IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Carski Gaj

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieCarski Gaj   Pią Kwi 01 2016, 00:00

Carski Gaj

To miejsce nazwane na cześć Piotra I Wielkiego – jednego z najsłynniejszych i tym samym najpotężniejszych czarodziejów w świecie magicznym, dumnego ucznia Akademii Koldovstoretz, późniejszego cara Imperium Rosyjskiego i założyciela magicznej stolicy, Sankt Petersburga. W młodości przychodził właśnie tutaj, do niewielkiej, choć bogato zdobionej kaplicy, by prosić nadprzyrodzone moce o opatrzność i wskazówki; mówiło się też, że Piotr I uważał, iż było to miejsce symbolicznej więzi żywych ze zmarłymi przodkami. Dziś jednak o Carskim Gaju prawie nikt nie pamięta – jest zaniedbany i porośnięty dziką roślinnością, a wielu uczniów trafia tam zupełnie przez przypadek, zupełnie nie zdając sobie sprawy z prawdziwej historii tego miejsca.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Wto Maj 17 2016, 15:59

Ziemia jest nagrzana, ukryta pod dywanem z suchych traw, splecionych niedbale, chaotycznie ze sobą, zdawać by się mogło, że w każdej chwili jakieś źdźbło można podnieść bez większego problemu, ale to iluzja, jedno pociągnie za sobą drugie, aż w dłoni zostanie cały bukiet siana, kiedy pod stopami wciąż będzie tych traw mnóstwo, niepoliczalną ilość.
Tunder do ziemi przykłada płasko dłoń, opierając się i klęcząc na tej ciepłej ziemi usłanej trawami, tuż przed kamiennymi schodkami prowadzącymi do zamkniętych drzwi kapliczki. Drzwi nie stanowią wcale problemu, jedno ze skrzydeł wyrwane jest z zawiasów, opiera się jedynie ciężko na drugich, na zardzewiałej klamce i łańcuchu z ogromną kłódką. Wiatr zmiótł resztę wysuszonych roślin ze schodów, zostawiając drobne okruchy w rogach.
Przymyka oczy. Czujesz, jak jest ciepło? To ostatnie takie dni tego roku, nawet, jeśli w październiku lub listopadzie pogoda zdecyduje się na małe anomalie, to już nie będzie to samo. W powietrzu nie będzie czuć tego zapachu ciepłych liści i ostatnich, tęsknych aromatów przekwitających już kwiatów, podgniłych owoców i echa skoszonych krzewów. Promienie słoneczne przedzierają się przez korony drzewek, padając na ziemię plamami o rozmytych konturach, zatrzymując się na Tundry białych włosach, na połowie twarzy, na oku, sprawiając, że gdy rozchyli powieki jednak z tęczówek wyda się jeszcze jaśniejsza, nienaturalnie pozbawiona kontrastu czarnej źrenicy pomniejszonej do granic możliwości.
Oczywiście, zdawać by się słusznie mogło, że nie ma lepszego miejsca dla niej niż carski gaj, będący miejscem symbolicznych więzi żywych ze zmarłymi przodkami. Ale tutaj ich nie ma, tutaj nie ma nikogo, nie czuje żadnego zawodu z zaświatów, żadnego echa, poza tą gasnącą, zawodzącą pieśnią bogów solarnych.
Nie ma dla niej lepszego miejsca niż to, do którego niemalże nikt nie zagląda.
Nawet Gonzo nie chciał tu wracać w tym roku, Tunder, co ciebie tutaj jeszcze trzyma? Tarsiuk. Namiastka rodziny, przynależność do społeczności, nawet, jeśli osób tobie życzliwych jest tak niewiele.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Wto Maj 17 2016, 22:08

Lato umiera. Czuć to w powietrzu. Zapach się zmienia, nabiera woni suchych liści, które zaraz spadną tworząc pomarańczowy, żółty, czerwony dywan. Czuję to, pamiętam jak byłem małym chłopcem i początki września spędzałem w domu. Zbliżały się zbiory, owoce, słodkie, kwaśne, okrągłe i dojrzałe pęczniały na krzewach. Wkrótce między krzewami zaroi się od ludzi, od dłoni, od koszy. Z małych drzewek znikną kiści winogron. Dziś nie ma mnie tym przy tym. Za rok też nie będzie. Za dwa? Nie wiem, nie wiem, co wtedy będzie. Nie chcę wiedzieć. Czasem niewiedza to świadomy wybór. Wybieram go póki co.
Wybieram się też pożegnać lato. Nie mogę zrobić tego w winnicy, wdychając w płuca ten niepowtarzalny zapach, więc robię to tu. Z każdym krokiem, który stawiam poza murami akademii jestem coraz boleśniej świadom, że nadchodzi jesień, nadchodzi ziemia. Leżenie na trawie, ukrywanie się między drzewami, samotność, stanie się nie możliwe. Będzie zimno, będzie deszcz, będzie plucha, a potem śnieg, lód, upadki, tłok przy kominkach i ten chłód. Przenikliwy chłód zimy jest najgorszy. Palce kostnieją, grabieją, uderzanie w struny jest utrudnione, ciężkie, aż w końcu niemożliwe. Nie lubię tej pory roku. Kocham lato, kocham ciepło.
Ale lato umiera. Żegnam je, żegnają je też inni. Ostatnie podrygi ciepła, po chwilowym popsuciu pogody w dniu rozpoczęcia roku szkolnego. Wszędzie jest tłoczno, więc idę dalej, idę do przodu, uciekam. Dziś chcę być tylko cieniem. Chcę być sam. Nie wziąłem nawet gitary. Sam nie wiem dlaczego. Może podświadomie wiedziałem, gdzie zmierzam, że moje kroki zbliżają się tam. Do gaju, do cara. Poznałem to miejsce dawno, kiedy uciekałem z wirydarza. Biegłem tak szybko, że nawet nie wiedziałem, gdzie dotarłem. Byłem pewien, że się zgubiłem, tak na amen. Ale teraz nie jestem zgubiony, gdy przekraczam zarośniętą granicę gaju wiem, że przyprowadziłem się tu sam, chociaż nawet o tym nie pomyślałem. Dziwne, co?
I nie jestem sam. Znów. Trafiam na kogoś, ktoś klęczy. Blond włosy, o wiele jaśniejsze od moich, spiętych niechlujnie na czubku w głowy, żeby nie wpadały w oczy w czasie lekcji. Znów komuś przeszkodziłem. O nie. Znów przeszkodziłem komuś Szentgyörgyi. Tylko oni mają takie włosy. Ale ten ktoś jest drobny, kojarzę ją. Tunder. Zatrzymuję się w pół kroku, nie wiem czy iść dalej, czy wycofać się szybko i udawać, że nigdy mnie tu nie było. Stoję więc i patrzę tylko jak słońce gra na jej włosach. Lato umiera, mam nadzieję, że ona tego nie robi tam, przy schodach kapliczki.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Wto Maj 17 2016, 23:51

Beso, skąd ten smutek w tobie, przecież to tylko wszystko zasypia, po zimie i tak na nowo się odrodzi i winogrona znów będą pachnieć i jabłka w kompoście znów będą gnić, skórka niegdyś rumiana i gładka stanie się pomarszczona, brązowa, chropowata i zbyt miękka, aby pewnie złapać owoc w dłoni, bo pod dotykiem rozpadnie się, otworzy jak świeża rana, wylewając z siebie słodki miąższ i małe, białe larwy.
Wiesz, w Skandynawii ziemia nigdy nie była i nie będzie taka ciepła, Tundra nie mogłaby tak pewnie przyłożyć do niej dłoni, nie tak czule, choć to jej ojczyzna, ona sama nigdy nie będzie naturalną częścią tej przestrzeni. Jak ta kapliczka tutaj, dawno temu postawiona, teraz pozostawiona, samej sobie, nieodwiedzana, będąca zapewne nowym domem dla wielu futrzaków i gołębi.
Nie obawiaj się, Beso, to nie te popołudnie na umieranie, odczytałbyś to z jej twarzy, a dzisiaj, teraz, taka łagodna jest, chłonąc resztę tej błogości, nie ma miejsca na niepokoje i rozbite czajniczki, rozlaną herbatę i niepokojące spojrzenia.
Usłyszała, że ktoś się zbliża, coś się zbliża, przecież to mogłoby być cokolwiek, belfer, uczeń, szop, wiewiórka, zaskroniec, koniec lata. Na twoje szczęście, lub nie, Beso, wcale nie zdjęła z uszu aparatów, bo i po co, czy nie o to chodzi, aby w takim miejscu chłonąć całą tą symfonię dźwięków natury, a ratować się ciszą w miejscach, gdzie za dużo jest ludzkich słów? Opuszcza głowę, wystawioną do słońca i oczy otwiera, zerkając w bok, ale nie widzi dobrze, kim ty jesteś, no pokaż się. Nie widzi. Przykłada dłoń do czoła aby poratować się odrobiną cienia, chociaż czy to rozważne, czy nie powinna w pierwszym odruchu wstać w razie, gdyby musiała się obronić przed czymś, zacząć tłumaczyć. Ale chyba zapomina o tym, w takim miejscu jak to, w tym gaju, który zdaje się być teraz najmilszym, najbezpieczniejszym miejscem na ziemi.
- Beso. - Mówi na przywitanie, tonem łagodnym jak te małe promienie słońca osiadające na drobnych liściach. Powinna zapytać co tu robi? Raczej nie, przecież to takie błahe pytanie, zadawane w nijakich sytuacjach jako synonim powitania, bezmyślne regułki. Czy to ma znaczenie co tu robi? Nie. Równie dobrze mógł chcieć uciec i odpocząć, a to jest przecież dla niej zupełnie zrozumiałe. Może jednak właśnie rujnuje mu plany, może z kimś się umówił tutaj, a ona nieświadomie krzyżuje szyki, ta myśl rodzi się w jej głowie i zabarwia myśli niepokojem. Nigdy nie lubiła sprawiać innym kłopotu.
Ale skąd ta myśl? Spokojnie, ty głupia gąsko, gaj taką ma przestrzeń, że z pewnością Beso znajdzie tu dla siebie miejsce, jeśli nie obok ciebie, to gdziekolwiek indziej.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Pią Maj 20 2016, 23:54

Niby to wiem. Przecież to nie pierwsza jesień nadchodzi, nie pierwsze lato się kończy. To cykl, dobrze znany cykl. Naturalny rytm, który mówi ludziom jak żyć od setek, tysięcy lat, od kiedy tylko powstał czas, powstał człowiek. Przecież to właśnie on wyznacza to jak żyją winorośle. Kiedy rodzą małe, drobniutkie listki, kiedy wypuszczają kwiaty, kiedy z zapylonych kwiatów rodzą się owoce, kiedy owoce dojrzewają, a potem zbiera się, liście opadają roślina zasypia. Na wiosnę wszystko rodzi się od nowa. To piękne, lubię obserwować doskonałość natury, widzieć w tym boską rękę, doskonałego ogrodnika, który jest zwierzchnikiem wszystkich innych ogrodników. Tylko kiedy lato odchodzi trzeba się z nim pożegnać. A pożegnania są takie smutne. Tak samo jak pożegnania z matką, gdy wracam do szkoły. W sercu rodzi się tęsknota, takie dziwne uczucie, które ciężko oswoić. Jest warte swojej wagi, ale jest też smutne. Pożegnania są smutne, bo chociaż jest się święcie przekonanym, że nie jest ono ostatnim to zawsze w człowieku, a na pewno we mnie, pozostaje taki drobny pyłek niepokoju, że jednak było ostatnie.
Nie chcę żegnać się z latem. Nie chcę, ale muszę. Tak jak większość rzeczy w życiu. Jesteśmy tylko marionetkami na scenie jakiegoś wielkiego reżysera, nie znamy ani fragmentu scenariusza i tylko z pozoru nam się wydaje, że mamy wolną wolę, że robimy co chcemy. Czuwa nad nami ten ktoś, dba, żebyśmy się niczego nie domyślili. Dlatego nie myślę, spuszczam myśli ze smyczy, pozwalam im biec przed sobą, za sobą, dookoła. Są wolne, nie skupiają się na niczym konkretnym zbyt zajęte wszystkim. Może dlatego tak zaskoczyła mnie obecność kogoś w gościnie u cara. Zazwyczaj jestem tu sam, nikt nam z carem nie przeszkadza. Ale teraz też nie wydaje mi się, żeby przeszkadzała, chociaż tutaj jest. Dziwi mnie trochę jej pozycja, nie jest normalna, raczej nie spotyka się ludzi pochylonymi nad ziemią. Przeważnie chcą oni, żeby była ona tylko u ich stóp, żeby mogli budować na niej pomniki, swoją chwałę. Ludzie, my, lubimy ją lekceważyć. Cieszę się, że ona nie. Drgam lekko słysząc swoje imię. Ma bardzo ładny głos, dźwięczny. Nie mogę się też pozbyć wrażenia, że podobny do brata. Tak samo też zareagował.
- Cześć Tündér - odpowiadam i staram się jak mogę nie mówić cicho, bo wydaje mi się, że ma problemy ze słuchem. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam ochotę wsunąć palce we włosy, ale mam włosy spięte na czubku głowy i jak na złość nic z tego upięcia nie wypada. Nie mając lepszego pomysłu postępuję do przodu, stopa za stopą, aż znajduję się na stopniach kapliczki, żeby móc na nich przysiąść. Nie pytam się jej, co robi, bo to głupie pytanie, więc nie mówię nic.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Wto Maj 24 2016, 22:52

Problemy ze słuchem? Beso, jaki ty subtelny jesteś, jaki uroczy. Problemy ze słuchem, dobre sobie, przecież wiesz, co o niej mówią, musiałeś słyszeć, że głucha i głupia na pewno też. W zasadzie ani jedno ani drugie, chociaż głuchą najprościej było ją określić. Poważny, trwały niedosłuch towarzyszył jej od dnia narodzin, byłaby w stanie usłyszeć chyba tylko wybuch bomby i to stojąc nieopodal. Ostatnie, co by w życiu usłyszała. Głupia też nie była, chociaż zdarzało jej się, jak każdemu, robić głupie rzeczy. Ufać tym, którym nie powinna. To z pewnością zalicza się do listy głupiego postępowania.
Uśmiecha się szeroko słysząc ton jego głosu, przecież wie, że nie mówi tak głośno specjalnie, aby jej dokuczyć, to nie ten człowiek, Beso przecież zawsze wydawał się jej taki prawdziwy. I szczery w tym zmieszaniu. Podnosi jedną rękę i wskazuje na aparat na uchu.
- Beso, dobrze cię słyszę. – Śmieje się nawet wypowiadając to, choć cicho i tylko chwilę, przecież tak rzadko śmieje się przy kimś, ale ty, Beso, dałeś radę pokonać tę barierę i to bez najmniejszego wysiłku. Obserwuje cię, jak tak siedzisz sobie naprzeciwko, z nogami podkurczonymi, za niedługo nie będziesz się czuł komfortowo w takiej pozycji. Chce nawet powiedzieć, że kamienne schodki są chłodne, a ziemia ciepła, ale jakie ma prawo, aby ci sugerować, że nie tam powinieneś siedzieć. Spuszcza więc głowę i znowu przygląda się, tym razem swoim kolanom, dłoni i znowu malutkim snopokom suchej trawy. Chochołki. Symbol upadającego narodu. Ale nie tutaj, co? Naród rosyjski upadł już dawno i został tam na dnie, pilnując swojego miejsca przy użyciu bukietów z butelek wódki i radzieckich pieśni. Jest coś, doprawdy, wzruszającego w tej walce w błocie, z której każdy inny naród się śmieje, a jednak nie odważy się podnieść głosu. Wiesz, Beso, ziemia wszędzie jest przecież inna, a Tunder w żadnym miejscu, w którym była, nie chciała mieć jej po prostu u stóp. Na pewno zdarzało ci się leżeć po prostu, na łonie natury, z źdźbłami trawy drażniącymi ci dziurki z nosa. Tundra bardzo lubiła być tak blisko ziemi, chociaż z samej botaniki nigdy nie była dobra. Była beznadziejna, prawdę powiedziawszy. Ale nie trzeba być geniuszem z danej dziedziny, aby lubić, po prostu, wylegiwać się na letniej, nagrzanej ziemi. Było w tym coś pierwotnego i niesamowicie odprężającego. Szkoda, faktycznie, tego gasnącego lata, gdy Carski Gaj będzie musiała wymienić na dywan w dormitorium.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Pon Maj 30 2016, 22:21

Nie umiem opisywać siebie. Słowa trudno układają się w mojej głowie w logiczne ciągi, w logiczne zdania, którymi mógłbym obdarowywać innych. Kiedy zawsze na początkach czegoś każą nam się opisywać nigdy nie umiem tego robić. To naprawdę trudna sztuka. Nie można być wtedy zbytnio subiektywnym. Trzeba postawić na obiektywizm, ludzie to chyba cenią. Lubią, gdy ktoś nie mówi o sobie w samych superlatywach, ale dostrzega też wady, mówi o nich. Wtedy ludzie mówią, żeby nie był taki skromny i żeby nie przesadzał, a wtedy wszyscy są nieziemsko zadowoleni. Nie umiem tak. Nie umiem zadowalać ludzi, mówić im tego, co chcą usłyszeć. Nie działam w ten sposób. Nie wiem czy to dobrze, czy to źle. Teraz chyba źle. Wydurniłem się, strzeliłem paskudną garę, widzę to. Może i się uśmiecha, ale kiedy jej ręka wędruje w kierunku aparatu wiem, że nie miało tak być. Przyglądam się aparatowi, który zdobi jej ucho. Cholera, Beso, jak mogłeś być taki głupi, jak mogłeś? Dlaczego nie wpadłeś na tę prostą, oczywistą rzecz? Przecież nie każdy ma taki słuch jak ty. Czy to było takie trudne? Wciągam powietrze raptownie, gdy do mnie mówi. Jest mi wstyd. Mam nadzieję, że się nie obraziła. Śmieje się. Może ze mnie? Na policzki wstępuje mi róż, włosy są spięte, więc nie mogę się ukryć. Spuszczam tylko wzrok. Patrzę wszędzie byle nie na Tündér.
- Przepraszam - mówię, tym razem nie walczę z siłą głosu, więc bliżej mi do szeptu niż do mowy. Nie jestem dobry w kontaktach międzyludzkich. Jako tako umiem porozumieć się z carem, lubię tu do niego przychodzić, porozmawiać z nim. Często siadam na tych schodach. Latem są takie chłodne, kojące w porównaniu do rozgrzanego słońcem podłoża. Lubię siedzieć na trawie, ale kiedy jestem z carem lubię siedzieć tutaj, na kamieniu, bliżej niego. Dlatego teraz zastanawiam się czy czasem to nie on zaprosił tutaj Tündér. Może martwi się o mnie, że zbyt wiele czasu spędzam sam? Że za dużo czasu spędzam z gitarą, grając na niej niż zacieśniając więzi z ludźmi? Bo wydaje się być dziwnym, że wpadam właśnie na nią. Na tą, która ma problemy ze słuchem. A może to zwykły przypadek, a ja dopatruję się sensu, którego zwyczajnie tu nie ma? Wzdycham cicho nad sobą. Wyjątkowo, co nie zdarza się często, ciąży mi ta cisza. Nie mogę odnaleźć w niej komfortu. Nie tak jak z jej bliźniakiem. Dlaczego? Sam nie wiem.
- Co robisz? - pytam cicho, nie kryjąc ciekawości, chociaż boję się, że znów mówię nie to, co chciałaby usłyszeć. Najwyżej ucieknę.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Pon Maj 30 2016, 23:56

Nie przejmuj się, naprawdę nie ma czym. Nie jest zła, urażona, przecież nie widziałeś, przecież wie, że nie zrobiłeś tego specjalnie. Na przeprosiny kręci głową. Nic się nie stało, Beso. Jesteś jedną z tych niewielu osób tutaj, które wydają jej się szczere w taki czysty sposób, mogłaby was na palcach policzyć, a pewnie i tak zostało bo kilka wolnych. Być może czekających, aż ktoś serdeczny jej zajmie miejsce. Przydałoby ci się, Tunder, kilku szczerych kolegów? Może ktoś, kto zatrzymałby cię gdy nocą zaczynasz się miotać w poszukiwaniu spokoju. Szkoda, że nie możesz mieć takiego gaju na własność. Takiego, w którym zawsze, niezależnie od pory roku, panowała taka sama temperatura, w powietrzu unosił się taki sam zapach skoszonej, suchej już trawy i nikt nieproszony nie mąciłby spokoju takiego miejsca. Ty, Beso, nie jesteś nieproszony.
- Ziemia jest nagrzana. Ma idealną temperaturę. - Wyjaśnia i nawet wyciąga wolną dłoń do Beso, nie wiedząc, jak bardzo ceni sobie siedzenie na schodach. Chce się z nim podzielić, tą idealną temperaturą do obcowania z ziemią, do położenia na niej dłoni, do zetknięcia skóry z czarną powierzchnią piasku. Może nie powinna, ostatnio gdy z Łauryszem chciała podzielić się swoim zachwytem nad gabinetem znachorki nie skończyło się to najlepiej. Może rzeczy, które jej się wydawały się warte uwagi wcale takie nie były? Może małymi rzeczami ściągała na siebie i swoich towarzyszy zgubę. Tak, pewnie tak. Jakie miała prawo aby pokazywać innym to, co ją interesowało? Przecież nie interesowało nikogo innego. To nie było samolubne z jej strony, to było bardzo ludzkie, ale nie powinna była zapominać, jak niewiele znaczy, zapominać o tym, że nie jest na równi z innymi ludźmi, przecież wiedziała, każdego dnia spoglądając przy porannej toalecie w lustro, że jest od innych gorsza.
Beso, chcesz czy nie, jesteś teraz chyba trochę zmuszony, przez jej dłoń drobną i bladą, by samemu swoją rękę położyć na ziemi obok, jeśli nie chcesz się ubrudzić, cofnij ją, ale może masz rację, może to car ją przysłał do ciebie. Tylko dlaczego zrobił sobie taki okropny żart, zsyłając do gaju osobę, która wcale nie radzi sobie lepiej od ciebie w kontaktach międzyludzkich.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Wto Maj 31 2016, 21:34

Może przesadziłem? Nie wszyscy są tacy sami. Różni ludzie różnie reagują, nie mogę wrzucać wszystkich do jednego worka. Zwłaszcza ja. Nie wydaje się być zła. Popełniłem gafę, to fakt nieulegający dyskusji, ale chyba nic się nie stało. Wygląda, jak gdyby śmiała się ze mną, a nie ze mnie. Nie reaguje żadnym słowem ma moje przeprosiny. Spanikowałbym normalnie. Teraz jednak wziąłem kilka głębokich oddechów. Jeden za drugim, jeden za drugim i już. Wszystko się rozpłynęło. Było minęło. Nie rozdrapywała tego, więc czemu ja bym miał. Jest lepiej, czuję się lepiej. Ciężar, który sam się przygwoździłem zniknął. Jest mi lepiej. Przyglądam się wszystkiemu spokojniej. Cisza mnie nie uwiera. Jednak a zostało wypowiedziane, więc ona taktownie wypowiada b.
Dziwię się, kiedy wyciąga rękę w moim kierunku. Nie boi się nawiązać kontaktu. Ludzie często boją się wykonywać jakiś ruch w kierunku kogoś nieśmiałego. Sądzą, że go spłoszą, że ucieknie niczym wystraszona sarenka ze słonecznej polany wprost w objęcia lasu. Możliwe, że tak by było. W końcu nie za dobrze się znamy. Mijamy raczej tylko na szkolnych korytarzach przez te lata, nie można tego nazwać znajomością, bo jedyne co osobie wiemy to jak mamy na imię. Ale tym razem nie czuję strachu. Nie kryję się przed jej dotykiem, przed wyciągniętą dłonią. Chce mi tylko coś pokazać. Chce mi pokazać swoją ziemię. A ja chcę ją zobaczyć.
Zsuwam się ze stopni, podążam za jej dłonią, pochylam się, aby dotknąć ziemi. Chyba coś wiem na temat gleby, skoro to właśnie od niej zależy czy w ogóle wyrosną winogrona, jak szybko wyrosną i jakie będą. Ta ziemia, tutaj u cara, jest inna, chyba bardziej sypka, jak gdyby dawno nie zrosił jej deszcz, a tylko pieściło ją słońce. Rzeczywiście jest ciepła.
- Ideały w ogóle istnieją? - pytam bardziej retorycznie, bardziej siebie, ale mimo wszystko chciałbym usłyszeć odpowiedź. Czy w świecie Tündér występuje doskonałość? Dla mnie może być doskonała tylko muzyka, przewyższa ona wszystko, bo chyba nawet nie jest stąd, z ziemi. A wszystko inne? Nie jest. Na pewno ja nie jestem, prawa wokół mnie, ludzie. A czy temperatura może? Sam nie wiem. Jak zwykle.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Pon Cze 06 2016, 10:55

Nie wszyscy są tacy sami. A nawet my przecież będąc sobą różnie zareagowalibyśmy na innych ludzi w takich samych sytuacjach. Myślisz Beso, że z Leonidem Vasilchenko Tundra tak chętnie dzieliłaby się swoimi przemyśleniami? W życiu. Gdyby ją tu spotkał najpewniej zrezygnowałaby z relaksu i uciekała od niego jak najdalej. Nie chciałaby potem znów słyszeć na korytarza prześmiewczych szeptów, urywek plotek, które Lola rozsiewałby aby dorzucić sobie trochę sławy. Fu, fu, fu, nie cierpiała go i nie rozumiała zupełnie skąd u niego to przeświadczenie, że jest uwielbiany. Zostawmy Lolę, nie warto się nim przecież przejmować.
Tunder puszcza Besową dłoń i zmienia pozycję, siadając po turecku na ziemi, dłoń, którą ubrudziła wycierając w szatę, bo ona może. Monxowi by nie pozwoliła, jest paniczem, nie może się prezentować w brudnej szacie. A tobie Beso? Wypada się trochę ubrudzić poza granicami winoroślowego królestwa? Przechyla głowę zastanawiając się dlaczego zadał to pytanie, dlaczego nie pociągnął dyskusji tak, jak inni, mrucząc głową oho faktycznie albo coś równie bzdurnego.
- Zapewne istnieją do momentu, w którym się do czegoś przyznają. Każdy ma własne. - Chyba tak właśnie było, idealne do momentu potknięcia. Ale Beso, w świecie Tundry najwięcej było niedoskonałości, śmiem nawet pokusić się o stwierdzenie, że z samych defektów się składał. Spójrz na nią, przecież to same wady i tak niewiele zalet, niewidocznych zresztą pod tym ciężarem ułomności.
- Zimą będzie można tutaj poczuć śnieg pod ciężkimi butami, a to nie daje tyle radości, przynajmniej mnie.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Czw Cze 09 2016, 16:46

Wiesz mamo, nie wiem jak to jest. Nie rozumie zasady, która sprawia, że dobieramy sobie przyjaciół. Dlaczego z tymi ludźmi się dogadujemy, a z niektórymi zupełnie nie idzie się zrozumieć. To dziwny mechanizm. Jak dwie osoby, które nie mają ze sobą prawie nic wspólnego mogą stać się sobie nagle bliskie? Ja i Milan, przecież tak się różnimy. Dwie różne planety, różna krew, a mimo to się przyjaźnimy, przyjaźnimy się tak długo. Nawet ty go lubisz, bo wiesz, że jest dla mnie dobry, że ja jestem dla niego dobry i wszystko toczy się dalej. Nie rozumiem więc jak działa to w przypadku Tündér. Z jednej strony jest do mnie podobna. Też przychodzi pobyć samą z carem, też stroni od ludzi. Może to prze fakt, że nie słyszy ich dostatecznie dobrze. Ja natomiast słyszę ich za bardzo. Różnice i podobieństwa się pokrywają, uzupełniają. Znam ją z widzenia tylko, ale teraz czuję się jak gdybym znał już od dawna, jak gdybyśmy wiedzieli o sobie coś więcej niż to, co zwykle wiedzą o sobie ludzie z jednego roku. Dziwne uczucie, ale jednak podoba mi się. Czuję się swobodniej. Kiedy siada na ziemi siadam i ja. Nie chcę wyjść na cudaka, który dalej pochyla się nad ziemią. Lubię ją, lubię leżeć na trawie, ale moje spojrzenie mimo wszystko częściej skierowane jest do góry, w chmury. Lubię czuć wiatr we włosach, na twarzy i wiedzieć, że nic mnie nie pęta. Przynajmniej dosłownie.
- Myślę, że wszystko ma mankamenty - mówię, a ton głosu mam dosyć przekonany i pewny siebie. Jakoś mogę sobie na to pozwolić, nie jest to może moje zwyczajowe zachowanie, ale kiedy czuję się przy kimś lepiej pozwalam sobie na więcej. Mam nadzieję, że nie przekroczę tym samym jakiejś granicy czy coś. Skupiam się więc na mojej dłoni, tej pokrytej delikatnym pyłem ziemi. Przyglądam się brudnym liniom, podobno można z nich wróżyć, ale to nigdy nie była moja broszka w magii.
- Zawsze można chodzić boso po śniegu - odpowiadam, zerkając na nią znad mojej brudnej dłoni. Kiedyś zrobiliśmy tak z Bertą, oberwało nam się od mamy, chociaż nawet nie mieliśmy po tym kataru. Może to dzięki tym ziołowym herbatką mamy. Ale było warto, warto każdej sekundy. Uśmiecham się więc pod nosem, bo chyba nie wyobrażam sobie jak Tündér biega boso po śniegu.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Czw Cze 16 2016, 12:48

Tunder chyba nigdy nie byłaby w stanie zrozumieć besowego przywiązania do mamy. Gdyby wiedziała nie patrzyłaby na niego krytycznie, ale nie potrafiłaby chyba wykrzesać z siebie uśmiechu. Nie z zazdrości, czy niezdolności do empatii, przecież tej posiadała sporo, ale sama nigdy nie czuła się do nikogo, poza bratem przywiązana. Nie rozumiała czym są więzi między rodzicami i dziećmi i chociaż sprawa ojca ostatnio ciążyła jej w głowie to do matki nie potrafiła wykrzesać żadnych uczuć. Była obca, zimna, martwa i odległa i chociaż zmarli zawsze stanowili dla Tundry pociągającą grupę, mamy nigdy nie było wśród nich. Nigdy się do niej nie odezwała, a Tunder nigdy nie odkryła niczego o niej z narastającą ekscytacją. Z tego powodu zapewne sama nie byłaby w przyszłości dobrym rodzicem, zresztą nigdy sobie tego nie wyobrażała, a przecież już w młodszym wieku ludzie nieśmiało myślą, fantazjują o rodzinach, które będą mieli. O tym, jak urządzą kuchnię, jak dadzą na imię swoim dzieciom, o długości welonu i czy mogą na swój ślub nie zapraszać znienawidzonego ojca chrzestnego, czy wywoła to burzę w rodzinie. Tunder nie miała takich myśli, chyba od dziecka z góry zakładając, że jej rodziną jest tylko Gonzo i zawsze już będą razem. Może czas pomyśleć o innym scenariuszu, bo ten się chyba nie sprawdza.
Zaczyna patykiem dłubać w ziemi i prawie parska cicho słysząc co mówi. Boso po śniegu.
- Powinnam mieć zimę we krwi i odporność na nią też. Ale nie mam. Nasz ojciec jest Szwedem. - Jest. Nasz. Nie był i mój. Ty wciąż miałaś nadzieję, co, Tunder? Że w bohaterskim odruchu zrobicie z Gonzem wszystko, aby go odnaleźć. Nic bardziej mylnego, idiotko, mogłaś co najwyżej szukać go sama, a ślady z każdą nową warstwą śniegu były coraz trudniejsze do odkrycia.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz nabawić się zapalenia płuc tej zimy.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Czw Cze 16 2016, 23:28

Nie wyobrażam sobie nie mieć rodziny. Nie mieć mamy, nie mieć taty, nie mieć Berty, nawet nie mieć Milana. To nie mieści się w obrazie mojej bogatej wyobraźni, ale być może przez fakt, że nigdy nie próbowałem sobie tego zobrazować. Nigdy nie było takiej potrzeby. Nigdy nikt nie stał na krawędzi dwóch światów, tego i następnego, więc nie musiałem się mierzyć z wszelkimi ewentualnościami. Nie wiem, co zrobiłbym gdybym wiedział, że Tündér nie ma mamy. Współczułbym jej? To takie banalne. Zresztą wiele osób nie lubi współczucia, gardzi nim, jak gdyby było to złe uczucie. Co więc? Nie potrafię pomyśleć, co też może czuć skoro nigdy tak naprawdę nie odczuła tego, jako straty. Pewnie, jeśli nie znałbym jej od zawsze wszystko potoczyłoby się inaczej, ale mam mamę. Nie potrafię jej nie mieć, jest ze mną obojętnie czego bym nie robił. Kiedy spoglądam w lustro widzę jej włosy, kiedy gram na gitarze słyszę jej kojący głos, kiedy patrzę na Bertę po prostu mam ją obok siebie. Unoszę brwi ku górze, gdy słyszę, kim jest jej ojciec. Można się było tego domyślić po obco brzmiącym nazwisku. Też nie pasuje tutaj tak dobrze jak ja. Niestety nie należę do osób domyślnych. Nie wpadnę na to, że dwa dodać dwa jest cztery nawet, jeśli ktoś położy mi to równanie na tacy. Muszą mi dać wynik.
- Mój tata mówi, że odporność to kwestia zahartowania - odpowiadam i w duchu od razu przyznaję temu rację. Gdybym siedział zimą tylko przed kominkiem opatulony kocem to pewnie każdy podmuch mrozu wywoływałby we mnie katar. Jednak każda mroźna pora roku była doskonałą okazją do zabawy. Do robienia bałwana, aniołków na śniegu czy wrzucanie białego puchu za kołnierz siostry. - Jest Gruzinem - dodaję nagle, bo nie poinformowałem jej o tym wcześniej. Czuję mimo wszystko, że to istotna informacja. Wymieniamy się nimi z Tündér i przez to chyba się poznajemy. Wiem o Gonzo więcej z rozmowy z jego bliźniaczką niż z nim samym, to dziwne. Uśmiecham się bezwiednie. Brzmi jak mama, jakby martwiła się o mnie, co jest dziwne, bo przecież wcale nie musi tego robić.
- Postaram się - mówię, bo nie mam przecież stuprocentowej gwarancji, że tak się nie stanie, a nie chcę jej okłamać. To byłoby w złym guście, mama nie pochwala kłamstwa, ja też nie. - Ty też uważaj.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Carski Gaj   Pią Cze 17 2016, 11:24

Nie wyobrażała sobie mieć rodzinę. Siadać z nimi do obiadu i świętować najdłuższą noc w roku, podawać sobie sól, jeździć razem na wakacje nad morzem, siadać na kolanach babci lub dziadka i grać z nimi w szachy lub słuchać bajek. Co zaskakujące doskonale wiedziała, że dziadkowie od strony ojca żyją i chyba mają się całkiem nieźle, ale po tym, czego zdążyła się dowiedzieć wolała tego tematu nie poruszać i zostawić szufladę z napisem Starzy Bjórksonowie zamkniętą. Szczerze wątpiła, czy gdyby pochodziła z pełniejszej rodziny, bez rodziców wyjebanych w kosmos, spędzałaby czas z dziadkami. Ojciec mamy też nie bardzo jej się uśmiechał. Miała dwóch wujków i jedną ciocię i z utrzymywała z nimi bardziej koleżeńskie niż rodzinne relacje. Za nic w świecie nie potrafiłaby chyba wyjeżdżać z nimi na rodzinne pikniki i wypady w góry, co zresztą byłoby trudne logistycznie, bo każdy z nich mieszkał w innej części Eurazji, a ciocia Lemon w dodatku była martwa od 17 lat. Nie gardziłaby jednak współczuciem Beso, ale z pewnością nie byłaby w stanie go zrozumieć.
Kiwnęła głową zgadzając się z poglądem pana Sikvdili, to z pewnością, chociaż sama należała do osób, które innym mówią uważaj, nie rób tego w momencie wykonywania wspomnianej czynności. O innych martwiła się bardziej niż o siebie, Monxa czy Gonza nie wypuściłaby aby pobawili się na śniegu bez rękawiczek czy czapki, w czasie, kiedy sama nie mogąc znaleźć własnej po prostu wzruszała ramionami i wychodziła. Gruzinem, fajnie.
- No, przecież ty też jesteś Gruzinem? Czy nie? - Zawsze tak jej się zdawało, ale mogła być w błędzie, w końcu ona sama nie miała przypisanej żadnej konkretnej narodowości, a Węgierką nie czuła się nigdy. Uśmiecha się na jego ostatnie słowa i lekko wzrusza ramionami, chyba nawet nie może mu obiecać, że się postara. Bo pewnie się nie postara.
Powrót do góry Go down
avatar


Ambrolauri, Gruzja

półkrwi

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Carski Gaj   Sob Cze 25 2016, 00:47

Rodzina to ktoś, z kim czujesz więź. Tak mówi mama. Dlatego Milan jest moją rodziną, jest częścią tego wszystkiego, chociaż w jego żyłach nie płynie krew Sikvdili. To nieistotne. Po co nazywać rodziną kogoś, z kim nigdy nie miało się do czynienia? Jacyś dalecy wujkowie, dawno zapomniane ciotki, które posiadają własną bliższą rodzinę żyją sobie w spokoju. Nie interesuje ich raczej, że jakiś Beso chodzi po świecie, w jego żyłach płynie magia, dzięki której potrafi zasklepić ranę albo w kilka dni (bo wciąż się uczę) usunąć limo spod oka. Nie wcinam się w ich życie, a oni nie wcinają się w nasze. Równowaga zostaje zachowana. Lubię czasem odwiedzić rodziców mamy, którzy mieszkają w Rosji. Moja mama nie jest Gruzinką, nie urodziła się w tym płynącym winem kraju. Lubię babcię, która czasem nie rozumie co mówię i każe mi powtarzać pięć razy jedno słowo. Nie widzimy się często, ale z nimi czuję jakąś więź. Taką samą jak z ludźmi, których lubię, ale nie jest to przyjaźń. Nie wiem, co czuję w stosunku do Tündér. Jest dla mnie niewiadomą, która rozjaśnia się powoli, niespiesznie, a jednak systematycznie. To lubię. Gdy po pokonaniu trudnego skrzyżowania nie czeka mnie kolejne, ale prosta, gładka droga, na której co najwyżej poplączą mi się moje własne nogi.
Uśmiecham się automatycznie, gdy to mówi. Nigdy jej tego nie mówiłem, ale widocznie zauważyła. To wbrew pozorom wiele dla mnie znaczy. Zazwyczaj ludzie uznają po prostu, że nie jestem Rosjaninem. Nie głowię się nade mną, nie próbują wpaść na to, jakiej narodowości jestem, bo uważają mnie za obcego.
- Tak, jestem - potwierdzam z mocą kiwając dla podkreślenia swoich słów głową. Nie wstydzę się swojego pochodzenia, kocham miejsce, z którego pochodzę i nie zamieniłbym go na żadne inne. Jedynie czasem rumienię się niekontrolowanie, gdy mój akcent kładzie się na mój rosyjski i ludzie nie rozumieją co mówię, patrzą na mnie dziwnie. To strasznie krępujące. Jednak teraz nie czuję skrępowania. Czuję się dobrze w tych ostatnich promieniach umierającego lata. Ale coś mnie mimo wszystko nurtuje. Głupio mi ot tak odchodzić. To chyba byłoby niegrzeczne. - Spotkamy się jeszcze u cara? - pytam cicho, nie patrząc na nią, bo to zdanie wydaje mi się nieodpowiednie w chwili, gdy je wypowiadam.
Może tak.

|zt x2
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie

PisanieRe: Carski Gaj   Sob Paź 22 2016, 19:02

Nie potrzebuję mówić nic.
Spacer sam w sobie jest wystarczająco przyjemny - w lesie nie ma ciekawskich spojrzeń i nie ma potrzeby nieustannego oglądania się za siebie w obawie, że ktoś nas zobaczy. Razem. Trzymam twoją dłoń i z każdym kolejnym krokiem coraz mniej mam wyrzutów sumienia czy wątpliwości, a coraz bardziej cieszę się popołudniem i twoim towarzystwem. Kolorowymi liśćmi jeszcze trzymającymi się drzew, trzaskiem gałązek pod stopami. Chłodem czerwieniącym policzki, ostatnimi promieniami jesiennego słońca.
To są jedyne chwile, kiedy pozwalam sobie gdybać. Co by było gdyby - gdybym wcale nie musiała kryć swoich uczuć wobec ciebie. Gdyby nasze złączone dłonie na nikim nie robiły wrażenia. Co by było, gdyby nikogo nie obchodziło za kim wodzi nasz wzrok. Gdybyśmy byli, no cóż, wolni. W pełni praw do własnych uczuć.
Wiesz, to aż śmieszne, że w rzeczywistości nie ma we mnie nic z Oneginów, a Kuraginą jestem aż w połowie - argument to żaden, skoro ta druga jest mi całkowicie nieznana, wątpię jednak czy cokolwiek jest w niej szlachetnego. Nie lubię tej myśli, tej świadomości, że w swej istocie wcale nie jestem z mojego ojca, jedynie kukułcze ze mnie jajo. Tej nocy po raz kolejny będę się zastanowić czy moja słabość do ciebie kolejnym jest podobieństwem do matki, czy popełniam dokładnie te same błędy, powtarzam wszystkie jej kroki.
Tej nocy pewnie tak - ale nie teraz. Teraz jestem szczęśliwa. Pozwalam sobie na porzucenie chłodu, krok z dostojnego zmienił się w bardziej przejrzysty. I nawet się uśmiecham. Tyle rzeczy chciałabym teraz z tobą zrobić. Pójść na słodkie ciastka. Może na film, posiedzieć wspólnie w ciemności. Oparłabym głowę na twoim ramieniu i rozpraszała od czasu do czasu kradzionymi całusami, żebyś nie zapamiętał z seansu niczego poza mną. Co jeszcze robią ludzie w naszym wieku? Co robią by poznać się lepiej?
Niewiele o tobie wiem - to dobrze. Tak powinno zostać, tak jest prościej. Przynajmniej myślę tak na codzień - teraz chciałabym wiedzieć jaki jest twój ulubiony poeta i które wiersze recytujesz do ucha innym dziewczętom, chcąc zrobić na nich największe wrażenie.
Powiedz mi. Proszę?
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Odrodzenie

PisanieRe: Carski Gaj   Pon Paź 31 2016, 01:06

Nie potrzebujesz mówić nic. Dobrze ci tak. Bez żadnych słów, wśród rozłożystych drzew rzucających przyjemny cień, trzymając ją za kruchutką dłoń. Idziecie tak razem przez las, nie obawiając się ciekawskich i natarczywych spojrzeń osób trzecich. Nie ma tutaj nikogo oprócz was, nie licząc Matki Natury, ale zdecydowanie nie przeszkadza ci jej obecność – w końcu masz obok siebie niebywale piękną Natalyę. Musisz za to przyznać zgodnie z prawdą, że niewiele o niej wiesz, dlatego też chciałbyś bardzo, aby z biegiem czasu to się zmieniło, mimo iż jeszcze masz problem, by przyznać się do tego przed samym sobą. Jest przecież Oneginą – powinieneś wystrzegać się jej na każdym krokiem, by przypadkiem nie nadszarpnąć dobrego imienia Kuraginów. Zdajesz sobie sprawę z tego, że wasze rody nie raz i nie dwa próbowały się pogodzić, lecz dotychczasowe starania niemal zawsze kończyły się fiaskiem. Nie wiesz, czy uda ci się przerwać klątwę, która od wieków ciąży nad waszymi dynastiami, ale powoli stawiasz kroki do przodu. Coraz śmielej i śmielej, z Natalyą u boku. Moglibyście robić wiele rzeczy, jednak sam nie jesteś pewien, co wam przystoi a co nie. Już nie jesteś taki pewny siebie jak chwilę temu.
- Pamiętam nagłe zachwycenie: niespodziewanie cię ujrzałem jak nieuchwytne przywidzenie, jak piękne bóstwa doskonałe. W udręce żalu rozpaczliwej, pod niespokojnych trosk nawałem, długo słyszałem głos twój tkliwy i miłe rysy w snach widziałem – recytujesz Puszkina poważnym głosem, siadając na jednym z przewróconych drzew i spoglądając dumnie na Natalyę. Nie da się ukryć – to niekwestionowanie twój ulubiony poeta rosyjski, w dodatku z epoki romantyzmu, tak bardzo niepasujący do twojej zgniłej osobowości. Ale ty, choć pewnie byś się do tego nie przyznał, chciałbyś zaznać prawdziwej miłości rodem z jego rzewnych liryk, mimo że nie masz bladego pojęcia o jakichkolwiek uczuciach.
Powrót do góry Go down
avatar


Kryształowa Twierdza

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Komitet Dyscyplinarny, Odrodzenie

PisanieRe: Carski Gaj   Wto Gru 13 2016, 18:59

Nie jestem Oneginą.
Nie taką z krwi i kości. W połowie Kuragina, owszem, w drugiej - nie wiem. Nie wiem też czy chcę wiedzieć.
Chcę. Nie wiem jak się tego dowiedzieć. Pewnie wystarczyłoby spytać. Ojca na przykład. Tylko - jakbym mogła? W końcu dał mi wszystko. Dał mi nazwisko.
Nie jest tak, drogi Arsene, że nazwisko jest dla nas wszystkim? Bo i cóż po talentach, cóż po umiejętnościach, kiedy nie stoją za tym lata tradycji. Nazwisko to pozycja budowana pokoleniami. Nazwisko to pozycja, której nie zniszczy nawet największy skandal.
Może podburzyć, zachwiać. Wzburzyć, napsuć krwi - ale nie zniszczyć. Dawne afery to dzisiaj anegdoty opowiadane przy obcych stołach.
Nie chciałabym zostać anegdotką przy cudzym stole, myślę, zacieśniając uścisk naszych dłoni.
Nie jestem Oneginą - czy to nie jest jeszcze gorsze?
Ze wszystkich Onegin padło akurat na mnie, jak znosi to twoje ego, mój drogi Arsene? Kukułcze jajo, podrzutka, przecież widzę w twoich oczach, że o tym wiesz.
Kto nie wie?
Nie jestem Oneginą, nie z krwi i kości. Może jestem nią nieco pełniej, skoro dano mi nazwisko pomimo więzów krwi? Może to co płynie w naszych żyłach nie ma najmniejszego znaczenia?
Liczy się tylko nazwisko. Jesteśmy jedynie nim?
- Nie wiedziałam, że jesteś romantykiem - tylu rzeczy nie wiem o tobie. O twojej rodzinie, niemal wszystko. O sporze dzielącym dwa rody, jeszcze więcej. Co nieco słyszałam na temat losu większości kochanków pochodzących ze zwaśnionych rodzin, czy to znaczy, że od samego początku jesteśmy skazani na spektakularną klęskę?
Po co zaczynać skoro i tak znamy zakończenie?
W najlepszym przypadku, za dwadzieścia lat nasze spojrzenia spotkają się na zatłoczonej sali balowej. Ja będę żoną, ty mężem, tylko tyle nam zostanie. Ukradkowe szukanie własnych spojrzeń.
W najgorszym?
Nie wiem czy przeczytałam wystarczająco dużo klasycznej literatury by układać najgorsze scenariusze - Czy możecie w ogóle czytać Puszkina? - żartuję sobie trochę, chyba możemy żartować tutaj, gdzie nikt nie patrzy? Zawsze wydawało mi się, że u Kuraginów nie dopatrzy się żadnego Puszkina, to w końcu taka potwarz. Eugeniusz Onegin, a o Kuraginach to ni wersa.
Wiesz. Wyznam Ci w sekrecie, mój drogi Arsene, że mogłabym zostać Natalią. Nie żoną, córką Natalią.
Jej się udało poślubić swojego księcia.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Carski Gaj   

Powrót do góry Go down
 
Carski Gaj
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: