IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Komnata Bursztynowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieKomnata Bursztynowa   Pią Kwi 01 2016, 00:20

Komnata Bursztynowa

Tajemnica Komnaty Bursztynowej rozpala wiele serc i sprawia, że ludzie gotowi są do poświęceń i czynów, o jakie nikt nikogo by nie podejrzewał. Tak samo, jak nie bardziej, serca rozpala sam jej widok. Podarek, jaki Piotr I Wielki otrzymał od Fryderyka Wilhelma, choć faktycznie najpierw trafił do Petersburga, w momencie śmierci cara przeniesiony został do Koldovstoretz, w stolicy natomiast znalazła się jedynie magicznie wykonana kopia. Oryginalna Komnata Bursztynowa służy studentom Akademii za wyjątkowo przestronną i wygodną bawialnię. Piękna barwa ścian, rozświetlana migotliwym blaskiem ognia, przyciąga uczniów jak ćmy, dlatego można ich tu tak często spotkać zaczytujących się w nużących lekturach, rozgrywających długie, pełne napięcia partie szachów, prowadzących zaciekłe dysputy czy leniwie wylegujących się na sofach i szezlongach.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Maj 17 2016, 22:09

Jakie są kary za potraktowanie bursztynowej posadzki kredą zmywalną? Tundra nie wiedziała, czy jakieś są w ogóle, ponieważ regulamin nie zabraniał rysowania grzybków kredowych na podłodze, rzucania potem w jego pola kamyczkami i skakania na jednej nodze. To w końcu miejsce odpoczynku, a każdy odpoczywa inaczej, przecież można leżeć na szezlongu, a można też latać na szezlongu, prawda?
Pył kredowy unosi się w powietrzu drażniąc jej nozdrza, aż ma ochotę kichać i chociaż ten wir zbiera się jej w nosie, nie jest w stanie się go pozbyć i trwa tak chwilę z miną niepewną, kichnie czy nie. Nie. Najgorszy z możliwych scenariuszy, już wolałaby uraczyć podłogę swoimi smarkami. Kreda zostawia też nieprzyjemny osad na dłoniach, na palcach, wysuszając je. Kiedyś, pamięta, miała w klasie jedną dziewczynę, która maniakalnie oblizywała palce z kredy po każdej odpowiedzi przy tablicy. Chyba brakowało jej wapna, ale raczej nie miała o tym pojęcia, bo biedna nie zdała z jednej klasy do drugiej. Jak jej było? Tundra nie bardzo pamięta, może Monx by pamiętał. Taka Polka, miała nos jak jaszczurka, zjadała twarde gumy spod ławek, aby potem bolał ją brzuch, w ten sposób mogła zostać zwolniona z lekcji.
- Jak się nazywała ta Polka, która jadła stare gumy przyklejone do ławek? - Pyta zamiast się najpierw przywitać, zerkając tylko na Monxa kątem oka i wracając do poprawiania jednej z kredowych kresek. Zasady gry są bardzo proste. Dla tych, którzy już je opanowali rzecz jasna. Najpierw grzybek, gra bardzo chodnikowo-osiedlowa, tylko, że długi na cztery metry ponad, zanim wrócisz na start noga zacznie ci odpadać. Jak się pomylisz, to trzeba biec, dookoła piętra, jeśli nie zdążysz wrócić zanim druga osoba ogarnie czterometrowego grzybka, to trzeba wymieniać miasta alfabetycznie. Zasady chaotyczne i niedopracowane, ale kto by się tym przejmował, za każdym razem dochodzi coś nowego. Na przykład ubieranie butów prawy na lewą, lewy na prawą i skakanie w parach, również na jednych nogach. Zależy od nastroju, pogody, ilości graczy i fantazji.
Powrót do góry Go down
avatar


Tobolsk, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Alruana

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sob Maj 21 2016, 14:12

Akcja – reakcja. Wiadomość zadziałała na niego, jak płachta na byka, przecież nie będzie jej kazał czekać ani chwili dłużej, nawet jeśli jeszcze nie zdążyła wyjść ze swojej sypialni, jeśli jeszcze pozwoliła sobie na minutę grzania się w ciepłej pościeli, miała do Bursztynowej dużo krótszą drogę niż on. Ha! Choćby wiadomość wysyłała z jakiejkolwiek innej części zamku, Monx, starając się dotrzeć na trzecie piętro jak najszybciej, zjawi się tam zapewne dopiero po piętnastu minutach. To zawsze jest kwadrans, czegokolwiek by nie robił, jakkolwiek szybko nie próbowałby wykonywać wszystkich czynności – ograniczając się do podstawowego minimum – czas zawsze płatał mu figle, ostatecznie każąc po drodze zawiązać co rusz rozwiązującą się sznurówkę, przywitać się z Piejącym Mnichem, zatrzymać na chwilę, by poprawić krzywo wiszący obraz, z którego ciurkiem skapywała woda. Kwadrans, nie dłużej, nie krócej.
- Przepraszam, że mu… Co? – Przerwał w połowie starannie ułożonej po drodze formułki przeprośnej, zmarszczył brwi, już usiłując znaleźć odpowiedź na zadane przez nią pytanie i wcale nie oczekując, że je powtórzy. Reakcja obronna na zaskakujące sytuacje, próba zyskania chociaż kilku sekund więcej na zastanowienie, na ułożenie planu. – Czy to nie przypadkiem Ilona? Z takim zgrzyczącym nazwiskiem? Żżzzzźzźź... Nie pamiętam – poddał się z nutą boleści w głosie, co jednak niespecjalnie znaczyło, że był zainteresowany, by przypomnieć sobie godność Polki, bo zaraz usiadł przy Tundrze, zerkając jej przez ramię na ukończone już dzieło.
Faktycznie, kredy nie było dużo, miała jednak fascynująco różowy kolor, przywodził na myśl świeżo wypatroszonego łososia. A może to w połączeniu z bursztynową posadzką wydawał się tak interesujący, tak smaczny? Delikatnie dotknął namalowanego fragmentu, zostawiając na nim odbicie wskazującego palca. Roztarł w dłoniach pył, zaraz znacząc nim nieznacznie swoje policzki. Teraz był w pełni gotowy do rozpoczęcia zmagań – w bojowych barwach, z roziskrzonymi oczami, zmierzwionymi włosami i frotową, powyciąganą piżamą w wielobarwne koła święcące w ciemności. Nie było mowy, żeby c o k o l w i e k mogło przerwać mu wieczorną zabawę. Makabryczna ferajna została pod pościelą.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Maj 24 2016, 23:56

Monx, ty to byś się mógł spóźnić nawet na własny ślub i na pewno szybko by ci to wybaczono i zapomniano. A gdyby jednak nie, to od czego masz przyjaciółkę, która palce macza w czasie, jeśli zaistnieje taka potrzeba, tylko słówko piśnij, tylko oczko puść i już tam się przekręci, tam się cofnie, tu się nastawi i już wszystko na czas i już problemu nie ma. Na swój pogrzeb też się pewnie piętnaście minut spóźnisz, przynajmniej będzie wejście na ceremonię z niezłą pompą. Ale to wszystko jest zrozumiałe, te rzeczy, które cię rozpraszają, te drobiazgi i sprawy większe, przecież ty taką głowę masz, pełną świata. Obszerną pewnie, jak jej głowa, tylko wypełniona zupełnie innymi rzeczami, chociaż wiesz, jej czas też płata niezłe figle. Wciąż będąc tym samym czasem, a jednak w zupełnie inny sposób.
Na początek formułki przenośnej tylko macha ręką, Vankeev no daruj sobie, jeszcze trochę i Tundra samą siebie zacznie przepraszać, że się spóźniasz. Albo się ganić, że przychodzi za wcześnie, choć na czas. Kwadrans studencki, jesteś usprawiedliwiony.
- Aha. – Kiwnęła głową na wiadomość o imieniu Polki. Faktycznie. To była jakaś taka Ilona Ż. Żebro czy co. Żebrowska. Cholera ją wie, żarła stare gumy, chyba nie warto jej pamiętać. Zerknęła przez ramię na Monxa, kiedy dotknął jej dzieła, oczywiście, już musiał zepsuć.
- Nie jedz tego. – Mruknęła w odruchu, widząc, jak jego ręka zbliża się do twarzy, choć tylko po to, aby naznaczyć lico barwami wojennymi. Po nim wszystkiego mogła się spodziewać. A potem znowu będzie, kolejna przeprawa przez zatrucie. Już słyszała, bardzo dobrze, jak Monx brzmi gdy cofa mu się treść żołądka, nic przyjemnego, serce miałaby złamane słysząc jak cierpi, gdyby sama akurat nie próbowała walczyć z nadchodzącą biegunką. A kibel zajęty.
- No i czemu ty się brudzisz, przecież jesteś świeżo wykąpany. – Odwraca się w tanecznym stylu, odpychając dłońmi od podłogi, robiąc pirueta na pupie i śliniąc kciuk, aby zmazać, dopiero co narysowane ślady po kredzie na twarzy Monxa. Nawet jeszcze pachniał kąpielą, tym głupim mydełkiem o zapachu gumy balonowej, czy jakichś słodkich poziomek. Jeszcze poprawiła mu metkę z frotowej piżamy, przecież musi być elegancki. Ona nie miała takiej fajnej. Z reguły spała w koszulkach brata, zimą naciągając na nogi rajtuzy, tak, jak teraz, choć wcale zimno nie było, w końcu wieczory jeszcze były ciepłe, ale nigdy nic nie wiadomo.
Powrót do góry Go down
avatar


Tobolsk, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Alruana

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Maj 31 2016, 14:04

On nic nie chciał psuć, no skąd. Niszczenie pracy innych to barbarzyństwo, a Monx barbarzyńcą nie jest, chociaż zapewne Sorokinowie mieliby na ten temat nieco odmienne zdanie. To jednak mało go teraz obchodziło, nie był to najwłaściwszy czas na polityczne dywagacje. Czekała na nich przygoda, czekały chwile pełne niespodziewanych zwrotów akcji, szalona przeprawa przez fantazyjne oceany pełne żelków, jeżozwierzy, idealnie okrągłych kamieni z bijącymi w środku sercami, czegokolwiek, co przyjdzie im do głowy. O ile znowu nic nie zostanie zepsute na tyle, by przerwać spotkanie w najmniej oczekiwanym momencie.
- Przecież, że nie będę jadł! Myłem już zęby – wyjaśnił uprzejmie, trochę się chwaląc, że ciągle pamięta jej rady i uwagi, które kiedyś z taką pasją wygłaszała. Nie mógł pozwolić, by tak cenna nauka poszła w las, dlatego z podarowanej mu wiedzy wciąż czerpie obficie i dobrze na tym wychodzi. To niby podstawa – dbanie o własny wizerunek, zwłaszcza nosząc takie nazwisko, ale kto w tym wieku chciałby się przejmować zachowaniem higieny osobistej na najwyższym poziomie, kiedy za rokiem czai się esej z białej magii? Kolejne zajęcia z Alruany? Niespokojne duchy przodków, nawołujące do otwarcia umysłu (nie buzi)? Kolorowe koraliki, które zerwały się z trzymetrowego sznura? Niektóre rzeczy mogą poczekać, inne nie cierpią zwłoki. – Ale… – urywa wpół zdania, opuszczając ramiona. – To nie ma znaczenia – dodaje ciszej, już bardziej dla siebie, bo Tundra na pewno wcale nie będzie chciała słuchać jego tłumaczeń. Ona zawsze przecież wiedziała, co jest najlepsze – i to wcale nie było złe, nie może jej mieć tego za złe, już nie raz swoim zdroworozsądkowym podejściem uratowała mu skórę. Teraz zapewne będzie tak samo.
Pozwala jej doprowadzić go do należytego porządku, poddając się cierpliwie wszystkim zabiegom, jakich się podjęła. Dopiero potem odchodzi kawałek, krzyżując ręce na piersi i przyglądając się narysowanemu grzybkowi – grzybowi! To mogło zająć im nieco czasu, ale ileż już mieli wprawy. Może przydałoby im się zaciągnąć do zabawy kogoś jeszcze? Kogoś rozgarniętego, jak oni. A może nie.
- To zaczynaj.
Kobiety mają pierwszeństwo. Prawie zawsze.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Pią Cze 03 2016, 11:01

Monx, przecież ty nie zepsujesz. Co najwyżej ona. Przecież ona zawsze psuje. Ona, ona, ona. Psuja. Od początku wszystko psuła. Kredki bratu łamała. W skarpetach dziury robiła. Od skakanki jedna rączka z jej winy odpadła. Huśtając się na prowizorycznej huśtawce pod tym wielki dębem wybiła bratu górną jedynkę. Kiedy kichnęła wyrzuciła ich na sekund parę do czasoprzestrzeni. Kiedyś zamknęła profesorowi drzwi przed twarzą, zderzył się, uderzając w nie boleśnie nosem. Cyzi na pracę domową wylała atrament. Niespecjalnie oczywiście. Na Łaurysza wylała miskę z płatkami i gorącym mlekiem. Stłukła jego czajnik. Aliszy naświetliła papier. A raz nawet usiadła na czyimś chomiku. Nie licząc wszystkich tych rzeczy, które zepsuła w domu Vankeevów. Na przykład ten oderwany kran nad wanną. Odpadł razem z kafelką, pamiętasz? Trudno zapomnieć. Chciała tylko wziąć kąpiel a wywołała tsunami, które musieliście ukradkiem tamować. Co było nie lada wyzwaniem, przy tak wilgotnej podłodze. Nabiła sobie wtedy kilka niezłych siniaków.
To chyba rozsądne, pozwolić jej zacząć, w razie, gdyby coś się stało i nie wróciła ze swojego biegu, można zacząć panikować i jej szukać. Kiwa więc głową, kiedy już skończy z wszystkimi zabiegami estetycznymi i staje przed grzybem, unosząc nogę, aby ze skarpetki wyjąć kamienie ozdobione własnoręcznie przez nią zrobionymi na drutach wełnianymi koszulkami.
Rzuca i skacze, mija ten swój kamyczek, do końca na jednej nodze doskakuje, odwraca się i znowu wraca, ale dopiero na siódmym polu orientuje się, jak rzadkiej urody jest debilem, zapominając z dwunastki zabrać swój kamyk, no niech cię czort, Vankeev, na pewno zdążysz przeskoczyć czterometrowego grzyba zanim ona wróci ze swojego biegu karnego. Zrobi jednak wszystko, aby zdążyć, chociaż rajstopy ślizgają jej się po posadzce, kiedy wybiega z bursztynowej. Hm. Mogłaby też oszukać i poczekać przy drzwiach, podskakując, udawać, że biegnie, a tak naprawdę wrócić o wiele szybciej, kiedy Monx będzie w połowie trasy.
Chociaż to nieuczciwe.
Trudno, postanowione. Czeka pod drzwiami, zerkając przez uchylone skrzydło.


Ostatnio zmieniony przez Tündér Szentgyörgyi dnia Pią Cze 03 2016, 11:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Pią Cze 03 2016, 11:01

The member 'Tündér Szentgyörgyi' has done the following action : Kostki


'k20' : 12, 7
Powrót do góry Go down
avatar


Tobolsk, Rosja

błękitna

16 lat

VII klasa

bogaty

Alruana

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Nie Cze 05 2016, 12:51

Ręce zakłada za głowę, dumnie prężąc pierś. Mógłby kiedyś postarać się o milicyjne medale. Członkowie Batalionu Specjalnego na oficjalnych, hucznych uroczystościach prezentowali się wyjątkowo czarująco w swoich. Brakowało tam tylko odrobiny brokatu. Na jego odznaczeniach byłoby go dostatecznie wiele, zakląłby w metalowych blaszkach całe galaktyki, każdą miałby na wyciągnięcie ręki, na miły upominek, na dzień dobry i do widzenia, do ostatniego tchu, do ponownego spotkania po drugiej stronie lustra z bajek. Postanawia więc, że kiedyś, może w przyszłym tygodniu już, może dopiero za pół roku, stać będzie w tym samym miejscu, w tym samy stroju, z tak samo zadowoloną miną obserwować będzie podskakującą Tundrę, a pierś ozdobioną będzie miał medalami – za odwagę, za wyobraźnię, za najgorzej napisany esej na historię powszechną, za poskromienie swojego apetytu na przygody, za wyjątkową głupotę, za niespełnione marzenia. I jeszcze jeden, na zapas, drugi dodatkowy – bo ładny. To mu wystarczy, by poczuć się równie pewnie, jak teraz. Widział przecież, że zapomniała podnieść swojego kamyczka. Może dlatego, że tak pięknie komponował się z dwójką, pod którą upadł, tworząc wymyślny znak zapytania? Już jednak zaczął się cieszyć, już rozgrzewać nogę do pokonania czekającej na niego trasy.
Sięgnął po kamień w tym samym momencie, w którym Tunder opuszcza grzybka. Nim rzuca, zdąża jeszcze posłać jej pokrzepiający uśmiech. Na pewno zdąży dotrzeć tu, nim przeskoczy wszystkie pola. Sam się postara o to, by skoki zajęły mu więcej czasu. Kiwa się więc na każdym polu, przygląda uważniej wymalowanym cyfrom, starając nie skakać po nich, by żadnej nie rozmazać, by nie zostawić na bosej stopie kredowych śladów. Nie wypadało wracać do czystego łóżka z brudnymi od zabawy nogami. Od wędrówek po szkole – owszem, to prawie jak harcerskie osiągnięcie, podobno bardzo ambitna sprawa. Może kiedyś spróbuje, może dowie się więcej, może Apoloniy by wiedział, może zapyta Timona? Oni powinni wiedzieć, tak mu się wydawało.
Mija swój kamyk raz, konspiracyjnie posyłając mu perskie oko. Poczekaj tu jeszcze chwileczkę. Zaraz do niego wraca, jeszcze tylko kilka skoków, udany piruet u  szczytu grzybka i znowu – droga powrotna. Schyla się po kamyczek, prawie tracąc przy tym równowagę. Ale nie, udało się. A jej ciągle nie ma, długo już tak nie uda mu się wytrzymać, stopa zaczyna mu marznąć. Skakać zaczyna więc trochę szybciej. No, już, już, słyszy przecież, jak nadbiega!
Jednak wszystko, co dobre szybko się kończy, także i wieczornej zabawy nastał wreszcie koniec.

Tündér i Monx z tematu


Ostatnio zmieniony przez Monx Vankeev dnia Czw Cze 16 2016, 19:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Nie Cze 05 2016, 12:51

The member 'Monx Vankeev' has done the following action : Kostki


'k20' : 18, 19
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sob Sie 27 2016, 09:07

Komnata Bursztynowa. Zorana raczej rzadko się do niej zapuszczała - głównie przez przesiadujące w niej tłumy. Od ludzi, szczerze mówiąc, robiło jej się słabo, choć oczywiście nie mogła się do tego przyznać; jako stała bywalczyni salonów powinna być przecież duszą towarzystwa. A szkoda - komnata nie dość, że była niezwykle piękna i pobudzała wysublimowany zmysł estetyczny dziewczyny, to jeszcze - co było dużą zaletą - mieściła się nieopodal dziewczęcych kwater. Zaglądała więc do niej nieczęsto, głównie wtedy, gdy wiedziała, że będzie w niej sama. A zdarzały się takie momenty. Głównie niedzielne i sobotnie poranki, ale tak wczesne, że mogła oglądać z okien wschód słońca, pozwalały na samotne wylegiwanie się na szezlongu. Były też jednak chwile, kiedy popołudniami mogła cieszyć się tylko swoim towarzystwem - podczas wycieczki do Petersburga albo meczu pomiędzy Bełtami i Smędami, gdy cała szkoła szczęśliwie robiła coś, z czego Karamazova rezygnowała, by choć przez chwilę nie musieć przebywać w tłumie. Owszem, lubiła wycieczki do stolicy i lubiła szkolne rozgrywki quidditcha, ale czasem potrzebowała trochę spokoju.
Podobnie było tego dnia. Niemal słyszała zagrzewające graczy do boju okrzyki uczniów i może byłaby podekscytowana, gdyby nie to, że w najmniejszym stopniu nie obchodził ją wynik meczu - dla niej liczyło się tylko, żeby ona wygrała. Nieważne jak i nieważne z kim. Drugie i trzecie miejsce zupełnie się nie liczyły. Wyciągnięta na leżance cieszyła się tą jakże magiczną chwilą, z opasłym, ale jakże zajmującym tomiszczem w dłoniach, na którym, niestety, ciężko było jej się skupić, gdyż większość swojej uwagi poświęcała na obserwowanie gry światła zachodzącego słońca na bursztynowych ścianach i zwyczajnego cieszenia się chwilą bez wszechogarniającego chaosu i gwaru.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Nie Sie 28 2016, 17:01

Ty z kolei często przychodzisz do Komnaty Bursztynowej. Lubisz pławić się w luksusach, zwłaszcza tych historycznych, a to miejsce zdecydowanie mógłbyś określić takim mianem. Nie powinno być jednak dostępne dla wszystkich – nie każdy na to zasługuje, a już na pewno nie ci, którzy są spoza dynastii magicznych. Czujesz się od nich lepszy pod każdym względem. Nic dziwnego, skoro nazywasz się Kuragin, a twoje życie usłane jest różami. Dziś jest ten leniwy dzień, czas na zasłużony odpoczynek, podczas którego tutaj zawędrowałeś. Zauważasz nieopodal okna Zoranę, jedną z najbliższych osób twemu sercu. Rozpala je jak nikt inny, dlatego też trzymasz ją blisko. Tak blisko jak tylko możesz. Pozwalasz sobie, by czuła twój oddech na karku – niech wie, że jesteś tuż za nią. Bo inaczej źle by się skończyło, gdyby Zorana stała po innej stronie barykady niż ty. Nie tylko dla niej, ale i dla ciebie. Utknęliście w tym po uszy. Nie ma więc innego wyjścia jak tylko trwać. Ty i Karamazova tworzycie jedność. To w końcu jedyna pozostałość po nieudolnych próbach ocieplenia relacji między waszymi rodami.
- Zorano – wypowiadasz imię swej najdroższej przyjaciółki, stojąc nad nią i obdarowując ją jednym z twoich charakterystycznych półuśmiechów. – Nie czytasz? – Nieznacznie unosisz prawą brew, spostrzegając jej zafascynowanie światłem zachodzącego słońca na bursztynowych ścianach. Zaraz po tym zabierasz książkę z aksamitnych dłoni Zorany, by zobaczyć tytuł, którym postanowiła umilić sobie dzisiejszy wieczór. Dobrze go rozpoznajesz, w końcu miałeś do czynienia z tą pozycją zaledwie kilka miesięcy temu. – Nic interesującego. Nie trać na to nawet czasu – wygłaszasz swoje zdanie, po czym siadasz na długim szezlongu, wyciągasz się niczym dostojny kot i zamykasz oczy. Wiesz przecież najlepiej.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Nie Sie 28 2016, 19:03

Z zamyślenia wyrwał ją znajomy głos. Nie tylko znajomy. Ten głos. Głos drugiej strony tej samej monety, głos, którego nie pomyliłaby z żadnym innym. Natychmiast wróciła na ziemię, powoli odwracając głowę. W kącikach jej ust zaigrał ten charakterystyczny dla niej cień tajemniczego, subtelnego uśmiechu.
- Arsene - odparła miękko na powitanie, mrużąc delikatnie oczy. - Próbuję - dodała, zamykając książkę, a w końcu pozwalając wyjąć ją sobie z dłoni. I tak nie skupiała się specjalnie na jej zawartości. Nonszalancko spoczęła na oparciu szezlongu i lekko przesunęła nogi, zmieniając pozycję tak, by zrobić więcej miejsca przyjacielowi. Choć przyszła tu, by być sama, nigdy nie mogłaby uznać wyższości samotności nad jego towarzystwem. Zwyczajnie nie miewała go dość, a jako jedna z niewielu osób nigdy jej nie nudził.
- Pozwól, że sama ocenię - rzekła po prostu, odbierając stanowczo, ale delikatnie tom z jego rąk. - Jak na osobę niespecjalnie zainteresowaną transfiguracją wyciągasz śmiałe wnioski.
Nie było sensu się z nim spierać. Zorana wiedziała, że każde z nich przekonane jest o swojej racji i dlatego różnice zdań zawsze były dla nich trudne. Bo jak ktoś tak ci podobny może myśleć co innego? A ty się przecież nie mylisz.
Ktoś mógłby zarzucić Kuraginowi bycie przemądrzałym, rozpieszczonym gnojkiem z przyrostem ambicji i uznać, że ma paskudną osobowość. Ale nie ona, odkąd była tak podobna. A sama przecież nie uważała, aby jej wady, o ile jakieś miała, znacząco dominowały nad licznymi zaletami. Rozumiała go więc jak mało kto i wiedziała, że może liczyć na to samo. Na zrozumienie głębsze, niż którym ktokolwiek inny mógłby ją obdarzyć. Z jednej strony ciągnęło ją do niego jak magnes, z drugiej - gdy okazywało się, że nie ma rzeczy idealnych - wpędzało w męczącą frustrację. Byli więc gdzieś, w jakimś nieokreślonym miejscu, z którego żadne nie chciało, ani nie wiedziało jak się wyrwać. Godzili się na ten stan równowagi, choć nawet gdyby któremuś przeszłoby przez myśl ów przełamać, zrezygnowaliby z tegoż beznadziejnego pomysłu, przynajmniej na tę chwilę.
- Nie na meczu? - zapytała dziewczyna zaczepnie, błądząc spojrzeniem po jego nietuzinkowej twarzy. Właściwie nie widziała powodu, dla którego miałby na nim być, ale chciała usłyszeć jego odpowiedź. Ot, zagajała, chcąc zwyczajnie podtrzymać rozmowę, słuchać jego głosu, rozważać wypowiadane słowa.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Nie Sie 28 2016, 20:49

- Nie pozwolę, Zorano – droczysz się czule, z zamkniętymi oczami odwracając się w jej kierunku i posyłając jej uśmiech. Choć transfiguracja nie jest dziedziną, dla której poświęciłbyś całe swoje życie, to nigdy nie miałeś z nią najmniejszych problemów. Posiadasz dobrze opanowane podstawy i tyle ci wystarczy, tym samym nie czując potrzeby, by systematycznie wgłębiać się w jej tajniki. Co innego z Zoraną, która wykazywała talent w niemal zupełnie innych dziedzinach niż ty. Mimo wszystko, nie szczędzisz uwag i śmiałych wniosków, nawet jeśli masz na ten temat mniejszą wiedzę. – Książka to nihil novi. Wszystko już było. Niczego odkrywczego się nie dowiesz – odpowiadasz zgodnie z prawdą, bezradnie wzruszając kościstymi ramionami. Mógłbyś za to polecić jej inną książkę, na którą ostatnio się natknąłeś, dlatego też śmiało wysuwasz swoją propozycję: – Poczytaj Zapomniane aspekty zmienności niemieckiego teoretyka magii Hansa Schneidera. Mogę pożyczyć ci wersję w języku rosyjskim, którą dostałem od ojca. – Przecież Grigory doskonale wie, jak szalenie przepadasz za Niemcami. Gdy już obejmiesz władzę w Rosji, rozszerzysz jej granice i wpływy tak, by obejmowały twoje wymarzone ziemie – okno na Zachód. Tylko trochę jeszcze musisz poczekać, ale zdajesz sobie sprawę, że to wyłącznie kwestia czasu. Możesz wszystko. Świat jest na wyciągnięcie ręki. Dla ciebie nie ma granic, Arsene.
- Nie miałem ochoty – wyznajesz po krótkim namyśle, lekko cmokając ustami. Nie jesteś przecież zapalonym pasjonatem sportu, choć czasem zaglądasz na mecze quidditcha, gdy masz ochotę pooglądać bandę idiotów nieudolnie uganiających się za kaflem. Nie masz w tym przypadku na myśli Zmór, do których należy Zorana – wszak to oni bez wątpienia wiodą prym wśród szkolnych drużyn i jako jedyni trzymają poziom w Koldovstoretz. Przychodzisz więc dla niej, by wesprzeć ją swoją obecnością na szkolnych trybunach. Niech świat widzi, jakiego Zorana ma wspaniałego przyjaciela. Niech patrzą na ciebie i zazdroszczą. – Bełty i Smędy, kto by chciał ich oglądać. – Na pewno nie ty. To byłaby strata czasu.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Nie Sie 28 2016, 22:47

Mimowolnie zaśmiała się cicho pod nosem. Krótko i dźwięcznie. Zmrużyła oczy delikatnie. Oczywiście, że nie pozwolisz - zdawały się mówić. Tak jak i ona miał zdanie na każdy temat, nieważne ile o nim wiedział. Pochyliła się w jego kierunku, niemal konspiracyjnie, owiewajác go swoim zapachem i szepnęła:
- Nie bez przyczyny podstawy nazywają podstawami.
Każdy wiedział, że bez solidnych fundamentów nie można zbudować ogromnego pałacu. Karamazova dlatego lubiła czytać księgi rozkładające najbardziej generalne zasady na czynniki pierwsze, co pozwalało lepiej zrozumieć istotę zagadnienia. Książka była tym lepsza, im bardziej szczegółowo opisywała rdzeń casus, bo w końcu od niego wszystko się wywodziło. Tym niebezpieczniejsza pożoga, im lepiej opanowany płomień.
- Tak, tak, fascynująca lektura - machnęła ręką, prostując się. Faktycznie, można było dowiedzieć się z niej paru interesujących rzeczy, nawet więcej niż paru i więcej niż interesujących. Prawdę mówiąc czytała ją z wypiekami na twarzy, ale szybko zrozumiała, że bardziej skomplikowane zaklęcia wymagały nie tylko opanowania do perfekcji podstaw, ale również ich dogłębnego zrozumienia. A książka, którą tak bezpardonowo przed momentem Kuragin wyjął jej z rąk, była chyba najlepszą pod tym względem.
- Skończyłbyś już z tymi Niemcami, Arsene - mruknęła z uśmieszkiem, powstrzymując ogromną ochotę pieszczotliwego zakręcenia mu loczka tuż nad czołem. Każdy wiedział, że to Francuzi byli prawdziwymi mistrzami transfiguracji, ale przyjaciel zawsze wyciągał jakiegoś wybitnego Niemca, jak z kapelusza. Miał nazwisko i tytuł na każdy temat. Zorana z jednej strony to podziwiała, z drugiej bała się, że jest to jakaś niezdrowa obsesja.
Uśmiechnęła się subtelnie, podpierając się policzkiem na dłoni. Miał rację. W zupełności. Pewnie dlatego właśnie ich dwójka przesiadywała aktualnie w Komnacie Bursztynowej, z dala od zgiełku i uczniów ogarniętych ferworem, choć tak naprawdę nie było czym się ekscytować. Zmory miały prawdziwą klasę i elegancję.
- Faktycznie, zwycięzców ogląda się najlepiej - zgodziła się, niemal potulnie. - Ale jeszcze lepiej być zwycięzcą.
Czy chełpiła się swoją pozycją jako szukająca Zmór? Może. Przede wszystkim chełpiła się własnymi umiejętnościami. Miała się za najlepszego gracza w szkole i każdy, kto się z tym nie zgadzał był niewątpliwie albo ślepcem, albo głupcem, albo ignorantem. Albo wszystkimi trzema na raz. Dlatego jej kapitan wzbudzał w dziewczynie tak gorące uczucia. Gdyby mogła, zmieniłaby drużynę. Niestety nie miała specjalnej ochoty ciągnąć w górę bandy niedorajdów, toteż przystawała niechętnie na użeranie się z nim.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Sie 30 2016, 01:02

- W tym przypadku są to nawet okrojone podstawy – odnosisz się do jej książki, wzdychając ostentacyjnie pod nosem. Nie zamierzasz dłużej kontynuować tego tematu: sprzeczanie się na temat transfiguracji nie jest ci dzisiaj na rękę, zwłaszcza że chciałeś dzisiaj odpocząć. – Z Niemcami? – Znacząco unosisz prawą brew, jednocześnie otwierając swoje oczy i spoglądając władczo w kierunku Karamazovej. Nie wyperswadujesz mu tego z głowy, Zorano, choćbyś góry próbowała dla niego przenieść. W końcu jesteś niemożliwie uparty i zapatrzony w ten germański kraj, nawet cicho żałując w duchu, że nie masz w sobie choć odrobiny ich krwi. Fascynujesz się nimi na każdym kroku i nie szczędzisz sobie słów pochwał skierowanych pod ich adresem. – Mógłbym to samo powiedzieć o twoich żabojadach. – Jak zwykłeś nazywać pogardliwie Francuzów, do których nigdy nie potrafiłeś się przekonać, mimo usilnych starań Zorany. Dla ciebie głównie wino mają dobre, zwłaszcza czerwone wytrawne. Mógłbyś jeszcze wyróżnić ich kuchnię i owoce morze, ale nie chcesz przypisywać im zbyt wielu zasług.
- Jesteśmy zwycięzcami. – Czy zgodzisz się z nim, Zorano? Oczywiście, że tak. Czy mogliście mieć lepszy start w życiu? Niebywale szanowane nazwiska, władza absolutna od pokoleń w rękach, nieprawdopodobne ilości złotych rubli w rodowych skarbcach, ludzie na skinienie palca, którzy pragnęliby być na waszym miejscu. Gotowi nawet zabić, byleby tylko się zamienić. Ale ty, mój drogi, za nic w świecie nie porzuciłbyś swojego życia. Nie zgodziłbyś się nawet na jeden dzień w skórze innej osoby. Za bardzo kochasz siebie, Arsene. Taki jesteś rozpieszczony i wygodnicki. Nie interesuje cię bieda w żadnym wydaniu, a fakt, że ktoś ledwo wiąże koniec z końcem nie wzbudza w tobie emocji. Obce są ci ludzkie problemy, skoro nie doświadczyłeś ich nawet w najmniejszym stopniu. Twoim największym zmartwieniem jest to, czy na śniadanie zjesz caviar d'seignets i wypijesz wino z ubiegłego stulecia. – Ale czy uporałaś się już ze swoim kapitanem? – zastanawiasz się głośno, nie szczędząc sobie złośliwego uśmiechu. Sam przecież jawnie nie przepadasz za wszędobylskim Antonem Valerievem.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Sie 30 2016, 17:25

Karamazova wzruszyła tylko ramionami niedbale. Wiedziała, że Arsene nie zmieni zdania, a on wiedział, że ona również tego nie zrobi. Nie było więc sensu toczyć tej dysputy, bo prowadziła donikąd. Wolała skupić się na innych zagadnieniach, w związku z którymi można było dojść do jakichś konstruktywnych przemyśleń.
Dziewczyna uśmiechnęła się i przewróciła oczami. Jej podziw dla francuskiej transfiguracji i kulturowych osiągnięć tegoż narodu był niczym, z uwielbieniem, które przyjaciel odczuwał do Niemców. Znała kilka sławnych nazwisk, doceniała kuchnię, sztukę i - przede wszystkim - wino, ale niewiele poza tym. Może lekko ponad inne narody wynosił Francuzów fakt, iż uważała ich za mistrzów jej ulubionej dziedziny magii.
- To niezdrowe - wtrąciła po prostu tonem, który kończył dyskusję. Wiedziała, że go nie odwiedzie od jego obsesji, a już na pewno nie tak prostymi słowami, ale musiała zaznaczyć swoje zdanie. Nie byłaby sobą, gdyby się powstrzymała. Choć z drugiej strony nie zamierzała dalej o tym rozmawiać, bo wiedziała, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem byłoby wywołanie psującej atmosferę kłótni, a tego nie chciała. Poprztykaliby się, pochodzili wściekli kilka dni, pomilczeli. A potem wróciliby do siebie jak gdyby nigdy nic i wszystko byłoby jak dawniej. Ani słowa przeprosin, bo żadne przecież nie zawiniło, ale nie mogli zbyt długo wytrzymać bez wzajemnego towarzystwa. Bywało toksycznie, ale nauczyli się z tym żyć. Nic nie dało się zrobić.
- Urodziliśmy się nimi - odparła z zagadkowym uśmieszkiem na ustach. Uważała, że zwycięzcą trzeba się było urodzić - nie można było nim zostać. Zwycięzca to archetyp, zbiór cech, których nie da się nauczyć. Potrzebne były pewność siebie, talent, ambicja. Pomagało dobre nazwisko. Ale Zorana wychodziła z założenia, że dobre nazwiska były dobre, bo wydawały na świat i kształciły zwycięzców. Sądziła, że jest to coś przekazywanego w genach, że protoplaści wielkich dynastii rosyjskich mieli to w sobie i dzięki temu udało im się zawładnąć imperium. Wierzyła, że urodzenie dawało im coś więcej niż tylko pełne skarbce i władzę. Byli po prostu lepsi. Nawet zubożałe rody i wygnańcy wciąż mieli w sobie ten pierwiastek nadczłowieka, choć pozbawieni luksusów, z których ona nigdy nie mogłaby zrezygnować. Tylko życie wyższych sfer było wystarczająco ekscytujące w pewien subtelny sposób, wielowymiarowe i intrygujące.
Słysząc wypowiedź Kuragina, która niewątpliwie była przytykiem i godziła w dumę Zory, westchnęła głośno, a na twarzy mignął jej wyraz czegoś pomiędzy obrzydzeniem a irytacją. Nie złością, bo jak można było być złym na jakiegoś pomniejszego robaka, a właśnie poddenerwowaniem, w jakie wprowadza człowieka namolnie brzęczący koło ucha komar. I takim komarem był dla niej Anton.
- Mam związane ręce - jęknęła niechętnie. Nie wiedziała, co ma robić. Nie mogła wejść z nim w otwarty konflikt, bo to by było złe dla drużyny. Sam na sam go nie oszczędzała, ale nienawidziła momentów, kiedy musiała publicznie się ukorzyć.
- Ten... Ten lebiega - wycedziła, znalazłszy w końcu dobre określenie na kapitana - wciąż śmie demonstrować na mnie swoją władzę. Nie wiem, jak to się stało, że ktoś powierzył opiekę nad Zmorami takiemu zadufanemu szczeniakowi.
Skrzyżowała ręce na piersi i wydęła wargi, przypominając sobie mimowolnie szereg upokorzeń, jakich doznała. Był zazdrosny, wiedziała to. Oryginalnie on trenował na pozycji szukającego, póki nie zjawiła się ona - szybsza, sprytniejsza, bardziej zwrotna i spostrzegawcza, a do tego pełna drapieżnej klasy. Musiał ustąpić, a potem leczył swoje nadszarpnięte ego, kiedy tylko miewał ku temu okazję. Szlag ją trafiał, ale była bezsilna.


Ostatnio zmieniony przez Zorana Karamazova dnia Sro Wrz 07 2016, 22:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Wrz 06 2016, 16:08

Niezdrowe, Zorano? Ty, Arsene, cały jesteś niezdrowy. Bo przecież szkodzisz i nikomu nawet nie pomagasz. Nigdy nie będziesz lekiem na całe zło. Za bardzo lubisz być jak doskonale uwarzona trucizna, która powoli rozchodzi się po ciele, by w jednym momencie zaatakować cały organizm i doprowadzić do smutnego końca. Ale nawet ty, najdroższa, nie przemówisz mu do rozsądku. Czasem sam się zastanawiasz, dlaczego jeszcze przy sobie trwacie. Gdybyście rozpętali krwawą wojnę między sobą – kto byłby bardziej stratny? Nie dałbyś za wygraną i dobrze wiesz, że Zorana też by ci nie odpuściła. Więc jesteście razem, podziwiając się wzajemnie, nieustannie kłócąc i naprzemiennie godząc. To bez wątpienia zamknięte koło, którego nie idzie przerywać. A przynajmniej tak wam się wydaje, bo uzależnienie stało się zbyt mocne, by zacząć się z niego leczyć. Już za późno, moi drodzy skazańcy.
- Urodziliśmy – powtarzasz jeszcze po niej pewnym siebie głosem, nieznacznie przytakując głową. Absolutnie zgadzasz się z tymi słowami, nie mógłbyś nawet inaczej stwierdzić. Jesteś zbyt dumny ze swojego pochodzenia, które namiętnie podkreślasz na każdym kroku – wszak wywodzisz się z Kuraginów, jednej z najstarszych i najbardziej szanowanych dynastii magicznych w Rosji. Nie każdy czarodziej przecież może pochwalić się tak nieskazitelnie błękitną krwią w żyłach. A już na pewno nie Anton Valeriev, ten mugolski i denerwujący chłystek, którego nie potraficie zdzierżyć nawet przez moment. Masz z nim jednak mniej do czynienia na co dzień niż Zorana – jest w końcu zmuszona z nim trenować i przy tym spędzać więcej wolnego czasu. Współczułbyś jej, gdybyś potrafił to robić, ale tylko wzdychasz cicho pod nosem na samą myśl i niespodziewanie uśmiechasz się konspiracyjnie w jej kierunku.
- Może powinniśmy się go pozbyć – zaczynasz po chwili, przykładając palec do ust w geście zamyślenia. W rzeczywistości to nie byłby przecież najgłupszy pomysł, gdyby coś mu zrobić i pozbyć się go na jakiś czas. Ulżyłoby nie tylko Zoranie, ale i tobie, bo też nie możesz znieść jego głupot i nieśmiesznych żarcików podczas zajęć szkolnych. A może dałoby się go zamknąć w Sali Wstydu na wieczność? – Nie wiem jeszcze w jaki sposób, ale to niedorzeczne, by ktoś tak nieodpowiedzialny i infantylny sprawował funkcję kapitana w Koldovstoretz. Wydaje mu się, że może wszystko, ale w tym świecie to nie on rozdaje tutaj karty. To my mamy tutaj władzę – mówisz śmiało, po czym zakładasz ręce na klatce piersiowej. To co z tym teraz zrobimy, Zorano? Sama widzisz, że nie można już dłużej zwlekać. Najwyższa pora, aby zrobić tutaj porządek i otworzyć przed tobą furtkę do roli kapitana Zmór.
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Pią Wrz 09 2016, 00:33

Gdyby można było porównać ich relację do czegokolwiek - niewątpliwie najbliżej byłby narkotyk. Nie tlen, który jest potrzebny do życia. Bez siebie wzajemnie każde doskonale by się obeszło. Nie, to przypominało bardziej coś wyniszczającego, jednocześnie dającego ulgę. Pierwszy wdech był jak objawienie. Potem bywało boleśnie, ale wciąż i wciąż się do tego wracało. Żadne nie mogło przestać. W końcu stało się to równie naturalne jak oddychanie. A myśl, żeby z siebie tak po prostu zrezygnować, była niedorzeczna. Nigdy nie mogliby zacząć z dnia na dzień się ignorować, nawet gdyby uznali, że cała ta sytuacja jest krzywdząca - a nie była. Przynajmniej jeszcze nie. Aby zaś przerwać to wszystko, jedno musiałoby wyszczerzyć kły przeciw drugiemu, a to... Wydawało się tak nielogiczne i bezsensowne, że żadnemu nawet nie przyszło to przez myśl. Podświadomie się potrzebowali, by wzajemnie łechtać swoje ego, pieścić dumę. A od tego z pewnością byli uzależnieni.
Usta Zorany rozciągnęły się w pełnym samozadowolenia uśmiechu. Wiedziała, że zrozumie - ba, przecież myślał tak samo. Ile setek niezwykłych czarodziejów i umysłów przekazało im swoje geny, by ona i Arsene byli tym, kim byli, ile potężnych ludzi pracowało na to, aby mieli to, co mieli? Niektórzy twierdzili, że narodziny są jak pusta tablica, że można ją zapełnić się tak, jak się tego pragnie. Otóż nie - narodziny były spuścizną wielu pokoleń. Nikt nie zaczynał z czystą kartą - każdy wszak miał już napisaną swoją przeszłość i tym samym określoną przyszłość. Ci, którzy nie zdawali sobie z tego sprawy byli zwyczajnie naiwni. Nikt nigdy nie zmazał swojej przeszłości, a otoczenie o niej nie zapomina. Podświadomie łączy cię w jakiś sposób z przodkami, a jak widzą cię inni, właściwie oznacza, kim jesteś. Wszystko zależy od punku widzenia. A ogół najczęściej obserwuje przez pryzmat wiedzy ogólnodostępnej - przeszłości. Jeśli nie twojej, to z pewnością twojej rodziny.
Brwi Karamazovej drgnęły lekko, nieznacznie unosząc się do góry. Wytężyła słuch i wpatrzyła się intensywniej w Arsene, usiłując nie uronić ani słowa.
- Brzmi kusząco - wymruczała w końcu, mrużąc oczy. Za równo ona jak i on wiedzieli, że Valeriev nie zasługiwał na stanowisko kapitana. Że to ją stworzono do wielkich czynów. Kuragin miał rację. Powinna wykorzystać to, co miała, by zdobyć to, czego pragnęła. Ale czy rzeczywiście chciała dla siebie tylko stołka? Niestety w quidditchu nie wygrywa się samemu.
- Niestety, choć wiele można powiedzieć złego o Antonie, na pewno nie można odmówić mu umiejętności - rzekła powoli, bawiąc się kosmykiem jasnych włosów. - Są na poziomie. Zmory potrzebują go do zwycięstwa - choćby chciała, nie wygra wszystkich meczów sama. Chociaż - połączenie szukający nie do pokonania i obrońca nie do przejścia powinny załatwić wszystko.
- Gdyby tylko udało się go usunąć jedynie z piedestału, bez odbierania mu możliwości gry... - westchnęła głęboko, myśląc na głos. Choć już się z tym pogodziła, wciąż napawało ją obrzydzeniem, by ktoś taki jak Valeriev pławił się w świetle jupiterów, podczas gdy ona pozostaje gdzieś w cieniu. To nie tak powinno być. Niestety był jednym z lepszych graczy, nie chciała więc tracić go na rzecz innej drużyny. Jasne, sam Anton nie gwarantował zwycięstwa - ale za to czynił je łatwiejszym. Zorana głęboko wierzyła, że to ona jest czynnikiem, który bezpośrednio prowadzi Zmory do sukcesu, ale z powodu wrodzonej dumy wolałaby, żeby to również figurowało na papierze, a nie istniało tylko w praktyce - zwłaszcza, że ostatecznie to kapitan zbierał wszelkie laury i przywłaszczał sobie jej osiągnięcia.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sob Wrz 17 2016, 01:24

Narkotyk. To odpowiednie słowo. Nie tlen, lecz narkotyk. Ta relacja jest dla was destrukcyjna, choć boicie się do tego przyznać, zwłaszcza ty, Arsene. Przecież się nie uzależniasz i nikogo nie potrzebujesz – a przynajmniej trwasz w tym błędnym przekonaniu, bo tak jest ci zwyczajnie wygodniej. Każdy potrzebuje kogoś bliskiego przy sobie. Kimś takim dla ciebie jest właśnie Zorana. Nie potrafiłbyś bez niej  żyć – w końcu czy miałbyś komu imponować? Kto wspierałby cię w twoich szaleńczych i egoistycznych planach? Podzielał chore fascynacje i otwarcie krytykował za niezliczone wady? Jej wolno. Pozwalasz Zoranie na bezczelne uwagi, których w innym przypadku byś absolutnie nie zaakceptował. I Dunyi też wolno, ale to jest osobny temat. Ona z kolei jest twoją młodszą, kochaną siostrą. Nie zmienia jednak faktu, że oddałbyś za nie życie, nawet jeśli teraz nie potrafisz się do tego przyznać przed samym sobą.
- Valeriev nie jest niezastąpiony – twierdzisz śmiało, bacznie spoglądając na Zoranę. Z pewnością znajdzie się na jego miejsce kilku chętnych, w końcu dostanie się do Zmór jest marzeniem wielu ludzi, którzy kochają quidditcha; uważasz więc, że Karamazova nie powinna się przejmować, czy poradzą sobie bez niego. – Ale tak, zrzucimy go z piedestału – zachęcasz ją do tego pomysłu, rzucając w jej kierunku mefistofeliczny uśmiech. Nie możesz już dłużej tak stać i bezczynnie na niego patrzeć, kochana. Ten czas musi się skończyć. Chyba nie chcesz dłużej stać w jego cieniu i patrzeć z cichą nienawiścią, jak zbiera wszelkie laury i przywłaszcza sobie twoje osiągnięcia? W końcu jesteś szukającą w Zmorach – to od ciebie zależy, czy wygracie mecz. Dlaczego więc to on otrzymuje gratulacje, a nie ty, Zorano? Sam Arsene nie może dłużej patrzeć na tę krzywdę, którą niesprawiedliwie wyrządza ci Anton.
- Dobrze wiemy, że nie jest wybitnym uczniem. Nie wiem, jakim cudem udało mu się dostać stanowisko kapitana, ale to musi być jakiś przekręt. Może zaszła jakaś ogromna pomyłka? – gdybasz głośno, jednocześnie zastanawiając się nad tym, co moglibyście mu zrobić. W końcu takie funkcje najczęściej otrzymuje się w Koldovstoretz za dobre osiągnięcia, których Valeriev zdecydowanie nie posiada. Pozostaje teraz pytanie: jakim cudem dał radę to obejść? Musi być na to jakieś racjonalne wytłumaczenie. Bo przecież nie wierzysz, że udało mu się zdobyć to stanowisko uczciwą drogą, więc jak?
Powrót do góry Go down
avatar


Samara, Rosja

błękitna

rusałka

18 lat

IX klasa

majętny

uczennica

Czarcie Włócznie, szukająca w Zmorach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Wto Wrz 27 2016, 02:31

To jasne - uzależnienie było słabością, a do niej żadne z nich by się nie przyznało. Byli przecież samowystarczalni, nie potrzebowali nikogo; przynajmniej taka była oficjalna wersja, której każde się kurczowo trzymało. Żadne przecież nie zarzuciłoby drugiemu, że tak nie jest, bo byłoby to przyznanie się do własnej niedoskonałości. A to oczywiście było absurdalne. Dlatego nawet poróżniwszy się w końcu zapominali, bo absolutnie każdy potrzebował tej jednej osoby, dzięki której nie będzie czuł się samotnym. Która będzie wspierać, a jednocześnie posiadać własne zdanie. Niewielu takich było, których opinie szanowała Zorana. Różnica zdań zwykle oznaczała ułomność i ignorancję tej drugiej strony, ale nie w tym przypadku. Tylko Arsene mógł sobie pozwolić otwarcie się z nią nie zgodzić i to wiedział. Tak samo z resztą jak ona. W pewien sposób było to powodem do dumy.
Dziewczyna pokiwała lekko głową. Większość ludzi z łatwością można było zastąpić. Niestety, przez te kilka lat nie udało jej się znaleźć zastępstwa Antona. Gdyby nie to, z pewnością już dawno knułaby przeciw niemu intrygi. Ale teraz, gdy Kuragin na głos zaczął mówić wszystko, co od dawna chodziło jej po głowie... Poważnie zaczęła to rozważać. Wiedziała przecież, że nie było nikogo bardziej nadającego się na to stanowisko. Nikogo bardziej kompetentnego. Należało się jej trzymanie złotego pucharu i rzucanie tryumfalnych uśmiechów.
- Pieniędzmi tego nie załatwił - westchnęła, również zastanawiając się głośno. - Co miałby takiego do zaoferowania? Bo niezaprzeczalnie żadnych osiągnięć w nauce nie ma.
Jeśli rzeczywiście ktoś od tak zaoferował mu tę pozycję, to był to z pewnością zwyczajny błąd. A przynajmniej Karamazova powinna się postarać, by tak to wyglądało. Chyba że uda im się wrobić Valerieva w coś przynajmniej nie do końca moralnego. Jakieś mniejsze lub większe oszustwo? Szantaż? Albo wyciągnąć na światło dzienne wszelkie brudy i nieczyste zagrania, których się dopuścił, a które oczywiście nie musiały być prawdą? Tylko kto by wątpił w słowa Zory i Arsene? Przecież nie podważało się opinii Karamazova i Kuragina, którzy w razie czego mogliby uzyskać poparcie bardziej znaczących członków rodu. A na pewno nie robiło się wtedy, kiedy chodziło o jakiegoś marnego robaka, jakim niewątpliwie był Anton. Irytujący i obrzydliwy, ale względnie łatwy do pozbycia się, czyż nie?
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sro Wrz 28 2016, 02:34

- Nie ma nawet złamanego rubla w kieszeni – stwierdzasz bez ogródek, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Nie należy wszak do tajemnic, że Anton nie pochodzi z bogatej rodziny. Co więcej, nikt nawet nie słyszał o niejakich Valerievach, bo w żaden sposób nie zapisali się w historii świata czarodziejów. Cóż więc z niego za autorytet? Nie takie osoby powinny sprawować tak istotne funkcje w Akademii Koldovstoretz. To jakieś niebywałe pomówienie, które jak najszybciej należy wyjaśnić, więc obowiązkowo tym się zajmiesz, zwłaszcza że niedługo twój papa przychodzi do szkoły w bardzo ważnej sprawie odnośnie historyka i jego praktykantki Anny. Choć pewnie nie będzie dumny z tego, że nieustannie zadajesz się z Karamazovą, ale nie zmienisz tego ze względu na rodowe niesnaski i Grigory dobrze o tym wie. Powinien już dawno przyzwyczaić się do faktu, iż Zorana nieustannie jest częścią twojego życia.
- Możesz wyzwać go na honorowy pojedynek o stanowisko. Przecież niegdyś takie zagrywki były normą, a tradycje należy pielęgnować – zaczynasz tajemniczo, leniwie podnosząc się z długiego szezlonga. Nie wiesz, czy to dobry pomysł, ale nie zaszkodzi zaproponować. A nuż Zorana uzna to za dobre rozwiązanie. – Najpierw uwarzę jeden z prostszych, choć wyjątkowo skutecznych eliksirów, który stanowczo obniży jego koncentrację i nie tylko. Myślę, że nie będzie problemu, aby mu go podać, choćby przy śniadaniu. Nie zorientuje się, a ty potem, przy wszystkich, wygrasz to bez problemu. – Anton jest naiwny i porywczy, więc nie masz żadnych wątpliwości, że bez zastanowienia podejmie wyzwanie. Teraz jednak pozostaje kwestia Zorany, czy spodoba jej się ten pomysł. – Albo zawsze możemy go w coś wrobić, z tym że wtedy najprawdopodobniej musielibyście poszukać nowego członka do drużyny – knujesz głośno, wolnym krokiem podchodząc do okna i wyglądając na błonia. – Chodźmy się przejść, potrzebuję zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. – I tak też zrobiliście.

Arsene i Zorana z tematu
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sob Gru 03 2016, 16:17

Rita, to ty? Jakaś taka jesteś... ładna. Nie spałaś prawie, a cały twój spokój niezużyty wypełzł na powierzchnię i wszystko w tobie wygładził. Cienie pod oczami, spierzchnięte wargi, wszystkie ostre kąty i poszarpane w pośpiechu brzegi.
Uśmiechaliby się do ciebie, gdybyś nie była tu sama. Mówili, że ładnie na twojej skórze wygląda kolor bursztynu, choć ciebie oczy od niego bolały. Nie wszystko, co żółte, jest od razu ładne. Ale chcąc móc podziwiać w życiu złoto trzeba pogodzić się też z oglądaniem plam psiego moczu na śniegu. Nie lubisz śniegu, królowo, on już wie. Na pewno dostał twój list i na pewno przyjdzie do ciebie. Może udało ci się przez te wszystkie lata sprawić, by był łasy na prezenty tak jak ty?
Dłuży ci się czekać, chociaż przyszłaś niedawno. Przyniosłaś Świętoszka, którego przysłała ci ciotka i tacę z dwoma kubkami herbaty. Ale to za mało, by cię skusić, kiedy czeka szezlong, na którym można się ułożyć w dramatycznej pozie i być damą, której się nudzi i przychodzi do wystawnych saloników odurzać się laudanum. Przymknij oczy, Rita, nie bój się przyjdzie.
Znajdzie cię tu taką i może sam się przestraszy.
Non mortem, somni fratrem.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sro Gru 07 2016, 00:21

Kici-kici, Rito.
Gdzie jesteś? Szukam cię dzisiaj cały dzień, choć nie wiem dlaczego. Chyba po prostu potrzebuję twojego towarzystwa. Sen miałem wyjątkowo niespokojny, choć niewiele z tej nocy pamiętam, a na jedynych zajęciach z historii magii nie mogłem się nawet skupić. Jest późne popołudnie, a ja leniwie spaceruję po korytarzach, nieobecnym wzrokiem wpatrując się w biały śnieg za oknem. Po melancholijnej jesieni przyszła długo wyczekiwana zima, świat zasypując puchową warstwą śniegu. Nagle jednak zauważam twoją sylwetkę w oddali – to musisz być ty, przecież poznałbym cię wszędzie. Po cóż tam idziesz, moja droga? Do Komnaty Bursztynowej ci śpieszno? Chcę iść twoimi śladami, lecz po drodze spotykam swoją małą Marianę. Jako starszy i odpowiedzialny brat muszę więc z nią porozmawiać – o szkole i rodzicach, którzy wczoraj napisali do niej list. Do mnie tak często się nie odzywają, cóż, to nic dziwnego, skoro to właśnie ona jest najmłodsza i potrzebuje najwięcej troski. Sam pamiętam jak to było ze mną, ale dziś jestem dorosły. Niedługo kończę szkołę i zacznie się dorosłe życie.
W końcu jednak idę do ciebie, miss Rito. Stęskniłaś się już za swoim Dionizym? Tylko jeden dzień nie rozmawialiśmy, choć zdaje się jakby trwało to wieczność. Otwieram powoli drzwi do środka, by przypadkiem cię nie przestraszyć. Kątem oka zauważam otwartą w połowie książkę, którą najpewniej przed chwilą czytałaś, lecz teraz jesteś nieobecna. Świętoszek. Powiedz mi, który to już raz Molier zaprząta ci głowę? Może w końcu powinienem podrzucić ci coś swojego. Coś, do czego będziesz wracała. Coś, co otworzy ci oczy. Zupełnie jak teraz, gdy siadam na szezlongu i lekko cię szturcham. Nie śpij.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   Sro Gru 07 2016, 22:58

W uszach ci szumi. To od tej pustki, od przepychu, a może zwyczajnie ze strachu? Wiesz przecież pewnością, której można zazdrościć, że przyjdzie. To czego się boisz, gęsi głupia? Że zapomni, kiedy straci cię z oczu? Że już niedługo zniknie to, co znacie i w końcu się zapadniesz w grząski grunt, na którym tylko dzięki szczęściu podrygujesz jak ryba wyrzucona na brzeg.
Kiedy przychodzi do ciebie, to jak szklanka wody wylana na twarz.
- Dionisie. - nie witaj się, nie przerywaj rozmowy; może uda ci się to małe oszustwo i nawet nie przypomnisz sobie tego jednego dnia, kiedy nie zamieniliście ze sobą ni słowa. - Zrobiłam herbatę, jaśminową, jak lubisz. Zimno się robi.
Może nie powinnaś? Może to zły pomysł. Może zamiast tych podprowadzonych z kuchni fajansowych kubków powinny być zwyczajne szklanki z kwaśnym porzeczkowym sokiem, które towarzyszą wam przy śniadaniu. Może kiedy pochyli się nad kubkiem, poczuje jakiś dziwny zapach, którego w herbacie nie powinno być żadną miarą i przejrzy twój postęp. Wyrzuci cię na śmietnik, paskudo, przecież chcesz go zwyczajnie otruć, samą sobą chcesz go wykończyć.
Żeby zbywał nawet swoją małą siostrę półsłówkami, by te najlepsze mieć tylko dla ciebie. By nawet siedząc przy tobie na fikuśnej kanapie biegł do ciebie bez wytchnienia.
Rusałczy nektar, taka ładna nazwa. Z pozoru nieszkodliwa, nikt ci nie bronił, kiedy niepytana zwinęłaś jedną małą fiolkę z Alchemicznych Zaświatów. Nikt niczego by ci nie zabronił, gdyby zobaczył te oczy wypłakane.
Nie będziesz się narażać na kolejne straty, prawda?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Komnata Bursztynowa   

Powrót do góry Go down
 
Komnata Bursztynowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: