IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Mila Jevđević

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar


trochę Belgrad, trochę reszta świata

brudna

26 lat

przeciętny

zielarka

PisanieMila Jevđević   Sro Lis 09 2016, 19:02

Меня зовут
Mila Jevđević



DATA URODZENIA: 21.06.1970 / NAZWISKO MATKI: Plesko / WIEK: 26 lat
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Petersburg, Rosja / STATUS KRWI: brudna
STAN MAJĄTKOWY: przeciętny / ZAWÓD: zielarka / KORGORUSZ: wiewiórka


ALCHEMIA: 16 / FAUNA I FLORA: 21 / LECZNICTWO: 16 / MAGIA KREATYWNA: 6
MAGIA ZAKAZANA: 0 / OKULTYZM: 4 / SIŁA: 9 / TRANSFIGURACJA: 7
WIEDZA MAGICZNA: 12 / ZAKLĘCIA I UROKI: 8 / SZCZĘŚCIE: 6 / TALENT: 10


Pamiętam każdą nieprzespaną noc. Z roku na rok jest ich coraz więcej. Coraz więcej mam zeszytów nimi zapisanych. Coraz mniej miejsca dla nich, chociaż nowe mieszkanie jest ogromne. Zbyt wiele przestrzeni dla jednej osoby, za ciasno, by rozejrzeć się za towarzystwem. Trzy potężne pokoje, przedpokój, kuchnia, łazienka, balkon. Ja i kot, i sterty brulionów ułożonych w równych kupkach w rogach każdego pomieszczenia, i rozkładana kanapa, której rozłożyć nie umiem, i piękna, marmurowa wanna na ozdobnych nóżkach, i dziesiątki pęków ususzonych ziół zawieszonych pod sufitem. Nocami każdy szmer urasta tu do niebotycznych rozmiarów. Jakby to nie liść opadł na posadzkę, ale zdetonowano bombę atomową. Jakby to nie zegar tykał dwa pokoje dalej, lecz bito w ogromny gong. Jakby to nie kot ziewał, ale za ścianą obdzierano kogoś ze skóry.
Podobnie czułam się pierwszej nocy u pani Ružy. Ogrom obcych przedmiotów, zapachów, dźwięków miażdżył mi klatkę piersiową. Nie potrafiąc myśleć o niczym innym poza zachowaniem bezruchu, byleby nie wywoływać kolejnych fali koszmarnych odgłosów, z sercem nieprzyzwoicie łomoczącym w piersi i głowie, spojrzenie prześlizgiwałam po cieniach tańczących na suficie. Pomarańczowe światło latarni przeciskające się przez koronkową firankę w każdym innym wypadku stanowiłoby wspaniałe widowisko, wtedy jednak wyobraźnia podsuwała mi obrazy makabrycznego teatru cieni. Niegroźne, dziecięce zabawy prowadzone w zaciemnionych sypialniach koleżanek, tej nocy skutecznie wyrywały z ciała potrzebę odpoczynku, zapychając ją lękiem i goryczą, których nie potrafiłam pozbyć się przez kilkanaście kolejnych nocy spędzanych w tamtym miejscu. Dopiero gorąca, waniliowa czekolada, którą poczęstowała mnie pewnego razu na dobre rozgoniła obawy rozsiane wówczas jak chwasty. Belgrad o poranku od tamtego momentu już zawsze rozbrzmiewa soczystym zapachem czekolady.
Tak jak Anglia skąpana jest w burgundzie. I nic nie jest w stanie przypomnieć mi o niej bardziej – ani Londyńska Tower, ani Stonehenge, ani Robin Hood, ani katedra w Derby. Tylko ta szminka burgundowa, którą po tych pamiętnych wakacjach zostawiłam sobie na pamiątkę, która kłuje mnie w oczy za każdym razem, kiedy wychodzę z domu i kiedy do niego wracam, jak żołnierz na baczność stojąc na szafce w przedpokoju. Na specjalne okazje. Dla kogoś specjalnego. Tak mi Zola powiedziała po tym wszystkim, zaciskając mi palce na plastikowej tubce może by mnie ukarać, może by faktycznie kiedyś przyniosła mi szczęście, nie jestem pewna, nie miałam odwagi, aby jeszcze kiedyś się do niej odezwać. Wciąż jednak pamiętam przytłumione światło nocnej lampki, bluzę rzuconą pod drzwi, by poświata sącząca się z zajmowanego przeze mnie pokoju nie wylewała się na korytarz, i całonocne wpatrywanie się we własne odbicie w niewielkim lusterku, z wargami niezdarnie muśniętymi pomadką; z rozmazanymi śladami w kącikach ust i na wierzchu dłoni. Z sercem rwącym się do przodu i myślami pełnymi optymistycznych scenariuszy popołudniowego spotkania. Do którego nie doszło nigdy i przez które Mihajlo żal miał do mnie ogromny. Postawne sylwetki jego nowych znajomych tak pewnie okupujące podwórkowy plac zabaw aż prosiły się, by im nie przeszkadzać, by jedynie z daleka, z ustami ściągniętymi w wąską linię, byleby nikt nie pomyślał, że mogło mi w jakikolwiek sposób zależeć, obserwować ich jeszcze przez chwilę, spróbować się przełamać i chociaż przywitać.
Do dziś wiele podobnych decyzji ciąży mi na srcu.
Do dziś dla wielu z nich nie chcę jestem w stanie znaleźć porządnego wytłumaczenia.
Palce zaciskając na prześcieradle tak mocno, że już po kilku sekundach w dłoni tracę czucie, samą siebie próbuję przekonać, że wkroczenie w świat, który przez tyle czasu był jedynie gdzieś obok, który niegdyś z przerażenia odrzuciłam, który z ciekawości lizałam później ostrożnie, w który zaglądałam tylko przez ledwie uchylone drzwi, to wyjście najlepsze z możliwych, że nigdy nie podejmę już lepszej decyzji. Tak samo mocno powinnam zaciskać je na rączce różdżki, wracając nocą do domu, w tę jednak nadal nie potrafię się zaopatrzyć, z zaklęć korzystając tylko gdy odwiedza mnie Goran, Branimir czy Anto. Skórę rąk kaleczyć wolę sobie o łodygi roślin, o rozgrzaną do piekielnych temperatur powierzchnię garnków i kociołków, o ostrza noży, kiedy w pośpiechu, w zagapieniu, siekając kolejne zioła, za późno przesunę palce. Na poważną magię czas przyjdzie później. Tak jak na sen spokojny, bez bezsensownego ściskania się na niewielkiej powierzchni wersalki; bez zastanawiania się, czy ciepło i ciężar ludzkiego ciała wygodnie dopasowującego się do mojego byłby przyjemniejszy od moszczącego się na nim kociego ciałka, czy jedynie nieznośnie irytujący; bez kłującego uczucia niepewności, czy nie prześpi się pierwszego brzasku. I tak jak na przyzwyczajenia – oznakę dojrzałości, której wciąż mi brakuje – bo tych jeszcze nie potrzebuję. Wystarczą mi drobnostki nieczęsto, choć systematycznie goszczące w moim życiu. Poranna kłótnia sąsiadów zza ściany; uśmiech ekspedientki w spożywczaku; przejażdżka wiekowymi windami; stare książki, które między stronicami kryją liście i wrzosy; spacery o szóstej rano, gdy mgły leniwie snują się uliczkami, tłumiąc kroki i chwytając za kostki i nadgarstki swoimi eterycznymi smużkami; hektolitry czarnej herbaty z cytryną, słodkiej jak sto diabłów i gorącej jak Norman Bates; dziecięce kołysanki, którymi mama życzyła nam dobrej nocy.
Już nie pamiętaj jej głosu.
Jedynie słowa nadal kołaczą mi się po głowie.
Zaśpiewaj mi do snu. Niech głos twój niesie się echem po pustych pokojach, wnika w szpary między podłogowymi deskami, nie pozwalając skrzypieć im upiornie pod naporem lodowatego powietrza wdzierającego się do środka przez nieszczelne okna. Niech wtapia się we włókna poszewki, nocą drażniąc mi skórę skrytymi w niej dźwiękami. Niech kołysze koronkowymi zasłonami, rozmywając się bez żalu w odgłosach porannego krzątania, w sunięciu bosymi stopami po drewnianej posadzce.

Mam marzenia, które nigdy się nie spełnią. I o których wstydzę się mówić na głos.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Mila Jevđević   Sro Lis 09 2016, 23:02

Здравствуйте!

Mila, powinnaś wierzyć, że marzenia się spełnią. Nie wszystkie, to idiotyczne, ale część - czemu nie? Nie musisz nikomu mówić o nich na głos, a mnie z pewnością wystarczy Twoje milczenie. Nie wstydź się ich, ale niech będą Twoją słodką tajemnicą. Taką słodką i tajemniczą jak Ty.
Chociaż jak to jest z tą wiewiórką? Też tak skaczesz po drzewach?

Bonusy za kartę postaci

Po krótkim namyśle postanawiam przyznać Ci:
+3 punkty do magii kreatywnej, no bo Mila, naprawdę, wstyd.
+2 punkty do alchemii, żebyś parzyła dobrą zieloną herbatę.

Oprócz tego otrzymujesz ode mnie w prezencie malutką, drewnianą lunetkę kalejdoskopową, którą możesz nosić zawsze przy sobie i chociaż nie ma magicznych właściwości to z pewnością jest warta pozazdroszczenia. Ja na przykład zazdroszczę jej bardzo, wzory, które można przez nią zobaczyć są naprawdę zachwycające, czasami miło sobie tak ubarwić życie.
Ale to nie wszystko, bo w Twoim posiadaniu znajduje się również latający dywan. Najprawdziwszy, nie podrabiany, dobrej jakości serbski dywan, chociaż jest już stary, to wciąż świetnie się sprawuje, myślę, że Ty dobrze wiesz, od kogo go dostałaś. Czasami fajnie jest fizycznie móc pobujać głową w chmurach. (I wysoko na drzewo można dolecieć, aby akurat zerwać gałązkę, która jest ci niezbędna!)

Na zakończenie

Stworzona przez Ciebie karta postaci została zaakceptowana, w związku z czym otrzymujesz na start 800 punktów fabularnych do wykorzystania w punkcie Mistrza Gry. Możesz już bez przeszkód zacząć rozgrywkę na forum, lecz przed rozpoczęciem fabularnych przygód Twojej postaci prosimy o skrupulatne uzupełnienie pól w profilu. Warto również wnikliwie zapoznać się z tematami zamieszczonymi w dziale fabularnym. W razie jakichkolwiek wątpliwości, problemów lub sugestii odnośnie rozwoju naszej magicznej społeczności, zachęcamy do kontaktowania się z administracją forum. Życzymy wielu ciekawych rozgrywek w grze i przyjemnego spędzania z nami czasu!
Powrót do góry Go down
 
Mila Jevđević
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: