IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Magiczne wiwarium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość

PisanieMagiczne wiwarium   Pią Kwi 01 2016, 00:03

Magiczne wiwarium

Magiczne wiwarium to osobny, dość wysoki budynek pokaźnych rozmiarów, który ulokowany jest w pobliżu Koldovstoretz, tuż przy krętej drodze do lasu. Został zbudowany zaledwie pięć lat temu z inicjatywy aktualnego dyrektora, tylko po to, aby umożliwić uczniom możliwość poszerzania wiedzy z zakresu fauny i flory. Pomieszczenie jest specjalnie przystosowane dla uczniów, aby podczas zajęć mogli w nim badać i zajmować się hodowlą oraz chowem. Warunki panujące w tym miejscu zostały zbliżone do naturalnych, dlatego też najczęściej w środku jest bardzo duszno. W samym wiwarium można znaleźć różnorodne gatunki zwierząt lub roślin, często także rzadko spotykanych czy nierosnących na ziemiach kaukaskich. Budynek jest podzielony na kilka części, jednak najważniejsze z nich to: egzotarium, terrarium, akwaterrarium i paludarium.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Sob Maj 14 2016, 14:55

LEKCJA BOTANIKI, PO PRZERWIE OBIADOWEJ

Zbliżał się koniec przerwy obiadowej, a co za tym szło - zbliżał się czas na pierwsze zajęcia botaniki. Początkowo Łukasz planował zorganizować lekcję w jednym z audytoriów, ale gdy tylko dowiedział się o istnieniu wiwarium, zmienił zdanie. Wiwarium dawało mu o wiele więcej możliwości prowadzenia lekcji, od dyktowania nudnych formułek do zeszytu w otoczeniu zielonej roślinności po zajęcia praktyczne. Zdawał sobie sprawę, że co najwyżej nauczy uczniów najprostszej pielęgnacji i przesadzania najbanalniejszych roślin, ale lepsze to niż nic - osobiście uważał, że Starszyzna powinna rozwinąć nieco zakres botaniki nauczanej w Akademii, co na dzień dzisiejszy się nie zapowiadało. Jednak nie zamierzał narzekać. Po ostatnim nauczycielu przejął również pieczę nad szkolnym kółkiem botanicznym, Panaceą - to już było w jego zakresie, czego nauczy młodzież z tego kółka, ale najpierw musiał się zorientować, co już potrafią. Nie chciał nikogo rzucać na głęboką wodę. Kiedy już znalazł się w wiwarium, skierował swoje kroki do paludarium. Było tutaj bardzo gorąco, dlatego podwinął rękawy swojej szaty i rozpiął dwa guziki białej koszuli, łapiąc porządny oddech. Przyjrzał się roślinom - niektóre znajdowały się w doniczkach, inne rosły w gablotach, jeszcze inne pięły się pod sufitem. Idealnie. Z pomieszczenia roboczego przeniósł kilkanaście kompletów narzędzi ogrodniczych, drewniane skrzynki z lawendą, rozmarynem i miętą, a pod ścianą umieścił drewniane, składane krzesełka. Zerknął na zegarek - uczniowie mieli jeszcze piętnaście minut na przybycie. Nie tolerował spóźnialskich. Przysiadł na jednym z krzeseł z dziennikiem na kolanach, próbując zaznajomić się z nazwiskami uczniów. Niektóre nazwiska kojarzył, innych nie. Do Akademii ciągle uczęszczało wiele pociech arystokracji. Łukasz naprawdę dziwił się, że rodzice jeszcze nie postanowili założyć oddzielnej, lepszej szkoły dla swoich małych szlachciców.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Sob Maj 14 2016, 23:44

Czas przeciekał przez palce, a należało podejmować ważne decyzje. Już po pierwszych lekcjach wiedział, że będzie ciężko dlatego cztery kółka zainteresowań stawały pod znakiem zapytania. Werniks, Świtezianka, Piromanci i Panacea, na którą zdecydował się ze względu na Ulianę. Mogli razem zagłębiać się w las pod pretekstem zbierania roślin. Teraz… Teraz to już było bez znaczenia. W każdym razie na pewno nie rozdwoi się, aby uczęszczać na wszystkie koła zainteresowań. Porzucił już z żalem Piromanów, pora na rozstanie się z Panaceą.  Nie przepadał za roślinkami, szukaniem ich i zrywaniem w określonych kwartałach.
Z botaniki polegał głównie na Ulianie, on wolał kupować gotowce do swoich eliksirów.
Opuścił dzisiejszy obiad, aby wypisać pismo informujące nowego opiekuna kółka o swojej rezygnacji. Świerszczewski spadł mu z nieba, bo poprzedni wykładowca stwarzałby wiele problemów. A tak Polak z Polakiem się dogada i nie będzie źle. Starannie wypełnił papier swoim pismem i gdy inni spożywali rarytasy w Sali Balowej skierował swoje kroki do Magicznego Wiwarium.  Tego miejsca wręcz nie znosił więc zapowiadało się na godzinne męki w foliaku. Nic tak nie poprawiało nastroju jak ociekanie potem. Zapukał, a potem wszedł do środka starając się przybrać najpogodniejszy wyraz twarzy. Pierwsze wrażenie robi się tylko raz!
- Dzień dobry profesorze Świerszczewski – przywitał się płynnie po polsku, pozwalając sobie na porzucenie rosyjskiego – Chciałbym złożyć rezygnacje z Panacei…
Byli prawie tego samego wzrostu, a i Łukasz wyglądał dosyć młodo jak na profesurę.
- Źle to wygląda… Na początek… Niestety za dużo zajęć w tym roku.
Czuł się w obowiązku wyjaśnić, że nie rezygnuje z lenistwa ani niczego co zdekredytowałoby go w oczach nowego nauczyciela.


Ostatnio zmieniony przez Andriej Walewski dnia Nie Maj 15 2016, 01:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Nie Maj 15 2016, 01:14

Pierwsze wrażenie robi się tylko raz! Ja na panu od botaniki pierwsze wrażenie musiałam wywrzeć nieco słabe, bo zagadałam do niego i zaczęłam od tego, że przecież jak mogli nam zmienić profesora na sam koniec drogi uczelnianej. Byłam niezłą świruską jeżeli chodzi o roślinki, więc akurat te zajęcia wydawały mi się być najważniejszymi. Ale Łukasz okazał się być fajnym gościem, wcale mnie nie zgnoił za tę pomyłkę, powiedział nawet, że mogę mu pomóc i przynieść jakieś tam doniczki, w których będziemy zasadzać. To poszłam.
I dobrze, że kiedyś Andriej na mnie polegał, przecież tworzyliśmy idealny zespół badawczy, ja przygotowywałam mu świeże składniki, a on mógł z nich mieszać eliksiry. Tylko, że teraz on woli kupić rzeczy w sklepie, a moją pomoc chce odrzucić.
Zbliżam się do pleców wykładowcy, nieświadoma tego że idę wprost na Andrieja. Nie poznaję go z daleka, a z bliska też pewnie będę miała mały problem. Idę nieprzejmując się szczególnie niczym, bo po tym jak powiedziałam Świerszczewskiemu o tym, że to limo niedługo zniknie, to nie musiałam się znów chować przed kolejnym wykładowcą. Oni się wszyscy tak o mnie martwią, a ja przecież mówiłam, że się potknęłam i mi się nabiło. Chyba nikt nie uwierzyłby mi, gdybym powiedziała, że byłam członkiem bitwy. Bitwy o chłopaka. Mojego chłopaka.
Byłego.
Wciąż niedokońca wiem co znaczy być b y ł ą dziewczyną Andrieja. Jak to jest. Czasami łapię się na tym, że zapominam, jaki mi wielki ból uczynił, stoję na tarasie przy wirydarzu i zamyślona go obserwuje. I jakiś uśmiech maluje się na mojej twarzy i odpływam w krainę marzeń i snów. I znów powoli podpieram głowę na dłoni i patrzę się na niego całe pięć minut. Później on odchodzi, może zjeść, siku, albo całować się z Livią. Kiedy przypominam sobie o niej, to odrazu mnie znów łapie smutek wielki i tylko to, że przez oczy spuchnięte ciężko mi bardzo płakać, nie placzę nonstop. Ale czasami łapie mnie to na zajęciach i nagle wpadam w płacz. Okropnie żenujące historie, wiem, szkoda mówić.
W każdym razie szłam i już miałam się pojawić z przodu Łukasza i pokazać mu, że przyniosłam skrzynki, kiedy coś mnie tyka i nagle zatrzymuje sie w pół kroku. Zaraz zaraz, czy to nie głos Andrzeja. Brzmi jak on, ale... ale głos do twarzy nie przystaje. Za to ja przystaję i patrzę otumaniona na niego. Jezusiemaryjo Matkoboskoczestochowsko. Zajmuje mi to trochę długo, żeby zrozumieć co się tutaj zadziało. Spowolniony więc stał się mój krok, stawiam skrzynki przed Łukaszem i patrzę wciąż na Andrieja, ale kiedy on spojrzał, to ja już patrze na Łukasza.
A później na Andrieja, na tę kartkę, którą trzyma w dłoni, na nauczyciela.
Jak to rezygnować z koła? Jak to jak to jak to jak to.
- Ale dlaczego rezygnujesz, tak dobrze ci szło w zeszłym roku? - wybauszam oczy na niego, badam spojrzeniem jak inną ma teraz twarz. Chciałabym jej dotknąć, ale już mi nie wolno, a na pewno nie przed nauczycielem. Zawiesiłam się trochę, trochę jestem w szoku. Dużym.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Nie Maj 15 2016, 16:44

Sammy pędzi, łokciami, przepycha się przez ścianę uczniów, zaraz się spóźni i na co mu były te trzy dokładki jak się zaraz spóźni, na pewno się spóźni i znowu tatuś dostanie orła z naganą i znowu będzie krzyczał. Biedny Sam nie lubi jak się na niego krzyczy, więc pędzi na zajęcia, ledwo nóg nie pogubi w czasie biegu przesz szkolne błonia, zaraz na pewno się spóźni i co i wpis do dzienniczka, oj nie nie ładnie.
W końcu zdyszany, zapocony i z lekkim fetorkiem potu wkracza do wiwarium. Dopiero przekraczając prób szklarni, dopiero na widok tych wszystkich roślin Samuel przypomina sobie, że on tak w zasadzie to nie lubi rośli, a od ekscesów z zeszłego roku i zabawy z wielką rosiczką jest pewny, że jest to niechęć czysta i obdarzona dużą dozą wzajemności. Powoli, z twarzą przesiąkniętą przerażeniem Sol wkracza w głąb pomieszczenia.
Już ma stwierdzić, że coś mu się pomyliło, już chce uciekać z krzykiem kiedy jak przez mgłę słyszy głosy innych ludzi. Ratunek! Krzyczy w myślach i pędzi do miejsca, skąd słychać głosy, przekracza próg i jest, wybawienie.
-Dzień dobry.- Mówi po rosyjsku, a w brzmieniu jego głosu w tym jak akcentuje poszczególne słowa przebija się jego francuski akcent. W zasadzie cała osoba Samuela bije zachodem. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to człowiek, z poza systemu.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Nie Maj 15 2016, 17:51

Lekcje, lekcje, lekcje. To raczej nie powinno dziwić - w końcu Koldovstoretz to szkoła a nie miejsce w którym jedynie się krąży po salach, labiryntach, zielonych terenach. Mimo wszystko nie jestem zbytnio zadowolona. Nie wyspałam się, zjadłam zaledwie jednego tosta i mundurek w którym musiałam paradować mnie irytował. Na szczęście odrobinę go "zmodyfikowałam", umieszczając łańcuch przy granatowych spodniach i kilka przypinek na białej koszuli, które zdobyłam na bułgarskim targu dwa lata temu. Jeśli ktoś postanowi mi zwrócić uwagę to proszę bardzo, z chęcią powalczę o to, co wypada mi nosić a co nie. Miałam nikłą nadzieję, że ten nowy nauczyciel będzie w miarę porządku i w porównaniu co do niektórych, nie będzie się zachowywał jakby coś go przeczyściło. Grzywkę odgarnęłam nieco do tyłu, żeby być "nieco" bardziej elegancką tego dnia, zgarnęłam potrzebne rzeczy do swojego kolorowej torby, którą przerzuciłam przez jedno ramię. Weszłam do pomieszczenia, rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę nowego profesora, który był zajęty rozmową z Walewskim, o ile dobrze pamiętałam, bo twarz to w sumie kojarzyłam - trudno nie kojarzyć, skoro się uczęszcza na zajęcia razem i jest się z jednego rocznika. Zajęłam jedno z wolnych miejsc jakoś z tyłu. Nie spóźniłam się? Nie spóźniłam raczej, skoro frekwencja była taka a nie inna.
Powrót do góry Go down
avatar


Pierdiełkino/Belgrad

błękitna

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Nie Maj 15 2016, 19:58

Mmmmmmmm.... Mmmmmmmmmmmm.... Mmmmmmm... Medytowałam łypiąc na Zhu Zhu spod oka. Twierdziła, że mnie to uspokoi i nie będę aż taka narwana. Mmmm...Mmm..mmmm.
Tyłek mnie boli od siedzenia na podłodze. Nie wiedziałam dlaczego marnuję swoją przerwę obiadową na coś takiego, ale mojej współlokatorce tak bardzo na tym zależało więc się zgodziłam. Poderwałam się w końcu kiedy zegarek odmierzył dziesięć minut. Ughr! W tym czasie mogłam zjeść kurczaka, a nie trwać bez ruchu, ale nic nie mówię. Daję Zhu Zhu buziaka, poprawiam mundurek i włosy po czym zabierając torbę z łóżka pospiesznie idę na zajęcia z botaniki medycznej. Obiad sobie darowałam licząc, że może Samuel albo Andriej wzięli coś na później. Nowa kadra nie wywoływała we mnie takich emocji jak u kujonów, ale przyłapałam się na myśleniu o nowym wykładowcy botaniki. Z poprzednim miałam na pieńku i naprawdę mało brakowało, a skończyłabym klasę niżej. Spóźniałam się, tłukłam niechcący doniczki, a raz przywaliłam jednej dziewczynie grabkami. Srogi był za to szlaban, oj srogi. Przed Wiwarium zwalniam panując już nad swoim oddechem, sprawdzam mundurek i wchodzę. Wnętrze nie zmieniło się nic, a nic ale ludzie... Dostrzegłam nauczyciela. Chłopięco miły z twarzy i może gdybym postrzegała mężczyzn jak kobieta to chętniej cieszyłabym oko jego urodą. Andriej. Co on tu robił tak wcześnie? Zauważyłam kartkę, a potem jeszcze Ulianę, której posłałam jedno z tych nieprzychylnych spojrzeń rywalek. Świetnie czułam się w tej roli. Jak tam twoje oczko Pućka? Pytałam niemo. Musnęłam lekko plecy Andrieja kiedy przechodziłam. Był też i mój Sam. Aż się rozpromieniłam zapominając o Uli. W tyle dostrzegłam jedną z tych grobowych dziewczyn. Postanowiłam, że dosiądę się do małego Sola.
- Dzień dobry - rzucam na powitanie, a potem dopadam swojego druha od wspinaczek po drzewach.
Samuel był taki... Nie wiem jak to powiedzieć... Mogłabym się nad nim rozpływać w nieskończoność.
- Co tam Sammy?
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Nie Maj 15 2016, 20:42

Wiadomość o nowym nauczycielu botaniki nie wywarła na Tundrze większego wrażenia, nie dlatego, że jej to nie interesowało, ale dlatego, że zmiana w kadrze pedagogicznej nie wydawała jej się jakąś sensacją. To tylko człowiek, to tylko przedmiot szkolny, przez który przebrnie z mniejszym lub większym wysiłkiem, zapewne w zależności od nowego człowieka na stanowisku właśnie i od jej pracy.
- Duszno tu. - Mruknęła do idącej obok Cyzi, co wcale nie było niczym odkrywczym, bo w szklarniach zazwyczaj panował niezwykły zaduch, ale potrzebowała w ten ludzki sposób podzielić się spostrzeżenio-obiekcjami. W związku z czym pozwoliła sobie nawet odpiąć ostatni z guzików przy kołnierzyku, chociaż zawsze miała ja zapięte pod samą szyję, chociaż regulamin wcale tego nie wymagał. Tak było skromniej, poza tym po coś ten guzik tam był.
Zazwyczaj zajmowała jakieś bezpieczne miejsce, nie z przodu, aby nie być na ostrzu noża wykładowcy, ale też nie z tyłu, bo tam zawsze gromadzili się uczniowie-imprezowicze. Kiedyś widziała gdzieś zabawną rozpiskę tego, w jakich miejscach kto się znajduje i wychodziło na to, że w klasach i salach wykładowych zajmuje miejsce cichociemnych. Cóż.
Kiwnęła lekko głową na przywitanie tym osobom, które darzyły ją życzliwością i przysiadła na jednej z drewnianych ław, czekając na rozpoczęcie zajęć. Rozejrzała się, nie mogąc jednak nigdzie wyłapać białej głowy brata. Od czasu szachowej sprzeczki nie dostała od niego nawet odpowiedzi na list, jakby późniejsza rozmowa z Wrońską sprowadziła na nią klątwę.
Powrót do góry Go down
avatar

Tibilisi, Gruzja

błękitna

17

VIII klasa

przeciętny

uczennica

Odrodzenie, Panacea

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Nie Maj 15 2016, 21:21

Dla Tsisy to były jedne z najważniejszych zajęć. Była zaskoczona i chyba rozczarowana zmianą wykładowcy. Z jednej strony wiedziała, że nie zatrudnią kogoś o niewystarczających kompetencjach. Zresztą, jak będzie trzeba sama może się przygotować. Miała taką nadzieję.
Szła z swoją współlokatorką. Widziała, że Tunder coś męczyło, ale nie miała śmiałości. Hamowały ją uwagi matki, że nie musi i nie powinna wiedzieć wszystkiego.
- Tak. Ale ten zapach - wciągnęła głęboko powietrze. Wilgotne, pełne pyłków, czuć było ziemią. Niech na baczności mają się astmatycy.
- Dzień dobry - przywitała się od progu.
Zajęła miejsce obok Tunder. Ze względu na wzrost i kujonowatość powinna zająć pierwszy rząd, ale to miejsca są zbyt eksponowane. Za bardzo widoczne i przyciągające. Czas się przekonać jaki będzie nowy nauczyciel.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 07:07

Wiwarium jest szalenie męczące. Każde pomieszczenie z nadmiarem roślin i kwiatów jest męczące – wariacja zapachów otępia go do granic możliwości, dlatego zawsze przed końcem zajęć wychodzi wcześniej, o ile nadarza się taka możliwość. Sergeyevich zawsze jakąś znalazł, lubił go. Z nowym, cóż… Już nie przypadł mu do gustu – wystarczyło niewłaściwe wybranie miejsca pierwszych zajęć, o wiele lepiej czułby się w starych, dobrych szklarniach. Tam roślinny odór miesza się z intensywną wonią wilgotnego kamienia; tam znaleźć można więcej miejsc, w których profesorski wzrok nie dosięgnie nygusów; tam droga do wyjścia jest o niebo prostsza niż w tej szklanej klatce, w której spędzić im przyjdzie kolejnych kilkadziesiąt minut.
(nie jęcz, nie jesteś babą. a może jednak?)
Przed Łukaszem (na bogów, miej szacunek do ludzi!) przybiera maskę wzorowego ucznia, jak zawsze. Pierwszego dnia nie wypada inaczej, to pierwsze wrażenie jest najważniejsze, trzysekundowa ocena, rzutująca na dalszej, bardziej lub mniej, owocnej współpracy, zależnie od tego, jak ostatecznie delikwent wypadnie. Bez uśmiechu, z powagą i zmarszczką między brwiami, gdy kolejna fala bólu rozłamuje mu głowę na pół, trąc powstałymi fragmentami o siebie z niebotyczną siłą. Może wypadało, by wziął ze sobą ten tandetny, kołowiankowy breloczek, może nie potrzebowałby niczego innego, a los sam się do niego uśmiechnął. Nie wierzy jednak w festynowe gadżety przynoszące szczęście, za dużo przypadku towarzyszy wszystkim, by niewielki przedmiot z łapą martwego stworzenia miał odwrócić na jego korzyść całą historię.
Skinieniem głowy wita się z obecnymi już w wiwarium uczniami. Puszcza Tsisii perskie oko, dobra z niej towarzyszka zbrodni, Tunder zresztą też, ale tego jej powiedzieć nie może, jeszcze znowu źle dobierze słowa, coś zostanie niedopowiedziane, coś niewłaściwie zinterpretują. Uśmiecha się tylko kącikiem ust, zostawi je w spokoju, tak będzie na dziś najlepiej. Miejsce zajmuje obok Vasiliji, ten łańcuch aż się prosi o właściwe towarzystwo.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 17:42

Wszyscy mieli rację - pierwsze wrażenie robiło się tylko raz. Zanim pojawili się pierwsi uczniowie, Łukasz zdecydował się przesadzić jedną z lawend ze skrzynki do kolorowej doniczki, którą planował zabrać do swojego gabinetu. Lawenda podobno dobrze wpływała na wydawanie sprawiedliwych osądów, więc na pewno przyda się przy sprawdzaniu klasówek, kartkówek i innych referatów. Świerszczewski nie włożył rękawic - w szybkim tempie pobrudził sobie dłonie i umorusał ziemią nie tylko ręce, ale również białą koszulę. Od dziecka pomagał rodzicom na plantacji, odrobina ziemi i brudu nie była niczym złym, jednak teraz miał się zaprezentować młodzieży w tym stanie. Westchnął pod nosem, odkładając doniczkę na ziemię i wstając. Próbował strzepnąć grudki ziemi ze swojej koszuli, ale jedyne co osiągnął, to pojawienie się na niej podłużnych, szarych smug; i właśnie w takim stanie zastał go Walewski. Drzwi do paludarium były otwarte, dlatego nie mógł spodziewać się pukania. Rozłożył ręce z lekkim zaskoczeniem na twarzy, ponieważ pierwszy z uczniów przybył na lekcję dobre dziesięć minut przed czasem. - Dzień dobry, dzień dobry, witam - odparł na przywitanie Andrzeja, również po polsku. Był zdziwiony - większość uczniów zwracała się do niego po rosyjsku, a tu proszę, jaka miła niespodzianka. Skrzyżował ręce na piersi, brudząc sobie również mankiety koszuli (a kto by się tym przejmował), po czym zerknął w podanie, które trzymał chłopak. - Jesteś pewien? - spytał Łukasz, zanim wyciągnął brudną rękę po rezygnację Walewskiego. Zaczął wodzić wzrokiem po literach. Szkoda, że tego podania również nie napisał po polsku. - Cóż, nie mogę skłonić cię do podjęcia innej decyzji, ale zapewniam cię, że gdybyś tylko zmienił zdanie, Panacea przyjmie cię z szerokimi ramionami - uśmiechnął się, rozkładając ręce i kładąc podanie na dzienniku. W międzyczasie w klasie pojawiła się Ula - zdążył poznać ją wcześniej. Pomyliła go z uczniem, co uznał za komplement, ale kiedy już doszli do porozumienia, polecił jej przynieść ostatnią skrzynkę z macierzanką z pomieszczenia obok. - Twój kolega ma zbyt dużo zajęć, panno Gardonyi - odpowiedział, tym razem po rosyjsku, przejmując od niej skrzynkę i odkładając ją na środek, czyli tam, gdzie stały wszystkie. W końcu wytarł swoje dłonie w szatę, którą zdjął przed pojawieniem się Andrieja, po czym uśmiechnął się do ich dwojga. - Zajmijcie miejsca, zaraz będziemy zaczynać - stwierdził, widząc wchodzącego, zziajanego chłopca i dziewczynę, znajdującą się tuż za nim. Zerknął pobieżnie na jej łańcuch przyczepiony do spodni. Takie chyba określano jako kobiety z charakterem, nie? Pokazał Andriejowi i Uli złożone, drewniane krzesełka stojące pod ścianą i sam zaczął krążyć na środku. - Witam panie, dzień dobry, ładna fryzura, owszem, troszeczkę duszno, ale jak to powiedziała twoja koleżanka - ten zapach - mówił z uśmiechem, witając wszystkich uczniów wchodzących do klasy. Po chwili spojrzał na zegarek - wskazywał równą godzinę czternastą. Pora zaczynać. - Krzesełka są pod ścianą, uformujcie koło - polecił na początek. Zaczęła się cicha bieganina i ciszę przerywało jedynie szuranie krzeseł przesuwanych po podłodze. Sam przeniósł swoje na środek, ale nie usiadł na nim. - Nazywam się Łukasz Świerszczewski i będę waszym nauczycielem botaniki w tym roku - zaczął, przechadzając się w centrum tego nieudolnego okręgu i próbując zapamiętać pierwsze twarze. - Na lekcjach będziemy korzystać z podręczników, czasami i różdżek, ale będę kładł nacisk na zadania praktyczne. Uznałem, że na pewno znudziło wam się słuchanie kolejną godzinę z rzędu o przedmiotowym systemie nauczania i programie, dlatego przygotowałem coś... ciekawszego. Zanim zaczniemy, czy macie jakieś pytania? - urwał głos i zaczął kręcić młynka kciukami, czekając na reakcję uczniów.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 17:52

Wiwarium zawsze przywoływało na myśl dobre wspomnienia. Baryshnikov w tym miejscu czuł się nader dobrze. Chociaż otaczanie się roślinami nie było typowo męskim zajęciem, którym mógłby pochwalić się każdy młodzieniaszek w wieku wspomnianego, ten starał nie przejmować. Zarazem nie opowiadał wszystkim dookoła, że takie ma zapędy. Znalazłby się w końcu ktoś, kto podważyłby dobre imię Timona. Starał się nie wychylać ze swoimi zainteresowaniami. Rozejrzał się z wolna po okazałym pomieszczeniu do którego wszedł. Trochę po czasie. Spóźnił się, ale nie na tyle, żeby od razu dostać srogą burę – przynajmniej we własnym mniemaniu. Spojrzał na Świerszczewskiego tym swoim bystrym spojrzeniem. Wyczekującym. Chociaż nie miał ochoty na naganę, to powinien schować dla tego mężczyzny, własną dumę głęboko w obie kieszenie. - Zdrastwujtie. - Przywitał się, może nieco zbyt koślawo jak na kogoś kto przykładał dużą uwagę do wypowiadanych przez siebie słów. Nowy nauczyciel wywoływał niepokój. Ale nie ten negatywny. Baryshnikov chciał akurat w jego oczach wyglądać na ucznia, który naprawdę coś z lekcji wyciągał. Rozglądał się, zbytnio zapatrywał tym razem nie w urodziwe dziewczęta, ani nie na kpiące spojrzenia szkolnych prymusów, którym to nigdy nic się nie podobało – tym razem nadmierna ilość roślinności przyprawiała o zawrót głowy. Wybrał jedno z wolnych jeszcze nie dotykanych krzeseł. Przyciągnął je, do tworzącego się koła. Przypominało to bardziej spotkanie AA niżeli zwykłe zajęcia. Zastanawiał się, kto pierwszy postanowi opowiedzieć o tym, że nie pije już od trzech dni.
Uśmiechnął się głupio. Botanika zapowiadała się ciekawie. Modlił się tylko w duchu czasem o to, żeby jednak nie skupiali się wyłącznie na samych podstawach. Miał straszną ochotę, dowiedzieć się więcej o nieznanych sobie roślinach. O właściwościach, jakimi się wykazywały. Ostatnio Alisa namieszała mu w głowie, jeśli chodziło o tworzenie leków. Zmierzwił od niechcenia palcami pozlepiane włosy. W tym miejscu rzeczywiście było bardzo ciepło. Ciepło do tego stopnia, że idąc tropem nauczyciela nie można było powstrzymać się, przed chociażby podwinięciem rękawów. Ciepłolubny Timon jednak nie narzekał. Brakowało mu nieco przewiewu, ale to było miłą odmianą szczególnie w porównaniu do nieprzyjemnych temperatur jakie panowały zazwyczaj na zewnątrz. Wszyscy się do nich przyzwyczaili już bardzo dawno temu. Ale ktoś narzekać musiał. W tym momencie, ze wszystkich osób o których śmiało mógłby powiedzieć, że zna ich na więcej niżeli tylko „cześć” na korytarzu w myślach wymienia Walewskiego i zapatrzoną w niego Uliankę. Zawsze życzył im wszystkiego co dobre. A teraz był trochę zaskoczony, relacją jaka między nimi powstała. Przypominali mu czasem siebie z Alisą. Ale nie w tym momencie. Andrzeju. Przestań. Cisnęłoby się na usta, a nawet znalazłoby ujście we wtrąceniu się w rozmowy, gdyby nie to, że te są teraz zaciśnięte w cienką linię. Zmrużył nieco oczy, kiedy wypatrzył Livię. Ostatnio nie był na bieżąco z wieloma informacjami, ale coś mu podpowiadało, że ta mała złośnica narobiła wokół siebie – jak zawsze, szumu. W porównaniu do niej, jeśli chodziło w mieszaniu sobie w życiu był amatorem. O niektórych dziewczynach mówiło się, że to wiedźmy. Idealnie wpasowywała się w te ramy. Ale ciężko byłoby się Timonowi oszukiwać. Sam nie raz miał ochotę poznać się z Livią bliżej. Porozmawiać. Napić się wspólnie, w pobliskim lesie z dala od oczu ciekawskich. Odchrząknął. Starał się wrócić myślami do lekcji. Tak naprawdę, nie potrzebował do szczęścia ani jednej osoby, przynajmniej w tej chwili. Wystarczyło mu ciepło i Świerszczewski w którego słowa się wsłuchiwał.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 19:11

Weź pan tę kartkę. Bez Uliany i tak sobie w tej całej Panacei nie poradzi bo w tym duecie od roślin była właśnie ona. Chodząc po lesie to ona wskazywała co można zerwać, a czego jeszcze nie. On musiałby robić to z książką przy nosie. Nie był jakimś tam nieudacznikiem w kwestii flory i fauny, po prostu brakowało mu chyba tej pasji innych do pielęgnowania roślin i wiedzy kiedy są na tyle dojrzałe, aby użyć ich potem w maściach czy eliksirach. Wolał ufać aptece niż samemu sobie w tej kwestii. Kiedy tak stał czekając na werdykt nowego nauczyciela poczuł na skórze mrowienie. Uliana nie musiała się nawet odzywać. Na sekundę przymknął oczy przeklinając w myślach wszystkich świętych. Dlaczego była tu tak wcześnie? Uśmiechnął się nieco nerwowo do Świerszczewskiego, a potem zaczęli schodzić się inni uczniowie. Jednych znał bardziej, a innych mniej. Zmusił się spojrzeć na swoją byłą dziewczynę i kiedy dostrzegł jej sińca pod okiem zmarszczył czoło, a w oczach pojawiło się wyraźne zdenerwowanie wymieszane z troską. Co się stało? Biła się?
- Oczywiście panie profesorze - odpowiedział wracając wzrokiem do młodego nauczyciela. Wtedy też mija go Livia miziając po plecach. A to co miało być do cholery? Znowu w Wiwarium zrobiło się zamieszanie. Jakie krzesełka? Kółeczko? O nie. Był na siebie zły bo zagrodzono mu drogę do Timona. Timon ratuj! I pozostało mu usiąść zaraz przy Ulianie.
- To on ci to zrobił? - zapytał kiedy brali krzesełka. W jego głosie pobrzmiewała gniewna nutka. Oczywiście miał na myśli nikogo innego jak Aristova. Może... Może Uliana nie chciała go pocałować, a on ją uderzył? Może chciała zerwać zaręczyny?
Na przeciwko siebie mieli nikogo innego jak Livię i między innymi Samuela. Posłał Bregović wzruszenie ramion. Nie jego wina, że styka się kolanem z Ulą.
Powrót do góry Go down
avatar

Moskwa, Rosja

brudna

13 lat

III klasa

bogaty

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 19:42

Sammy przygląda się nowemu nauczycielowi, wygląda młodo i trochę jak Olek, to znaczy Tatuś, Samuel nie lubi nazywać Aleksandra Tatą, jakoś tego nie czuje, ten człowiek może i przyczynił się do jego obecności na tym świecie, ale to nie wszystko, żeby być Tatą trzeba czegoś więcej, takie przynajmniej miał wrażenie młody Sol. Więc przygląda się następnym uczniom widzi dużo starszych roczników, ich widok mimowolnie sprawia, że stara się cofnąć i jakby ukryć, czyżby znowu pomylił salę.
Nagle słyszy nad sobą znajomy głos, Livia. Uśmiecha się do niej promiennie, blask, który bije od tej uśmiechniętej twarzy mógłby oślepić gdyby człowiek wpatrywał się z niego za długo.
-Livia.- Wymawia jej imię w taki dziwny sposób, w jaki tylko ten mały Francuzik potrafi. Kiedy nauczyciel każe im siąść w kółeczku, Sammy bardzo dokładnie pilnuje by obok niego siedziała panna Bregovic.
-W wakacje dostałem od Ojca coś super.- Mówi po czym staje na palcach, żeby szepnąć Livii na ucho jaki to prezent dostał od Aleksandra.-Dostałem kapucynkę.- Szepcze jej do ucha, po czym szybko jak poparzony odsuwa się od dziewczyny, jeszcze ktoś by coś pomyślał, że niby on ją lubi, ale przecież on jej nie lubi, to znaczy lubią, no ale wiecie tak jak kumpla, a nie jak dziewczynę, albo coś, no przecież rozumiecie...aaaaa.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 20:03

Wiedziałem. Wiedziałem, że się spóźnię. Cholera, w dodatku na zajęcia z tym młodym profesorem od botaniki. Niedobrze, bardzo niedobrze. Mama zawsze mówiła, że liczy się pierwsze wrażenie. Nie spóźniłem się na geografię z nowym nauczycielem to oczywiście musiałem na botanikę. Nie mogłem się jednak zebrać z jadalni, przyjemna cisza narastająca z każdym wychodzącym uczniem była niezwykle kojąca. Chciałem tam zostać, zrosnąć się z krzesłem, z filiżanką w mojej dłoni. Po prostu więcej się nie ruszać. Błogi spokój był po tym całym obiadowym rumorze niezwykle kojący. Ale potem przypomniałem sobie, że mam botanikę.
Dawno nie biegłem tak szybko. Prawie tak szybko jak kiedyś, gdy uciekałem z wirydarza. Noga za nogą, krok za krokiem, obraz mi się rozmywał po bokach. Byłem smugą, ale tym razem nie taką niewidzialną, bo stojącą z boku, ale rozmazaną plamą spieszącą się niemiłosiernie. W głowie mi dudniło tylko nie spóźnij się, nie spóźnij się Beso.
Upadłem po drodze, schody to mój najgorszy wróg. Noga poślizgnęła mi się na ostatnim stopniu. Na szczęście, nie spadłem z wielkim, imponującym hukiem. Przyklęknąłem, jak gdybym chciał oświadczyć się powietrzu. Może chociaż ono by mnie zechciało. W moich spodniach pojawiła się sporej wielkości dziura na kolanie. Bolało. Nie mogłem już biec, musiałem ograniczyć się do żwawego marszu. Raz, dwa, raz, dwa.
I tak się spóźniłem. Zdołałem usłyszeć jak profesor mówi jakieś pytania. Niedobrze, bardzo niedobrze. Byłem na siebie zły, wyjątkowo. Kochałem botanikę. Nie chciałem się spóźnić, ale stało się. Zwiesiłem głowę, włosy przysłoniły moje przegrane oblicze. Najchętniej czmychnąłbym pod ławkę, ale liczy się pierwsze wrażenie.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie. - Patrzę na nauczyciela, ale tylko krótką chwilę. Nie tłumaczę się zbitym kolanem, nie jestem w pierwszej klasie. Rozglądam się po wnętrzu wiwarium, jego duchota, tak znajoma, tak kojąca, dodaje mi otuchy. Odnajduję wzrokiem wyróżniającą się jak zwykle Vasiliję i czmycham zaraz w jej kierunku, aby zająć wolne obok niej miejsce.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 20:18

Marszczę czoło, bo Andrzej nawet nie raczył mi odpowiedzieć. Bezmyślnie odchodzę więc do krzesełka i dopiero po chwili orientuję się, że on usiadł obok mnie. Patrzę na niego i mówię mu spojrzeniem: co ty tu robisz? Ale on nie patrzy, a jeżeli już spojrzał to pyta mnie o mojego siniaka. Unoszę brew zaskoczona jego pytaniem.
- Chyba żartujesz - że Yuri miałby mi to zrobić? Przecież Andrzej go zna, wie, że Aristov nie jest damskim bokserem. A może jest? Może Andrzej zna go lepiej? Nie podejrzewam jednak Yuriego o takie bezceństwa, przecież to dobry chłopiec. Dobry, na pewno dobry. Nie chcę rozmawiać o tym, ale nie ręczę za siebie, szczególnie po tym, jak Livia zmacała go chwilę temu. Ten gest wzburzył mnie, zagotował mi krew. Spoglądam na nią, która siedzi naprzeciwko nas. Niech tylko zrobi jakikolwiek kolejny gest, to wstanę i wyjdę z mojej ukochanej lekcji. Łukasz już każe wszystkim siadać. Ja zakładam włosy za ucho i wzruszam ramieniem, wzdychając tylko: - Spytaj swojej nowej dziewczyny, na pewno chętnie ci opowie
Nie wiem dlaczego to powiedziałam. Powinnam dalej uparcie twierdzić, że uderzyłam się o szafkę. Wszystkim to mówię.
- Jestem ciekawa, jakie masz zajęcia, że nie starcza ci czasu na botanikę - mówię nagle, trochę oskarżycielsko. Zdołałam powiedzieć to na tyle cicho, że zgubiła się ta uwaga podczas kiedy wszyscy siadali, szurając krzesłami to tu, to tam. Drugie miejsce obok mnie było wolne i prawdę mówiąc wolałabym, żeby nikt tam nie siedział i tak już wystarczająco rozkojarzałam się, kiedy poczułam że kolano Andrieja styka się z moim. Patrzę na nie i prawie zemdlałam. Co on robi? Czy to specjalnie? Czy on mnie podrywa? Czy on jest nienormalny, czemu mi tak miesza w głowie? Ale wiem, że tak mogłoby zostać na zawsze, zresztą trochę mnie bawi to, że Livia siedzi naprzeciwko i widzi jak on woli trzymać swoje kolano obok mojego. In your face!
Nie wiem czy mi się wydaje i zaraz ktoś usiądzie obok nas, ale lekcja się zaczęła, a ja aż się cała niecierpliwię, bo przebiega mnie co rusz elektryczny wstrząs. Andrzej, ale sobie wybrałeś dla nas porę, nie mogłes zrobić tego inaczej? Zresztą, tym bardziej nie mogę się otrząsnąć, bo nie ma brody. Wyjmuję zeszyt i na trzeciej kartce od tyłu zapisuję pytanie: Nowe życie, nowa fryzura? po czym podaję go Andrzejowi, zaraz odzywam się do Łukasza, profesora mojego ulubionego od dziś.
- Poprzedni profesor zadawał nam jeden projekt, który zaliczał cały rok, czy będzie podobnie na pańskich zajęciach? - unosze dłoń i wyskakuję z pytaniem, licząc że Andrzej w tym czasie naskrobie mi odpowiedź.
Powrót do góry Go down
avatar


Wilno, Litwa

brudna

19 lat

IX klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 20:46

Uliana jest niemiła. Daleka. Nie powinno go to dziwić, nie powinno obchodzić, ale bolało. W zeszłym roku wymieniali się jeszcze sekretnymi dotykami pod stołem, a teraz... Czy tego chciał czy nie to się o nią martwił i widok lima pod okiem wręcz postawiło w stan najwyższej gotowości, aby łotra znaleźć i mu oddać. Na słowa o nowej dziewczynie patrzy na nią pytająco, bo przecież takowej nie miał. Chyba nie myślała, że on i Livia... Czy to tak wyglądało? Widziała ich ze sobą? Bregović miała zwyczaj trzymania go za rękę nawet jak szli korytarzem pełnym ludzi. Splatała ich palce tak jak kiedyś on z Ulą. Bezpośredniość Livii mogła zostać źle odebrana przez innych. Chciał zaprotestować, wyjaśnić, że nie ma dziewczyny, ale zamknął usta bo to już było przecież bez znaczenia.
- Bez ciebie nie dam rady - powiedział na jej oskarżycielski ton i dopiero po chwili zdał sobie sprawę jak dwuznacznie i zarazem prawdziwie to zabrzmiało. Tak było - bez niej nie da rady w kółku jak i poza nim. Musiał ratować się własną nienawiścią oraz Livią, która niczym gwiazda polarna wskazywała mu drogę. Właśnie, Livia. Nie zabijaj Andrieja wzrokiem. Widząc to swoje nieszczęsne kolano, a właściwie czując jak ten dotyk działa i na nią i na niego odsunął je na milimetr. To było niewłaściwe. Myślał, że to już koniec pogawędki, ale ona podaje mu zeszyt.
Nowe życie, nowa fryzura. Patrzy na jej ładne pismo słuchając jak zadaje pytanie. Wyciąga niezawodny długopis i odpisuje pospiesznie: Można tak powiedzieć.
Powrót do góry Go down
avatar


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 21:03

Skrzyżowałam ręce na piersi, nie wierzę, ale to się stało. Nie zaprzeczył, więc to prawda, że są razem!? Serio, mógł sobie wybrać kogokolwiek, kogokolwiek. Ale nie Livię, przecież dobrze wiedział, że to ona była moim barbarzyńskim fryzjerem kilkanaście lat temu. Na prawdę, nie mógł wziąć... no nie wiem, już wolałabym, żeby wyrywał Ludmiłę, chociaż tę też bardzo lubiłam. Olenę, moją przyjaciółkę. Ale Livię... Wyglądam na obrażoną? Tak mam wyglądać, spogladam w bok, w okno. Absolutna masakra. Nie wierzę w to, co mówi.
- Nawet wielki projektant mody musi się nauczyć najpierw szyć. Przecież przyda ci się to w przyszłości - upieram się, może za mocno, wiem przecież dobrze, że bezemnie nie da rady bo to ja mu zwykle pomagałam z przygotowywaniem składników do eliksirów. Tworzyliśmy wspaniały zespół, a mój ukochany botaniczny profesor zawsze dobierał nas w parę, twierdząc, że się fantastycznie dopęłniamy. - Chcesz mieć więcej czasu na randki z nową dziewczyną? - jestem złośliwa, ale zabrał kolano i to też mnie znów rozochociło do szczerszych zachowań. Znów pokazywał mi jaka byłam dla niego nieistotna. Beznadziejna, jak określiła mnie Livia. Andrzej też miał mnie za beznadziejną? Na pewno siedzą wtuleni w siebie i śmieją się ze mnie i mojej głupoty.
Wpatruję się w odpowiedź, trochę zbyt lakoniczną. Chciałabym dostać wypracowanie tłumaczące co mu wpadło do głowy, czy nie był dumny ze swojej brody? Nikt podobnej nie miał w szkole!
Nie musisz odcinać się ode mnie tak znacząco, przecież nie będę cię niepokoić w twoim nowym życiu. Z zajęć artystycznych też przeze mnie zrezygnujesz? Już miałam podawać mu zeszyt, ale skręśliłam jedno słowo, które później jednak uznałam, że było znaczące. Ale nie zmieniam skreślenia, oddaję mu zeszyt i udaję, że słucham lekcji. Ale nie słucham, jestem porażona tą bliskością Andrzeja. Może minąć tydzień, dwa, a ja wciąż będę o nim myślała. Nawet nie umiem sie opanować i prawie dotykam jego kolana. Nie zabieraj go Andrzej, nie zabieraj!
Ale o zabrał i nie zamierza mi go zwrócić. Pewnie to to spojrzenie Bregovic. Znów skrzyżowałam ręce i rzucam spojrzenie do drzwi. Po raz pierwszy chciałabym uciec z lekcji botaniki.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 22:19

Podobno Polacy w latach 60 wywozili na Węgry Niveę aby nią handlować na czarnym rynku, w zamian przywożąc inne towary, których w Polsce było brak. To taka ciekawostka, która jej się przypomniała, bynajmniej nie ujma dla nowego nauczyciela. Który był swoją drogą bardzo młody, ale zapewne miał lat nawet więcej, niż na to wyglądał. Przyglądała mu się, zapewne jak większość tutaj zgromadzonych, nie próbując wcale dokonać jakiejś analizy psychologicznej i odkryć jak potoczyło się jego życie, dlaczego botanika i czego słucha rano do śniadania, po prostu skupiając się na jego słowach, chociaż przyszło jej to ciężej, kiedy mieli uformować krąg. Nie lubiła być w ten sposób na widoku, chociaż wiedziała, że i tak z Cyzią zazwyczaj stanowiły omijany wzrokiem element tła. Przypadłość frajerów. Ważne, że Świerszczewski je zauważył. I Łaurysz. Posłała mu nieokreślone spojrzenie przenosząc swoje krzesło. Co to za zdrada, gnać do Vasiliji? Pewnie o jej nieuprzejmym zachowaniu względem Tsisy nie miał pojęcia. Albo go to nie interesowało. Albo to i to.
Automatycznie sięga po jedno z wolnych krzeseł, odsuwając je trochę, kiedy Beso wpada z poplątanymi nogami, czując katastrofę, aby się biedak o nie nie potknął. Matka Tundereska z Kalkuty część II.
Jakieś pytania? Nie musi nawet kątem oka zerkać na Cyzię, aby wiedzieć, że na pewno już przygotowuje w głowie cały wykaz. Obstawia w myślach za ile sekund zwolni spust, jak tylko nauczyciel odpowie Uli, pod stołkiem odliczając czas na palcach jak małe dziecko. Pozwala sobie w końcu na chwilę wzrok oderwać od Świerszczewskiego i rozejrzeć się wokół, aby wyłapać wzory, w jakie układa się brud na małych szybkach, wcale nie takich starych, biorąc pod uwagę, że to najnowszy budynek w całym kompleksie. Miała zamiar notować, albo kolejno zakreślać długopisem kratki w zeszycie, ale zwiędła, chora gałąź jednej z roślin ukrytej za innymi pochłonęła niemalże całą jej uwagę.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 22:46

Tak, zdecydowanie tak - pierwsze wrażenie robiło się raz i było ono ważne. W związku z niniejszym Yuri nie miał co liczyć, że wywrze pozytywne wrażenie na nowym profesorze. Z prostego powodu. Był spóźniony na lekcję. Nieznacznie spóźniony, jednak spóźniony. Niektórzy nauczyciele mieli obsesję na punkcie punktualności. Tak ściśle trzymali się wyznaczonych godzin zajęć i pilnowali, aby przestrzegali ich uczniowie, że można było pomyśleć, iż od punktualności zależał los całego świata.
Zbliżając się do budynku Wiwarium, Yuri mentalnie przygotowywał się na połajanki. A nawet ciąg pytań zupełnie niezwiązanych z tematem lekcji. Gdzie się podziewał. Czy wie o której godzinie rozpoczynają się zajęcia. I tak dalej i dalej.
Tuż za drzwiami Wiwarium przywitał go upał, duchota. Zieleń wszelkiej roślinności, jaka tylko mogła i chciała tutaj rosnąć. Nauczycielski głos. Na szczęście nie gniewny i nie wymierzony w niego.
Profesor Łukasz Świerszczewski przemawiał do uczniowskiego grona. Natabene, zasiadającego w kółeczku. Kreślił wizje przyszłych zajęć, zaś uczniowie słuchali go mniej bądź bardziej uważnie. To już zależało od stopnia zainteresowania przedmiotem każdego delikwenta. Jedni mieli botanikę głęboko w nosie, drudzy pasjonowali się roślinkami. Yuri miał do niej dość ambiwalentne podejście. Podobały się mu poniektóre kwiaty i rośliny. Intrygowały swoją kolorystyką. Kształtem. Zastosowaniem w medycynie i alchemii. Za to nie przepadał za zabawami w sadzenie, przesadzanie, regularne podlewanie i utrzymywanie właściwych temperatur. Nie przepadał i tyle. Gdyby dłużej się nad tym zastanowił, doszedłby do wniosku, że nie odziedziczył nic, a nic z talentu matki. Jej ręki do roślin. Pani Aristova dbała o przydomowy ogród, jak nikt inny w rodzinie. W przeciwieństwie do wielu szlacheckich przyjaciółek, nie bała się ubrudzić sobie rąk czy ślęczeć godzinami nad grządkami.
- Dzień dobry - przywitał się z obecnymi na sali - Najmocniej przepraszam za spóźnienie, panie profesorze.
Żadnych usprawiedliwień. Wymówek. Spóźnił się, ot co. Żadna wymówka nie była w stanie zmienić tego faktu. Na dobrą sprawę, nie był jednym spóźnialskim w grupie.
Traf sprawił, że najbliższe wolne krzesło znajdowało się przy krześle Uliany.
Yuri skwapliwie je zajął. Spóźnienie to spóźnienie. Co innego niechlubnie wyróżnianie się z takiego powodu na tle pozostałych. Lepiej od razu usiąść i udawać, że doskonale wie się o czym mówi nauczyciel.
Uśmiechnął się leciutko do Uli. Rozmowa w wykuszach dała mu do myślenia. Mniejsza o to, co sądził o zaręczynach i jak bardzo pragnął nawymyślać ojcu.
Na dzień dzisiejszy Uliana była jego narzeczoną. Kimś, kim postanowił się zaopiekować. Bardziej zainteresować. Czuł, że tak właśnie trzeba. Tak dyktowało mu sumienie oraz poczucie obowiązku.
Sumienie i szczera sympatia do Uliany poprawił się. Jeśli nie on, to kto inny zmotywuje ją do działania. Przywrócić dawny blask jej oczom.
Zerknął na Andrieja. Wciąż trudno było przyzwyczaić się do jego nowego wyglądu. Chłopakom normalnie opadły szczęki, kiedy zjawił się w dormitorium bez brody i długich włosów. Kilku sądziło, że ktoś stroił sobie z nich żarty. Minął wieczór, nim dali się przekonać, że był to w istocie Walewski. Tyle, że odmieniony Walewski.
Powrót do góry Go down
avatar


Płowdiw, Bułgaria

nieznana

18 lat

IX klasa

przeciętny

Piromanci

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Pon Maj 16 2016, 23:50

Towarzystwo takiej ilości błękitnych i czystych sprawiało, że się dusiłam. Zapach kwiatów, które mnie otaczały to było nic z porównaniu z tym. I mdłą wonią dramatycznego napięcia, którego falę atakowały wszystkich, nawet tych, którzy kompletnie nie byli tym zainteresowani. Gdybym wiedziała, że ktoś ma ode mnie gorzej pod względem wirujących w powietrzu zapachów to bym współczuła. Ale tak? Tak pozostaję w tej upragnionej niewiedzy. Żeby jęczeć to nie trzeba być babą, tak samo, żeby się bić. Kogoś w dzisiejszym zebranym towarzystwie zresztą pięść dosięgła. Nie żeby mnie to jakoś interesowało, ale miałam wielką ochotę uśmiechnąć się do panny z komitetu dyscyplinarnego. Ale powstrzymałam się, bo w końcu to lekcja i nie chciałam by przypadkiem do pewnej główki wpadł pomysł, powiedzmy, przeszukiwania moich rzeczy. A taka Gárdonyi byłaby do tego zdolna. Ludzie sobie wchodzą, ktoś tam coś mówi po polsku, ktoś inny się śmieje, zwyczajny szkolny dzień. Panna z nasionami i jej koleżanka nie zajmowały mi uwagi, tak jak kilka innych osób, dopiero co mnie zainteresowało to fakt, że ktoś obok mnie usiadł. Zerkam kątem oka na osobę obok i jeden kącik warg unosi się do góry. Nie mam na co narzekać ani się złościć. Wydaje się być w porządku, choć go nie znam - to mi jednak nie przeszkadza. Biorę swoje krzesło, zastanawiając się czy nowy nauczyciel specjalnie użył zdrobnienia, by podkreślić, że traktuje nas jak takie małe dzieciątka czy też nie. Kaszlę krótko, bo jednak te zapachy nieco podrażniają mi gardło i zajmuję miejsce w kręgu, a obok znajduje się mój milczący towarzysz. Zakładam nogę na nogę i opieram się swobodnie o oparcie krzesła, przekrzywiając nieco głowę na bok. Witam się milcząco z Timonem, który pojawia się w wiwarium i obserwuję jak Beso przeprasza, po czym rusza w moją stronę i zajmuje miejsce obok. Rzucam mu rozbawione spojrzenie, po czym czekam na to, aż profesor Świerszczewski skończy mówić. Czy mam pytania? Oczywiście, że... nie. To było przecież zadanie dla błyskotliwych gwiazd Koldovstoretza, a jedna z nich właśnie robiła małe przedstawienie przed nami wszystkimi.
Witamy w nowym roku szkolnym w Akademii Nastoletnich Hormonów.


Powrót do góry Go down
avatar

Tibilisi, Gruzja

błękitna

17

VIII klasa

przeciętny

uczennica

Odrodzenie, Panacea

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Wto Maj 17 2016, 00:38

Uśmiechnęła się blado do nauczyciela. To była uprzejma uwaga, nic strasznego, jednak Tsisia nie czuła się komfortowo, gdy wykładowcy podłapywali słowa nie w pełni świadomie wypowiadane. O ile starała się wśród innych uczniów nie dawać powodów do zaczepek i podśmiewania, to już przy gronie pedagogicznym starała podwójnie. Wysiłek aż za bardzo i kończyło się, że Janashvili chwiała się na granicy pyskowania. Jakim to cudem, to nawet święci profesor Tamary raczyli nie wiedzieć.
Przesunęła krzesełko i zasiadła grzecznie, wyjęła gruby zeszyt częściowo już zapełniony notatkami, linijka pod linijką. Pismo mogła mieć ładne i czytelne, ale od ścisku mogło się wszystko w oczach mieszać. Podniosła wzrok na Łaurysza i uśmiechnęła się wesoło. Zaraz, jednak wróciła do Świerczewskiego. Pytania, oczywiście, całe mnóstwo, już w tej chwili sobie je indeksowała od najważniejszych po mniej ważne. Dała nauczycielowi odpowiedzieć Ulianie. Niewiele palców odgięła Tunder.
- Czy udostępni nam pan listę podręczników oraz listę literatury uzupełniającej? Któryś z podręczników będzie wiodący? W poprzednich latach omawialiśmy zioła wedle grup zastosowań czy obowiązuje podobny system?
Powrót do góry Go down
avatar


Pierdiełkino/Belgrad

błękitna

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie, Świtezianka

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Wto Maj 17 2016, 02:13

Samuel jest uroczym chłopcem. Jeszcze nigdy na niego nie nakrzyczałam, nawet jak źle wykonywał moje polecenia. Jego ekscytacje bardzo szybko mi się udzielały i oboje niemalże podskakiwaliśmy musząc koniecznie przekonać się o wszystkim na własnej skórze. Tak zabawnie wymawia moje imię, podoba mi się ta francuska melodyjność. Czasami rozmawiamy w języku jego matki, ale nie jestem w tym aż tak biegła. Pochylam się w jego stronę, aby ułatwić mu konspirację. Małpkę? Pan Lebiediev, ten najprzystojniejszy mężczyzna jakiegokolwiek w życiu widziałam kupił kapucynkę? Poczułam ukłucie zazdrości, ale zaraz stwierdziłam, że Sam na pewno pozwoli mi się z nią pobawić. Ja miałam swojego słodkiego kocurka, który już w listopadzie zostanie kocim tatusiem.
- Och! Koniecznie musisz mi ją pokazać po zajęciach. - mówię z uśmiechem. Więcej nie zdołałam powiedzieć, bo nauczyciel zalecił przemeblowanie i zaraz mnie Pierun trzaśnie na widok tego cymbała Walewskiego siadającego koło Uli. Oż ty gnido zawszona. Takie to twoje udawanie. Posyłam mu mrożące krew w żyłach spojrzenie czując się oburzona taką rozbieżnością Andrieja w słowach i czynach. Czekaj no. Zepsuję tę sielankę. Moje ptaszyny zaraz znajdą haki na Ulianę, zobaczymy jakie z niej ziółko i czy będziesz nadal taki zakochany! Uch, ale ta rola jest uciążliwa. Może powinnam zostać aktorką. Zaraz chyba zapytam Sama czy jego ojciec nie ma jakichś znajomości w teatrach. Siadam koło mojego młodszego kolegi zakładając nogę na nogę, obserwując Andrieja i nowego nauczyciela. Wydawał się taki... Nieopierzony. Zadziwiam samą siebie takimi określeniami. Odnotowuję każdy ruch gołąbków. Ja ci zaraz wzruszę ramionami! Mam ochotę przejechać palcem po gardle, to dodałoby dramatyzmu tej lekcji, ale ostatecznie moje myśli zostały przerwane przez Yuriego. He he he. Usiadł koło Pućki. Uśmiecham się do niego nie kryjąc rozbawienia. Toż to istny trójkącik - Andriej, Uliana i Yuri. Gdzie jest kąt prosty?
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Wto Maj 17 2016, 07:07

Uformujcie koło. U f o r m u j c i e k o ł o. U-for-muj-cie ko-ło. Ufo.
A jednak, czasem pierwsze wrażenie nie wystarczy, by raz na dobre zaskarbić sobie sympatię drugiego człowieka. Jak widać, równie istotne są słowa, gesty, cechy, które wylewają się, następują zaraz po pierwszej, pobieżnej prezentacji. To fest niemiłe oceniać kogoś jedynie po wyglądzie, to zatrważające, by nie dawać komuś drugiej szansy. Łaurysz nie wierzy w drugie szanse – właśnie dlatego, że nikt nigdy nie jest w stanie sprostać ich wymaganiom, a te są przecież ogromne. Już masz nadzieję, że jednak zostaniesz czymś mile zaskoczony, już wierzysz, że to ty jesteś bucem mającym klapki na oczach i włączony tryb szufladkowania, a potem rzeczywistość z łoskotem spada ci na głowę, uświadamiając, że świat nigdy nie działa według twojego widzimisię. Dlatego w tej chwili krzesła spod ścian zaczynają szurać, szmery rozmów ciężko osiadają na tej dusznej atmosferze wiwarium, przepychań i znajdowania co lepszych miejsc nie ma końca, bo każdy chciałby siedzieć obok każdego, nikt przy wyrzutkach uczniowskiego społeczeństwa, rzadko kto przy nauczycielu, przy tej paskudnej roślinie z wielkimi, włosistymi liśćmi też nikogo nie ma, dlatego między nim, a kolejną osobą znajduje się sporej wielkości przerwa.
Spojrzenie Tundry odrobinę go niepokoi, trochę ma więc ochotę schować się, chociaż na chwilę, pod tymi okropnymi liśćmi. W końcu nic jej jeszcze nie zdążył zrobić, co nie, Vas? Zerka z ukosa na koleżankę obok, trudno nie kojarzyć jej twarzy, raz nawet rozminęli się przy Sali Wstydu – próbował wówczas bardzo znaleźć się tam z powrotem, byleby mieć okazję na dłuższe spotkanie z tym indywiduum, bo co też podkusiło ją, aby wciąż uczyć się w Koldovstoretz, skoro tak bardzo nie podobają jej się panujące tu zasady. Nikt nie powinien robić problemu, gdyby zechciała opuścić Akademię, nie kończąc nauki – nikt nikogo nie trzyma tu na smyczy. Chyba.
- Srebrny? – pyta półgębkiem, głową nieznacznie wskazując na łańcuch. Sprawdziłby sam, jednak zbyt boi się zawodu, gdyby miast otępiającego bólu poczuł jedynie mrowiące zimno. Głośniej dodaje, kierując pytanie w stronę profesora, gdy skończył omawiać kolejne pytania: – Czy będą organizowane wycieczki, byśmy mogli badać rośliny w ich naturalnym środowisku? – Bo skoro bawimy się w kółka, to czemu nie pójść krok dalej? Zawsze marzyło mu się odwiedzenie Peru.
Powrót do góry Go down
avatar

Wow.

Moskwa, Rosja

¾

28 lat

przeciętny

nauczyciel botaniki magicznej

PisanieRe: Magiczne wiwarium   Wto Maj 17 2016, 18:59

Nie spodziewał się tylu pytań - za jego czasów (czy naprawdę był już tak stary?) młodzież zwykle kiwała przecząco głową na wzmiankę o jakichkolwiek pytaniach i pozwalała nauczycielowi na rozpoczęcie właściwego tematu dzisiejszych zajęć. Jednak był mile zaskoczony - uśmiechnął się w stronę Uli, słysząc pierwsze pytanie z jej ust. Wydawała się być dość ambitną osóbką. Na pewno była orłem z botaniki, do tego Panacea, pewnie kochała rośliny nad życie. Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, odwracając się w jej stronę i krzyżując dłonie na piersi. - Jeśli chodzi o zaliczenie semestru, liczą się trzy rzeczy: frekwencja, podejście do przedmiotu oraz prace praktyczne. Nie planuję żadnego większego projektu na koniec roku dla tych, którzy będą olewać ten przedmiot. Liczy się systematyczność - rzekł, kiwając powoli głową. Miał nadzieję, że dobrze zrozumiał pytanie Uli, ponieważ, cóż, nie miał czasu do niego wracać. Z innych stron również zaczęły napływać pytania. Tym razem odezwała się dziewczyna, która wcześniej zachwycała się zapachem unoszącym się w pomieszczeniu. Otworzył usta i uniósł brwi, słysząc ten natłok pytań, ale kiedy dziewczę już zamilkło, starał przybrać profesjonalną minę. - Z tego co mi wiadomo, kanon podręczników z ministerstwa się nie zmienił. Nie zamierzam wprowadzać nowych lektur, ale jeśli tylko zechcesz, mogę polecić ci kilka książek uzupełniających po zajęciach. Poza tym profesor Sergeyevich napisał mi, że w poprzednim roku nie skończyliście podręcznika, dlatego proszę go przynieść na następne zajęcia. Poza tym w tym roku nie będziemy omawiać jedynie ziół, panno... - zawiesił tutaj głos, czekając, aż Tsisia podpowie mu swoje nazwisko. - ...tak. W tym roku nie będziemy omawiać jedynie ziół, ale jeśli chcecie, możemy omawiać je alfabetycznie, według zastosowania albo według miejsca, w którym rosną naturalnie - rozejrzał się po klasie i wzruszył ramionami. - No, to już zależy od was - uciął, przechodząc do następnego pytania - tym razem zadał je chłopak z bardzo jasnymi włosami. - Oczywiście, mogę zorganizować wycieczki. Roślinność rosnąca w pobliżu Rusałczego Jeziora i w okolicach Kaukazu jest bardzo interesująca. Niestety, to są jedyne miejsca, w które będę mógł was zabrać - odparł, zastanawiając się, czy w rzeczywistości jest tak, jak powiedział. Może udałoby mu się zabrać młodzież gdzieś wgłąb Rosji, poza Akademię i jej tereny, ale najpierw musiałby uzgodnić to z dyrekcją. - Skoro pytania mamy już za sobą, przejdźmy w końcu właściwego tematu lekcji - stwierdził po chwili, znowu zaczynając przechadzać się w centrum okręgu. - Widzicie te skrzynki na środku? Tymi sadzonkami będziemy się dziś zajmować. Przygotowałem cztery - lawendę, rozmaryn, miętę i macierzankę. Niech każdy wybierze sobie jedną skrzynkę. W każdej znajduje się sześć sadzonek konkretnej rośliny. Zanim przesadzicie je do doniczek, opiszcie pokrótce właściwości danej rośliny. Zobaczymy, ile zostało wam w głowach po wakacjach - uśmiechnął się, powoli rozdzielając skrzynki z sadzonkami pomiędzy uczniów. Zignorował spóźnialskich, gestem każąc im zająć miejsca i przystąpić do pracy, a sam usiadł na środku, w celu sprawdzenia dziennikowej listy. Zaczął wyczytać powoli nazwiska, starając się zapamiętać twarzyczki, które po kolei wywoływał.


WAŻNE!
Rzucamy kostką k6 w celu wybrania roślinki:
1 - mięta,
2 - rozmaryn,
3, 4 - macierzanka,
5, 6 - lawenda.

Następnie rzucamy drugą kostką k6, aby dowiedzieć się, ile wiemy o roślince:
1, 6 - wiesz o swojej roślinie wszystko i opisujesz nie tylko jej właściwości, ale również jej naturalne środowisko,
2, 5 - wiesz z czym masz do czynienia, pamiętasz niektóre właściwości, jednak twój opis nie jest wystarczający,
3, 4 - masz problem z identyfikacją rośliny i mylisz jej właściwości.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Magiczne wiwarium   

Powrót do góry Go down
 
Magiczne wiwarium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next


Skocz do: