IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Ścieżka kości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieŚcieżka kości   Pią Kwi 01 2016, 00:02

Ścieżka kości

Ta oto ścieżka wygląda charakterystycznie ze względu na głębokie wyżłobienia z obydwu jej stron. Zwana jest przez niektórych ścieżką kości, a zaczyna się u stóp góry i prowadzi niemal na sam szczyt. Swą nazwę zawdzięcza głównie licznym niebezpieczeństwom związanym z pokonywaniem jej kaukaskiej natury, choć istnieje pewien miejscowy przesąd odnośnie człowieka, który napotka na swej drodze szczątki jakiejś żywej istoty – podobno czeka go wówczas wielkie nieszczęście w niedalekiej przyszłości. Jednak zagorzali pasjonaci górskich wspinaczek, którym niestraszne zabobony, nie powinny przejść obok obojętnie, gdyż widok ze szczytu ma zapierać dech w piersiach – tak przynajmniej mówią najwięksi śmiałkowie.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Bobaki, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Ścieżka kości   Nie Lip 10 2016, 19:31

Jeżeli coś nosiło miano 'niebezpiecznej', czy 'wyłącznie dla śmiałków' to z pewnością można było się tam spodziewać Luci Drăculeșcu. To nie tak, że lubił narażać własne życie, on po prostu lubił ryzyko, a właściwie to może nawet bardziej udowadnianie innym (poniekąd też sobie), że nie bez powodu nosi takie, a nie inne nazwisko. Oczywiście w jego przypadku cała ta 'odwaga' było zwykłą młodzieńczą zuchwałością połączoną z niewyobrażalną głupotą. Nikogo nie obchodziło to, czy Luca ma dość ikry, by dosiąść rogogona węgierskiego (próbował mając czternaście lat, ale skończyło się na wyjątkowo paskudnym poparzeniu) albo czy jest gotów zjeść fasolkę wszystkich smaków w wyjątkowo paskudnym kolorze. To drugie akurat nadal robi dość często i nagminnie, niekiedy już się naciął na naprawdę nieprzyjemny smak, ale lepiej o tym nie wspominać, bo biedak znów dostanie mdłości jak przy tej o smaku mocno nieświeżego jajka.
Nic więc dziwnego, że w wolnym czasie chłopak zapuszczał się w miejsca, w których być go nie powinno - choćby teraz na ścieżkę kości. W Akademii pełno było pogłosek o nieszczęśnikach, którzy zaginęli gdzieś na tych wzgórzach. Luca traktował je jak opowiastki dla dzieci, które miały tylko sprawić, by te nie decydowały się zdobywać szczytu. Poza tym, tutaj miał pewność, że mógł być sam, chociaż przez chwilę, a to naprawdę czasami było potrzebne w miejscu tak tłocznym jak Koldovstoretz. Dzisiaj nie miał zamiaru się popisywać, po prostu chciał pomyśleć, a do tego potrzebował spokoju. Wyludniona ścieżka wydawała się idealna do tego typu aktywności.
Opuścił mury zamku już po zajęciach, a jeszcze jakiś czas przed kolacją biorąc ze sobą tylko różdżkę, z którą tak naprawdę nigdy się nie rozstawał (w nocy trzymał ją pod poduszką) i garść dyniowych pasztecików, którymi zamierzał uprzyjemniać sobie rozmyślania. Gdyby czytał mugolskie książki to pewnie śmiałby się teraz wyobrażając sobie siebie samego jako Wertera. Ale Luca nie zbyt wrażliwy na piękno przyrody, a już na pewno nie można było go nazwać bohaterem romantycznym.
Na szczęście jedynymi księgami, które go interesowały były podręczniki do zoologi magicznej oraz stare spisy rodowe, które studiował będąc w rodzinnej posiadłości, więc nie zaprzątał sobie teraz głowy porównaniami do jakiegoś dziwnego jegomościa.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Ścieżka kości   Nie Lip 10 2016, 21:23

Marzą mi się bajki, bo co mi się nie marzy. Nie zakładam na tę swoją rozczochraną głowę żadnych uprzęży. Marzy mi się dreszczyk pościgu, patrzenie śmierci w oczy, walki ze smokiem o połowę królestwa i rękę… No, niech będzie stereotypowo: o rękę królewny.
Ja tam bym sobie dał radę z rogogonem, za odpowiednią stawkę. I, bądźmy szczerzy, gdyby ten rogogon był stary, tracił powoli wzrok i jeszcze chorował akurat na katar, czy na co tam smoki chorują. Luca pewnie wie. Ciągle przecież o nich czyta, ile razy to, pochylony nad książką, zwracał nam uwagę, żebyśmy, cytuję: zamknęli w końcu mordy, bo nam je obije za to wycie. Gówno tam, zawsze się tylko odgrażał, a potem jak wyszukujemy te najpaskudniejsze fasolki i zakładamy się, kto zje więcej, to aż piszczy, żeby go dopuścić.
Ciężko ma chłopak z nami, wobec tego silnego frontu zabawowo-śpiewaczego, który tworzymy w dormitorium. Może to i dobrze, że obchodzi się z tymi smokami, nie może być chyba wielu bardziej wymagających ścieżek kariery. To i z nami da sobie radę.
A tak w ogóle, to ja mam szczęście. Maaaam szczęęęście, jak w tej piosence. Spytajcie go, jak umiem zawodzić. A jak już je mam, to w końcu znajdę jakiś szkielet na tej przeklętej ścieżce. Nie ma drugiej takiej długiej nachylonej pod morderczym kątem, a więc: nie ma lepszego miejsca do biegania. A jak jeszcze może się coś na mnie zasadzić i będzie trzeba naprawdę spieprzać i ratować dupę, tym lepiej.
A co to? Jakby coś się osypywało, jakby kroki. Nieważne, jak głośno bym dyszał, to chyba uniwersalna zasada: zawsze słychać kroki zbliżające się do ciebie od tyłu. Odwracam się na pięcie, z różdżką wyciągniętą przed siebie, gotowy zmierzyć się z zagrożeniem i ewentualnie dołożyć swoją lewą piszczel do reputacji ścieżki kości.
A tam rozczarowanie, na bank słyszalne w moim jęku.
- Co ty, Luca, szukasz guza?
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Bobaki, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Ścieżka kości   Pon Lip 11 2016, 19:15

Oczywiście, że Luca wie na co chorują smoki. Na co nie chorują też wie. Wiedział już jako ośmiolatek, chociaż wtedy jeszcze ta jego wiedza była bardziej połączeniem tego, co przekazał mu dziadek oraz tego, co sam sobie wymyślił. Teraz bez wątpienia wiedział znacznie więcej, w końcu przecież po ukończeniu szkoły chciał zostać hodowcą smoków! Może w wyobrażeniach Antona to wszystko jest trochę przekoloryzowane, bo przecież Luca wcale nie siedział tyle z nosem w książkach! No, a przynajmniej nie do ostatniego roku, kiedy to postanowił wreszcie coś zrobić ze swoimi brakami w wykształceniu - egzaminy zbliżały się wielkimi krokami.
Wcale też nie piszczał. Może ryczał. Tak, zdecydowanie, jak wielki potężny smok, który dumnie oznajmia wszystkim wokoło, że jest zainteresowany tą jakże dziecinną gierką. Bardzo często miał dość tych ciągłych śpiewów, tańców, hulanek i na gacie Merlina, ten okropny tamburyn! Nienawidził go chyba najbardziej. W wyobraźni układał kolejne wymyślne sposoby jak się pozbyć tego szatańskiego instrumentu ze wspólnego pokoju - jakże byłoby przyjemniej, gdyby jego wesolutkie pobrzękiwanie ucichło raz na dobre. Niestety, zanosiło się na to, że będzie musiał kolejny rok znosić ten jazgot i chyba tylko fakt, że prowodyrem tych zabaw był Vasilchenko trzymał jeszcze jego nerwy na wodzy, bo Milo był całkiem fajny, jeżeli oczywiście zapominało się o tym jego okropnym tamburynie.
Tymczasem jednak maszerował sobie spokojnie napełniając płuca chłodnym powietrzem, w którym czuć było nieuchronnie zbliżającą się jesień, aż dostrzegł przed sobą jakąś sylwetkę. Z odległości w jakiej się znajdował od nieznajomej postaci nie był wstanie stwierdzić z kim ma do czynienia. Dlatego też przyspieszył kroku, co mogło zwrócić uwagę chłopaka biegnącego przed nim. Właściwie to tamten mógł sobie pomyśleć, że Luca go ściga. W końcu poznał, że osobą, którą śledził był nie kto inny, jak tylko Anton, kolejny śmieszek z ich dormitorium celujący teraz w niego różdżką.
- Schowaj tę różdżkę Valeriev, bo jeszcze sobie coś zrobisz - rzucił uśmiechając się nieco zadziornie.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Ścieżka kości   Pon Lip 11 2016, 20:07

Jakie to wszystko jest... względne. To nie zwykle epitet jakiego używam wobec pojęcia wszystkiego, zadowalając się zwykle banałami pokroju "piękne" albo "głupie", ale z tą względnością to swoją drogą też prawda. Z daleka niby tacy sami, kiedy już w nietwarzowym kleksie ciepłego wosku na biurku zgaśnie ostatnia świeczka trudno nas nawet odróżnić (i nierzadko zdarzało się, że chcący odgryźć się za jakąś głupotę jeden z moich serdecznych współbiesiadników życia to na osobę Luki właśnie składał wyrazy żalu w postaci na przykład surowego jajka rozbijanego na czole), a nawet przecież wybraliśmy to samo miejsce na samotną wyprawę, a daleko ścieżce kości do miana najniebezpieczniejszego miejsca w szkole.
A mimo to kiedy on zaczytuje się w podręcznikach, mi wciąż ani w głowie skupienie nad nauką. Kiedy on narzeka zaciekle na dźwięki tamburyna, ja z lubością wymachuję nim nad głową i wsłuchuję się w każdy nieczysty dźwięk, w każdą pamiątkę nieuważnego ruchu ręką i odkształcenia blaszanego krążka o zagłówek łóżka albo otwarty szeroko kufer kipiący skarpetkami.
Trochę mnie naszło, by zgrać przed nim chojraka, ale niechętnie przyznaję, że trochę się przelękłem i ulga płynąca ze świadomości, że moja lewa piszczel pozostanie jeszcze na trochę w atletycznej łydce zmiękczyła moją twarz, ułożyła rysy w pojednawczy uśmiech.
- Co tutaj robisz?
Śmieszek śmieszkiem i narwaniec narwańcem, ale po siedmiu latach wzajemnego odgrażania się trzeba albo chować różdżkę albo od razu rzucać zaklęcia. Nie ma już miejsca na straszaki.
A ja i tak swoje wiem - piszczy jak dziewczyna.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Bobaki, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Ścieżka kości   Pon Lip 11 2016, 22:20

Naprawdę, czasami miał ochotę rzucić na nich wszystkich jakąś straszną klątwę albo poszczuć smokiem. Niestety, na tych pierwszych nie bardzo się znał (ach to lenistwo i zaniedbania w latach poprzednich!), a tego drugiego po prostu nie miał pod ręką. Właściwie to nawet będąc u siebie w domu nie byłby w stanie nakłonić żadnego smoka do tego, by ten nastraszył tę bandę rozbrykanych dzikusów.
Biedny, pozostaje mu tylko odgrażać się i liczyć na to, że to wystarczy.
Przez te kilka lat wspólnego mieszkania zdążył się już do pewnych rzeczy przyzwyczaić, a przede wszystkim odkryć, że im bardziej coś go drażniło tym więcej uwagi temu przykładali jego koledzy. Dlatego też zaciskał zęby i milczał, gdy po raz kolejny wyczyniali jakieś herezje wesoło przy tym podśpiewując. Najgorsze było chyba jednak to, że gdzieś tam w głębi miał ochotę się czasem do nich dołączyć, ale to stało w sprzeczności ze wszystkim tym, czego nauczono go w domu.
- Jak to co? Śledzę cię, to chyba oczywiste - odparł przewracając oczami, daah - I mówię ci, schowaj to - rzucił już przyjaźniej. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że w tej chwili wyciągniętą przed siebie różdżkę ma jedynie Anton, a ta należąca do Luci leżała teraz gdzieś w kieszeni jego spodni, więc patrząc obiektywnie na obecną sytuację na wygranej pozycji był Valeriev.
Nie miał ochoty na bójkę, przynajmniej nie teraz. Przyszedł odpocząć od tego zgiełku i jak na złość musiał trafić akurat na kogoś, kto w dziewięćdziesięciu procentach za ten zgiełk odpowiadał.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Ścieżka kości   Wto Lip 12 2016, 23:06

Niech już ma, spokój. Jeszcze na mnie zaryczy i co, słyszałem jak śpiewa pod prysznicem i tydzień bity chadzałem potem do Medycznego, żeby mi uszy odtykali. Wsuwam różdżkę do kieszeni, w geście niby poddańczym, a jednak nigdy nie, bo on to on a ja to ja, unoszę puste dłonie.
Nie jesteśmy tacy źli. Kiedyś nawet na urodziny kupiliśmy mu ze zrzutki monstrualnie wielkiego pluszaka imitującego dość wiernie chińskiego ogniomota. Milan jeszcze go doprawił jakimś zaklęciem i oprócz mruczenia dobranoc co wieczór zdarza mu się wypuścić z pyska chmurkę dymu. Planowaliśmy żeby ział ogniem, ale za mało się przyłożyliśmy do zaklęć, kiedy przybliżano nam sianie destrukcji. Luca jest najlepszym dowodem na to, że wystarczą nam do tego gołe ręce.
- Co to, znudziły ci się smoki? Czy może w końcu któryś ugryzł cię w dupsko i się obraziłeś?
Po kątach krążą plotki jakoby to Luca pod przykrywką wyjścia do Petersburga naprawdę chciał uciec na parę godzin do domu, postać przez chwilę przed siedliskami smoków, do których płakał po nocach. Przyznaję, mało oryginalne i przyznaję od razu, że miałem skromny udział w ich rozpuszczaniu, ale kto go tam wie. Może to i prawda, a może kiedyś odpuści sobie smoki.
Może zainteresowały go lwy. Zodiakalne, salonowe. Jestem po trochu z obu rodzajów. I na dodatek Lew Północy, wciąż pamiętam niektóre kwestie zasłyszane w teatrze.
- Tak czy siak, jestem wzruszony, że to na mnie padło. Ale musiałeś się chyba teleportować żeby mnie dogonić, te pieńki, które masz zamiast nóg w życiu by ci nie wystarczyły.
Owszem, po to mamy różdżki żeby nimi machać, skracać czas podróży, ogólnie ułatwiać życie. Ale po to mamy nogi, by je zmęczyć, po to płuca, by wyczerpać, skłonić do wysiłku.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

błękitna

17 lat

VIII klasa

bogaty

Bobaki, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Ścieżka kości   Sro Lip 13 2016, 23:21

Uszy to Luca musiał sobie przytykać czymkolwiek jak cała ta zgraja zaczynała wydzierać mordy i walić w te swoje tamburynki. Serio, niby takie niewielkie coś, a hałasu robiło więcej niż dwa smoki. A do tego te piękne okrzyki wydobywające się z gardeł szkolnych bardów. Nie dało się w tym funkcjonować, a jednak jakoś to wytrzymał przez te wszystkie lata. Właściwie to jak wracał do domu na ferie, czy wakacje to mu trochę panujący tam spokój dokuczał i tęsknił do tego uprzykrzania mu życia różnymi dziwnymi dźwiękami. Nie przyzna tego oczywiście nigdy, choćby go przypalali żywym ogniem, czy torturowali. Nie, nie ma mowy.
Nie przyzna też, że strasznie mu się ten ogniomiot podobał, choć być może domyślili się już tego, skoro trzyma go na łóżku, przez co unosi się nad nim co jakiś czas obłoczek dymu. Ktoś jeszcze mógłby pomyśleć, że Luca sobie coś tam popala. Niemniej, pluszaka zatrzymał i obdarzył już pewnym sentymentem.
- Ugryzł? Mnie? - prychnął skwaszony, co to też za pomysły! Go smoki nie gryzły, co najwyżej czasem poparzyły. Jeszcze bardziej by się obruszył, gdyby dowiedział się jakie plotki o nim Anton rozpuszcza. Chociaż tu akurat prawdziwe jest powiedzenie, że w każdej plotce jest cząstka prawdy - miał ochotę wyrwać się choć na trochę i poprzebywać wśród smoków. Nie płakał oczywiście za nimi... Nie był przecież dzieckiem!
O nie, lwy go z pewnością nie zainteresowały, a już zwłaszcza takie spod znaku Antona. Za dużo kłopotów tylko z takimi, smoki są dużo bardziej spokojniejsze.
- Lepsze moje pieńki niż twoje patyki - westchnął rozglądając się następnie dookoła, jakby nie bardzo był zainteresowany tą rozmową biorąc głęboki wdech rześkiego powietrza - Ale co to za niecne plany cię tu sprowadziły? - chyba nie wybrał się na zwykłą przechadzkę. Ktoś taki jak Anton miał na pewno coś innego w planach - jakiś kolejny głupi psikus, chociaż Luca jeszcze nie bardzo wiedział co też można byłoby zrobić w tej okolicy.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

półkrwi

18 lat

VIII klasa

przeciętny

Świtezianka, Werniks, rozgrywający i kapitan w Zmorach

PisanieRe: Ścieżka kości   Pon Lip 18 2016, 20:37

No, no, drogi panie, bez przesady, aż tak źle z nami nie jest. Gdyby komuś przyszło do głowy urządzić w tej paskudnie nietwórczej szkole jakiś konkurs piosenki, z pewnością byśmy wygrali, i to nie tylko ze względu na głosy otrzymane od żeńskiej części publiczności! Gdyby Luca przyznał się, że lubi chodzić na imprezy i nie wkładał tyle wysiłku w robienie znudzonej miny wbrew dobremu nastrojowi, na pewno zauważyłby, że potrafimy być ozdobą wieczoru, a nie tylko źródłem hałasu. To drugie, co prawda, zdarza się nieporównanie częściej, bo zbyt często w połowie piosenki rzucamy instrumenty, by pójść tańczyć, ale gdyby dobry Weles obdarował nas choć jeszcze krztyną cierpliwości, dalibyśmy dobry występ. Może nawet zatrudnili by nas na jakieś wesele, takie klimaty są teraz modne, a i grajkom przysługuje cała niewypita do końca imprezy gorzałka. Podobno.
- Może i racja. Ja tam bym cię nie gryzł. Choć są tacy, co podobno lubią.
Plotki to dziwna sprawa. O mnie też krąży ich całkiem sporo, to naturalna kolej rzeczy: dużo się kręci człowiek, dużo plotek po nim zostaje. Podobno moim ojcem jest sławny aktor (prawda), podobno podrywała mnie kiedyś w jakimś barze sama Alla Pugacheva (nieprawda, z bólem przyznaję), podobno oblałem rok z alchemii (nie chciałbym, by to była prawda). Kiedy jest ich już tak dużo, plotki czasem mogą pomóc, bo nie ma co łudzić się, że ucichną.
- Przyszedłem pobiegać.
Tym razem: szczera prawda. Nawet, jakby chcąc podminować jego przekonanie, że tylko do psot jestem zdolny, obracam się w kółko prezentując raczej sportowy strój. Albo chcąc zakwestionować jego spostrzegawczość i zdolność łączenia faktów w logiczne ciągi.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Ścieżka kości   

Powrót do góry Go down
 
Ścieżka kości
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: