IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieJadalnia   Pią Kwi 01 2016, 00:35

Jadalnia

Szkolna jadalnia to okrągłe i stosunkowo przestronne pomieszczenie. Połowę ścian zajmują ogromne okna, kończące się dopiero na kopułowym suficie – jest bowiem elementem wystającym na ogród, przez co można zobaczyć jej szklany dach z wielu różnych miejsc w Koldovstoretz. Jest urządzona dość skromnie, gdyż sam malowniczy widok zza okna wiele wnosi do jej codziennej estetyki. Podłoga z ciemnego kamienia, turkusowe okrągłe stoliki, które zmieniają swoje miejsce w zależności od upodobań urzędujących. Na środku znajduje się w podobnym odcieniu metalowa studnia z zadaszeniem łukowym w ośli grzbiet, która pełni przede wszystkim rolę blatu wydającego posiłku. Pojawiają się one na tacy ilekroć ktoś postawi ją na metalowej pokrywie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

19 lat

IX klasa

bogaty

Werniks

PisanieRe: Jadalnia   Czw Maj 12 2016, 15:36

W piątki Lola nie chodzi na zajęcia, bo to prawie weekend, już się nie opłaca. W poniedziałki Lola nie chodzi na zajęcia, bo zazwyczaj odsypia po niedzieli. We wtorki chodzi, bo po korytarzach gonią go już karne punkty i niecierpliwe uwagi. Środy i czwartki są spokojne i grzeczne, zajęcia nawet fajne i ułożone tak, że obiad może zjeść w spokoju, bo wszystkie młodsze roczniki w czwartki siedzą dłużej w szklarniach. Kto nie kocha czwartków? Wszyscy kochają czwartki. Czwartki są ciepłe, w jesiennych barwach brązów i żółci, wszystko mija miło i leniwie, otulone ostatnimi podmuchami letniego wiatru. I dziś jest taki czwartek. I pora obiadowa właśnie. I Lola na zajęciach wysiedział kulturalnie i słuchał wszystkiego z zainteresowaniem i wcale nie zaplatał sobie małych warkoczy, ani nikomu innemu, ani nie wysyłał liścików, może jednego, ale pustego, samolocika. Słuchał odgłosów deszczu i pomyślał, że wypadałoby napisać do starego znajomego. Ciekawe czy jeszcze ma tą swoją przyczepę campingową. To były dobre czasy, to były dobre imprezy i latało wszystko, spodnie latały, trumny latały. I to chyba nawet było jakieś dwa lata temu, czy rok? Lola nie pamięta.
Tacę kładzie na studni i czeka, aż na talerzu pojawi się obfita porcja naleśników z owocami, czekoladą i bitą śmietaną, a potem kieruje się w stronę jedynego słusznego stolika. Szkoda, że nie latają, mógłby przecież dokonać porwania, dosiąść się i powiedzieć to jest uprowadzenie, masz prawo zachować milczenie i dokończyć posiłek, chociaż od razu dostałby po głowie karnymi punktami i ostrym spojrzeniem tych oczu, których od niedawna tak często szuka. Krzesło szura po podłodze, odsuwane bez krzty ostrożności i nawet trochę jęczy, gdy Lola siada na nim, chociaż ciężki nie jest wcale, a i do najwyższych chłopców nie należy, Natalyę raptem o parę centymetrów przewyższa, to dobrze, nie będzie go szyja za bardzo bolała, kiedy zacznie się do niej schylać. Do notatek jej schylać.
- Skreśliłem z listy tą twoją koleżankę z ławki... - Jak jej szło? Nieważne. Nigdy nie przykuła uwagi Loli, a dla Natalii pewnie też była tylko koleżanką z ławki. - I wpisałem siebie jako twojego partnera do tego projektu na astronomię. - Żadnego cześć, przecież widzieli się już na zajęciach, mówi bez ogródek, uśmiechając się nawet, zanim nie wpakuje sobie kawałka naleśnika do paszczy i to bardzo konkretnego kawałka. To taki kęs, który zajmuje całą jamę ustną i potrzebuje parunastu sekund na przeżucie i możliwość prowadzenia dalszej konwersacji.
- Nudziłabyś się z nią. - Lola czasami wchodził w ten tryb samca, który chce decydować za kobiety i nie widzi w tym przecież niczego złego. Chcieć to móc. Odrzucił jeszcze wolną ręką na plecy swoje czarne loki, aby mu przypadkiem do śmietany nie wpadły i znowu ugryzł kawałek naleśnika, z wylewającymi się z niego owocami.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie

PisanieRe: Jadalnia   Pon Maj 30 2016, 00:14

W piątki chodzę na zajęcia i jestem na nich tak samo pilna jak tych z czwartku, środy, wtorku - a nawet poniedziałku. Chociaż i mi w poniedziałek ciężko wstaje się z łóżka. Dlaczego, nie wiem, przecież to nie tak, że mam za sobą weekend do odsypiania. Szaleństwo Oneginy, siedzenie nad książkami do drugiej w nocy zamiast pierwszej.
Plan jest bardzo prosty - przede mną egzaminy, na tym muszę się skupić. Każdy z dni został rozpisany, plan nauki jest niezwykle wydajny, bierze pod uwagę spadki motywacji, gorsze samopoczucie, świąteczne rozleniwienie, wiosenne przesilenie i przedegzaminacyjny stres. Na każdy dzień zaplanowana jest idealna ilość materiału do przyswojenia.
Proszę - do obiadu astronomia. I tak nie mam ochoty na żadne pogaduszki. Może powinnam odczuwać wielki smutek, że nie skończę szkoły z tytułem królowej popularności i tiarą na głowie. Albo dwa razy zastanowić się po co mi wybitne stopnie skoro miejsce kobiety w świecie wciąż jest tylko na salonach. Ale plan oznacza kontrolę, a kontrola oznacza spokój - niczego więcej mi nie potrzeba.
A mimo to wciąż daję się zaskoczyć. I wciąż się dziwię, że nie wszystko działa zgodnie z planem. Szczególnie kiedy na horyzoncie pojawia się Vasilchenko. Do tej pory powinnam się już nauczyć, że nie zwiastuje on niczego poza chaosem, ale do tej pory też nie często zdarzało mi się paść ofiarą zainteresowania Loli.
Co to w ogóle za imię, Lola.
I kiedy potrafię doskonale dogadać się z pozostałą dwójką, z nim zawsze mam problem.
Już wiem co to za imię, Lola. Pasuje do huraganu. Czy nie jest tak, że ci wszyscy amerykańce nazywają co gorsze zjawiska pogodowe imionami przeciętnych dziewcząt z poparzonymi słońcem karkami. Lola idealnie wpasuje się w ten schemat. Wpada tutaj i widzę oczyma duszy mojej jak wszystkie notatki unoszą się i gubią, zmieniają kolejność i brudzą, jakiś koszmar.
Widać - ograniczoną mam wyobraźnię, o najgorszym nawet nie pomyślałam.
- Weles cię opuścił - warczę znad swojego obiadu, w którym nie ma ani czekolady, ani bitej śmietany bo tak się składa, że jestem dorosła i już dawno przestałam cieszyć się na wizję deseru w ramach dania głównego. - Albo to odkręcisz albo pożałujesz, że kiedykolwiek opuściłeś ten swój cygański tabor - mówię, choć takie słowa nie przystają damie, wiem o tym dobrze i pewnie nawet się zawstydzę nieco później, że tak dałam się ponieść emocjom. Ale teraz jestem wściekła.
Nie mogę zawalić astronomii. Nie mogę zawalić żadnego przedmiotu! A z tą chodzącą katastrofą mogę się pożegnać z najlepszym stopniem. Czy on kiedykolwiek był na zajęciach z astronomii?!Nie wiem. Bo zazwyczaj nie zwracam na niego żadnej uwagi. Może dlatego też czym prędzej postanawiam stąd pójść. A Leonid za mną.

Natalya i Leonid z tematu
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Jadalnia   Czw Paź 20 2016, 23:13

Alisza jadła kolacje bardzo wcześnie. Po posiłku udawała się zwykle do biblioteki, aby zwrócić i wypożyczyć książki potrzebne do nauki lub do zwykłego, relaksacyjnego czytania. Dzisiejszego dnia nie było inaczej - gdy zawitała do jadalni, nie trafiła tam na prawie nikogo. Nic nowego, przyzwyczaiła się do samotnych kolacji, czasami tylko towarzyszył jej Timon, Ula albo jedna z kuzynek, jednak niezmiernie rzadko. Nie ubolewała nad tym faktem - w rączce trzymała podręcznik historii, który skutecznie powinien umilić jej czas spędzony w tym miejscu. Z westchnięciem wybrała jeden z okrągłych stolików nakryty turkusowym obrusem i zostawiła przy nim książkę, jasno zaznaczając, że ten stolik już jest jej stolikiem i nikt nie powinien się do niej dosiadać. Nikt nie powinien przeszkadzać, gwoli ścisłości. Powoli ujęła w dłonie jedną z tac i podeszła do studni znajdującej się na środku jadalni. Co dzisiaj na kolację? To co zwykle - tosty francuskie i kubek kakao. Drżącymi rękami zaczęła nieść tacę z jedzeniem do stolika, usiłując się nie wywrócić. Każdy wiedział, że wywracanie się opanowała już do perfekcji. Daleko jej było do matczynej gracji, daleko było jej do wysokich i smukłych dam z rodu Lazarevów. Zmorzyca również robiła swoje - taca wydawała jej się być bardzo ciężka i była bardzo zadowolona z faktu, że jadalnia nie jest zatłoczona. W przeciwnym wypadku wystarczyłoby, aby potrąciła ją jedna osoba, aby cała jej kolacja wylądowała na posadzce. W końcu znalazła się przy stoliku i przecierając zaspane oczy, przytuliła palce do ciemnego kubka z kakao. Otworzyła podręcznik na ostatniej czytanej stronie i rozpoczęła lekturę, ocieplając dłonie o gorący kubek. Zawsze była lodowata, dlatego wypicie czegokolwiek ciepłego, w międzyczasie ogrzewając sobie ręce, było miłą odmianą. Obciągnęła rękawy swojego swetra na dłonie, po czym ponownie przytuliła kubek. Tak było lepiej.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Jadalnia   Pią Paź 21 2016, 00:16

Ostatnią noc nawiedzały mnie koszmary, dlatego też nawet na moment nie zmrużyłem oka. Dodatkowo martwiłem się stanem zdrowia Antona i wczorajszą kłótnią z Veroshką. Niby nic szczególnie poważnego, bratersko-siostrzana sprzeczka jakich wiele, jednak nie zmienia to faktu, że po prostu nie lubię się z nią spierać. Wiem, że najprawdopodobniej za chwilę się pogodzimy i wszystko będzie w porządku, więc staram się o tym nie myśleć. Po całym dniu katorgi i zasypianiu na zajęciach, postanowiłem zebrać się w sobie, wziąć szybki prysznic, ubrać się i pójść do jadalni, zwłaszcza że czekała mnie kolejna ciężka noc w towarzystwie książek. Nigdy nie zdarzyło mi się iść tak wcześnie na kolację, ale w tym momencie nie widziałem lepszej opcji. Gdy zszedłem na sam dół i wolnym krokiem przekroczyłem próg pomieszczenia, moim oczom ukazało się zaledwie kilka osób, których na pierwszy rzut oka nie kojarzyłem. Znałem jedynie Alisę Karamazovą, w końcu byliśmy w jednym wieku. Zawsze starałem się być miły i uprzejmy, choć nierzadko traktowała mnie z dystansem. W rzeczywistości dobrze się złożyło, że ją spotkałem, gdyż mam jej zakomunikować o wspólnym projekcie na astronomię. Nie jest mi to na rękę, ale tak przydzielił profesor. A Alisy ostatnio na lekcji nie było z powodu choroby, więc jeszcze o niczym nie wie.
- Dzień dobry. Smacznego! – mówię z nikłym uśmiechem na przemęczonej twarzy, bez pytania dosiadając się i kładąc swoją tacę z jedzeniem na stoliku. Trochę niegrzecznie, bo nie zapytałem, czy mogę się dosiąść, ale nawet o tym nie pomyślałem. Spoglądam uważnym wzrokiem na Aliszkę i jej podręcznik, powoli siadając na drewnianym krześle, po czym ziewam cicho pod nosem, momentalnie zamykając usta dłonią. – Przepraszam, ale miałem ciężki dzień – tłumaczę się od razu, upijając łyk czarnej kawy z cukrem. Mam nadzieję, że chociaż to postawi mnie na nogi. – A ty, co tak wcześnie tutaj?


Ostatnio zmieniony przez Milan Vasilchenko dnia Pon Paź 24 2016, 21:29, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Jadalnia   Pią Paź 21 2016, 10:28

Jadła powoli kolację, pijąc ciepłe jeszcze kakao i romansując z Wsiesławem Czarodziejem, potężnym władcą zarówno mugoli jak i czarodziejów. Była właśnie w trakcie opisu Wielkiej Bitwy o zamek w 1094 roku, kiedy ktoś - bez uprzedzenia - zajął miejsce obok niej, kładąc na turkusowym obrusie swoją tacę. Uniosła wzrok zza kart książki i spostrzegła Milo. Vasilchenko, gwoli ścisłości. Nie wiedziała, dlaczego przysiadł się akurat do niej, skoro było tyle wolnych stolików, ale zaraz powróciła do lektury. Nie przeczytała nawet całego zdania, kiedy Milan zdecydował się do niej odezwać. Odsunęła książkę sprzed twarzy i uniosła brwi, spoglądając na niego wilkiem.
- Raczej dobry wieczór - sprostowała, spuszczając wzrok i wkładając zakładkę do książki. Zanosiło się na to, że chłopak miał do niej jakiś interes. Upiła kolejny łyk kakao i wbiła w niego pytający wzrok. A ty, co tak wcześnie tutaj? Westchnęła. - Po kolacji muszę iść do biblioteki - wyjaśniła krótko, przykładając ciepły kubek do zmarzniętego policzka. Kiedy spostrzegła, że chłopak pije czarną kawę, ponownie uniosła do góry brwi. - Kawa o dziewiętnastej? - spytała, robiąc zdziwioną minę. Wzięła do ręki tosta i ugryzła kawałek. Cały czas, odkąd przy stoliku pojawił się Milo, była sztywno wyprostowana. Oby tylko Kasjan nie zobaczył, z kim Alisza je kolację. Przyjrzała mu się ukradkiem. Rzadko rozmawiała z Milo, rzadko rozmawiała nawet z Veroshką, z którą dzieliła pokój. Nie rozumiała cygańskiej krwi, nie rozumiała temperamentu. Rozumiała etykietę.
Nie rozumiała, dlaczego rodzice - bardziej ojciec, matka w końcu pochodziła z dyplomatycznego rodu Lazarevów - zabraniali jej się zadawać z dziećmi zwaśnionych z Karamazovami rodzin. Teoretycznie tutaj nie było jej ojca, praktycznie nawet w gronie pedagogicznym miał przyjaciół. Informatorów. Lubiła Milo - tak jej się przynajmniej zdawało - ale zbyt ciepłe stosunki mogły zaszkodzić im obojgu. A na pewno Alisie, której ojciec był upartym i bezwzględnym tradycjonalistą. Nie chciała przeżywać powtórki sytuacji, jaka miała miejsce z Saszą.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Jadalnia   Nie Paź 23 2016, 23:19

- Masz rację. Dobry wieczór! – poprawiam się odruchowo, całkowicie zapominając że to już ta pora dnia, podczas której nie powinno mówić się dzień dobry. Straciłem rachubę czasu, jestem jednak potwornie zmęczony, a mój mózg pewne rzeczy zwyczajnie przestał przyswajać. Ziewam jeszcze raz, kulturalnie zakrywając swoje usta dłonią. Nie od dziś wiadomo, że to zaraźliwy proces. – Ach! Jutro mam poprawkę z ostatniego testu z historii magii. Niewiele jeszcze zrobiłem, bo totalnie o tym zapomniałem – odpowiadam z cichym westchnięciem pod nosem na wspomnienie o kawie. Nie oszukujmy się, absolutnie nie jestem mistrzem organizacji, ale tym razem muszę zaliczyć ten przeklęty sprawdzian, w innym przypadku mój ojciec będzie zły, że po raz kolejny lekceważę sobie szkołę i tylko głupoty mi w głowie. Nie mogę tego zawalić, dlatego też kawa wydawała się być całkiem rozsądnym rozwiązaniem.
- Nie było cię ostatnio na astronomii – zauważam odkrywczo, powoli przygryzając tosta z serem i szynką, po czym upijam duży łyk czarnej kawy. Nie sądzę, by Alisa Karamazova była szczególnie zadowolona z tego, co zaraz jej powiem, ale to przecież nie był mój pomysł. Osobiście wolałbym być w grupie albo z Antonem, albo Veroshką, gdyż to właśnie z nimi mam aktualnie najlepszy kontakt, lecz w tej sytuacji niewiele mogłem na to zaradzić. – Do zrobienia jest projekt z tego przedmiotu na zajęcia w przyszłym miesiącu. Pan profesor porozdzielał nas w pary i wyszło na to, że jesteśmy na siebie skazani – tłumaczę z lekkim uśmiechem na zmęczonej twarzy, oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony Alisy.


Ostatnio zmieniony przez Milan Vasilchenko dnia Pon Lis 14 2016, 21:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Jadalnia   Pią Lis 04 2016, 09:25

Upiła kolejny łyk z kubka kakao, patrząc przy tym cały czas w oczy Milana. Przez jej zmęczoną twarz przemknął cień uśmiechu, kiedy przyznał jej rację i poprawił przywitanie. Niby mała istotna poprawka, ale rzadko kto po jej zwróceniu uwagi rehabilitował się, nawet jeśli była to uwaga uczennicy z Komitetu Dyscyplinarnego, a nie Alisy. Owszem, miała wyrobiony autorytet - jako taki - jednak większość młodszych roczników uciekała w popłochu, widząc Aliszę na horyzoncie. - Mam podręcznik - uśmiechnęła się Karamazova, przesuwając książkę w stronę Milo. Śmiało mogła mu go pożyczyć, przynajmniej na czas kolacji. Sama zaliczyła ten sprawdzian w pierwszym terminie, jak zwykle na dobrą ocenę. A referat mógł poczekać, w końcu miała jeszcze dwa tygodnie na napisanie go. Przyglądała się, jak Milo pije kawę. Czarną. Sama też chętnie napiłaby się kawy, ale kawa wypłukiwała magnez, a na to pozwolić sobie nie mogła. Pewnie nie byłoby jej na lekcjach o wiele częściej.
- Skaleczyłam się - Alisza wzruszyła ramionami, jakby to jedno zdanie, zaledwie dwuwyrazowe, mogło wytłumaczyć jej nieobecność. A mogło. Rozcięła sobie dłoń, a - niestety - skończyła jej się maść z dyptamu. Zanim dotarła do skrzydła szpitalnego była mocno wyczerpana, dlatego wyjątkowo postanowiła zostać i wypić eliksir regenerujący. Jedna astronomia wte czy wewte nie robiła różnicy, i tak wszystko nadrobi. A raczej, nadrobiła. - Nie wiedziałam - zmarszczyła brwi. Rzadko która rzecz mogła umknąć jej uwadze, ale skoro już się tak stało, była wdzięczna Milo. - Hm, no cóż, skoro profesor tak chce... Jaki jest temat tego projektu? - spytała rzeczowo, znowu upijając łyk kakao. Było słodkie. Odłożyła kubek na stół, po czym wgryzła się w tost, usiłując się nie pobrudzić. Miała nadzieję, że tym razem tost nie spadnie jej na spódniczkę. Przeklęta koordynacja. Zerknęła na Milo z grzecznym uśmiechem. Wyglądał, jakby był bardziej zmęczony od niej.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Jadalnia   Nie Lis 06 2016, 17:23

- Ojeju, ale wszystko już dobrze? – pytam na wszelki wypadek, w międzyczasie przygryzając tosta. Ostatnimi czasy odnoszę wrażenie, że każdemu coś się dzieje, choć pewnie tylko przesadzam. Przez moment myślami wracam do Antona, który wciąż przebywa na oddziale medycznym, ale szybko wracam na ziemię, by wytłumaczyć Aliszce nasze zadanie na astronomię. – Przede wszystkim będziemy musieli skorzystać z obserwatorium w nocy, mamy już odgórne pozwolenie od profesora, więc nie ma czym się martwić. Co do tematu naszego projektu – badanie wpływu faz księżyca na zachowanie wybranych przez nas istot magicznych. Osobiście myślałem o smędach, według mnie byłyby w tym przypadku najlepszym wyborem, gdyż musimy wziąć pod uwagę to, że musimy mieć do nich dostęp. A z tym nie będzie problemu. – To tylko przerośnięte myszy, których na kaukaskich terenach nie brakuje. Spoglądam więc z ciekawością na Alisę, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
- Chyba że masz inny pomysł, to wtedy zamieniam się w słuch – dopowiadam szybko, kolejny raz upijając łyk czarnej kawy. Mnie osobiście nic innego nie przychodzi w tym momencie do głowy, aczkolwiek może Alisa będzie w stanie coś wymyślić. W końcu od zawsze uważałem ją za kreatywną i inteligentną osobę, pomimo dość znaczącego dystansu i chłodu w naszych codziennych relacjach. Zaraz sobie przypominam, że przed sobą mam jej książkę, więc czym prędzej dodaję: – Ach, najprawdopodobniej zwróciłbym ci go jutro, jeśli to nie jest dla ciebie żaden problem. Ja swój podręcznik pożyczyłem ostatnio Twardowskiemu i do tej pory go nie otrzymałem. Dzięki, Aliszka, dzięki.
Powrót do góry Go down
avatar

Trust is like a paper. Once it is crumpled it can not be perfect... again.

Kazań, Rosja

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie, Werniks

PisanieRe: Jadalnia   Sob Lis 12 2016, 19:02

Aliszka uśmiechnęła się leciutko, co wyglądało na jej buzi co najmniej ładnie, co było reakcją na troskę ze strony Milana. Równie dobrze mógł pytać z czystej grzeczności, ale poczuła się niezmiernie miło, że chciał się upewnić, czy z nią wszystko w porządku. W zasadzie to był jedyną osobą, oprócz nowej pielęgniarki, która spytała o jej samopoczucie. A Aliszka była pamiętliwa. - Tak, pewnie, po prostu skończyła mi się maść z dyptamu. Musiałam iść po nią do skrzydła szpitalnego - wytłumaczyła, nadal uśmiechając się do Milana i próbując ogarnąć wzrokiem tą jego cygańską fryzurę. Tak bardzo się różnili. Ona - wcielenie perfekcjonizmu i chodząca pani jestem doskonała, oraz on - zwariowany, niedbający o opinię bałaganiarz. W zasadzie nie wiedziała, czy jest bałaganiarzem, ale widząc jego czuprynę po prostu zakładała, że tak jest. - To pewnie projekt zajmie nam około miesiąca - zauważyła. Ciekawa była, czy Milan planował udawać się do obserwatorium codziennie czy raz na kilka dni. W końcu badanie faz księżyca nie trwało jeden dzień. - Kiedy masz czas? - spytała zaraz potem dość rzeczowo, chcąc umówić się z Milanem na konkretny termin. Zastanawiała się, czy zobaczyłaby zazdrość w oczach Timona, gdyby dowiedział się, z kim Alisza spędza noce. Ponownie upiła łyk kakao. Swoją drogą... zapewne Timona nie obchodziło, z kim Aliszka się spotykała wieczorami. Kompletnie zapomniała o śpiącej w kieszeni jej swetra Kliszy - smęd wychylił nosek z kieszeni w doskonałym momencie. Akurat, aby Karamazova mogła ukryć rumieńce pojawiające się na jej twarzy. - No tak, z tym nie będzie problemu - zaśmiała się, po czym ujęła Kliszę w ręce i uniosła ją na wysokość swojej szyi, aby Milo nie miał problemu z dostrzeżeniem jej. - To jest Klisza i zapewne bardzo chętnie pomoże nam w projekcie - dodała, podając jej kawałek tosta. Przerośnięta myszka usadowiła się wygodnie na ramieniu dziewczyny i zaczęła chrupać pieczywo, zerkając podejrzliwie w stronę chłopaka. Jak zwykle, obrona właścicielki brała górę ponad wszystko. - W zasadzie podoba mi się twój pomysł - wzruszyła ramionami zaraz potem, kiedy Vasilchenko odbił pałeczkę w jej stronę. Gdyby była bardziej ambitna, zapewne zasugerowałaby projekt z udziałem chochlików, buców albo błotników, ale skoro mieli pod ręką smęda, dlaczego tego nie wykorzystać? - Nie masz za co - dodała automatycznie po podziękowaniach chłopaka i strząsnęła ze sweterka kilka okruszków, które zostawiła jej na ramieniu Klisza.
Powrót do góry Go down
avatar


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Jadalnia   Pon Lis 14 2016, 21:44

Ona perfekcjonistka, ja – bałaganiarz. Nic dodać, nic ująć. Zgadzałoby się. Nie ma w nas żadnego podobieństwa i ciężko by się jakiegokolwiek doszukiwać. W dodatku ja nigdy nie przywiązywałem szczególniej wagi do porządku. Nie miało to żadnego znaczenia, zwłaszcza że o wiele lepiej odnajdywałem się w chaosie, zupełnie jakby to było dla mnie naturalne. Aż chciałoby się powiedzieć: choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda. Mam świadomość także tego, iż przez to Alisa może stracić do mnie cierpliwość. Nie ukrywajmy – jestem głośny i trudny we współpracy, wszędzie mnie pełno, najchętniej wszystko zrobiłbym sam, bo wiem najlepiej.  Może nie zawsze, ale najczęściej. Syndrom wieszcza. Po tym, jak profesor rozdzielił nas w pary, zastanawiałem się, jak będzie przebiegała nasza współpraca, lecz szybko doszedłem do wniosku, że nie ma co niepotrzebnie gdybać. Przekonamy się za kilka dni.
- Tak, projekt jest czasochłonny, więc mniemam, że miesiąc będzie optymalny. – To nie podlega wątpliwościom, iż przez najbliższy okres będziemy musieli wygospodarować trochę czasu, by udać się do szkolnego obserwatorium i zająć się szczegółowym badaniem wpływów faz księżyca na smędy. – Możemy spotkać się w najbliższą sobotę albo niedzielę. Jak ci pasuje, mogę się dostosować – proponuję po krótkim namyśle, intensywnie się zastanawiając, czy przypadkiem czegoś nie zaplanowałem na weekend. – Tak sobie myślę, Aliszka, że nie musimy zawsze umawiać się razem. Potem możemy się wymieniać obserwacjami. – Nie jestem wyjątkowo nadgorliwy, dlatego też wydawało mi się to najrozsądniejszym wyjściem, w końcu oprócz projektu z astronomii są także inne obowiązki. – Cześć, Klisza – witam się z jej malutkim towarzyszem, niemal od razu ożywiając się na jej widok. – Och, a kojarzysz Polinę? Tę moją kuzynkę rok od nas starszą? Na pewno kojarzysz! Przypomniało mi się, że przecież ona też ma smędy. Może pozwoli mi się nimi zaopiekować na czas projektu – zastanawiam się głośno, zerkając na Karamazovą, po czym zabieram się za dokończenie posiłku.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Jadalnia   

Powrót do góry Go down
 
Jadalnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: