IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Sala artystyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSala artystyczna   Pią Kwi 01 2016, 00:15

Sala artystyczna

Sala artystyczna to prawdziwy raj, zwłaszcza dla młodych i utalentowanych osób, które interesują się szeroko pojętą sztuką. Na samym środku pomieszczenia znajduje się pokaźnych rozmiarów scena z bordową kurtyną, gdzie najczęściej występuje albo szkolna grupa teatralna, albo chór, który ćwiczy tutaj przed najważniejszymi uroczystościami w Akademii Koldovstoretz. Za nią zrobiono niewielkie kulisy, co jednocześnie powoduje, że sala pełni funkcję również niedużego, akademickiego teatru. Podczas przedstawień przed sceną stoją rzędy wygodnych krzeseł, jednak na co dzień schowane są w niewielkim schowku przy wejściu do środka. W kącie za to stoi antyczny fortepian i kilka innych instrumentów, takich jak bałałajka, żalejka czy skrzypce, z których może w wolnej chwili skorzystać każdy uczeń.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Sala artystyczna   Pią Sie 19 2016, 14:54

Chcąc znaleźć sobie wyśmienity pomysł - i to bez znaczenia, czego miałby dotyczyć - należy bez wątpienia udać się do mnie, aż dziw bierze, dlaczego jeszcze całe moje łóżko w dormitorium nie jest zasrane od tych wszystkich orłów, które powinny przynosić mi listy z prośbami o twórcze wsparcie.
Prawda jest taka, że zupełnie tak jak bywa z większością genialnych pomysłów i ten jest owocem starań dwóch głów złożonych do kupy. Kwestia tężyzny wspomnianych głów pozostaje nierozstrzygnięta, to jednak traci na znaczeniu wobec entuzjazmu, jaki wykazują do realizacji pomysłu reszty ciał osób uczestniczących w przedsięwzięciu.
Osoby uczestniczące, to znaczy: ja i Nergui Vankeev, któż by inny. Chociaż plakat nawołujący artystyczne dusze do dołączenia do mojej (ekhem, naszej) kapeli wisi w głównym salonie od miesiąca, nikt inny nie zgłosił się jeszcze, by wraz z nami szerzyć uwielbienie dla sztuki i zarażać widzów radością życia. Oczywiście.
Nic to jednak, choć długie tygodnie oczekiwania prawie już osłabiły nasz zapał. A na pewno mój, poświęcany w coraz większych ilościach quidditchowi, w końcu sezon już się zaczął, a nawet Bełtom udało się ostatnio wytrzymać na miotłach cały mecz. Skoro inni tak się poprawili, czego będą oczekiwać od najlepszej drużyny, a zwłaszcza jej kapitana? Spać nie mogę, przygnieciony ciężarem oczekiwań.
We dwójkę damy sobie radę, zupełnie jak Iwan i Delfin. Tylko że zamiast tego będzie Anton i... no, co tam sobie będzie chciał. Słoń Morski. Albo po prostu Słoń, żeby było krócej i dźwięczniej.
Jak widać, nazwa kapeli również jest jeszcze na etapie tworzenia, podobnie jak repertuar.
Po to się tu w końcu umówiliśmy, w moim maleńkim królestwie (zaraz się zresztą owinąłem na powitanie kurtyną, żeby chociaż powdychać atmosferę sceny) - ustalić co i jak i już ćwiczyć przed pierwszym występem.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Sala artystyczna   Pon Sie 22 2016, 23:04

Podobno najważniejsze jest dobre pierwsze wrażenie; kierując się tą zasadą, jeszcze przed drzwiami do sali artystycznej postanowiłam nie robić nic, by się lepiej do tego dobrego pierwszego wrażenia przygotować. Przecież to zawsze tak wychodzi: starasz się, stresujesz, po milion razy przeczesujesz włosy szczotką, a koniec końców los postanawia podstawić ci próg (którego tam nigdy nie było! Zapamiętałabym!) pod nogi, byś przewróciła się na wejściu. Mówiąc prosto: samo życie. Dlatego też lepiej nie kusić przewrotnego szczęścia i podejść do tego, znaczy wstąpienia do zespołu, na luzie: z normalnym, niespecjalnie szerokim uśmiechem.

A może tym razem miałam się starać?, pomyślałam z niepokojem, naciskając klamkę i przezornie sprawdzając, czy nie ma tam jakiegoś progu. Nie było. Ale, gdy rozejrzałam się po przestronnym pomieszczeniu, całkiem ładnym jak na mój gust, okazało się, że też nikogo w niej nie było.

A przynajmniej nikogo nie było widać.

Niepewnie zapukałam w otwarte drzwi, wciąż ściskając zimną, rzeźbioną klamkę.

Puk, puk — zawołałam, starając się wykrzesać z siebie tyle dziarskości, ile miałam w sobie na co dzień. Obejrzałam się za siebie, by upewnić się, że Bonia wciąż jest za mną. Była. — To myyy, drużyna „dżi”... Jest tu kto? A mówiąc „kto”, mam na myśli — chwila zawahania, o jeżu w borze, jak on się nazywał, myśl, myśl — Anton Valeriev...?

Postąpiłam kilka kroków do przodu, rozglądając się po sali. W kącie lśnił złotym blaskiem saksofon, złożony wraz z innymi instrumentami w jednym miejscu, i zaraz poczułam przemożne pragnienie, by pobiec w tym kierunku, nieważne, czy ten cały Anton tu jest czy nie. Chciałam już, teraz, zaraz, natychmiast grać, chwycić korpus, przejechać stęsknionymi palcami po klawiszach i poczuć smak ustnika.

Westchnęłam ciężko. Jeszcze nie teraz.

To jest Bonia. Bogna, znaczy się. Od akordeonu. Ja jestem Ilona, saksofon. I jest jeszcze Aleks, perkusja, ale on dołączy zaraz — rzuciłam w próżnię, nawet nie wiedząc, czemu to tłumaczę, skoro nikogo nie widzę, i założyłam niecierpliwie ręce na piersi. — My w sprawie ogłoszenia o zespole.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Sala artystyczna   Wto Sie 23 2016, 11:26

Na pomysł dołączenia do kapeli w sumie się ucieszyłam - to była świetna okazja, bym spróbowała czegoś nowego, no i żebym poćwiczyła swoją grę na akordeonie. Aż dziw, że w ogóle umiałam cokolwiek na nim zagrać. Szczęście mnie jednak nie opuszczało...

Jako, że Olek (jak go nazywałam w myślach) nie mógł z nami się zabrać od razu szłam na Miejsce Przeznaczenia razem z Ilonką. Moja przyjaciółka, jako ogólnie ta żwawsza i odważniejsza bez większych oporów otworzyła drzwi i zaczęła szukać jegomościa od zespołu.
Kiedy Ilonka próbowała sobie przypomnieć jego imię próbowałam jej pomóc:
- Anton - szepnęłam.
Nie wiem czy usłyszała, na pewno sobie przypomniała.

Przez chwilę zachwycona przyglądałam się instrumentom. Może nie były w najlepszym stanie, ale... Cholibka, na każdym bym z chęcią spróbowała pograć!
Choć moją uwagę najbardziej zwrócił ukochany przeze mnie akordeon. Wyglądał co najmniej znośnie i choć wiedziałam, że wnętrze może być całkiem zepsute liczyłam na to, że będzie mi się na nim grało całkiem nieźle.

Potem zaczęłam się rozglądać po całej sali. Jakoś bardzo spodobała mi się scena. Może dlatego, że idealnie nadawała się do przedstawienia, choćby baletowego? Przydałoby się może pokombinować z wystawieniem takiego...

Ilonka zaczęła nas przedstawiać, choć wyglądało na to, że nie ma tu żywej duszy. Na wypadek wolałam coś jednak od siebie dodać:
- Możesz mi mówić Bonia lub Ignacja, jeśli moje imię ci się nie podoba - wolałam zaznaczyć. Spotykałam takich, co mojego imienia nie lubili, aczkolwiek z reguły byli uprzedzeni do całej mojej osoby.

Miałam przez moment wrażenie, że kurtyna się ruszyła. Pokazałam mej rudej przyjaciółce żeby była cicho, wyciągnęłam różdżkę i mierząc w podejrzany kawałek materiału trochę do niego podeszłam. Czy to możliwe, że coś tu się zalęgło?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Sala artystyczna   Wto Sie 23 2016, 14:26

W zasadzie nie działo się nic, bo po zaledwie kilku minutach dotarło do mnie, że zapomniałem pożyczyć od opiekuna Werniksów gramofon, żeby chociaż coś nam grało przy rozgrzaniu gardeł. Zawijałem się na zmianę z odwijaniem z kurtyny i nawet trochę zakręciło mi się w głowie, aż tu nagle.
Cisza została przerwana. No tak, pomyślałem, a ramiona mi opadły, dusza mi chyba przysiadła na jednym z nich. Oto przyszli pozbawić mnie marzeń i platynowej płyty.
- Jestem. - odpowiadam grobowym tonem zarezerwowanym zwykle dla profesorki od alchemii. Gestem nakazuję, by Vankeev milczał; jeśli przyjdzie do rozwiązania nie do końca legalnie założonej kapeli, niech tylko jeden z nas za to oberwie, a ja w szlabanach jestem chyba nieco bardziej doświadczony.
Nigdy w życiu nie dostałem milszej niespodzianki. Bo to wcale nie dyżurująca profesorka od alchemii przyszła po mnie, tylko Ilona Saksofon.
- Z nieba nam spadacie, panienki. Anton Valeriev, współzałożyciel kapeli, uszanowanie. - podałem dziewczynom rękę na powitanie, żeby może nie wystraszyć ich zbytnią wylewnością, choć z tej niespodziewanej radości mógłbym je ucałować. I nieobecnego Olka od perkusji też.
- Nergui, chodź, nie chowaj się, chcą do nas dołączyć! Oto mój wspólnik i wspaniały wokalista, Nergui Vankeev.
Obie kojarzyłem z widzenia, czy to ze spotkań Werniksów, czy po prostu z korytarza. One na pewno widziały już kiedyś mnie, jeśli nie przy wspomnianych okazjach, to na boisku. A jeśli nawet nie tam, to zobaczą za kilka lat. Na scenie, na ekranie, na bannerach zdobiących boki autobusów.
Powinienem chyba zachować powagę, może poudawać przynajmniej na początku, że planowaliśmy w ogóle jakiś casting i nie są jedynymi kandydatami; ich umiejętności zostaną poddane próbie i ocenie, czy są wystarczająco dla nas dobre.
Tymczasem, stwierdziwszy, że i tak się średnio znam na technicznej stronie muzyki, zwłaszcza na tak wymyślnych instrumentach, zaprosiłem je do środka.
- Chodźcie, chodźcie, pokażcie, jak gracie.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Uczeń

PisanieRe: Sala artystyczna   Wto Sie 23 2016, 14:35

Jak zwykle dziewczyny - to babska solidarność albo coś w tym rodzaju - wyrwały się przodem, nie czekając na mnie. Pięć minut w łazience. Pięć! I o pięć za długo czekania jak dla nich najwidoczniej. Pozwoliłem im iść, przecież Ilonie trzęsą się ręce na myśl, że być może uda nam się dołączyć do tego zespołu, a Bognie nie będę kazał czekać przed sypialnią męską. Już nawet przebolałem ten fakt i zbliżając się do sali artystycznej, w któej dotąd bywałem bardzo rzadko, ewentualnie na jakichś uroczystościach czy przedstawieniach, to czułem rosnące podekscytowanie, jakbym nadal był małym dzieckiem cieszącym się z kolejnej zabawki. A to śmieszne, bo jestem już pełnoletnim młodym facetem. Nie powinno mnie ekscytować coś takiego.
       Zanim wszedłem do sali zadbałem o to, żeby z mojej twarzy zniknął wolno malujący się na niej szeroki uśmiech. Jeszcze nie ogłupiałem na tyle, żeby dać komuś powód do kpin - cieszy się z zespołu jak baba, osiemnastoletni chłopak, który niedługo uderzy w dziewiętnastkę. Prychnąłem, poprawiłem rękawy swojego ubrania i z wyrazem jako-takiej obojętności wszedłem do sali.
       Zastałem tam jednak widok tak komiczny, że nici z próbu opanowania zadowolonego wyrazu twarzy, teraz tylko może był on nieco ironiczny. Powstrzymałem śmiech, który już zbierał się do wydostania z mojej krtani i odchrząknąłem głośno. Bogna właśnie zasadzała się na Bogu ducha winną kurtynę z różdżką, przedstawiając się powietrzu, a Ilona patrzyła na to wszystko wielkimi oczami. Tylko one potrafiły wpaść na taki głupi pomysł, jak witanie się z kurtyną. Od razu zniknęła odrobina stresu, którą czułem przed chwilą i zdecydowanie się rozluźniłem.
Po chwili jednak zza kurtyny wyłonił się chłopak, zatrzymałem się więc za półotwartyki drzwiami - chyba mnie nie zauważył. Przystanąłem na moment, ale to nie z nieśmiałości. Przedstawili się, bo jak okazało się była tam dwójka ludzi za tą wcale-nie-tak-magiczną kurtyną. Kiedy zaczął tak bezpośrednio, bez zbędnych wstępów od razu od pokazów umiejętności, zatrzasnąłem za sobą drzwi, tym sosobem chyba skupiając na sobie trochę uwagi.
- Hej, sorry za spóźnienie - chociaż wcale nie byłęm spóźniony. - Jestem Aleks - dodałem, odchrząkując. Nienawidziłem się przedstawiać, zawsze wydawało mi się to tak sztuczne Ale formalności chyba na szczęście mieliśmy już za sobą.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Sala artystyczna   Sob Sie 27 2016, 15:41

Na szczęście okazało się, że w kurtynie nie ukryło się żadne podejrzane stworzenie tylko założyciele kapeli. Czułam się trochę dziwnie z tym, że wzięłam ich za zagrożenie, więc w miarę szybko schowałam różdżkę i podałam im rękę na przywitanie.
Odniosłam wrażenie, że Anton jest bardziej śmiały od swojego kolegi. Ciekawe czy to się sprawdzi podczas wspólnego grania.

- No dobrze, zaraz pokażę - uśmiechnęłam się do nich. Widać duże zaangażowanie z ich strony jeśli chodzi o założenie zespołu.
Nim wzięłam do ręki mój ulubiony instrument ktoś trzasnął drzwiami. Aż się odwróciłam!
- O, cześć! Przyszedłeś w dobrym momencie! - przywitałam przyjaciela.

Sprawdziłam czy instrument ogólnie działa. Potem zaczęłam grać jakieś niezbyt skomplikowane melodyjki. Nie chciałam się niepotrzebnie popisywać, a także martwić, że się pomylę podczas gry. W końcu razem się będziemy uczyć jak tworzyć muzykę jako już zespół, nie?
Kiedy skończyłam i odłożyłam instrument z zadowoleniem stwierdziłam, że spokojnie można na nim grać i nie martwić się naprawą. Zresztą czy w tym wypadku magia nie załatwiła by problemu?

Następnie zwróciłam się chłopaków:
- A wy na czym gracie? I czy już mamy zgodę na bycie oficjalną szkolną kapelą? - spytałam zaciekawiona. Jeśli to nie jest oficjalne to pewnie będziemy z Ilonką i Olkiem mieli swój wkład w wymyślanie nazwy.
Potem usiadłam na scenie spuszczając z niej nogi. Fajny widok z wysoka mają ci aktorzy!
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Sala artystyczna   Sro Wrz 28 2016, 17:07

Przywitałem Aleksandra kiedy ten dołączył do dziewczyn i z szerokim uśmiechem skonstatowałem, że oto w kapeli zarysował się idealny balans i w zasadzie nawet zanim jeszcze podnieśli instrumenty nabrałem przeświadczenia, że po tylu tygodniach jałowego planowania wszystko nagle pójdzie jak z płatka.
- No, ładnie. - słuchałem uważnie jak Bogna, albo nie - jak Ignacja gra. Nigdy nie znałem nikogo, kto by miał na imię Ignacja, a bardzo mi się spodobało jego poważne brzmienie. Do takiego imienia pasują garsonki w pepitkę i plastikowa biżuteria, ale na razie, zanim się zestarzeje, akordeon wystarczy. Zawsze najbardziej lubiłem akordeon właśnie, może to od tych wszystkich skocznych cyganów, z którymi spędzam czas tak mi się rzuciło. Zacząłem nawet podzwaniać powyginanym tamburynem, ale skończyła grać zbyt szybko, bym zdążył dobrze zgrać się z nią rytmicznie, zwłaszcza, że chyba nie znam tej piosenki.
- My śpiewamy. - wyjaśniam zaraz, przysiadając się do Bogny. Moje nogi prawie opierają się na ziemi, a jej uroczo dyndają z podwyższenia. Obijam podest obcasami butów w jakimś prostym rytmie i przystępuję do dalszych wyjaśnień:
- Zgody jeszcze nie ma, bo do dziś nie było prócz nas nikogo. Nie mamy jeszcze nazwy ani nawet zarysu repertuaru, więc liczę na waszą radosną twórczość.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Sala artystyczna   

Powrót do góry Go down
 
Sala artystyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: