IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Obsydianowe pole

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieObsydianowe pole   Czw Mar 31 2016, 23:57

Obsydianowe pole

Obsydianowe pole zachwyca swoją surowością wśród dziewiczej roślinności Kaukazu, która otacza okolice Akademii Koldovstoretz. To ogromne wysypisko skał w wyniku natychmiastowego stygnięcia magmy sprzed milionów lat. Powiada się jednak, że to miejsce ma szczególne właściwości, biorąc pod uwagę niesamowitą, dobrze odczuwalną energię, która wyraźnie emanuje z obsydianu. Niektórzy ludzie wierzą, że jego czarna powierzchnia jest jak zwierciadło dla duszy, w którym można ujrzeć swoje problemy, nawet te głęboko zepchnięte w podświadomość. Dlatego jeśli ujrzą one światło dzienne, łatwiej jest je pokonać. Ponoć obsydian ma także lecznicze właściwości, które pozwalają nawet przezwyciężyć niektóre niegroźne choroby.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Czw Wrz 08 2016, 16:26

Gwoli ścisłości – quidditch nie jest moim ulubionym sportem, a przynajmniej nie na tyle, by starać się o przyjęcie do Zmór. Wolę mieć więcej wolnego czasu niż notorycznie spędzać go na katorżniczych treningach. Ale pewnego razu, gdy dowiedziałem się, że Kania postanowiła dołączyć do Bełtów, stwierdziłem w sumie, że w tym przypadku to może być całkiem zabawna sprawa i poszedłem w jej ślady. Nie ma co się oszukiwać: Krystyna jest pokraką. Albo fauluje niemal wszystkich zawodników na boisku, albo krwawi na zawołanie i traci kontakt z rzeczywistością, bo przypadkiem uderzyła w obręcz bramki. Niemniej jednak w tym roku z Kanią mieliśmy ambitny cel – choć raz doprowadzić Bełty do zwycięstwa pod wodzą Lutogniewa. Tak na zakończenie edukacji, by pokazać im, że wcale nie jesteśmy gorsi. Jest to o tyle trudne, że treningi niemal w ogóle się nie odbywają, a jak już dochodzi do jakichś spotkań na stadionie, to zwykle kłócimy się i nie potrafimy dojść do żadnego sensownego porozumienia. Nigdy nie będziemy aż tak dobrzy jak Zmory, ale przecież istnieją różne sposoby na wygraną.
- Kania! Nie uczą was w Polsce punktualności? – krzyczę w przestrzeń, gdy jej sylwetka miga mi już na horyzoncie. Krystyna ma szczęście, że należę do stosunkowo cierpliwych i wyrozumiałych osób – w innym przypadku mogłoby się to źle skończyć. Czekam więc na jednej z obsydianowych skal, ostentacyjnie żując malinową gumę i raz po raz robiąc z niej balony. Ciekawe, co tym razem ją zatrzymało. W końcu Kania zawsze miała odpowiednią wymówkę. O dziwo, w jej przypadku najczęściej prawdziwą.
Powrót do góry Go down
avatar


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Czw Wrz 08 2016, 16:43

Krystyna jest niemalże ślepa. Krystyna nie ma gracji. Ani zielonego pojęcia o quidditchu, co zdążyli już w zasadzie wszyscy zauważyć, którzy mieli wątpliwą przyjemność ją obserwować. Krysia nie wiedziała w którym miejscu kończy się pole, gdzie zaczyna się aut (oraz co to jest aut), kiedy faul jest faulem i dlaczego nim jest, oraz którą piłkę należy łapać. Myślicie, że nie usiłowała złapać tłuczka?
Kto Krystynę do Bełtów przyjął i dlaczego pozostaje wielką tajemnicą, tak samo, jak powody jej zgłoszenia się do drużyny. Utrzymywała jednak uparcie, że to Dio zgłosił się pierwszy, a ona postanowiła dołączyć, jak było w rzeczywistości, oczywiście, nie wiadomo do końca, jak to z Krystyną Kanią bywa. Miotłę miała całkiem niezłą, ale co z tego kiedy nie radziła sobie najlepiej. Wszystko to jednak zdawało się Kanii nie przeszkadzać w realizacji celu, który sobie z Eminescu postawili. Doprowadzić Bełty do wygranej. Brzmi patetycznie. I nierealnie.
Krysia nie spóźniała się często, ani mocno, ale zdarzało jej się i to głównie z jej winy, chociaż życzliwi powiedzieliby, że to złośliwości losu zsyłane na dziewczynę.
Na obsydianowe pole dociera lecąc już na miotle, bardzo nisko nad ziemią, jakby wcale nie miała do dyspozycji miotły dla dorosłego, a te małe, dziecięce miotełki, które jedynie lewitują. Kiedy dociera do chłopaka schodzi z miotły ostrożnie i unosi w górę dłonie, jakby się poddawała, chociaż chodziło jedynie o pokazanie paskudnych, brudny, zakrwawionych ran. Podobną zresztą miała na lewym kolanie, ozdobioną ramką z potarganej rajstopy.
- Wyjebałam się... - Wyjaśnia cicho.


Ostatnio zmieniony przez Krystyna Kania dnia Czw Wrz 08 2016, 18:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Czw Wrz 08 2016, 17:43

W tym przypadku to nie podlega wątpliwościom, że Kania nie ma absolutnie najmniejszego pojęcia o quidditchu – jak większość kobiet, które decydują się na dołączenie do szkolnych drużyn. Osobiście obstaję przy wersji, że to był kolejny pomysł Krystyny, a przynajmniej ja tak to pamiętam. Zawsze mógłbym też spojrzeć do swojego magicznego klasera – to jedno z tych wydarzeń, które w nim umieściłem. Bo nie da się ukryć, że niekiedy lubię wracać do niektórych wspomnień i je sobie przypominać; nigdy za to nie rozdrapuję starych i bolesnych ran, a raczej staram się tego nie robić. Niemniej jednak dziś jest ten dzień, podczas którego musimy obmyślić plan, jak wygrać tegoroczny mecz na koniec naszej edukacji w Koldovstoretz. W głowie mam już kilka rozwiązań, ale potrzebuję przede wszystkim aprobaty Krystyny. A później Lutogniewa. Może. Bo też trzeba pomyśleć, co z nim zrobić.
- Po raz kolejny? – zadaję pytanie z niemałym politowaniem w głosie, automatycznie podnosząc się z jednej z obsydianowych skał. Nie jestem szczególnie zaskoczony zaistniałą sytuacją, dlatego też ostrożnie łapię ją za zakrwawione dłonie i oglądam je bacznie, a po chwili kątem oka zauważam podarte rajstopy. Patrzę jeszcze na Krystynę, wywracając oczami. – Zaraz mogę coś ku temu zaradzić. – Z kieszeni spodni wyciągam różdżkę, by za moment użyć prostego zaklęcia. Choć te z dziedziny leczniczej nie są moją najmocniejszą stroną, gdyż o wiele pewniej czuję się w tych defensywnych, ofensywnych czy choćby transmutacyjnych, to jednak podstawy na wszelki wypadek mam dobrze opanowane. Ranka wypowiadam niemal pod nosem, skupiając się i przykładając swoją różdżkę do jej dłoni, a po chwili nieszczęsne rany i krew znikają. I po kłopocie. To co, teraz możemy zająć się właściwymi sprawami?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Obsydianowe pole   Czw Wrz 08 2016, 17:43

The member 'Dionisie Eminescu' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Czw Wrz 08 2016, 18:47

No i co, znowu ci ktoś rany leczy, bo ty Kania byś tak chodziła tylko, wytarła dłonie w i tak już pobrudzoną dżinsową spódnicę. Swoją drogą chyba na łeb upadłaś żeby na trening ubierać dżinsową spódnicę, nie miałaś czegoś lepszego w szafie? Przecież masz super dres po Błażeju, od pana Paździocha z bazaru, po bokach cztery linie, prawie jak adidas. Gdzie go znowu wrzuciłaś? Pobrudziłaś? Oczywiście. Czym? Nie ważne. Kiwa głową w podzięce za pomoc, ale od razu różowy balon zwraca jej uwagę.
- Też chcę gumę, daj mi. – Żadnego proszę, ani innego czy mogę jedną?
Nie chodzi o to, że Kania była niewychowana, bo była, ale dorastając z taką ilością rodzeństwa w podobnym zresztą wieku ciężko było jej zachować uprzejmości, gdy już uznała, że jej relacja z kimś osiągnęła podobny poziom swobody jak w przypadku rodziny. Od razu zapomniała o nieprzyjemnym upadku i nawet wyciągnęła rękę z dłonią złożoną w łódeczkę, oczekując swojego podarunku. Drugą, jak zwykle, poprawiła zsuwające się z nosa okulary, jak zwykle za ciężkie aby utrzymać się na krysinym nosie. Oczywiście mogłaby użyć zaklęć, ale po co sobie ułatwiać życie.
- Tylko my będziemy? A reszta? A Luto? I czemu tutaj? Boimy się konkurencji? Że nas podejrzą? Ukradną taktykę? – Tysiąc pytań na sekundę, wszystkie oczekujące solidnej odpowiedzi, chociaż szczerze, błagam cię Kryśka, jaka taktyka? Twoją taktyką było nie spaść podczas meczu z miotły i nie wylecieć poza obszar boiska, ani nie zgubić się następnie. Z pozoru łatwe, w praktyce wychodziło gorzej.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Czw Wrz 08 2016, 19:28

- Trzymaj – oferuję bez zastanowienia do Krystyny, częstując ją paczką malinowych gum, którą trzymałem w drugiej kieszeni spodni. – Prosto z Bukaresztu, dobrze wpływają na myślenie – zachwalam od razu, bacznie lustrując ją wzrokiem i robiąc kolejnego balona. Zdążyłem przywieźć jej zapas przynajmniej na kilka miesięcy, zwłaszcza że w domu najprawdopodobniej pojawię się dopiero podczas okresu świątecznego. Czas w Koldovstoretz mija jednak szybko, bo przecież już mamy listopad, a za niespełna półtorej miesiąca każdy z nas wróci do siebie na ponad dwa tygodnie. Chciałbym już tam być – w Rumunii pewnie jeszcze jest ciepło, a już na pewno nie tak zimno i ponuro jak w Rosji. Z szafy musiałem wyciągnąć swetry i płaszcze, choć na trening przyszedłem w sportowej bluzie.
- Tylko my – wtrącam i wzdycham ciężko pod nosem, słysząc zestaw tysiąca pytań na sekundę od Krystyny. Chyba nigdy nie uda nam się zebrać całej drużyny w w jednym miejscu. Nie zaciągnę ich przecież tutaj na siłę. Wychodzę z założenia, że po prostu wystarczy chcieć i zawsze znajdzie się choćby chwilę na spotkanie. – Wroński jest dzisiaj nieosiągalny, podobnie jak reszta. W razie czego powiedziałem im, gdzie jesteśmy, więc może ktoś jeszcze przyjdzie. – Wzruszam bezradnie ramionami, po chwili opierając rękę na biodrze. – Nie, nie! Stadion był zajęty przez Zmory, więc stwierdziłem, że to miejsce będzie dla nas odpowiednie. – A dla nich dzień bez treningu to dzień stracony. My z kolei inaczej wolimy spędzać wolny czas, dzisiaj jednak mamy ważną misję: wymyślić taktykę.
Ku zwycięstwu!
Powrót do góry Go down
avatar


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Pią Wrz 09 2016, 11:58

Krystyna z gumą ma taki problem, że nie możesz robić balonów bo jej się do aparatu na zębach przyczepiają, ale jeśli żuje umiejętnie to daje radę bez większych wpadek. Oczywiście Krystyna zawsze jakieś wpadki musi zaliczyć, na każdym kroku, póki co jedną sobie wpakowała do buzi i nic się nie dzieje. Najwyżej Dio zręcznie operując magią będzie jej wyciągał gumowe nitki spomiędzy zębów, to się chyba nazywa przyjaźń. A gumy wpływające na myślenie podczas treningu jej się bardzo przydadzą.
- Czemu do licha stwierdziłeś, że pole pełne kamieni jest dobre na trening ze mną. – Krystyna ma świadomość tego jaką jest łamagą ale prawdę powiedziawszy zrobiłaby sobie pewnie krzywdę nawet w dmuchanym zamku, więc chyba wszystko jedno? Wzrusza ramionami i ponownie wskakuje na miotłę.
- Ścigamy się na początek? – Dobrą taktyką w trakcie meczu ze Zmorami byłoby wykorzystanie Kanii jako zmyłki ale chyba każdy zdążył się już na niej poznać i wie, że prędzej zmyli samą siebie niż przeciwnika.
- Bo wiesz, w dwójkę to my niczego nie skleimy. – Prawda, mogą sobie wymyślać ruchy i pozycje w nieskończoność ale bez przećwiczenia wszystkiego w praktyce niczego nie osiągną. To jak próba nauczenia się pieczenia ciast tylko z przepisów.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Nie Wrz 11 2016, 23:47

- Kania, w twoim przypadku miejsce jest bez znaczenia. Poza tym, potrzebujemy otwartej przestrzeni, by przećwiczyć kilka manewrów – zaznaczam spokojnym głosem, robiąc ostatniego balona z malinowej gumy i wsiadając na szkolną miotłę. Na drzewach przecież trenuje się dość niewygodnie. A prawda jest taka, że najprawdopodobniej żadne miejsce dla Krystyny nie jest bezpieczne, bo zrobiłaby sobie krzywdę nawet w dmuchanym zamku dla dzieci, nie wspominając już o brodziku bądź piaskownicy. Nie było więc znaczenia, czy jest to pole pełne ostrych skał, czy może roślin zbożowych. Poza tym, już zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że zawsze jej pomagam, dlatego też na krok nie rozstaję się z różdżką. W końcu nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać, zwłaszcza przy Krystynie.
- Tak, to dobry pomysł – aprobuję bez namysłu, uśmiechając się lekko w jej kierunku. Przynajmniej zobaczymy, kto po tak długiej przerwie od quidditcha jest szybszy. – Ale wiesz co, Kania, tak sobie myślałem, że przecież wcale nie musimy grać fair-play, by zdobyć puchar. – Nie mam pojęcia, czy zdaje sobie w tej chwili sprawę, o czym mówię, ale przecież treningami i uczciwością w tym boju absolutnie nie wygramy. Musimy do maksimum wykorzystać nasz spryt i kreatywność, choć nie podlega wątpliwościom, że niezbędna jest też taktyka, lecz do tego potrzebujemy Lutogniewa, Bogny i reszty naszej drużyny. Nie czekając dłużej na jej odpowiedź, wznoszę się w powietrze na miotle, po czym mówię: – Ścigamy się do tamtego drzewa. – Wskazuję dokładnie palcem, zaczynając odliczać do startu.

Rzucamy po dwa razy k20. Ten, kto zbierze więcej oczek, jest szybszy w pościgu do pobliskiego drzewa. Połamania nóg, Kania!
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Obsydianowe pole   Nie Wrz 11 2016, 23:47

The member 'Dionisie Eminescu' has done the following action : Kostki


'k20' : 12, 12
Powrót do góry Go down
avatar


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Nie Wrz 11 2016, 23:58

Czy to nie smutne? Kanii obojętnie gdzie by nie zabrać to i tak narobi szumu i to wcale nie chcąc, sobie nabije siniaków, a towarzyszom wstydu, choćby nie wiadomo jak się starała, wrodzony brak gracji zawsze ją wyprzedzi. Ciekawe, z czego to wynika, bo ani Kania nóg krzywych nie ma, wręcz przeciwnie 7/10 bo pełne zadrapań i sińców, ani nie ma niedowagi, za słaba więc nie jest by nad ciałem nie zapanować. Nie urosła też w bardzo szybkim tempie w trakcie dojrzewania, stając się z hobbita wysoką tyczką, aby mieć problem z równowagą. Wszystko, teoretycznie zdaje się być w porządku. Najlepiej przyczyny szukać chyba w jej kiepskim wzroku, zwalając na to, że nie zauważyła jakiejś przeszkody. Choć i to nie do końca jest prawdą.
Jak to, nie musimy grać fair-play?
Krystyna natychmiast się ożywia, w pierwszej sekundzie prostując zaskoczona, zapomniawszy, że powinna się trzymać swojej miotły, ale na szczęście nic się nie dzieje, bo po chwili nachyla się znowu i szczerzy zęby uśmiechem nicponia, a taki widok rzadko się zdarza.
- Uuuuu, co zrobimy, co zrobimy? – Lecąc nisko nad ziemią zaczyna krążyć wokół Dio.
- Podstawimy im bomby? O mój boże totalnie tak, podstawimy im bomby! Takie małe, przyczepimy im do mioteł i w trakcie meczu… BOOM. Będzie zabawnie. – Błysk w kaniowym oku schowanym za grubym szkłem nie zwiastuje niczego dobrego, chociaż sama Krystyna w swoim planie nie widzi niczego złego, przecież wcale nie ma na myśli wysadzenia któregoś ze szkolnych kolegów tylko… wyeliminowania ich z meczu z powodu problemów technicznych. I psychicznych, jeśli jej plan wcielić w życie, nie wspominając o uszczerbkach na zdrowiu, bez których by się nie obyło.
Do którego drzewa? Kania odwraca głowę przestając w końcu latać wokół chłopaka i ustawia się kulturalnie obok. Kurwa, do którego drzewa?
- Dio, ja nie widzę drzewa... – Sorry Krycha, to chyba nie ma znaczenia, leć po prostu przed siebie, w kierunku, w jakim ustawiliście miotły.
No to poleciała. I nawet doleciała bo w połowie drogi już widziała, o które drzewo chodzi. Oczywiście było jedno, gratuluję Krystyno. Co może być zaskoczeniem również dla Dionisie (tak, jakby sam fakt prześcignięcia go nie był wystarczająco zaskakujący) to, że Krystyna wcale nie uderzyła z pełnej pizdy w drzewo. A nawet parę metrów za nim zawróciła! Zawróciła, aby znowu móc na swojej miotle wykonać piękne okrążenie, zbliżając się do ekhem przegranego.
- Wygrałam. – Okrążenie. - Wygrałam. – Okrążenie.- Wygra... – Trzeba było nie mówić hop, bo Krystyna jednak w drzewo uderzyła, nie zwracając uwagi co jej przed nosem na drodze wyrasta, bo zbyt skupiona była na tym, aby obserwować Dio. Rozległ się huk, oczywiście, a Krysia z miotły spadła boleśnie na ziemię, wcześniej uderzając twarzą w pień, aż spadły jej okulary i najwyraźniej postanowiły zabawić się w chowanego.


Ostatnio zmieniony przez Krystyna Kania dnia Pon Wrz 12 2016, 00:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Obsydianowe pole   Nie Wrz 11 2016, 23:58

The member 'Krystyna Kania' has done the following action : Kostki


'k20' : 17, 15
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Obsydianowe pole   Sob Wrz 17 2016, 02:04

- Przypomnij sobie, Kania, czy pamiętasz kogoś takiego jak Sasha Volkov – zaczynam dość tajemniczym głosem, ze śmiechem puszczając do niej perskie oczko. Dokładnie tak, Krysia, wcale nie musimy grać fair-play. Świat przecież nie jest czarno-biały. Nie zawsze można wygrać tą drogą, która jest po prostu uczciwa, a ty już dawno powinnaś się tego nauczyć. Nam, Bełtom, nie uda się zdobyć pucharu, jeśli wyjątkowo nie zrobimy czegoś więcej, bo – bądźmy wobec siebie szczerzy – nie jesteśmy aż tak utalentowani w sportowych dziedzinach jak inni, żeby nikogo otwarcie nie obrażać. Mam jednak kilka ciekawych pomysłów, jak na początek moglibyśmy sobie pomóc. Do tego przyda się jeszcze taktyka, ale bez Lutogniewa czy Bogny niewiele jesteśmy w stanie zrobić. – Wiesz, to ten słynny rozgrywający z Białych Niedźwiedzi z Syberii, który – o ile pamięć mnie teraz nie myli – dwa lata temu rozwalił pół trybun w Moskwie po przedawkowaniu Eliksiru Witalności. Czytałem, że w małych dawkach jest bezpieczny, o ile nie bierze się go codziennie – kończę, aby za moment ruszyć w pościg z Kanią.
- Nie żartuj sobie. Jest tylko jedno drzewo – dodaję ze zrezygnowaniem, ostentacyjnie wywracając oczami i zerkając w jej kierunku. Trochę wybiłem się z rytmu przez to gadanie, więc dopiero co się rozpędziłem, a Krysia niespodziewanie wystartowała jak z procy. Na początku ją dogoniłem i przez chwilę udało mi się prowadzić, jednak stało się coś niewyobrażalnego, bo Kania mnie… wyprzedziła? Niewiarygodne! Gdy już udaje mi się dotrzeć do wcześniej wybranego punktu, stanowczo zmniejszam swoją prędkość na miotle i z niedowierzaniem w oczach spoglądam na Kanię. – Jakim cu…? Do cholery, Krystyna! – Nawet nie zdążyłem zadać pytania, bo w porę z hukiem uderzyła w drzewo i najprawdopodobniej zrobiła sobie krzywdę. Czym prędzej więc zeskakuję z miotły, by przyjrzeć jej się uważniej.
Nic ci nie jest?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Obsydianowe pole   

Powrót do góry Go down
 
Obsydianowe pole
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: