IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Alchemiczne Zaświaty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieAlchemiczne Zaświaty   Pon Paź 31 2016, 10:58

Sklep Alchemiczne Zaświaty

Należy do Yany Dolohovej.
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Wto Lis 01 2016, 20:39

W życiu każdego wojującego komunisty przychodzi dzień, kiedy pieniądze przeznaczone na podstawowe potrzeby się kończą, w brzuchu burczy, a on sam musi poszukać jakiejkolwiek pracy - co gorsza z reguły nie może wybrzydzać.
Właśnie dziś nadszedł dla mnie ten dzień.
Ogłoszenie znalazłem w mało aktualnej (bo trzydniowej), porzuconej gazecie, której nazwy nawet już nie pamiętam. Trochę się jednak wahałem przed zajściem do tego sklepu - każda robota byłaby dla mnie lepsza, jeśli nie dotykała wyższej, szlacheckiej sfery, ale w innych miejscach jakoś mnie nie chcieli. Cóż, musiałem zaryzykować, by z głodu nie paść.
Wszedłem do środka bez pukania tak, jakbym chciał coś kupić i uważnie się rozejrzałem dokoła. Kto wie? Może w takim miejscu przyda się facet od brudnej roboty - w końcu niektóre składniki do eliksirów zdobywa się w nieciekawy sposób, nieprawdaż?
- Dzień dobry - powiedziałem w przestrzeń rozglądając się za żywą duszą. - Ja w sprawie pracy. Nie umawiałem się wcześniej.
Podawać imię? Może podam, wyjdzie grzeczniej. Uch...
- Nazywam się Josef.
Chyba moje nazwisko nikogo na razie nie zainteresuje.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

39 lat

zamożny

alchemik

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Wto Lis 01 2016, 21:23

Krzątasz się po sklepie od samego rana, choć dzisiaj jesteś tak potwornie zmęczona, że najchętniej położyłabyś się spać. Od paru dni masz wyjątkowo nieznośne migreny, ale nie dajesz tego po sobie poznać, choć pewnie niewiele brakuje, byś niespodziewanie wybuchnęła niczym wulkan i zasypała świat swoją złością. Znowu musisz pracować sama, bo twój niewdzięczny synalek nawet nie chce ci pomóc. Co rusz dokładasz więc kolejne składniki do wysłużonych, cynowych kociołków, magią przenosisz przedmioty z półki na półkę, a samoczyszczące miotły odkurzają całe pomieszczenie. Już chcesz iść na zaplecze, by dojrzeć jeden z eliksirów, lecz nagle słyszysz dzwonek przy drzwiach. Odwracasz się powolutku, unosisz prawą brew, odkładając puste fiolki na regał. Czego tu szukasz, mój drogi? W czym ci mogę pomóc? Zobacz tylko, co mam – błyszczące łuski bazyliszka, piękne włosy bogunki, sproszkowane kły nocnicy, a może piszczące, jeszcze żywe i cieplutkie smędy? Są tam, w klatce.
- Pracy? – dziwisz się teatralnie, cmokając lekko karminowymi usteczkami. Już zapomniałaś, że zaledwie kilka dni temu i któryś raz z rzędu umieściłaś w lokalnej gazecie ogłoszenie o pracę. Nigdy nie było zbyt wielu chętnych, a jeżeli już ktoś się pojawiał – zwykle zwalniałaś go po paru godzinach. Nieprzyjemnie przenikliwym wzrokiem oglądasz Josefa, jakby był eksponatem muzealnym, po czym stukasz rytmicznie paznokciami w hebanowy blat. – Na czym się znasz, kochanieńki? Masz w ogóle jakieś doświadczenie? W czym możesz mi się przydać? No powiedz szybciutko, co mi dasz? Wszystko czy nic? – zasypujesz go lawiną pytań wypowiedzianych w nieprawdopodobnie szybkim tempie, chcąc dowiedzieć się na temat nieznajomego mężczyzny jak najwięcej. No dalej, raz-dwa, wyznaj jej wszystko, Josef. Nie widzisz, jak się niecierpliwi i brzydko marszczy czoło? Yana nie znosi czekać.
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Sro Lis 02 2016, 12:30

Z lekką przykrością zauważyłem, że raczej pan od sprzątania tu się nie przyda - magiczne miotełki same wszystko odkurzały, a kto wie czy nie sprzątały też klatki smędów. Małe, piszczące, wyglądające jak przerośnięte myszy zawsze kojarzyły mi się z gryzącymi w kostki strażnikami domów (kilka razy w życiu mnie pogryzły), a nie składnikiem alchemicznym.
Ale w sumie - o ironio! - na alchemii się nie znałem, może w pewnym połączeniu naprawdę wzmacniają eliksiry.
- Tak, pracy - potwierdziłem na wszelki wypadek nim zostałem obrzucony podstawowymi pytaniami.
W sumie norma, jeśli jakoś przez nie przebrnę może nawet będę mógł dziś zasnąć w twardym łóżku podejrzanie taniego hotelu. Albo chociaż zjeść coś ciepłego i wypić kawę - tego pragnąłem nawet bardziej niż spokojnego snu. Czujnym musiałem być zawsze, choć podobno właśnie śmierć we śnie jest luksusem dla wybranych.
- Na faunie, florze i zaklęciach.
Życiu, przeżyciu i walce na ulicy.
- Z doświadczeniem różnie, bo łapię się wszystkiego co znajdę. Szkoły nie ukończyłem, więc nie chcą mnie nigdzie na stałe - wiedziałem, że tego nie ukryję, więc nawet nie próbowałem. Podejrzewałem zresztą, że tutaj też pewnie odwalę potrzebną do zrobienia, brudną robotę i będę musiał szukać pracy dalej. - Bym się zaoferował do sprzątania, ale widzę, że z tym nie ma problemu. Ale mogę też dźwigać czy zająć się składnikami do eliksirów, tak myślę. Albo jakąś inną brudną robotą, akurat brud mi nie straszny - uśmiechnąłem się.
Uśmiechnąłem się tak, jak ci wszyscy ludzie, którzy za pieniądze zrobią naprawdę dużo. Dzisiaj i ja taki byłem, ale czy to naprawdę komuś miało przeszkadzać? Przecież błękitnokrwiści nie mają na co dzień skrupułów.
Dasz mi więc jakąś pracę arystokratko? Czy też uznasz, że nie ma co mnie mieszać w twoje interesy?
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

39 lat

zamożny

alchemik

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Wto Lis 08 2016, 01:23

- A alchemia? Alchemia! Wiesz cokolwiek? – wtrącasz zniecierpliwiona, bo przecież natychmiast musisz wszystko wiedzieć. Zastanawiasz się intensywnie, przetwarzasz jego słowa, chociaż nie dajesz nic po sobie poznać. – Może będziesz mi potrzebny. – Oczywiście, że Josef może być użyteczny, kochaniutka. Nawet bardziej niż na co dzień. Z przyjemnością nadasz mu trochę sensu w codziennym życiu, co? Chociaż nie pamiętasz jak ma na imię, ale to nie jest szczególnie ważne. Teraz potrzebujesz kilku rzeczy, które są niezbędne dla twojego alchemicznego biznesu i to powinno się liczyć. Pokaż na co cię stać, karaluszku. Ile możesz zrobić, by tylko tu się znaleźć. Bo to nie będzie łatwe zadanie. Nie pomożesz mu w żaden sposób. Nie dasz za wielu wskazówek. Ty, Yano, jesteś zbyt wymagająca. Nie wpuścisz w ten świat byle kogo. W końcu zawsze dajesz z siebie wszystko. Truciznę na dzień dobry. Szaleństwo w oczach. Ciało obolałe. Serce na tacy. Góry złotych rubli. Jeśli tylko warto. Niech i on się postara. Niech dobija się drzwiami i oknami. Niech staje na rzęsach, skoro tutaj przyszedł. Nie bez powodu.
- Upaćkasz sobie troszkę rączki…? – Niestraszny ci brud za paznokciami, prawda? Może dlatego nieoczekiwanie uśmiechasz się tak mile i czule, bo czujesz, że dobrze trafiłaś. Widzisz przecież, że bezdomny z niego kundel; że nie ma w sobie kropli błękitnej krwi w sobie. Ale to lepiej, bo masz już dość tych wszystkich młodziaków, którzy wzdrygają się na samą myśl o alkonostach, bezkostach czy babach. Ty się nie boisz, ale nie masz tyle czasu, by zajmować się wszystkim. Twój synuś, jedyny synuś, najukochańszy i najokropniejszy zarazem, nie chce ci pomagać. Więc może ty, Josefie, wyręczysz go i będziesz tak miły? – Zróbmy tak. Powiem ci, co chcę, a ty to dla mnie zdobędziesz. Wtedy porozmawiamy o dalszej współpracy. – Wyznasz mu wszystko, co tylko wiesz, ale nic więcej i nic mniej.
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Czw Lis 10 2016, 22:24

- Wiem tyle, ile jest konieczne, by zdać szkołę, jeśli wcześniej z niej nie wyleją - powiedziałem niechętnie wiedząc, że przy alchemicznym biznesie moja niewiedza może naprawdę mocno przeszkadzać. Ale czy to moja wina, że nie chcieli mnie ze względu na poglądy? W końcu uczyć się uczyłem.
Wyglądało na to jednak, że nie będzie jej to bardzo przeszkadzać. W sumie do brudnej roboty się nadawałem, na zwierzętach i roślinach się znałem... Chyba nie musiałem się od razu brać za robienie eliksirów. Tym bardziej, że w moim wypadku to niekoniecznie będzie mądre.
Widząc uśmiech teoretycznej pracodawczyni poczułem, że niekonieczna będzie wiedza alchemiczna - tym bardziej, że mnie wprost spytała o brudną robotę.
- Jeśli będzie trzeba się nawet nie zawaham - zapewniłem z przekonaniem.
Głodny człowiek dużo jest w stanie zrobić.
- Jeśli nie wyślesz mnie na pewną śmierć to za adekwatną zapłatę jestem w stanie zrobić naprawdę dużo - też koniec końców się uśmiechnąłem. Jestem pewien, że za takie "poświęcenie" spokojnie zapłaci. W końcu który szlachetka będzie jej gotów pójść w razie potrzeby w nieprzyjemne miejsce po jakiś nieciekawy składnik? Mało który, a jak już to za zdecydowanie wyższe wynagrodzenie.
- Mam tylko nadzieję, że mogę liczyć na jakieś wsparcie jeśli chodzi o potrzebny sprzęt... Ostatnio krucho u mnie z pieniędzmi.
Wyprostowałem palce aż trzasnęły. Zostało liczyć, że nie wyśle mnie na koniec świata na piechotę po składnik, który można zdobyć raz w roku. Znając moje szczęście pewnie bym nie zdążył.
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

39 lat

zamożny

alchemik

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Wto Lis 15 2016, 00:24

- Marność nad marnościami. Och, marność… – Nihil novi, Yano. Tak naprawdę już dawno przyzwyczaiłaś się do tego, że u ciebie szukają pracy najczęściej ci, którzy nie mają żadnego doświadczenia w twoim fachu. Ale nie możesz dłużej czekać. Czas tyka. Tik-tak, tik-tak, tik-tak. Nienawidzisz tego dźwięku, uświadamia cię, że starzejesz się z minuty na minutę. Nie będziesz młodsza, ale wiesz, że gdzieś musi być sposób, by przechytrzyć zegarmistrza. Tak niewiele ci brakuje, tak tyci-tyci. Może Josef ci w tym wszystkim pomoże? Nie ma pojęcia o alchemii, ale potrzebujesz rzadkich składników, których sama nie byłabyś w stanie zdobyć. Pewnie w połowie drogi rozbolałaby cię głowa i tyle by było z twojego zapału. – Dam ci stosy rubli, kochany. – Dotrzymasz słowa, ależ oczywiście, że go dotrzymasz. Josefie, nie musisz się martwić, chociaż Yana nie lubi się dzielić. Jest skąpa, okropnie skąpa i samolubna, jednak potrafi pięknie docenić wykonane zadanie. Da ci wszystko, wiesz?
- Skądże, skądże! – zaprzeczasz błyskawicznie, uśmiechając się do niego czule. W rzeczywistości od razu mogłabyś go wysłać na pewną śmierć, lecz wtedy najprawdopodobniej nie miałabyś z niego żadnego pożytku. Widzisz jednak, że chłopczyk jest w potrzebie, więc wspaniałomyślnie chcesz sprawdzić, jak daleko jest w stanie się posunąć. Gdzie są granice? A może świat bez granic? – Wybierzesz się najpierw do Jakucji. Mogę ci pokazać od czego masz zacząć, lecz dalej będziesz skazany tylko na siebie i swoje umiejętności. – Tylko po co tam, do Jakucji? Dalekiej i zimnej, tajemniczej, niebezpiecznej i dzikiej? O czym się dowiedziałaś, Yano? Skąd te informacje, że to właśnie tam? Nie powiesz. Nie teraz. Nie piśniesz ani słówka. Potrzymasz go troszkę w niepewności. Nie przejmuj się sprzętem i pieniędzmi, to nie jest teraz ważne, Josefie. Zgodzisz się w ciemno? Będzie zabawnie.
Powrót do góry Go down
avatar

Stay wild moon child

Petersburg

błękitna

29 lat

zamożny

siewca wiatru

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Sro Lis 16 2016, 01:09

Z trudem zwlekłam się dziś rano z łóżka. Dla ścisłości moje rano było zaledwie czterdzieści minut temu. Nadal nie jestem pewna która jest godzina, więc może faktycznie wciąż jest ranek, a może już trzecia po południu. Niebo zasnuwają gęste chmury, więc nie ocenię czasu w oparciu o wysokość słońca. Pech chciał, że w zeszłym tygodniu rozbiłam jedyny zegarek, który mam w mieszkaniu. Wprawdzie udało mi się go naprawić, ale zupełnie zapomniałam go nakręcić i od tygodnia wskazuje jedenastą dwadzieścia cztery. Będę musiała coś z tym zrobić jak już wrócę do siebie. Głowa boli mnie niemiłosiernie, język mam wysuszony na wiór, włosy śmierdzą mi jak popielniczka. Klasyczny przykład choroby dnia poprzedniego. Na śniadanie wypijam litr zimnej wody z kranu, bo mam pewność, że mój żołądek nie przyjmie niczego innego. Wpatruje się przy tym w okno i próbuję sobie przypomnieć jak wróciłam do domu. Pytanie o to o której wróciłam, z oczywistych powodów nie ma sensu. Na pewno nie była to jedenasta dwadzieścia cztery. Po chwili intensywnego wysiłku myślowego przypominam sobie, że odprowadziła mnie sąsiadka z kamienicy po drugiej stronie ulicy, której urodziny oblewaliśmy w barze kilka przecznic dalej. Kupiłam jej piękny atlas magicznych stworzeń i kilka kolejek. Ze smutkiem stwierdzam, że dalej trochę kręci mi się w głowie. Z tą myślą udaję się pod prysznic, gdzie doprowadzam się do względnego porządku i wypijam jeszcze trochę wody ze złożonych w miseczkę dłoni. Dobra wiadomość: moje włosy przestały śmierdzieć dymem papierosowym. Zła wiadomość: wciąż jestem chora. Nie próbuję szukać w swoich szafkach żadnego lekarstwa na kaca, doskonale pamiętam, że ostatnią fiolkę zużyłam dwa tygodnie temu przy innej okazji. W tym stanie nie miałabym czelności zbliżać się do kociołka, to byłaby katastrofa. A przecież powinnam dziś chociaż trochę popracować! Jest tylko jedno wyjście z sytuacji: Yana. Udaje mi się osuszyć włosy zaklęciem, ubrać sweter i spódnicę. Nawet pończochy znalazłam do pary. Mrużąc oczy w szarym świetle ponurego dnia, maszeruję więc do Alchemicznych Zaświatów i modlę się, by zastać Yanę za ladą. Dzwonek przy drzwiach jest istną torturą dla moich uszu. Mruczę pod nosem przekleństwo i wchodzę w głąb sklepu jak do siebie. Znam tutaj niemal każdy kąt; czuję się prawie jak w domu. Choć teoretycznie ostre zapachy wypełniające pomieszczenie, powinny bezlitośnie zaatakować mój przepalony alkoholem mózg, to w pewien sposób działają nań kojąco. Przynoszą otrzeźwienie zmysłom, jednocześnie uspokajając moje kłaczące serce. Z ulgą rejestruję obecność Dolohovej i natychmiast obdarzam ją szerokim uśmiechem, który zapewne rujnuje nieco moja poszarzała twarz i przekrwione oczy.
- Dzień dobry. - witam się dość powściągliwie, bo choć jestem troszkę wyczerpana to mimo wszystko nie umyka mojej uwadze obecność osoby trzeciej. Podchodzę kilka kroków bliżej, pozwalam by otulił mnie przyjemny półmrok Zaświatów, a jednocześnie z zaciekawieniem taksuje wzrokiem mężczyznę, z którym rozmawia Yaneczka. To chyba nie klient. Ubranie ma liche, chudy jest jak strach na wróble i jakiś taki wymięty się zdaje. Mimowolnie i jego obdarzam uśmiechem, choć nieco bardziej... drapieżnym. Mam słabość do takich przybłęd. Pewnie dlatego, że kilka lat temu sama też byłam jedną z nich. A on ma ładną twarz. Czasem to więcej niż mi potrzeba.
Rozumiem, że to rozmowa biznesowa, więc zachowuje dystans. W innych okolicznościach pewnie wcisnęłabym już nos w tą sprawę, ale dziś nie mam sił. No i nie chcę rozzłościć Yaneczki, przecież trzeba mi jej pomocy. Daje jej więc znak, że poczekam i wślizguję się za ladę. Przysiadam na małym stołeczku i opieram się o ścianę. Ze swojego miejsca kontynuuję obserwację nieznanego mi mężczyzny. Szerokie i głośne ziewnięcie chyba jasno daje do zrozumienia, że nie przysłuchuje się zbyt uważnie wymianie zdań. Kojący półmrok i znajome zapachy zachęcają mnie do drzemki. Jak dobrze pójdzie może nie obudzę się zaraz na podłodze?
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Pią Lis 18 2016, 19:37

Obiecała mi stosy rubli. Nie mogłem być pewien jaka suma się pod tym kryje, a i z lekka się obawiałem, że szczegółowe wypytywanie się może moją prawie-pracodawczynię nieźle zniechęcić do zatrudnienia.
Zresztą pewnie lepiej będzie mi się z nią targować gdy przyniosę, czego ona chce zamiast teraz kombinować. W jakiś sposób będę miał wtedy asa w rękawie.
Po jej reakcji wątpiłem też, że wyśle mnie na pożarcie jakiemuś stworowi, aby łatwiej jej było go ubić. Podejrzewałem, że mimo wszystko nie miała na takie rzeczy czasu, w końcu prowadziła biznes i choćby z tego względu miała raczej ograniczone możliwości podróżowania w porównaniu do mnie.
Kiedy powiedziała, gdzie ma mnie zamiar wysłać odniosłem wrażenie, że mnie testuje. W sumie nie zdziwiłbym się gdyby tak było. Żadnych szczegółów, tylko wskazówki, na podstawie których mam się domyślić różnych rzeczy, wykorzystać posiadaną wiedzę... Nawet jeśli to za dużo do stracenia nie mam, zawsze mogę se odpuścić jeśli sobie nie poradzę.
- Ufam swoim umiejętnościom. Nie wiem czy to jakiś test czy zawsze tak tajemniczo dajesz zlecenia, ale mogę na to pójść - powiedziałem dość pewnie licząc, że się nie przeliczyłem.
Co jak co, ale życie jest jeszcze mi w miarę miłe.
Nagle za sobą usłyszałem dzwonek. Spojrzałem na nowoprzybyłą ze zdziwieniem zauważając, że przyszła trochę zbyt zmęczona jak na zakupy. Czyżby pracownica?
- Dzień dobry - powiedziałem.
Mimo biznesowej sytuacji i myśleniu o tego typu rzeczach musiałem w duchu przyznać, że ładnie wygląda. Widać, że tak samo jak jej (albo nasza) pracodawczyni o siebie dba, co w każdym społeczeństwie się ceni. Przez krótki moment wodziłem za nią wzrokiem (starając się, by żadna z kobiet tego nie zauważyła, w końcu przyszedłem w sprawie pracy) po czym uśmiechając się spytałem właścicielki sklepu:
- To jak? Dasz mi tę pracę?
Powrót do góry Go down
avatar


Ufa, Rosja

błękitna

39 lat

zamożny

alchemik

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Wto Lis 22 2016, 17:47

- Dzień dobry, kochana! Ludmilo, poznaj… – przerywasz niespodziewanie, bo nawet nie pamiętasz jego imienia. Ale niech je śmiało powtórzy, niech wbije ci się do głowy, skoro oficjalnie masz z nim współpracować. Czujesz w kościach, że będzie zabawnie. A ty przecież lubisz się bawić, Yano. Nie zamierzasz jednak oszukiwać Josefa; to nie będzie łatwa misja, ale chciałabyś, aby mu się udało. Jesteś zmęczona tymi chłopcami, którzy myślą, że mogą wszystko zdobyć, a rzeczywistość okazuje się brutalna. On za to wygląda ci na wyjątkowo silnego, choć lekko zdesperowanego mężczyznę. Uśmiechasz się subtelnie w kierunku Ludmily, nad którą nawet zastanawiałaś się ostatnimi czasy. W końcu dorabiała kiedyś u ciebie, dopóki nie otworzyła swojego biznesu. Znasz więc jej umiejętności alchemiczne, a tobie wciąż potrzeba rączek do pomocy. Nie możesz się przemęczać, Yano. Za dużo pracujesz. – Jak twe zdrowie? Już wyzdrowiałaś? Przyszłaś może po zioła? – Pamiętasz, że tydzień temu było z nią coś nie tak; stąd też dałaś jeden ze swoich eliksirów, które w mig pomagają. Sprowadziłaś ostatnio zioła z Mongolii i okazały się być strzałem w dziesiątkę, gdyby tylko tyle nie kosztowały. Całe szczęście, że masz jeszcze górę oszczędności po mężu, bo swój majątek dawno przetrwoniłaś.
- To nie tajemnice – zaprzeczasz z niemałym oburzeniem w głosie, po chwili kładąc jedną rękę na biodrze. Może tylko troszeczkę, tak ciut-ciut, ale w rzeczywistości sama niewiele wiesz. Znasz za to kogoś, kto mógłby okazać się przydatny. Tylko jeszcze nie dzisiaj, nie możesz tak od razu zamknąć sklepu i ruszyć tam bez większych przygotowań. Jakucja musi poczekać. Może dzień, może dwa, powinnaś w pierwszej kolejności załatwić kilka ważnych spraw. – Dam, dam ci tę pracę. Ale najpierw wypocznij i doprowadź się do porządku. To nie będzie łatwa wyprawa. Tylko czy ty masz w ogóle gdzie się podziać? – To istotne pytanie, bo nie wygląda na kogoś, kto miałby swój kąt do spania. Wzdychasz ciężko pod nosem, podejrzewając, że najprawdopodobniej jeszcze będziesz musiała go wspomóc. Oby cię nie oszukał, choć gdyby to zrobił, to znajdziesz go nawet na krańcu świata. Bez problemu.
Powrót do góry Go down
avatar


ulice Petersburga

brudna

32 lata

biedny

co się trafi

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   Pon Gru 12 2016, 22:27

- Josefa - przedstawiłem się.
I w sumie to było jedyne wtrącenie się w ich dialog. Nie żebym narzekał, w końcu to nie pierwszy raz kiedy mnie w jakiejś sytuacji ignorowano. Choć dobrze, że w tej tylko na moment.
Czekając aż wrócimy do meritum sprawy przyglądałem się obu kobietom z braku laku. Półki sklepowe zdążyłem już porządnie przejrzeć, więc nie czułem potrzeby ich obserwowania.
Miało to swoje plusy, bo prócz możliwości popatrzenia sobie na ładne przedstawicielki płci przeciwnej dowiedziałem się, że przybyła ma na imię Ludmila, jednak dalej nie znałem imienia właścicielki Alchemicznym Zaświatów. Z jednej strony jej miano mi nie jest potrzebne, a z drugiej... W sumie dobrze znać, nie?
Po zapewnieniu Ludmily, że może słuchać kobieta obiecała mi pracę.
- Zależy o jakim wypoczynku mówimy. Na jakiejś ławce pod gazetą czy w opuszczonym, sypiącym się domu kąt sam znajdę. Ale jeśli chodzi o miejsce, gdzie mógłbym się lepiej wyspać to raczej marne szanse - powiedziałem szczerze.
Westchnęła. Raczej tego się spodziewała. W końcu czego innego można by się po mnie spodziewać? Albo desperacji w znalezieniu pracy, albo chęci łatwiejszego zarobku...
Kiedy w myślach przypominałem sobie wszystkie ewentualne, pewne miejscówki dobre na przespanie w miarę spokojnej nocy spytałem:
- To mam sobie sam czegoś poszukać czy masz lepszy pomysł?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Alchemiczne Zaświaty   

Powrót do góry Go down
 
Alchemiczne Zaświaty
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: