IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Trybuna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieTrybuna   Pią Kwi 01 2016, 00:36

Trybuna

Trybuna jest wsparta na czterech ozdobnych kolumnach z rzadkiego marmuru syberyjskiego i pełni postać odrębnej kondygnacji o charakterze długiej antresoli. Rozchodzi się z niej widok na całą powierzchnię holu, dlatego też jest częstym miejscem spotkań dziewcząt i chłopców podczas przerwy między zajęciami, którzy wypoczywają na długich szezlongach i plotkują o innych uczniach, najczęściej w dość nieprzyjemny sposób. Niektórzy, choć bardzo rzadko z racji panującej opinii o tym miejscu, przychodzą tutaj, aby odciąć się od szkolnego zgiełku – zwykle jednak wychodzą stąd zawiedzeni, napotykając się najczęściej na szkolną lożę szyderców, która najwyraźniej czerpie satysfakcję z takich sytuacji. Trybunę zabudowano kunsztownie zdobionym, wysokim kamiennym murkiem, aby nikt z niej przez przypadek nie spadł.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Trybuna   Nie Lip 03 2016, 23:45

W powszechnej opinii trybuna uchodziła za miejsce wypoczynku umęczonych zajęciami uczniów. W krótkich przerwach pomiędzy poszczególnymi lekcjami przychodzili grupkami na antresolę i łapali drugi oddech przed popołudniowymi wykładami wylegując się na szezlongach. Teoretycznie. W praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Młodsze roczniki traktowały trybunę jako kolejny zakątek, gdzie dało się pobawić. Zrzucać papierowe kule i śmieci na głowy przechodzących w dole kolegów. Biegać tam i z powrotem, grając w berka. Czy zwyczajnie siedząc i paplając głośno o puszystych kotkach oraz najnowszych modelach mioteł. Wszytko to pod ostrzałem wyniosłych spojrzeń starszych roczników. Które były starsze i rzekomo mądrzejsze. Przynajmniej w swoim mniemaniu. Cała ta ich mądrość była wykorzystywana do obgadywania pozostałych (widziałaś fryzurę Leny? Chyba potłukła swoje ostatnie lusterko, dlatego nie mogła zobaczyć, co stworzyła na łbie, chacha!), plotkowania (podobno nowy nauczyciel nie cierpi gadatliwych uczniów i zadaje kolosalne prace domowe) albo konspirowania (powiem jej, że nie mogę być na lekcji, bo boli mnie głowa). Rzecz jasna, na trybunę przychodziły również zakochane pary. Takie, które nie przejmowały się, że publicznie okazując sobie uczucia, staną się tematem kolejnych plotek. Albo zostaną skarceni przez któregoś profesora za brak poszanowania dla zasad i dobrych manier.
Yuri zdecydował się zostać wyjątkiem i zrobić coś odmiennego od tego, co zwykle robiło się na trybunach. Mianowicie: przewertować notatki przed lekcją historii. Bynajmniej nie naszła go ambicja zostania kujonem roku. Co to, to nie. Preferował bardziej... liberalny styl uczenia się. Mówiąc prościej: uczyć się tego, czego warto było się uczyć i uczyć się wtedy, kiedy należało się uczyć. Wiele zależało od zdrowego rozsądku i preferencji uczącego się. Zaś zdrowy rozsądek podpowiadał, że warto przypomnieć sobie stare daty na zbliżające się zajęcia. Wytrącić nauczycielowi z ręki argument, iż należy dowalić uczniowi dodatkowe zadanie, tak żeby raz na zawsze zapamiętał daty najważniejszych wydarzeń czy nazwiska czarodziejów z zamierzchłych czasów. Jeśli Yuri miał raz na zawsze coś zapamiętać, wolał wkuwać to z własnej, nieprzymuszonej woli. Uczenie się z przymusu bywało bolesne, tak jakby zaprzeczało liberalności. Jednak lepiej było się trochę poświecić niż wkuwać pod wpływem nauczycielskiej presji.
Przysiadł na szezlongu. Dzielnie otworzył notatnik i skupił się na zapiskach, o jakże istotnym zdarzeniu, jakim było powołanie Starszyzny. Bez Starszyzny nadal tkwiliby w erze mroku i przemocy. Starszyzna powiodła magiczne społeczeństwo ku pokojowi, stabilizacji i sprawiedliwości. Piękna opowieść, którymi raczono generacje czarodziejów. Pokolenie Yuriego nie stanowiło żadnego wyjątku. Co więcej, to jego pokoleniu nieustannie podkreślano, jak ważna była rola Starszyzny we współczesnej Unii Słowiańskiej. Zbyt ważna, żeby poświęcać ją dla podejrzanych rewolucyjnych idei.
Przewrócił kartkę. Ucząca się młodzież była rzadkim, lecz wciąż spotykanym widokiem na trybunach. Co nie zmieniało faktu, że chichoczący i gadający koledzy odrobinę go rozpraszali swoimi chichotami i gadaniną. Yuri jakoś doczytał notatkę o Straszyźnie. Zamknął notatki, po czym rozejrzał dookoła. Jakby w poszukiwaniu inspiracji.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Czarcie włócznie, Odrodzenie

PisanieRe: Trybuna   Czw Lip 07 2016, 21:30

Czas płynął nieubłaganie. Nie zauważyłem, kiedy wgryzłem się z powrotem w szkolną rutynę, machina pożarła mnie na kolejny rok i kiedy już mnie wypluje będę już absolwentem tej akademii. Ta wizja wydaje mi się teraz tak samo odległa, co absurdalna, ale nie mogę się jej pozbyć ze swojego umysłu. Wżera się we mnie powoli, każąc skupić na nadchodzących egzaminach. W moim życiu zapanował względny spokój, co nie było raczej normalne, ale nie miałam zamiaru się z tym spierać. Więcej, było mi z tym bardzo dobrze. Nie mając większego wyboru postanowiłem rzeczywiście przyłożyć się do nauki. Funkcję motywacyjną bardzo dobrze pełniła wizja mojego ojca. Chciałem, żeby był ze mnie dumny. Został naprawdę cenionym twórcą zaklęć i na pewno pragnął, abym poszedł w jego ślady. Nie jestem głupi, doskonale zdaję sobie sprawę z obowiązków i przywilejów, które płyną z mojego nazwiska. Karamazov brzmi przecież dumnie. Nie będę tym, który przyczyni się do jego splugawienia.
Nie oznacza to jednak, że w magiczny sposób w ciągu miesiąca z rozleniwionego długimi wakacjami oraz udanym życiem prywatnym chłopaka przeistoczyłem się w skupionego na przyszłości kujona. Chłonąłem wiedzę, która była mi potrzeba, tę, jaką musiałem posiąść, aby egzaminy zdać śpiewająco i niewiele ponad to. Ceniłem swój czas wolny. Może nie jestem osobą zbytnio przyjacielską, ale samotność nie jest też moją główną cechą. Lubię wiedzieć, co się dzieje. Władza to władza, ale wiedza często pomaga ją osiągnąć, a potem utrzymać. Gdzie można zasięgnąć języka na wszelakie tematy i dowiedzieć się co w trawie piszczy? Wbrew pozorom wcale nie w dormitoriach. Męska część szkoły wbrew pozorom nie należy do najrozmowniejszej, poza tym często tworzy zbite grupki, w które trudno się przebić. Do damskich sypialni nie mam wstępu, co za strata. Pozostaje więc miejsce bardzo koedukacyjne, gdzie to człowiek jest wręcz torpedowany przez różne, mniej lub bardziej interesujące, informacje. Trybuna. Lubię to miejsce tak bardzo jak wyganianie z niego młodszych uczniów, którzy próbują udawać starszych.
Mój plan nie pokrywa się z tym, który posiada Snowid, więc muszę zostawić go w bibliotece i udać się na pierwsze piętro, gdzie odbędą się moje kolejne zajęcia. Nie zaszkodzi jednak zajrzeć wcześniej w jedno z najbardziej obleganych w szkole miejsc. Są osoby, których można się tam spodziewać, ale bywają też takie, jakich nigdy by się tam nie spodziewało. Witam się z tymi pierwszymi, a kątem oka zauważam kogoś z drugiej grupy. Aristov. Przyglądam mu się z daleka, nadal skupiony na moich rozmówcach. Nie mogę się jednak powstrzymać i kiedy tamten kończy przeglądać swoje notatki przepraszam swoich znajomych i podchodzą do niego.
- Zgubiłeś się, Aristov? - pytam chłodnym tonem stając przed nim ze skrzyżowanymi na piersi rękoma.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Trybuna   Pon Sie 22 2016, 17:23

I to by było na tyle ze spokojnego przesiadywania na trybunie. Tego należało się spodziewać. Wszelako, to były trybuny. Miejsce dostępne dla każdego i odwiedzane przez każdego. Fajnie, jak trafiło się na kolegę, którego lubiło się albo chociaż tolerowało. Gorzej, gdy pojawiali się tacy, którzy potrafili popsuć najlepszy humor. Na przykład tacy osobnicy jak Karamazov. Właśnie! Wymieniony przed chwilą przykład jak gdyby nigdy nic przemaszerował przez trybunę i skierował prosto do zakątka okupowanego przez Yuriego. Dokładnie tego samego zakątka. Czyżby AŻ TAK nudziło się, że postanowił pouprzykrzać mu życie? A może Snowid wreszcie uświadomił sobie, jaką męczącą osobą był Kasjan? Odkrywszy ten prosty fakt, zdecydował, że potrzebuje odpoczynku od męczącego towarzystwa współlokatora. Yuriego wcale by nie zdziwiło, gdyby miły i uprzejmy Snowid stracił w końcu cierpliwość i wykopał tę męczyduszę za drzwi. Zapłaciłby nawet parę rubli, byle na własne oczy ujrzeć scenkę z wykopywaniem.
Bez względu na to czy kuzyn przegonił czy nie przegonił Kasjana; Kasjan przerzucił się na kogoś innego. Tudzież zdecydował się odegrać na jakimś biednym, niczego nie spodziewającym się uczniu. Tak się złożyło, że pod rękę napatoczył się mu on, Yuri.
Do diabła z tym!
Yuri z rozmachem, wręcz demonstracyjnie głośno zamknął notatnik. Był uczniem, lecz uczniem dalekim od zostania przestraszonym, zdesperowanym biedactwem. Miałby pozwolić stłamsić się temu tutaj? Phi.
- A co? Zaprowadzisz mnie za rączkę do klasy?   - zapytał z nutą fałszywej radości w głosie. Mocną nutą. Gdyby nie znał samego siebie, uwierzyłby, że uradowało go niespodziewane spotkanie z Karamazovem - Naprawdę nie trzeba, Kasjanku. Tyle lat łażę tymi korytarzami, że aż głupio mi zgubić się na którymś. Patrz, o tam siedzą pierwszoklasiści. Jeszcze nie znają dobrze naszej szkoły, z pewnością przyda się im taka niańka jak ty. Hm?
Bierz się do dzieła. Przecież lubisz robić za czyjąś niańkę mówiło bezczelne, wyzywające spojrzenie Aristova. Totalnie przeczące sztucznej radości.
Prowokowanie Kasjana kończyło się różnie. Przeważnie nijako, bo trudno było go pchnąć do impulsywnego działania. Odkąd znał Kasjana, nie zdarzyło się, by ten dostał napadu szału albo zrobił coś nieprzemyślanego. Na jego prowokacje odpowiadał sarkazmem bądź pasywną agresją. Yuri musiał to przyznać. Spędzając czas w karamazovej kompanii nauczył się bardzo wiele o subtelnej sztuce ranienia ludzi bez dotykania ich chociażby palcem. Słowa raniły równie mocno jak ciosy.
Niewtajemniczony w ich sprawy obserwator uznałby owo dogryzanie za zwykłe przekomarzanki. Coś na zasadzie kto się lubi, ten się czubi. Nic szkodliwego. Przyjacielskie przekomarzanki nie mogły być szkodliwe. Cały problem polegał na tym, że Yuriego i Kasjana nie łączyła przyjaźń. Łączącą ich relację nie sposób było nazwać przyjaźnią. Pomijając już rodowe animozje, różnili się pod wieloma względami.
Aby dostrzec te różnice wystarczyło przyjrzeć się niedbałej pozie w jakiej Yuri siedział na szezlongu i porównać ze sztywną, wyprostowaną postawą Kasjana. Swego czasu ojciec Yuriego przyznał z niechęcią, że Karamazova doskonale wychowała swojego dzieciaka. Wyuczyła go samokontroli. Zdołała wbić mu do głowy odpowiednie maniery. Uczyniła z niego wzorowego pod każdym względem młodego arystokratę. Syna, którego nie powstydziłaby się żadna rodzina. Ojcowski wywód zakończył się stwierdzeniem, że Yuri w sumie mógłby brać z Kasjana przykład. A przynajmniej próbować brać z niego przykład.
Yuri oczywiście robił na odwrót. Nie zamierzał naśladować Karamazova. Choćby i dlatego, żeby zrobić ojcu na złość. Poza tym ojciec nie byłby wcale zachwycony, gdyby wiedział to, co wiedział Yuri. Otoczka zimnego spokoju otaczająca Kasjana nieco topniała, kiedy rozmowa schodziła na kuzyna Wrońskiego. Wówczas bardziej przypominał tykającą bombę zegarową niż opanowanego szlachcica. Intrygujące, czyż nie?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Trybuna   

Powrót do góry Go down
 
Trybuna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: