jeszcze w domu, gdzie były żaluzje, które można spuścić, że zawołano do ciebie: na zdrowie. Kichnęłaś dopiero kilka minut później.
Paranoja czy postęp ciekawości ludzkiej? Może raka też będą tak kiedyś na kichanie prognozować.
Żebyś tak się przekręciła, cholero jedna.
Może tak, może powinnaś wyjść. Chodzą przecież słuchy, że ona słyszy, a to niesłychane. To miejsce chyba bardziej jej się mimo twej korony należy.
Ale ty, miss Rita, jesteś jak osa uparcie bzycząca nad drożdżówką z lukrem. Osy miejsce jest na kwiatku, twoje - w zamknięciu. I ciebie trafi w końcu przecież szlag.
Może to dobry pomysł, dowiedzieć się, czy by cię tu nie zechcieli po upływie tych wszystkich lat, które zmarnujesz na swoje święte oburzenie i wyuczoną nudę. Może byś miała swoje miejsce i znalazłby się kolejny wystraszony uczeń, co by cię usłyszał, jak mówisz zza grobu.
Szekspirem byś do niego przemówiła, czy dostałby tylko kurwę twoją mać?
Pomyśl nad tym, królowo. Masz czas i masz spokój - oto opuszcza cię twoja Biała Dama, odprawiasz ją zaledwie ruchem ręki. Nie zachwyciłaś się nią szczególnie, ale też cię szczególnie nie rozgniewała.
Bo ty masz dzisiaj dobry dzień. Nie trać go na trupy.

Rita z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Josefinum   

Powrót do góry Go down
 
Josefinum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: