IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Komnata Witrażowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKomnata Witrażowa   Pią Kwi 01 2016, 00:30

Komnata Witrażowa

Tropikalne rośliny, marmurowe posągi i popiersia najznamienitszych czarodziejów w świecie magicznym oraz barwne florystyczne witraże na każdym kroku – tak w wielkim skrócie można byłoby scharakteryzować miejsce, które znajduje się na pierwszym piętrze zaraz obok kąciku malarskiego. Komnata Witrażowa pełni funkcję integralną wśród uczniów, gdyż w gąszczu dzikiej flory i rzeźb umieszczono w nieregularny sposób kilka drewnianych stolików z antycznymi krzesłami, a nawet dwa szezlongi, przy których stoi niewielki regał z magiczną literaturą rosyjską. Sala utrzymany jest w dużej mierze w kolorze brązowym, a oświetla ją żyrandol składający się z wielkiej ilości ozdobnych elementów lub wysokie kandelabry, których uczniowie lubią używać późnymi wieczorami, tworząc przyjemną atmosferę. To prawdopodobnie jedno z największych pomieszczeń w całej Akademii Koldovstoretz.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Sro Maj 04 2016, 13:10

- Twój ruch. - Po lewej stronie planszy leżą cztery pionki białe, jeden goniec. Stracić gońca Gonzo to bardzo słaba sprawa, przecież wiesz, że Tundra zawsze na nie poluje. Obserwuje brata, zawsze potrafi z niego wyczytać większość, ale szachy pozostają tajemnicą. Przecież nie odczyta z jego skupionego wzroku kolejnego ruchu, ale analizować może. Osobiście sama taktyki nie ma i chyba nigdy mieć nie będzie, bo traktuje to tylko jako rozrywkę, a nie hobby. Z ruchów średniotajnych zna roszadę. I to chyba tyle.
Siedzi na poduszce, mały jasiek w błękitnej poszewce, bo zawsze jest jej niewygodnie na tych twardych krzesłach, jeśli ma tu spędzić więcej czasu, chociaż i tak wierci się, siada na nodze, klęczy na dwóch, prostuje je potem przed siebie i tak w kółko, co paręnaście minut. Czekając na ruch brata sięga po kubek z nadrukiem Wilka i zająca, w którym stygnie jej już herbata. Ta mandarynkowa, którą rozdawano przy moście, podczas przeglądu filmów radzieckich.
- Byłam z Łauryszem u mojej znachorki. - Wskazuje na aparaty. No i po co mu się z tego spowiadasz? Przecież to jasne, że u niej byłaś, skoro masz nowe. Tylko po co tam ten Tarsiuk i tak nie skończyło się to dobrze. Jak każda ich przygoda. O tym duchu, który ją zaskoczył nie wspomina, bo za bardzo ją przestraszył. Gonzo nie byłby zadowolony z tego, że jakaś dusza napawa ją lękiem, przecież zawsze sobie z nimi świetnie radziła.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Czw Maj 05 2016, 22:23

Co mnie goniec obchodzi. Serio. Przecież wiesz, że znam Twoją taktykę jak nikt. Kochasz te cholerne gońce, więc Ci je wystawiam w przemyślany sposób, a Ty chwytasz je w palce, widzę jak Ci się na to źrenice rozszerzają, odsłaniając królową. Stracić gońca to bardzo słaba sprawa, ale stracić królową?
Jak w życiu. Wydaje Ci się, że masz nad wszystkim panowanie, wystarczy pomasować skronie, wziąć kilka głębszych wdechów i w końcu dorwiesz tego gońca. Rzeczywistość bywa inna niż mogłabyś się spodziewać, ale czasem mam wrażenie, że oddalasz się od niej, zapadając głębiej w ten cholerny świat cholernych duchów.
Przyglądam się szachownicy, siatce linii rozciągniętych między pionami i figurami. Zasupłują się w niektórych miejscach, gną lekko w kierunku Twoich palców. To trochę aż zbyt łatwe.
- Wieża na D7 - mówię pozbawionym wyrazu głosem. Ostatnio nie mogę się zmieścić w tym moim wózeczku poczytalności. Zapominam tych regułek, których się przecież uczyłem całe życie Jakaś złość mnie ogarnia, ale tylko w środku umiem krzyczeć, to na zewnątrz zabudowuję się grubszą ścianą. Oddzielam się. Odcinam. Zawijam swoje linie, każę im, jak nigdy wcześniej, zbaczać z kursu, szarpię nimi, by zmieściły się w mojej bezpiecznej strefie zamiast badawczo wyciągać macki do świata.
Na wzmiankę o Laurysie unosi mi się jedynie kącik ust, a z pomiędzy zębów wydobywa ciche cmoknięcie.
- Przecież widzę. - odpowiadam zdawkowo, być może nawet chłodno. Widzę przecież. Jak bardzo nie uważałabyś mnie za upośledzonego umysłowo nie jestem upośledzony. Widzę. Tak samo dobrze jak słyszę. Przyglądam się jak moja wieża sunie po prostej linii i zatrzymuje się na wprost Twojej królowej. Podpieram policzek dłonią, a na kolana wskakuje mi ten okropnie brzydki kot, którego wygrałem w wyścigach konnych. Nawet nie ma imienia. Kładę mu dłoń na głowie, a on zaczyna wibrować, wprawiając w drganie wszystkie linie w swojej okolicy. Przyciąga to nagle moją uwagę tak bardzo, że zapominam o bożym świecie. Przyglądam się jedynie tym złotym oczom, pionowym źrenicom, wibrysom drgającym.
Kot prycha.
- Twój ruch. - dodaje nawet nie spoglądając w Twoim kierunku.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Pią Maj 06 2016, 00:12

No tak, no tak, przecież widzi. I słyszy. To jasne. Tundra tylko kiwa głową, karcąc się w myślach, że w ogóle się odezwała. Po co, przecież znowu to samo, zawsze to samo. Poirytowała się, ostatnio przecież działacie sobie na nerwy coraz bardziej, zawsze byliście przecież przekonani o tym, że dorastaliście szybciej od innych, ale zawsze było razem, a teraz bardzo w innym kierunku, przecież wiesz. Nie jesteś upośledzony. Marszczy brwi, nie patrząc nawet na brata, nawet nie ma ochoty, skupia się, aż za bardzo na planszy.
- Jasne, po co ci o czymkolwiek mówię, przecież o wszystkim wiesz. - Gonzo nieomylny, Gonzo niech cię czort. Czuje, jak pieką ją dłonie nagle, jak stygmaty, więc zaciska je w pięści pod stołem, zaciska na kolanach, na łydkach, pochylając się nad planszą coraz niżej. Dlaczego wystawiasz jej wieżę przed hetmana, gdzie ten spisek, błądzi wzrokiem, zastanawiając się, dlaczego taką dobra figurę tak śmiało wysunął na wrogie pole, przecież szkoda wieży.
- Koń na D7, twój ruch. - Bez względu na to, za jak bardzo ty ją masz upośledzoną osobę, goniec dla nikogo od królowej ważniejszy nie będzie, nawet, jeśli wizualnie jest figurą piękniejszą, zwłaszcza w tym wydaniu. Wieża ląduje obok reszty zbitych pionków po lewej stronie.
- Z resztą zrób co chcesz. - Odwraca głowę wlepiając wzrok w witrażowe okna, niechętna do dalszej gry. O kota nie zapyta choćby pół słowem, przekonana, że zbyłby ją znowu, wylewając na jej głowę kubeł zimnej wody nawet w tak błahej sprawie. Może to i lepiej, że go ma. Potrzebuje przyjaciela, który nie zadaje pytań, a Tundra wręcz przeciwnie, potrzebuje zadać ich sporo.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Pią Maj 06 2016, 09:04

A co to za pretensja? Czy to pretensja? Nie wiem, nie znam. Rani mnie jakoś w serce ten ton urażony, aż unoszę wzrok znad szachownicy, a spojrzenie mam i zimne i zbolałe.
Trudno mi rozumieć ironię czy złośliwości od kiedy pamiętam. Asperger. Jak ja nienawidzę swojej przypadłości to tylko ja wiem. Przyglądam Ci się z uwagą, próbując zgadnąć, czy to była ironia.
- Nie o wszystkim wiem. - dodaję na wszelki wypadek.
Za co, Tunder? Pogrywasz sobie jakoś ze mną? Coś bym chciał powiedzieć, ale jak masz tak reagować, to ja już może nic nie będę mówił. Bo czego się w sumie spodziewałaś? Że co powiem, "Ależ przewspaniale, że poszłaś do znachorki!" ? Czy może "Jak dobrze, że Laurys jest tak blisko!" ? Albo "Przepraszam, że wypierdoliłem Ci wszystkie poprzednie aparaty!"? Przecież ten też wypierdolę. I każdy następny. Jak inaczej mogę uchronić Cię przed tym światem zepsutym, wciąż dając Ci poczucie, że to Ty jesteś obrońcą.
Oblizuję jedynie usta. Niech będzie na Twoje.
Obserwuję jak koń zbija jego wieżę zaciskając palce rytmicnie na grzbiecie kota. Powoli, skrupulatnie, w doskonałym zgraniu z jego wdechami i wydechami. Przewracam oczami na tę Twoją teatralność. Co Ty próbujesz osiągnąć, co we mnie wywołać. Próbuję się nad tym skupić na moment, bo jestem przecież okropny w chwytanie przenośni. Mam robić co chcę, czy nie, czy to znów jakas ironia Twoja. Marszczę brwi.
- O co Ci chodzi. - pytam w końcu.
Staram się ostatnio nie obciążać Cię swoją osobą. Widzę, że masz gorzej. Ale to zawsze działało w dwie strony, siostro. Ja też jestem w nie najlepszym momencie swojego życia i strasznie mnie jakoś boli to, że się ode mnie odsuwasz, że robisz to celowo. Krzywię się. No dobrze.
- No dobrze. - powtarzam na głos biorąc kota pod brzuch.
Nigdy nie umiałem spędzać czasu z nieszczęśliwymi ludźmi. Nie rozumiem ich, nie rozumiem emocji jakimi się kierują. Nie rozpoznaje zawoalowanych wskazówek, nie wiem co zrobić, by im ulżyć. Z Tobą było inaczej, wiedziałaś, że nie rozumiem. Mówiłaś otwarcie i mogłem trwać otwarcie u Twojego boku, za Twoimi plecami.
Czy się skarżyłem? Kiedykolwiek?
Zrób co chcesz.
No to robię. Wstaję, rozpierdalam te pionki cholerne z rozmachem, aż podskakują po podłodze, trzymając zdezorientowanego kota w jednym ręku drugą chwytam kurtkę przerzuconą przez krzesło i po prostu idę sobie stąd.

z/t
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Pią Maj 06 2016, 13:12

Nie odwraca głowy, kiedy się w końcu odzywa, chociaż zezuje trochę, by jednak na brata spojrzeć, przekonana, że lepiej się bawi z kotem niż z nią. Ze zwierzęciem. Gonzo! Jebany kot. Prawie prycha, sama jak kotka, jak ryś bardziej, w końcu odwraca głowę i krzyżuje ręce na piersi. O co jej chodzi?
- O to, że chcę z tobą poważnie porozmawiać, a. Dobra, nie ważne… - Spogląda na rozsypujące się po podłodze pionki i dłonie zaczynają piec ją jeszcze bardziej, zaciska je, aż wbija sobie w wewnętrzną stronę paznokcie, chociaż nigdy nie miała długich, to przecież takie niewygodne. Kiedy Gonzo wstaje z tym swoim futrzakiem, Tundra łapie za oparcie krzesła, już gotowa, aby pójść za nim, ale nie. Przecież znowu ją zostawia.
- Jasne, idź. - Przełyka bardziej kąśliwe słowa, odwracając się i zapadając na krześle tak nisko, że jasiek, na którym siedziała niemalże spada.
- To bardzo bjórksonowe. - Mruczy pod nosem, czego Gonzo, na szczęście dla wszystkich, usłyszeć już nie może. Naciąga koszulę mundurka, którego nie zdążyła jeszcze ściągnąć po lekcjach, na twarz, zapinając ostatni guzik nad nosem i przymyka oczy, siedząc tak, jak niedorozwój. Dźwięki stłumione przez koszulę wciąż są dla niej bardzo wyraźne, nawet nie próbuj, Gonzo, wyszarpywać jej tych aparatów, musiałbyś je wyrwać z całymi uszami, bo specjalnie zamówiła takie, które tylko ona może wyjąć. To taka mała sprawa ale chyba jednak trochę większa, co? Nawet do jej uszu nie masz teraz dostępu. To taki mały początek rzeczy wielkich, których się obawiamy.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Pią Maj 06 2016, 22:54

W sali słychać cichutkie kroki, ale to na pewno nie był Gonzo wracający by pogodzić się z siostrą. Kroki były nie tylko szybsze, ale i znacznie lżejsze. Taneczne - powiedziałby ktoś kto obserwowałby nadchodzącą Svietlanę. Zbłądziła tutaj całkiem przez przypadek w drodze z punku A do B; między jedną klasą, a kolejną. Nogi zaniosły ją same do pięknej komnaty witrażowej, w której z takim upodobaniem chowała się, gdy powinna być na lekcjach znienawidzonej transfiguracji. Łatwo było się zgubić między wściekle zielonymi szklarniowymi roślinami i marmurowymi popiersiami. Panna Wrońska mogła całe godziny spędzać w bezruchu, leniwie rozciągnięta na szezlongu, wpatrzona w lśniące dziennym światłem witraże. Dziś jednak nie dotarła do swojego ulubionego legowiska - na drodze siedziała jej ta mała paskuda. I oczywiście mogłaby ominąć Tundrę bez słowa, zignorować jej obecność i pogrążyć się błogim lenistwie, jak to być powinno. Ale sam widok młodszej dziewczyny wystarczył, by w Svietlanie obudziły się te najgorsze instynkty z możliwych. Było to wszystko koszmarnie irracjonalne i bezpodstawne, ale Wrońska nie mogłaby odpuścić. Zapałała niechęcią do srebrnowłosej koleżanki wiele lat temu, gdy po raz pierwszy (ale nie ostatni!) zawistnie zerkała na takie zgodne i kochające się bliźnięta Szentgyörgyi. Uczucia, które wypełniły wtedy jej trzynastoletnie serduszko nigdy nie osłabły, a wręcz przybrały na sile. Dlatego nie mogła przejść obojętnie wobec takiej okazji! Wspięła się na krzesło, które nie tak dawno opuścił Gonzo. Uklękła na nim i oparła łokcie na stole, na którym wciąż poniewierało się kilka pionków, koń i królowa. Z niebezpiecznie bliskiej odległości przyglądała się Tuni. Jej usta wykrzywił pogardliwy uśmieszek, główkę przechyliła lekko w bok jakby z rozbawieniem.
- Wciąż się zastanawiam czy matka Cię upuściła jak byłaś mała czy może już się taka urodziłaś. - westchnęła tonem, który był jednocześnie słodki i szyderczy. Wsparła brodę na jednej dłoni i wbijała błękitne ślepia w ukrytą pod kołnierzykiem twarz Tunder. Niczym wilczyca, która zwietrzyła zdobycz czaiła się, by zatopić zęby w ofierze. Nie okazuj słabości, Szentgyörgyi. Ona tylko na to czeka...
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Sob Maj 07 2016, 01:12

Herbaty by się napiła, ale przecież tak bardzo nie chce jej się teraz ruszać z miejsca, mijać uczniów na korytarzu i znosić ich kpiące spojrzenia, na to siły nie ma wcale, normalnie przecież by zignorowała większość, a teraz, po tej sprzeczce małej z Gonzo, niewykluczone, że zaczęłaby spluwać jadem, a to nie leży w jej naturze wcale.
Rozchyla powieki, kiedy słyszy ten głos nie do zniesienia i powstrzymuje się, od zamknięcia ich znowu, albo wywrócenia oczami. Wynurza się z kołnierzyka jak żółw ze swojej skorupy i podnosi nieco wyżej, przecież nie będzie tak na Wrońską z dołu patrzeć.
- Diabli nadali. - No Tundra, co ty dzisiaj taka nieprzyjemna jesteś? Nie tylko dla Sviety, dla każdego przecież. Dziecko drogie, gorzej ci ja wiem, ale tak lepiej nie będzie. Chociaż, patrząc na Wrońską, jej się chyba poprawia samopoczucie z każdą obelgą rzuconą w stronę Tundry.
- Jeśli pytasz o to, czy urodziłam się głucha, to tak, moja matka nie ma z nim nic wspólnego. A ty co, szukasz jakiegokolwiek bliźniaka do gnojenia, bo twój własny nie może  znieść twojego towarzystwa od dawna? - Rodzicielka bliźniąt to nawet okazji niewiele miała, aby ich upuścić gdzieś, poza tym nie było potrzeby i tak na wstępie mieli przerąbane. Wciąż jednak nie zamieniłaby swoich genów na te Wrońskie i chociaż z reguły większość przytyków przyjmowała z milczeniem, dzisiaj za bardzo była rozjuszona. To bardzo nieładnie z jej strony, że sobie tak na Sviecie odbija, potem będzie miała wyrzuty sumienia, że pozwoliła sobie na takie nieuprzejmości, ale teraz nie myślała o tym wcale, w końcu była zirytowana. Przez większość czasu starała się przecież zrozumieć motywy, które Svietlaną kierowały i nawet je akceptować, skoro tak wybrała, skoro taka forma okazywania zazdrości przynosi jej ulgę, to niech będzie, ale przecież dziś mogłaby się odczepić, dzisiaj był bardzo niewygodny dzień. Poza tym, ile czasu można znosić takie uszczypliwości. Nie okazała słabości, nie doczekasz się.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

półkrwi

wieszczy

18

VIII klasa

majętny

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Sob Maj 07 2016, 17:30

- Obyś sczezł - mamrocze pod nosem, kątem oka zerkając na nauczyciela. Chwyta książkę do ręki, chowa różdżkę, odwraca się i kieruje przed siebie zamaszystym, nieco zbyt szybkim krokiem. Krzywi się i przystaje na chwilę, opierając się o ścianę. Tłum ludzi przechodzi przed nim, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. Bierze głęboki oddech, zaciska pięść, prostuje palce. Przez krótki moment ma ochotę na mugolskie papierosy. Mdłości na tę myśl uderzają w niego gwałtownie. Znów grymas na ustach, westchnięcie. Chce schować się przed ludźmi, przed wszystkim, zakopać w kurzu i starych, podartych pergaminach, pachnących wiedzą i wyobraźnią.
Prostuje się, odpycha od ściany i rusza w kierunku komnaty witrażowej. Zastanawia się, czy tam również zastanie grupę uczniów, od której na sam widok skoczy mu ciśnienie. Jednak marna nadzieja wciąż tli się w nim, że chociaż na chwilę znajdzie się w cichym, spokojnym miejscu. Co więcej, myśl o zapadnięciu się w miękkim fotelu, wśród roślin i dużego okna przepuszczającego światło przez kolorowe szkło, podnosi go nieco na duchu.
Jednak tuż przed wejściem do sali słyszy czyjeś głosy, nie będące raczej oznaką sympatycznej, towarzyskiej rozmowy. Zatrzymuje się, nasłuchuje w bezruchu, trzymając książkę jedną ręką. Drugą dłoń schował do tylnej kieszeni spodni. Trochę z wygody, trochę z nawyki trzymania tam różdżki. Marszczy brwi rozpoznając głosy, ton, uśmiecha się do siebie w myślach, choć niekoniecznie jest zadowolony. Przystawia się nieco bliżej wyjścia, chcąc lepiej słyszeć rozmowę. Wciąż ma ochotę wejść do środka i poczytać, nie chce też jednak wtryniać się w dyskusję, przerywać ją w jaki sposób, jednak nie może się przemóc, by po drodze nie przywitać się z Tundrą. Jakkolwiek.
Nie jest też w stanie wycofać się, pójść gdzieś indziej. Tak więc stoi, w miejscu, przybliżając się coraz bardziej, nieświadom tego, że stoi właściwie w komnacie i dziewczęta mogą go spokojnie zauważyć.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Nie Maj 08 2016, 19:58

To już nie była zazdrość lecz zawiść pierwszego sortu. Svieta czasem miała wrażenie, że byłoby jej szczęśliwiej i łatwiej w życiu, gdyby Gonzo i Tundra nie byli tacy obrzydliwie zgodni. Przynajmniej ona tak zawsze ich odbierała. Oddani sobie dozgonnie, zdawali się nie potrzebować całej reszty świata skoro mieli siebie. No krew ją zalewała na sam ich widok! Też chciała takiej miłości, takiej więzi. Ale odebrano jej to wiele lat temu. Strata, z którą zapewne nigdy nie zdoła się w pełni pogodzić. Co dziwne żadne inne bliźniacze rodzeństwo w szkole nie działało na nią tak... intensywnie. Nie umiałaby wyjaśnić skąd ta ognista nienawiść. Nigdy się nad tym przecież nie zastanawiała, bo umówmy się analizowanie własnych uczuć nie było czymś co miała w naturze. Zdecydowanie nie była myślicielką.
Wciąż opierała buzię na jednej dłoni. W drugą ujęła porzuconą białą królową i obróciła ją w palcach. Pod zmrużonymi powiekami kryła pełne złości oczy. Bardzo starała się nie pokazać jak celny okazał się strzał Tundry, ale nie wychodziło jej najlepiej. Wykrzywione nieładnie usta zdradzały wszystko. Zabolało. Nie wystarczająco mocno, by ją wypłoszyć. Dostatecznie, by rozjuszyć.
- No proszę, proszę... - mruknęła, przeciągając pretensjonalnie samogłoski. - Ależ wyszczekana dziś jesteś, Tuniu. Kiepski humorek? Kłopoty w raju? Opowiedz mi koniecznie, wprost umieram z ciekawości. - kpiła, nawet nie próbując się z tym kryć. Powoli opuściła obie ręce na stół, a potem oparła na nich ciężar ciała. Ułamek sekundy i już siedziała w miejscu, gdzie dotąd stała szachownica, teraz zrzucona z głośnym hukiem na krzesło. Czego jak czego, ale wdzięku nie można jej było odmówić. Założyła nogę na nogę i wyprostowała się po królewsku, w ten sposób usiłując podkreślić swoją przewagę. Wciąż ściskała w palcach figurę z kości słoniowej.
- Zamieniam się w słuch. - dodała ze złośliwym chichotem, ale nim zdołała dodać coś więcej w polu jej widzenia pojawił się Sasha. Uniosła nieco jedną brew, krzywiąc się jednocześnie z niezadowoleniem, bo instynkt podpowiadał jej, że jego przybycie może nieco zmienić rozkład sił na szachownicy.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Pon Maj 09 2016, 11:08

Powinna chyba czuć satysfakcję, widząc ogniki w oczach Svietlany, ucieszyć się, że udało jej się bardziej ją zdenerwować, ale wcale tak nie było. Nie traktowała tego jako formę rozrywki ani trochę, po prostu odbijała piłeczkę, aby pozbyć się nagromadzonej, negatywnej energii. Przecież wiedziała, że rodzeństwo bliźniacze to najmocniejsza karta w tej grze. Co jeszcze mogła wyłożyć? Na dobrą sprawę o Sviecie wiedziała tyle, że to najgorsza krowa jaką kiedykolwiek poznała. Mogłaby pociągnąć temat, opowiedzieć jej o tym jak świetnie się dogaduje z własnym bratem (ha, o ironio, właśnie w momencie, kiedy Wrońska zjawiła się chwilę po kłótni z Gonzem) ale po co? Prawdę powiedziawszy chyba i tak już wykorzystała na dzisiaj (na ten miesiąc, rok?) swój potencjał konfliktowy. Nie potrafiła się kłócić, nie chciała się kłócić, była w tym słaba i niedoświadczona, poza tym już zaczęła żałować swoich słów. Automatycznie odchyliła się do tyłu, kiedy Svietlana wskoczyła na stół, prostując się elegancko, zawsze miała taką idealną postawę, w przeciwieństwie do zgarbionej Tundry.
Jasne, jeszcze na mnie usiądź. Przygnieć ją jak głaz papieża i po sprawie, od razu będzie wiadomo, kto wygrał tę rundę. To fałszywe spoufalanie wywołało w niej falę obrzydzenia, więc odwróciła nieco głowę jak od smrodu, a przecież Svietlana pachniała bardzo ładnie, na pewno miała najlepsze perfumy w całej szkole, Tunder nie wyobrażała sobie aby było inaczej, przecież zawsze wyglądała tak nienagannie, jak wyjęta z żurnala.
- Jesteś ostatnią osobą, z którą chciałabym rozmawiać o problemach w raju. - Raju. Raju! To nawet ironicznie nie brzmiało dobrze w porównaniu do tego, jak wyglądało życie Tundry, ale gdyby nakarmić Wrońską wszystkimi nowinkami z życia T, to nieźle by przytyła a i tak miałaby z tego niezłą satysfakcję. Podążając za wzrokiem Wrony odwróciła się i spojrzała na Saszę zaskoczona. Podsłuchiwał?
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

półkrwi

wieszczy

18

VIII klasa

majętny

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Pią Maj 13 2016, 23:57

Z odrobiną roztargnienia przypatruje się słownej wojnie dziewcząt, przez dłuższą chwilę nie zdając sobie sprawy, że go zauważyły. W chwili tego nagłego olśnienia wzdryga się nieco, prostuje i uśmiecha lekko pod nosem. Ups.
Spogląda na Tundrę, na Svietlanę i zastanawia się, co powinien właściwie teraz zrobić. Zagadać je? Przeprosić? Odwrócić się na pięcie i uciec, wejść do środka i czytać, tak, jak to sobie zaplanował?
Decyduje się zachowywać, jakby nigdy nic się nie stało. Jak zawsze.
- Nie chcę przeszkadzać w tej uroczej konwersacji - mówi z uroczym uśmiechem, którym zwykł obdarzać piękne panny chcąc zaciągnąć je do łóżka. I każdą osobę, gdy znalazł się w opresji. Rozkłada nieco ręce, jakby w geście obrony. Podchodzi wolnym krokiem do Tunder i zerka na nią porozumiewawczo, po czym odwraca się w stronę Svietlany. Sasha nie sympatyzuje właściwie z nikim w tej szkole, ani gdziekolwiek indziej. Jednak teraz, jakoś dziwnym trafem, czuje się zobowiązany do niesienia małemu chochlikowi ratunku. Sam nie potrafi właściwie stwierdzić czemu, postanawia jednak zrzucić to na jej ogromne, czarujące oczy. By dać spokój swojemu sumieniu.
- Jednak Tunder jest mi bardzo, ale to bardzo potrzebna. W tej konkretnej chwili - stwierdza oczywistym tonem i obejmuje dziewczynę ramieniem. Delikatnie, lekko, pewnie ledwo może to poczuć. Sasha chce jedynie stworzyć pozór, że hej, są takimi dobrymi znajomymi, że przecież teraz nie odpuści, gdy obowiązek wzywa.
- Nie masz nic przeciwko, jeśli porwę ją na chwilę? - pyta i unosi jedną brew, przestając nagle się uśmiechać i tylko spogląda na Svietlanę wyczekująco. Nie bardzo podoba mu się wizja sprzeciwu i widać to wyraźnie w jego oczach.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Nie Maj 15 2016, 20:52

Nie sądziła, że to jakaś sprawa do niej, najpierw, gdy go zobaczyła i w końcu się odezwał uznała, że chce zapytać czy może skorzystać z szachów, albo prędzej mając sprawę do Wrońskiej, w końcu są w tej samej klasie, czego mógłby chcieć od niej. Unosi brew kiedy słyszy o uroczej konwersacji, to niczego nie zwiastuje dobrego, ani trochę. Kładzie rękę na oparciu krzesła, zaciskając na niej dłoń, choć i tak jest jej niewygodnie w takiej pozycji. Uśmiechu jednak nie odwzajemniając, bo i dlaczego miałaby, czekając na dalszą wypowiedź. Nie to, że go nie lubiła. Nie znała go, zamówiła z nim raptem kilka słów, dwie, powiedzmy, że dłuższe konwersacje napatoczyły się dopiero w zeszłym miesiącu. Jedna miała fatalny skutek, druga była po prostu pogawędką o wiankach. Po tylu słowach nie można mówić o konkretnym poziomie znajomości.
Hm? Potrzebna? Do czego? Do czego ona może być komuś potrzebna? Do odrobienia pracy domowej? Przecież nie jest wybitną uczennicą, raczej bardzo przeciętną. Gonzo coś zdążył przeskrobać? Chce porozmawiać o Alisy? Cokolwiek by to było, tym razem nie dała po sobie poznać, że jest zaskoczona, nawet, kiedy ją objął, chociaż automatycznie spięła mięśnie, nieprzyzwyczajona do obcego dotyku.
- Jasne, ale nie widzę potrzeby brania pod uwagę zdania Wrońskiej w takiej sytuacji. - Rzuciła jej krótkie spojrzenie, zanim wstała i wyjęła różdżkę z rękawa. Nie przerwał im w niczym istotnym, aby prosić, szczególnie Svietę o pozwolenie na rozmowę z Tundrą. Ha, to wręcz kpina. Czarujący, doprawdy.
-Pochistvane - Mruknęła, a rozrzucone po podłodze i stoliku figury szachowe wschodzyły do zamykającej się planszy w formie drewnianego pudełka, które wyskoczyło, z trochę zbyt intensywnym impetem spod zgrabnego pośladka Wrońskiej. Złapała pudełko i ruszyła z Saszą w stronę wyjścia z Komnaty witrażowej.

zt


Ostatnio zmieniony przez Tündér Szentgyörgyi dnia Nie Maj 15 2016, 21:19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Nie Maj 15 2016, 20:52

The member 'Tündér Szentgyörgyi' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Sro Cze 01 2016, 14:19

Jestem dziś spokojny. Moje linie wszędobylskie jakieś takie... leniwe. Cały w sumie jestem leniwy, cały taki, wszystko przecież w końcu zaczęło nabierać perspektyw. Nie chcę sam sobie zapeszać, ale chyba będzie dobrze, chyba.. chyba czuje się całkiem szczęśliwy, całkiem zadowolony. Rozsiadam się więc na jednej z kozetek, nawet ten kot o za mną chodzi jak smród za brudem mnie nie denerwuje, nawet podoba mi się jego ciężar, kiedy wskakuje mi na kolana i wibruje swoim mruczeniem. Dobry kot. Kot. Dobry. Kto by pomyślał?
Zamykam oczy i jakoś go głaszczę mechanicznie, wszystko wolno płynie, moja ręka wolno płynie, gówno mnie jednak obchodzi czas chyba pierwszy raz w moim życiu. Nic, wcale, a niech płynie. Jak dla mnie - całkiem wolno dziś.
Pomiędzy tymi rzeźbami ukryty, pasuje tu doskonale, na tym szezlongu rozciągnięty, zamieram w słodkim bezruchu. Jak zawsze. Nadaje się Może to moja rola? Pobędę rzeźbą dziś.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Czw Cze 02 2016, 21:04

Najgorsze są niespodziewane ataki nawet nie głodu, ale przeogromnej ochoty na coś, czego akurat nie ma w zasięgu naszej ręki. Zwłaszcza, gdy jest się nastolatką i bez wstydu można w zwierzęcy sposób zatopić zęby w kawałkach ananasa, jeśli się akurat je ma. Zęby, ba, całą paszczę tym sokiem słodkim wysmarować i jeść, jeść, jeść, wchłaniać, do momentu, kiedy nie ma już ani kęsa owocu, za to zostaje wstyd i ogromne zdezorientowanie, skąd taka dzika ochota na ananasa właśnie. Na te ciasto cytrynowe nie mogła patrzeć, to chyba dobrze, że i jego nie wchłonęła. Do komnaty idzie, z wyciągniętymi przed siebie rękami, dzierżąc prezent dla brata, uważając, aby się nie potknąć. Ananasowa, intensywna woń ciągnie się za nią jakby się co najmniej w tym syropie wykąpała. To nic.
Do brata wyrzeźbionego na szezlongu skrada się, stara się nawet specjalnie, chociaż wie, że gdyby chciał, wiedziałby od korytarza, że już idzie.
Gonzo, gdzie ty byłeś tyle czasu.
Pochyla się nad meblem, za głowy brata się wynurza, jeszcze parę miesięcy temu jej włosy zrobiłyby wokół ich twarzy białą moskitierę. Na Gonzowych ustach składa pocałunek, nim wyprostuje się i kucnie przy szezlongu, prezentując ciasto. Rzymianie, starożytni oczywiście, określili trzy kategorie pocałunków, osculum, basium i savolium czyli kolejno w policzek, w usta i głęboki pocałunek. Nie obawiaj się jednak, Gonzo, że pocałunek Judaszowy, a siostrzany, trochę stęskniony, trochę przeprosinowy, trochę po prostu przywitalny.
I trochę ananasowy.
Nie odzywa się. Za to uśmiecha zamkniętą buzią szeroko, szczerze, bo trochę chce po prostu tak w ciszy pobyć. Przyszła nawet z uszami au naturel, aparaty zostawiając schowane w metalowej puszce po duńskich ciastkach, w trzeciej szufladzie nocnego stolika. Za dwoma kłębkami wełny.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Czw Cze 02 2016, 21:46

Nie rusza się. W końcu dziś jest rzeźbą, przynajmniej teraz. Odbiera bardzo wąskie spektrum bodźców, wibrującego kota, szmery kroków, wilgotny pocałunek o smaku ananasa. Nie rusza się, oczu też nie otwiera. Nikt inny nigdy nie ośmielił się całować go w usta. On też nie miał nigdy ochoty na niczyje usta, a usta siostry nie były tylko ustami. Fizyczne relacje między bliźniętami Szentgyorgyi mogłyby przysporzyć Freuda o ból głowy, były jednak zupełnie czyste i przepiękne w swojej niewinności. Na tort najpierw uwagę zwrócił wyjątkowo brzydki kot, zwierze, którego Gonzo nie znienawidził, jak to miał w zwyczaju w przypadku jakichkolwiek stworzeń. Kot, rozwarł ślepia poruszając wibrysami i wbijając w Tundrę spojrzenie wąskich, pionowych źrenic. Wyglądał niezdrowo, ale szczęśliwie. Któż nie wyglądałby na zadowolonego moszcząc się na kolanach Gonza kiedy ten sam był w tak błogim nastroju?
Minęła chwila, może dwie, nie umiał dobrze mierzyć przemijającego czasu, by w końcu otworzyć oczy i przyjrzeć się ciastku.
Cytrynowe.
Kąciki ust drgnęły mu nieznacznie. Uwielbiał cytrusy. Miał w swoim zamiłowaniu do rzeczy kwaśnych tylko jednego konkurenta. Miłośnika jabłek o intensywnych, toksycznych kolorach. Miron jednak błądził gdzieś daleko po dnie jego świadomości już od dłuższego czasu. Gonzo był obecnie skupiony na rzeczach innych, ważniejszych, wspanialszych. Na sobie.
Podniósł więc wzrok na siostrę, na jej twarz uroczą w kształcie serca, białe włosy takie same jak jego, jasne oczy takie jak jego własne. Małe uszka pozbawione kalekiej domeny... kalectwa. Szpetnych aparatów. I bardzo dobrze!
Podnosi ręce i miga: "Lubię cytrynowe".
Tkwi tak potem kolejną chwilę, całe życie przecież wszystko robił za wolno, niczym te leniwce z bajki, która powstanie za dziesięć lat. Rzeźba poruszyła się, a on, przytrzymując kota o wdzięcznym imieniu "Kot", podniósł się do pozycji siedzącej, górującej nieco nad kucającą Tundrą.
"Lepiej Ci teraz?" troche nieprecyzyjnie, trochę bezpośrednio, ale przecież pewien był, że znała kontekst tego pytania. Nie chciał tego pobytu w witrażowej zakończyć jak poprzedniego. Było przecież dobrze. Teraz. A za chwilę, chwil kilka, dni parę ma być nawet lepiej, ach cóż to będzie za życie.
Uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Czw Cze 02 2016, 22:14

Kot. Lubiła koty. Rysie zwłaszcza. I zwierzęta ogółem. Ale raczej w sposób przeciętny, jak wiele ludzi, lubiła je po prostu, bez większe potrzeby posiadania jakiegoś. Teraz nawet po co, przecież miała już 19 motyli i psa. A nawet wilka. Kto by nie chciał mieć prywatnego wilka. Ołaka. Wilkołaka.
Motyla to bratu dać chciała już dawno, ale teraz obawiała się, że zginie marnie jako zabawka dla Kota, a Kotu motylka dać nie chciała. Nie dlatego, że nie czuła sympatii do tego właśnie kota, ale chyba bardziej lubiła swoje motyle. Głównie z egoistycznych pobudek, bo chciała je jakoś estetycznie wykorzystać, a nie po to, aby się nimi opiekować. Opiekować się chciała bratem, ale nie wychodziło jej to najlepiej, nigdy nie wychodziło, bo, prawdę powiedziawszy, rzadko kiedy coś w życiu jej wychodziło dobrze. Udawanie, że zrobiła sama to ciasto cytrynowe mogło jej wyjść dobrze, ale nie rewelacyjnie. Zresztą. I tak wiedział.
"No przecież wiem." Miga w odpowiedzi. Innego by mu nie przyniosła, chyba, że byłoby to najlepsze ciasto świata, ukradzione samej królowej Angielskiej, ale po co, skoro kwaśne właśnie były jego ukochanymi przekąskami. Na pytanie wzrusza ramionami i nawet ręce wyciąga w górę teatralnie i wargi przekrzywia, no co ma ci odpowiedzieć? Że wcale nie? Nawet nie chce, przecież widzi, że jesteś w dobrym humorze, wspominanie, że męczy się nocami wcale niczego dobrego nie wniesie. Tak, jakbyś sam nie przeżywał lęków nocnych, to po prostu jest. A że ją ostatnio męczą inne demony, to się nie martw. Zajada je słodyczami pod osłoną nieprzychylnej nocy. A dupa już na pewno rośnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Witrażowa   Sro Cze 22 2016, 16:33

Gdyby wiedział jak bogaty ma inwentarz, to by jej pewnie pogratulował, jednak był to kolejny z wielu sekretów jakie przed nim miała, a które również mnożyły się w szalonym tempie niczym naszprycowane amortencją króliki na wolnym wybiegu. Myślał o tych sekretach dużo, długo, intensywnie. Wymiotował po nocach, nie potrafił zrozumieć i przetrawić emocji związanych z wnioskami, jakie wysnuwał z tych przemyśleń.
Lekarstwem okazało się najprostsze. Również mieć swój sekret. Pierwszy raz w życiu, pierwszy raz odkąd sięgał pamięcią, a przecież pamiętał wszystko, miał sekret.
Swój tylko, własny najwłaśniejszy. I opływał go niczym kojąca, chłodna fala spokoju.
Zabiera się więc za ciastko, trochę ze zbyt małym entuzjazmem na siebie, ale uśmiech zadowolenia błądzi mu gdzieś po ustach. Wydaje się być roztargniony lekko, jakiś nieobecny w swoim głupim szczęściu. Zdarzało mu się to przecież, wyłączyć od bodźców świata zewnętrznego i dryfować jak boja po oceanie emocji z namalowanym uśmieszkiem i nieobecnym wzrokiem. Zazwyczaj towarzyszyła temu doza nielegalnych używek, albo ogłupiające zaklęcia, które uwielbiał stosować na sobie w chwilach najgorszych kryzysów.
"Kradzione smakuje słodko." skomentował żując kęs. Trochę to komplement, a trochę wcale nie.
"Piszę pracę o szkolnych podziemiach. Chcę się ubiegać o wakacyjne stypendium w innym... kraju." kłamstwo. Tak łatwo! Łganie było niesamowite i Gonzo nie mógł uwierzyć jaką sprawiało radość, dziwując się za każdym razem gdy wyszło mu z ust gładko niczym wydech.
Oblizał kciuk patrząc jak kot zeskakuje z kanapy i przeciąga całe swoje pomarszczone cielsko zmutowanego szczura.
- Ale jesteś brzydki. - rzucił kotu okruszek.
Kot jak to kot. Usiadł. Spojrzał na blondyna jak na debila, na okruszek jak na kawałek ptasiej kupy i począł zapamiętale myć swój piłkowaty łebek.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Witrażowa   

Powrót do góry Go down
 
Komnata Witrażowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: