IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKorytarz   Pią Kwi 01 2016, 00:51

Korytarz

Najniżej położony, jednak, wydawać by się mogło, najjaśniejszy z korytarzy Koldovstoretz. Chociaż brak tutaj najmniejszego nawet lufciku, przez który przeciskałoby się słoneczne światło, skąpany jest w blasku wydobywającym się z setek tysięcy unoszących się pod sklepieniem drobinek, które jednym przypominają kurz, innym popiół z feniksa, niektórzy zaś twierdzą, że to nic innego jak magia – resztki każdego wypowiedzianego zaklęcia, zamierzchłe inkantacje wykruszające się ze szkolnych murów, obrazów, rzeźb, duchów – czymkolwiek by jednak nie były, spisują się znakomicie jako źródło światła, nadając znajdującym się w korytarzu przedmiotom enigmatycznej wyjątkowości.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Korytarz   Czw Paź 06 2016, 17:37

Za dużo światła, cholera. Za często daję się podejść takim pułapkom umysłu - człowiek myśli, że im niżej tym ciemniej, a tu okazuje się, że wcale tak nie jest! No dobrze, ale skoro już tu zeszłam po tych przeklętych schodach to czemu nie skorzystać z okazji i najzwyczajniej w świecie zastanowić się nad problemami trzeciego świat... dobra, odpuść sobie, Maksimović. Kogo ty chcesz oszukać? Że niby interesują cię tak odległe od ciebie problemy? To za skomplikowane. Przyznając samej sobie rację, sięgnęłam do kieszeni bluzy, którą założyłam by ukryć ten cholerny mundurek i wyciągnęłam papierosa, przykładając go do ust i odpalając od różdżki. Nikt nie widzi, więc nikogo nie zaboli, a choć jasno tu było jak w pełnym słońcu to korytarz znajdował się blisko Sali Wstydu, a jak brzmi stare porzekadło, najciemniej jest pod latarnią. To miejsce to właśnie moja latarnia i ja, jak przystało na buntowniczkę, nie zamierzałam nie skorzystać z okazji. Prosty rachunek, nie? Drugą ręką przejechałam po swoich ciemnych, krótkich włosach, opuszkami palców muskając prostą grzywkę i zapatrzyłam na mnóstwo unoszących się drobinek. To zdecydowanie robiło wrażenie. Mój dym też się uniósł wysoko i ich dotknął, tworząc doprawdy piękną kompozycję. Co tam Quidditch, zajęcia, ludzie. To dopiero było fascynujące.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Panacea, kapitan i pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Korytarz   Pią Paź 07 2016, 15:26

Codzienna przebieżka korytarzami Akademii? Jasne, z przyjemnością, szczególnie na tak krótki czas przed meczem ze Zmorami, który – nie ma bata – tym razem muszą wygrać, bo skończyć trzeba wreszcie ze wstydem, płaczem po nocach i śmiechem ciągnącym się za członkami Bełtów przez kolejne tygodnie, gdy znów dali pokaz swojego popisowego numeru spektakularnej porażki. Nic bardziej nie motywuje do działania, jak odpowiednie dotlenienie każdej komórki, jak fizyczne wykończenie ciała serią ćwiczeń podpatrzoną któregoś razu u jednego z zawodników Zmór, jak… Zaraz, co ktokolwiek tu teraz robi? Dysząc ciężko, Lutogniew zatrzymał się zaraz po zbiegnięciu ze schodów, dłonie opierając na kolanach i spode łba zerkając na majaczącą kilkanaście metrów dalej sylwetkę. Zaraz jednak wyprostował się z dumą przystającą Wrońskiemu, splótł dłonie za plecami i z wysoko uniesioną głową ruszył w stronę intruza. Jeszcze jedno głębsze zaczerpnięcie powietrza w odległości, z której dane mu było rozpoznać bez problemu znajdującą się na najniższym piętrze Koldovstoretz osobę i można sprawdzić, jak w takich sytuacjach czuje się Adam.
- Minus dziesięć punktów, rebeliantko! – zawołał do niej, oskarżycielsko wyciągając palec. – Jeśli do momentu skończenia przeze mnie tego zdania nie pozbędziesz się tego paskudztwa, odejmę kolejne dziesięć za narażanie zdrowia pozostałych uczniów. Już, już! – pogonił ją jeszcze, stając przed dziewczyną i starając się za wszelką cenę przypomnieć jej nazwisko. Ale będzie chała, jak wyjdzie, że wcale taki mądry to nie jest i jedynie w gębie jest mocny. Z doświadczenia wiedział jednak, że przy każdym członku Komitetu Dyscyplinarnego, takie cwaniaki zawsze się spinały i nie w głowach im sprawdzać, czy a) ktoś faktycznie nadal dzierży zaszczytny tytuł stróża szkolnego prawa, b) w ogóle z Komitetem miał jakąkolwiek styczność poza byciem ofiarą tych patafianów z kijem w dupach.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Korytarz   Pią Paź 07 2016, 16:48

Quidditch. Jakże smutne musi być życie zawodników, które żyją jedynie meczami i jeśli bym się nie dała to sama zostałabym wciągnięta w tą cudaczną mafię. Też mi coś! Już wolę swoje zabawy z ogniem, błądzenie po omacku z rozżarzonymi końcami długiego kija niż popisowe, regulaminowe numery. Zasady! Też mi coś. I wybitna nadaktywność. Na szczęście w tamtym momencie, na korytarzu, moje myśli były zaprzątnięte czymś innym, mniej skomplikowanym, można by było nawet pokusić się o stwierdzenie, że błądziły bezwolnie wokół pyłków. Bez jakiegokolwiek sensu. Nie zauważyłam zakradającego się obcego, rozkoszując dymem, wypełniającym moje płuca. Mogłaby mi przed nosem przejść nawet cała rosyjska gwardia narodowa a i tak nie zwróciłabym na to uwagi. Moja stopa dotknęła bodajże kamiennej ściany, a ja mimowolnie zaczęłam nucić pod nosem melodyjkę, gdy do mej krainy wkradł się brzydki, obcy głos. Godne pożałowania. Leniwie zerknęłam na tego, kto śmiał mi przerwać te chwile beztroski, z papierosem tkwiącym między wargami. Ciemne brwi uniosły się do góry, kiedy spojrzałam na tą krnąbrną dziewczynę w męskim ubraniu.
- Mów mi jeszcze, kotku. Byłabyś ładniejsza, gdybyś się tak nie krzywiła - odpowiedziałam z leniwą drwiną, bo na wyrazistą, bardziej aktywną mi się nie chciało. Zlustrowałam nieznajomą, ustawiając się tak, że teraz tylko prawa strona opierała się o ścianę. Odejmowane punkty już nie robiły na mnie wrażenia, poza tym nie ma dowodów, więc niczego mi nie udowodnią. Wyciągałam papieros spomiędzy warg, ostatnią porcję dymu skierowałam w stróża prawa i opuściłam peta, gasząc go swoją stopą. Mówiłam przecież, że żadnego dowodu nie ma.
- No i co teraz? Masz kajdanki, żeby mnie zakuć? Znasz niebezpieczne zaklęcie? Jesteś zbyt spięta, wiesz?
Posłałam dziewczęciu leniwy uśmiech. Chyba wszystko dzisiejszego dnia będzie dla mnie leniwie, jakby już była niedziela.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Panacea, kapitan i pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Korytarz   Nie Paź 09 2016, 20:21

Lutogniew dość szybko przekonał się, że bycie członkiem tak gnojonego przez większość uczniów zgrupowania to wcale niełatwe zadanie i dokładnie starszemu bratu obowiązków to bardzo nie w porządku z jego strony, nie wspominając o tym, że nie powinien już więcej w jakikolwiek sposób sugerować, że Komitet Dyscyplinarny to generalnie przez większą część czasu tylko do góry brzuchem leży i dla rozrywki losowym uczniom odejmuje punkty, by nie było widać, jak bardzo tam się opierdalają. Zacisnął jednak mocno zęby na ten brak reakcji ze strony dziewczyny, bo przecież skoro cała reszta rodzeństwa lepiej lub gorzej (cóż, w każdym wypadku zawsze lepiej) poradziła sobie z funkcją stróża prawa i porządku, to on nie może od nich odstawać, nawet jeżeli to tylko udawana sprawa. Nie da się tak łatwo wyprowadzić z równowagi.
A może jednak.
Bo kiedy starsza uczennica wreszcie postanawia się odezwać, Wroński zgrzytnął zębami raz i drugi, przy trzecim zagryzając sobie język. Jak. Ona. Mogła. Pomylić. Go. Z. Dziewczyną. Jak. Ona. Kurwa. Mogła. Dłonie mechanicznie zacisnęły mu się w pięści, gotowe do podjęcia wyzwania w ten dość mało czarodziejski sposób. W Polsce jednak to najlepsza z dróg rozwiązywania wszelkich konfliktów i mniejsze ryzyko uszkodzenia różdżki, a ta przecież dla czarodzieja to prawdziwa świętość. Niby mógłby zaraz nową sobie sprawić, wystarczyłoby tylko wysłać orła do stryjeczka w Petersburgu, ale bez przesady.
- Ty k… – W język ugryzł się jeszcze raz, reflektując szybko, że raczej żaden członek Komitetu nie wyraża się w taki sposób, w jaki przystało Lutogniewowi. Niby słyszał kiedyś, że Brasi zdarzyło się rzucić jakąś kurwą, tyle że zapewne nigdy nie wykorzystywała w taki sposób swojej pozycji względem pozostałych uczniów. A skoro już ten damski dryblas postanowił zrobić z Gniewka swoją koleżankę, dlaczego by i z takiej szansy nie skorzystać? – Ty koniecznie chcesz wyprowadzić mnie z równowagi? Gdybyś sama nie była spięta, ciągle popalałabyś sobie to mugolskie świństwo. – Bo że papierosy nie były magiczne od razu dało się wyczuć. A to taka strata dla rodzimego rynku! – Vrakanje – rzucił spokojniej niż wcześniej, sprawiając że niedopałek natychmiast wylądował w jego ręce. Niebezpiecznie może nie było wcale, zaraz jednak dowód na przestępstwo przekazać może komuś, kto faktycznie będzie mógł coś z tym fantem zrobić. – Zawsze tak głośno szczekasz, jak ktoś zbyt mocno trzyma cię na smyczy?


Ostatnio zmieniony przez Lutogniew Wroński dnia Nie Paź 09 2016, 20:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Nie Paź 09 2016, 20:21

The member 'Lutogniew Wroński' has done the following action : Kostki


'k6' : 5
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Korytarz   Nie Paź 09 2016, 21:36

Mógłby powiedzieć na głos, że chce zostać honorowym członkiem tak znakomitego, ukochanego przeze mnie stowarzyszenia. Z chęcią stworzyłabym nawet koronę w finezyjnym kształcie, bo, co jak co, ale na magii kreatywnej to się znałam. Zostałby piękną księżniczką, choć, co prawda, jeszcze nie dane było mi się dowiedzieć, że ona to on. Zabawne. Jak dla mnie ten cały przyjemny komitecik mógłby leżeć do góry brzuchem, nie marnując cennego czasu prawdziwych wizjonerów, takich jak na przykład ja. Bo co to za przyjemność jak na karku czujesz dyszenie jakichś typów z kijami w tyłkach? "Złamałaś punkt 666 o nie bieganiu na korytarzach i nie wystawianiu tyłka przez okno. Później przyjdziemy i skontrolujemy czy prawidłowo stosujesz mydło do higieny intymnej". Podziękuję i pożyję bez tego. Zbyt długo i często zwracano mi uwagę bym miała przejmować się takimi błahostkami, jak kolejnym odjęciem punktów. Naprawdę. To zresztą chyba był pierwszy raz w tym roku! Aż sama byłam zdziwiona, że tak długo nikt mnie nie wytropił. Młodsze dziewczę najwyraźniej się zdenerwowało, najwyraźniej coś nie poszło zgodnie z jej planem, ale co się dziwić, jej groźna mina nie robiła na mnie odpowiedniego wrażenia. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, nieznacznie patrząc z góry na wysłanniczkę nudziarzy i zmarszczyłam czoło. W Bułgarii bawiliśmy się walką, gdy nie mogłam używać różdżki to wystarczały pięści i zwinność.
- Dobrze, że się powstrzymałaś. Wiesz, to nie przystoi stróżom prawa by używali takiego brzydkiego języka. A już zwłaszcza tak niewinnym panienkom jak ty - puściłam jej oczko, obnażając górne zęby rozbawiona całą tą sytuacją. - Ależ skądże! Bardzo podziwiam tak regulaminowe osoby jak ty, tylko widzisz... mamy pewien... jakby to nazwać tak ładniej... dysonans! O! Dokładnie tak!
I strzeliłam palcami, kiwając głową z uznaniem dla własnej pamięci. Na jej uwagę błysnęłam tym razem wszystkimi zębami.
- Mugolskie świnśtwo, jak to ładnie ujęłaś, łatwiej dostać a do tego jest tańsze i... podobnego smaku? Ale cóż, możesz tego nie wiedzieć, bo przecież jesteś regulaminową laleczką. Muszę jednak przyznać, że ten męski mundurek całkiem dobrze na tobie leży. Gdybym nie lubiła tak spódnic, sama z chęcią bym w takim chodziła.
Przyglądałam się jak niedopałek ląduje na jej wyciągniętej dłoni i zmarszczyłam czoło, po czym po jej uwadze pokręciłam głową zawiedziona i przejechałam po krótkich, ciemnych włosach, następnie podchodząc do niej i zaskoczenia przyciskając do ściany. Średnio mocno.
- Może sprawdzimy jak głośno ty szczekasz? Mogę ci nawet sprawić obrożę, jeśli tak bardzo chcesz. Mam ich kilka - powiedziałam cicho, nieco żartobliwym a nieco ostrzegawczym tonem. - Może powinnaś przemyśleć swoje zachowanie, co?




Zapisuję dla siebie. No chyba że rzut nie będzie potrzebny, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
1*16-16 (siła fizyczna)


Ostatnio zmieniony przez Vasilija Maksimović dnia Nie Paź 09 2016, 22:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   Nie Paź 09 2016, 21:36

The member 'Vasilija Maksimović' has done the following action : Kostki


'k6' : 1
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Panacea, kapitan i pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Korytarz   Czw Lis 03 2016, 20:36

To wcale nie tak, że Lutogniewowi brak tolerancji dla ludzi, w żyłach których nie płynie czysta krew. On zwyczajnie nie potrafi pojąć, dlaczego ktoś, komu pod pewnymi względami przeszkadza magia, magiczny świat, zasady czy po prostu sama w sobie idea szkoły i nauki męczy się tyle lat, dupę ze środkowym palcem wystawiając każdemu, kto tylko do takiego delikwenta podejdzie, byleby pokazać wszystkim, jak bardzo nie pasuje mu sytuacja, w jakiej się znajduje. A z której wszak na własne życzenie mógł zrezygnować już na początku. Albo w dowolnym momencie później. Pojąć nie potrafi też, dlaczego władze Koldovstoretz również męczą się z takimi wybitnymi jednostkami, miast raz a porządnie wywalić je na zbity pysk. Ciąganie za sobą kuli u nogi jeszcze nikomu nie pozwoliło wejść na szczyt, a nie wierzył, by Starszyzna chciała osiąść na laurach po zainicjowaniu czegoś tak wspaniałego, jak Akademia.
Słuchał i słuchał jej paplaniny, ostatkiem sił powstrzymując się, by nie wejść jej w słowo i nie przerwać tego słowotoku, bo prawie byłoby mu szkoda, gdyby się zapowietrzyła. Jak mógł przecież zrobić on chwilę wcześniej! Nie próbował jednak wyprowadzić Vasiliji z błędu, a niech wie, że komiteciaki to też równe chłopaki (i dziewczyny) i ich również sztywne zasady powstrzymują od bycia tak fajnymi, jak mogliby być bez błyszczących na piersiach plakietek i murem stojącymi za nimi profesorami.
- Cooo? – Pytanie utonęło w lawinie kolejnych zdań wypowiadanych przez dziewczynę. Skąd ta krowa wiedziała, że nie pasowało mu, iż nie paliła magicznych specyfików? Z niedowierzaniem pokręcił głową, słuchając jej wypowiedzi i zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinien przestać myśleć, bo byłby niezły przypał, gdyby okazało się, że jego rozmówczyni potrafi czytać w myślach, a on tu takie harce odstawia, teatrzyk kręci na jednym palcu i ta cała, krucha maskarada zaraz się rozpadnie, albo już runęła z hukiem i Lutogniew tylko bardziej się błaźni, brnąć niepotrzebnie w rolę, którą mu kazano zagrać.
A potem zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy w jednym susie przygwoździła go do ściany. Nawet nie próbował się wyrywać, nie tak postąpiłaby panienka z dobrego domu. Może zaczęłaby piszczeć, może nawoływać pomoc, ale po co strzępić sobie gardło, jeszcze bardziej by ja tylko podjudził do agresywniejszego działania. Choć pasywnością też zapewne nie poprawił swojej sytuacji.
- Jeśli chciałaś się umówić i zabawić, wystarczyło powiedzieć, agresją rzadko kiedy zajdziesz do celu – odpowiedział uprzejmie, zbyt spokojnym głosem, ostentacyjnie ignorując jej ostatnie pytanie. Jakby miała odrobinę oleju w głowie, sama przemyślałaby swoje aktualne zachowanie. Z drugiej strony, wciąż zapewne uważałaby, że wizjonerów takich jak ona nikt nie zrozumie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

19 lat

IX klasa

bogaty

Werniks

PisanieRe: Korytarz   Pią Lis 04 2016, 13:16

Bajeczny korytarz dla bajecznej postaci, szkoda tylko, że Leonid ostatnimi czasy chodził taki przygnębiony. I to z jakiego powodu? Kojarzycie najnowszą kolekcję brokatowych koturnów zapinanych na rzędy pasków aż po kolana projektanta Bożygniewa Kafki? Jasne, że kojarzycie, każda zepsuta czarownica o nich marzy, a zniewieściała dusza Leonida nie jest od nich gorsza. Brokatowych koturnów nie udało się zakupić, a tak o nich marzył, tak mu się śniły po nocach srebrne lub złote, nawet miał odłożone fundusze, ale nic z tego! Wszystko wyprzedane. Otarłby teatralnie łzy gdyby tylko był w stanie zapłakać, ale to nie leżało zupełnie w jego naturze. Nadmuchana empatia zawsze miała fałszywą, wyczuwalną nutę, więc Lola tak naprawdę nie współczuł nikomu. Nawet sobie, chociaż żal miał, za te buty cholerne. Nie poprawił mu też nastroju fakt, że miał się w podziemiach spotkać z taką jedną, co go wystawiła, choć czekał całe dwie minuty i nic z tego, więcej swojego czasu nie poświęci. Wracał więc, nie sądząc raczej, że spotka tu kogoś wartego uwagi, dopóki nie wszedłszy w korytarz poczuł nieprzyjemny zapach dymu. Fu, takiego nie lubił, mugolski tytoń, śmierdział jak bieda. A Leonid bardzo, bardzo nie lubił biedy. Wchodzi akurat na to przedstawienie równie biednie fabularnie co ten tytoń i zatrzymuje się, przez chwilę czekając na rozwój wydarzeń, ale nie dzieje się nic interesującego. Oczywiście, przecież nie jest gwiazdą wieczoru, dlatego to wszystko jest takie nudne. Podchodzi bliżej, opierając rękę na biodrze, rozpoznając w tym świetle koleżankę z rocznika. I tego… hm… małego… który lata na tym pniu i coś tam robi innego. Komitet to na pewno. Hm. Leonid nie miał pamięci do imion i nazwisk osób, których nie poznał osobiście, ale nic straconego. Powinien je ignorować? Akurat usłyszał słowa Lutogniewa i żal mu się zrobiło, że to nie on dzisiaj ma taką semi-brutalną randkę.
- Dziewczęta – Wita się Leonid uprzejmym skinieniem głowy i idzie dalej, bo nie wypada przecież przerywać takich igraszek, w każdym razie on by nie chciał, aby mu przerywano takie przygniatanie do ściany. Poza tym śmierdziało tu. Nie chciał, aby jego kimono nasiąknęło niepotrzebnie dymem.


Leonid z tematu.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Korytarz   Pią Lis 04 2016, 21:22

To wcale nie jest zabawne jak się patrzy z tej perspektywy. Czy to nie byłoby nudne pójście na łatwiznę, bo w końcu, hej!, tylu ludzi to robiło, znaczy przestrzegało zasady. Ale może to on się postara, żeby w końcu przestali się litować, może pociągnie za odpowiednie sznureczki ta ładna laleczka, bo w końcu jest przykładem, lśniącym niczym ten zagubiony na nieboskłonie znicz. Powiem jej, czy też raczej jemu, co chce usłyszeć, choć i tak nie trafi to do tych niesfornych uszu, ale nic nie szkodzi. Czasem robimy coś dla ludzi, których kochamy, czasem poświęcamy się, jedynie lekceważąco wzruszając ramionami, pokazując środkowy palec plecom. Mógł o tym jednak nie wiedzieć, zamknięty w tej pełnej obłudy bańce stworzonej przez starszyznę, przez politykę, która nigdy nie będzie sprawiedliwa.  Magia była zabawna, to nie tak, że chciałam z tego zrezygnować, bo wcale tak nie było. Świat ładnie ubranej panienki wydawał się być taki nijaki, wypełniony zaledwie fanatyzmem, ale pozbawiony smaku i finezji. Niczym Janko Muzykant chcę po prostu pochwycić te skrzypce, wydobyć z nich najpiękniejsze dźwięki, bo zmęczona jestem tym zbędnym jazgotem panów.
Ha! Skoro zostało to miano słowotoku, to ciekawe co by to dziecię powiedziało, gdybym naprawdę się rozkręciła? Pewnie zemdlałoby, stawiam wszystkie ruble jakie schowałam w starej skarpetce.
- Coś ci wpadnie do tej buzi, jak ją będziesz tak szeroko otwierać - i bezkarnie złapałam za ten gładki policzek by ją uszczypnąć. Niby taka wychowana a wszystkich manier nie zna! - Przyjdzie do ciebie licho.
Dla mnie sprawa była prosta. Podkreśliła mugolskie świństwo to jej powiedziałam dlaczego nie czarodziejskie! A niech ma i się cieszy, może mi nawet kupić, bo pewnie ma dużo pieniędzy to wtedy czarodziejskie kółeczka będę robić z dymu. Teatrzyk był ładny mi też się podobał, nie widziałam przeszkód w tym by nie grać w nim dalej, ale na Jezioro Łabędzie nie było co liczyć. Musiałam przyznać, że nie była taka nudna jak początkowo zakładałam i jakże posłuszna! Nawet żartować umiała.
- No nie wmówisz mi, że tak nie jest zabawniej - kąciki warg nieznacznie mi zadrgały. - A co? Jesteś zainteresowana? Nie muszę stosować zasady małych kroczków? No wiesz, teatr, kwiaty, przyzwoitka czy jak tam się bawicie w tych waszych nudnych kręgach.
Odsunęłam się, kiedy usłyszałam głos i jedynie zmarszczyłam czoło, widząc jak długie włosy znikają gdzieś za rogiem. Co tu się właściwie...?
- Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, nawet nie pisnęłaś. Widzisz? Od razu lepiej jak nie masz kija w tyłku - ponownie zerknęłam w jej stronę, tym razem się nieznacznie rozluźniając. - Może dałabym ci się kiedyś zakuć w te kajdanki, pani władzo.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Panacea, kapitan i pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Korytarz   Pon Lis 07 2016, 21:23

Nieraz dużo trudniej jest przestrzegać zasad, niż je łamać z hukiem. Siedząc cicho, jak mysz pod miotłą utworzoną z zakazów i nakazów, ciężko pokazać się światu, a przecież każdy z tych gnojków obwieszonych szlacheckimi herbami, ambicje sięgające ma wyżej niż bycie podrzędnym urzędasem w Ministerstwie Magii, podawaczem kawy w renomowanej redakcji czy wiecznie będącym na stażu asystentem kierownika mało istotnego wydziału Milicji. Istniała jednak różnica między szkolnym regulaminem, a normami, jakimi należało kierować się na późniejszych etapach życia – różnica, której sam Luto nie ogarniał i głęboko miał ją w dupie, bo wszystko i tak wyglądało wszędzie tak samo – i o ile te drugie były mocno elastyczne i to z nimi można byłoby być na bakier, o tyle kwestia pierwszych należała do o wiele bardziej problematycznych. To one, w dużo większym stopniu niż cokolwiek innego – nawet rówieśnicy znajdowali się na odleglejszej pozycji – kształtują takiego delikwenta i pozwalają mu następnie szacować, w jakich sytuacjach bardziej opłaca się narzucane reguły naginać, a kiedy wypadałoby trzymać się ich mocniej niż brzytwy.
Tak prosto wyglądało to jedynie w teorii. Praktyka, chociażby na przykładzie tej dwójki, malowała się w totalnie odmiennych barwach.
A na domiar złego, żeby popatrzeć na ich błazenadę, zjawia się jeszcze ten cwel i wcale pomóc nie zamierza – chociaż, no przecież, Lutogniewek wcale ratunku nie potrzebuje, świetnie sobie tu radzi, faktycznie nawet słówkiem nie piśnie, ukradkiem jedynie odprowadzając Vasilchenko środkowym palcem. Jeszcze się z tym gnojem rozliczy; słowem nie wspomni o nim Dobrawie, gdy ta przypadkiem będzie wybierała się na kolejne modowe pokazy i otwieranie najnowszych kolekcji.
- Dobra, dobra, weź nie pierdol. – Wystarczyło, że Vasilija na krótką chwilę przestała przyciskać go do ściany mocniej, dając mu tę odrobinę miejsca na wykonanie dość niezgrabnego piruetu, dzięki któremu wyślizgnął się spod jej rąk i stanął kawałek dalej. Zabawa w ucieczkę nie miała sensu, a przecież jak nie tu i teraz, dopadłaby go zapewne kiedy indziej. – Albo zamierzasz przejść do rzeczy albo do usranej śmierci nikt nie uwierzy, żeś taka twarda sztunia tylko pozerka. Wrażeń ci w życiu brakuje, że jesteś tak obłędnie kwaśna? Należysz przecież do tych od wybuchów, za mało macie tam fajerwerków? – Uniósł w zainteresowaniu brwi, splatając dłonie za głową.
No, nie bądź taka, opowiedz mu trochę o swoim hobby. Eksploduj mu głowę tymi informacjami.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Korytarz   Sob Lis 12 2016, 17:24

Pozbawiasz się tej namiastki wolności o którą potem można by było zawalczyć. Nie mówię o tym, co reprezentują sobą cygani, chodzi mi raczej o to, o co my sami powinniśmy się zatroszczyć, zawalczyć swoimi rękami. Wszystko jest dla ludzi, z takiego założenia wychodziłam i nie bałam się brać i sięgać po to, co chciałam i  wciąż walczyć i walczyć o całkiem nowy dzień, było w tym coś orzeźwiającego. Skoro wszystko dla tej istoty było takie samo to nic dziwnego, że nudził się i stał w miejscu, i bawił się w policjanta. A właściwie ona bawiła, taka była moja wiedza i tego się trzymajmy. Pani Władza by się bez takich jednostek jak ja nudziła, powinna być więc wdzięczna, że zapewniam jej taką uwagę i rozrywkę i nie pomknęłam dalej. A mogłabym frunąć dalej i wyżej jak przystało na motyla, ha. Kreatywnie zmieniamy naszą scenę, moja ty ślicznotko. Przypadkowy przechodzeń sobie zniknął i bardzo dobrze, bo zdecydowanie wolałam takie intymniejsze spotkanie, a choć rączki mam dwie to ciężko walczyć jak cię otaczają wyrafinowane królewskie tyłki. Wystarczyło spojrzeć by wiedzieć, bo to przecież szata zdobi człowieka. Na Pytalskim też się poznałam, choć pierścienie to miał piękne.  Tylko policzki mi drgają, kiedy odkrywam, że dziewczę to ciemne tamburyno z mego roku zna, brwi niemniej unoszą mi się do góry, gdy centrum mojej uwagi tak brzydko się odzywa.
- Słoneczko moje, ty nie powinnaś takiego języka używać! - Mówię oburzona, bo jak to tak, komisja nie może mówić jak my! To nasz brzydki, plugawy język, oni niech tych kwiecistych słówek, czy jak to się mówi, używają. Podeszłam natychmiast do niej i poczochrałam jej głowę, bo jestem przecież starsza i wiem, co robię. - Nie możesz przeze mnie psuć swojego autorytetu.
I ponownie się odsunęłam by dać dziewczynie tą upragnioną przestrzeń, choć to było takie trudne, bo już jej się maska odklejała i było widać leśnego diabełka.
- Mówiłam byś się wyrażała, no. Pozerka? JA? POZERKA? - I już głośniej powtarzam, choć przecież zła nie jestem, prędzej rozbawiona, ale udaję, bo przecież muszę respekt wzbudzić, pokazać, że się z Bułgarkami nie zadziera. No a jak mi jeszcze walnęła, że kwaśna to już wiedziałam, że sobie nie pójdę i spokoju jej nie dam. Podchodzę więc, robię groźną minę i patrzę z góry, nawet jeśli to oznacza, że muszę wyciągać szyję - choć raczej zważywszy na mój wzrost nie powinnam, no ale nigdy nie wiadomo jak z tymi od komitetu, może buty na specjalnych szpilach noszą? Klepię ją bezczelnie w tyłek. - Następnym razem będzie mocniej jak mi będziesz tak pyskować. A jak chcesz fajerwerki zobaczyć to się musisz postarać, bo następnym razem z takim gadaniem zrobię z ciebie żywą pochodnię i urządzę własną wersję Dziadów. I będziesz mi skakała przez obręcze na miotle, jak wygłoszę swój ognisty monolog.
Wszystko albo nic. Trochę muszę się z nią podrażnić, żeby było zabawniej, niech wie, że tak łatwo nie jest.
- Nie idziesz się poskarżyć? - Dodaję niby beztroskim głosem, opierając się o ścianę i patrząc w przeciwną stronę.
Powrót do góry Go down
avatar

Kaliningrad, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Panacea, kapitan i pałkarz w Bełtach

PisanieRe: Korytarz   Sro Lis 16 2016, 22:28

Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Dziewięć. Dziesięć. Jedenaście. Dwanaś… Nie, kurwa, liczenie wcale niczego nie ułatwi, w niczym nie pomoże. Lutogniew z każdą kolejną chwilą miał coraz większą ochotę przyjebać swojej rozmówczyni. I za nic nie był w stanie stwierdzić, czy Vasilija po prostu zaczęła robić sobie z niego jaja, tak jak on z niej wcześniej, czy zwyczajnie jest tak tępa, że nie potrafiła zorientować się po tych kilku minutach jakże fantastycznej wymiany uprzejmości, że a) nie miała do czynienia z jednym z członków komitetu dyscyplinarnego, b) ta laleczka, którą tak ochoczo się zabawiała to wcale nie Barbie, ale Ken. A może najzwyczajniej w świecie niespodziewanie oślepła i ogłuchła, bo, ok, przechodzenie mutacji to jedno, ale – rękę dałby sobie uciąć, a to przecież superważna dla niego część ciała – żadna z jej nie-koleżanek ani tak beznadziejnie chłopięco włosów nie ma ściętych, ani głosu tak piskliwie chrypiącego, ani nie nosiłaby się w męskim mundurku, zwłaszcza będąc na tak poważnym stanowisku, bo to tak nie wypada, bo przykładem świecić należy.
Ale nie, ta idzie dalej w zaparte i Wroński z wyraźnym już znużeniem daje jej sobie te włosy zmierzwić, zaraz jeszcze bardziej od niej odchodząc i eliptycznie krążąc od ściany do ściany, byleby prędzej jej słowa rozeszły się po korytarzu i jak najmniej z nich obiło się o niego. No bo poważnie, ile można gadać i jak bardzo narcystycznym trzeba być, by móc tak samego siebie ciągle słuchać. To nie tak, że Luto na ogół milczeć wolał – zawsze miał coś do powiedzenia, zawsze trącić musiał swoje trzy grosze, zawsze starał się, by to jego słowo było tym ostatnim, ale mimo to rzadko kiedy w planach miał przegadanie drugiej osoby. Może czasem, tak na trzy z pięciu przeprowadzanych dyskusji, ale nigdy częściej!
- Aha? – A to ciekawe. Już miał się zawijać i bez słowa pożegnania zostawić ją tu, by jeszcze trochę tej papki z siebie wyrzuciła, by nią ściany podziemnego korytarza wysmarowała, ale odwraca się przez ramię, patrząc na dziewczynę z dezaprobatą. – A w którym momencie wyraziłem chęć oglądania twoich fajerwerków, bo chyba zaczynam mieć problemy z pamięcią? Choć nie powiem, kusisz swoją propozycją i skłonny jestem obiecać, że chętnie ci przez te obręcze poskaczę nawet i bez miotły, po co sobie zadanie ułatwiać.
Ach, ty cwaniaczku mały. I tak nie masz co liczyć na wywinięcie się z tej sytuacji, pomimo zbycia jej ostatniego pytania milczeniem, zaraz znowu cię osaczy, czarna wdowa Koldo. Gdyby był dużym chłopcem, może by go to nawet rajcowało.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Korytarz   

Powrót do góry Go down
 
Korytarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: