IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Stodoła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Boris Drasković


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 17:43

Prawda jest taka, że wcale nie miałem być na Dziadach, ale coś mnie tknęło i pojawiłem się. Nie służbowo, lecz prywatnie. Asekuracyjnie. W końcu ostatnimi czasy było zbyt spokojnie, a mnie przestawało się to podobać. Może po prostu mam złe przeczucia i jestem w tym momencie przewrażliwiony, ale nic na to nie poradzę, że swój zawód traktuję całkowicie poważnie. Zaburzenie aktualnego porządku może nas wiele kosztować, ale wcale nie jest tak tragicznie, by podejmować jakieś drastyczne kroki. Nie można powiedzieć, że jest to ten świat, w którym chciałbym żyć, jednak mam obowiązek chronić całe magiczne społeczeństwo – bez względu na podziały czy poglądy polityczne czarodziejów, które w pracy należy odłożyć na bok. Pojawiłem się niezauważenie wśród tłumu zbierających się ludzi – w czarnej szacie dostosowanej do okoliczności i spiętych włosach, by przypadkiem mi nie przeszkadzały podczas obserwacji. Wzrokiem spokojnie szukam Mikhaila, lecz nigdzie nie mogę go dostrzec. Wiem, że gdzieś tutaj ma być – jako jeden z uzdrowicieli z Koldovstoretz, który ma sprawować opiekę nad uczniami. Muszę przyznać, że to całkiem zabawne widzieć go w zupełnie innej roli. Znam go przecież z krwawych misji, podczas których niejednokrotnie ratuje ludziom życia, a teraz? Musi opiekować się gromadką młodych adeptów magii. Wkładam ręce do kieszeni spodni, unosząc lekko głowę i wyszukując go w tłumie czarodziejów. Do cholery, Lavrinenko, gdzie jesteś?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 18:28

Staliście najbliżej, chłopcy, więc wasz czas reakcji na zaistniałą sytuację był, chcąc nie chcąc, najszybszy – a na pewno postąpiliście najrozsądniej. Nie musieliście też długo szukać odpowiedniej osoby i w czasie, gdy Sergei nie bez problemów próbował przemieścić się z Tundrą ku wyjściu, wy dotarliście tam wcześniej i dopadliście, albo właściwie wpadliście na, jednego z nauczycieli. Profesor astronomii, korzystając z chwilowego braku guślarza wśród zbierających się osób, postanowił skorzystać z fantastycznej widoczności, obserwując wieczorne niebo. Sami też powinniście wziąć z niego przykład!
- Wiedzieliście, że Droga Mle… - zaczął z tak dobrze znanym uczniom rozmarzeniem, urwał jednak natychmiast, widząc zaniepokojenie na twarzach Adama i Yurija. – Co się stało, chłopcy? – podchwycił więc, z miejsca przybierając poważny, nauczycielski wyraz twarzy, postanawiając ciekawostki astronomiczne zostawić na potem, gdy wyjaśni, co tak zdenerwowało uczniów, że pofatygowali się aż na zewnątrz stodoły, gdzie chłodne powietrze nie oszczędzało nikogo.
Sergei, a Ty naprawdę masz drobny problem z przedostaniem się do wyjścia. Może to i lepiej, że jednak część ludzi, tak bardzo chcąc ci zejść z drogi, plącze się tylko pod twoimi nogami, tarasując drogę. Musisz się czekać, aż wreszcie postanowią się w jakikolwiek sposób zorganizować, robiąc więcej miejsca dla ciebie i Tunder. Pomyśl tylko, czy to na pewno rozsądne. Czyszki to niewielka miejscowość, każdy z mieszkańców znajduje się już w stodole, wyczekując na guślarza. Niedobitki wracają jeszcze z cmentarza, zmierzając w miejsce, z którego ty chcesz wyjść. I gdzie będziesz szukać tej pomocy? Pozwolisz swojej lubej marznąć w trakcie tak bezsensownego spaceru? Jeszcze bardziej jej szkodzisz. Ty, Tunder, też lepsza nie jesteś. Chociaż dusze cię lubią, tym razem trochę przeholowałaś, to w końcu ich dzień, a tobie zachciało się zawłaszczyć całą uwagę. To nierozsądne, już to wiesz, już czujesz, widzisz nawet jak was otaczają, zamykając w coraz ciaśniejszym kręgu. Część z nich wcale nie wygląda dobrze, gorzej chyba niż ty teraz, chociaż ich uwaga skupia się w głównej mierze na Sergeiu. Jesteś pewna, że chcesz z nim wyjść?
Bogna, a Ty, możesz jeszcze tego nie wiedzieć, ale spadłaś im wszystkim z nieba, mimo że tego akurat nikt nie usłyszał. Może poza tym, do którego masz interes. Łauryszu, jak tam twoje wiadomości z fauny i flory? Jak się czuje lecznictwo? Z zaklęciem poradziłeś sobie niezgorzej, ale to nie wszystko, czym mógłbyś się popisać. Już coś ci świta?
Powrót do góry Go down
Łaǔryš Tarsiuk


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 19:07

Podnosi głowę zbyt gwałtownie, słysząc za sobą czyjś głos. Uwagę, którą do tej pory skupiał na Tundrze i tym, co się z nią działo, teraz poświęca jednej z dziewcząt, którą widział jakiś czas temu w towarzystwie Vasilchenko. To znaczy, że ten mały cygan już gdzieś tu jest i, wbrew temu co powinien robić, wcale nie tak szybko interesuje się tragedią, jaka dotknęła jego przyjaciółkę. Nie powinien się wcale dziwić, sam również miał niemałe problemy, żeby przebić się przez tak chętny do pomocy tłumek. Zwolniony przez nadgorliwego Skarsgårda z obowiązku przetargania Tundry w bardziej wygodne i mniej rzucające się w oczy miejsce, podnosi się z kucek, stając na wprost dziewczyny, bez słowa wyciągając w jej stronę dłoń.
(ale wiesz, gnojku, że z tą ręką to pod kościół?)
Skoro ma coś, co należy do niego, a on wie, że czegoś jednak mu brakuje, sprawa jest prosta. Nie pora teraz na zbędne słowa. Nie czas na wymianę uprzejmości, opisy zguby, płomienne podziękowania i zobowiązania spłacenia długu, jaki przypadkiem się zaciągnęło. I niby istnieje ryzyko, że zaraz rzuci mu w twarz: znalezione, nie kradzione, ale po co wówczas cała ta farsa? Dłoń powoli zaczyna mu cierpnąć i kiedy na nią zerka, orientuje się, że dość niefortunnie wciąż dzierży w niej różdżkę, a ta, jak oskarżycielsko wymierzony palec, wskazuje blondynkę. W tym całym zamieszaniu, w nerwach raz po raz kurczowo ściskających mu po kolei każdy mięsień, zapomniał, że już nie jest mu potrzebna, że może ją spokojnie schować, co wreszcie robi, zaistniałą sytuację próbując załagodzić zawstydzonym uśmiechem.
- Wybacz, nie tak to miało wyglądać – dodaje z zażenowaniem, rękę kryjąc we włosach, niby drapiąc się po głowie, w rzeczywistości jednak nie wiedząc, co z nią zrobić. Gdyby mógł, najchętniej by ją sobie odgryzł, szkoda mu jednak zaprzątać czas magomedyków, którzy powinni w tym momencie przede wszystkim całą swoją uwagę skupić na pechowym lotniku i doznanych przez niego obrażeniach. – Nie wiem, czy na dróżce. Może na cmentarzu, może już tutaj, ale zgubiłem, to się zgadza – przyznaje wreszcie, na potwierdzenie oszczędnie kiwając głową.
I chociaż wzrok próbuje utrzymać na osobie swojej rozmówczyni, od czasu do czasu sięga nim ponad nią, starając się sprawdzić, gdzie Sergei przeniesie Tundrę.
(jakby naprawdę ci na niej zależało, dałbyś jej spokój.
nie jesteś lepszy ani od Skarsgårda, ani od Twardowskiego, żadne z was nie potrafi uszanować jej zdania.)

(a to tak niewiele.)
(musisz w końcu nauczyć się, czym jest miłość. i przyjaźń.)
- Możesz mi go oddać? – Bez jakiegokolwiek proszę. Bez dziękuję. Jedynie z chęcią opróżnienia na raz całej buteleczki, byleby przytępić oszalałe z nadmiaru wrażeń i przybierającego krągłe kształty księżyca zmysły. Albo zacząć naukę przyjaźni. Tojad to wszak nie tylko trucizna, w takiej dawce równie skutecznie sprawdzi się jako silny lek przeciwbólowy. Prawda? Chyba coś podobnego mówił o tym Lavirenko na jednym ze szkoleń z zakresu szybkiej pomocy przedmedycznej.
Powrót do góry Go down
Mikhail Lavrinenko


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 22:16

Jestem na Dziadach z rozkazu. Nie przyszedłem pamiętać, tylko pilnować. Młodzi nie boją się tu niczego: ani śmierci, ani duchów, ani zimna. Nie dotyczą ich te sprawy.
Czekam od dawna tu, w stodole, aż wszyscy się zejdą. Niewielu nas przyjechało z Akademii, nie chciałem, by Elodie mi towarzyszyła, nie tak krótko po jej powrocie. Jej stan, przede wszystkim psychiczny, jeszcze się nie ustabilizował, Dziady to niedobre miejsce dla kogoś, kto musi się uspokoić i znaleźć w życiu coś, czym można się cieszyć.
Stoję więc sam przy drzwiach, w ciszy przerywanej jedynie odpowiadaniem na dzień dobry mijających mnie uczniów. Przychodzą też dorośli, obcy, znajomi ze szkoły i poprzedniej pracy.
To dla nas tak naprawdę są Dziady. Duchom nie jesteśmy już potrzebni.
Poruszenie powstałe na drugim końcu stodoły od razu zwróciło moją uwagę; ruszyłem w ślad za psorem od astronomii, którego przywołało jakichś dwóch chłopaków. Zabawne, bo moją pierwszą myślą wcale nie było, że dzieciaki zrobiły sobie krzywdę.
Raskolnicy.
Nadal w końcu jestem związany z Milicją, więc tak samo jak wszyscy funkcjonariusze jestem wyczulony na wszelkie podejrzane zachowania, zakłócenia porządku wydarzeń z udziałem tłumów. Ostatnio świat ma większe problemy niż te, których zgodzilibyśmy się dożyć.
- Przejście! Przejście, do diabła! - przeciskałem się przez tłum dłuższą chwilę zanim zniecierpliwiony posłałem przed sobą przodem uderzenie powietrza, który utorował mi przejście, odpychając ludzi od dziewczyny; a w zasadzie od chłopaka, który dziewczynę usiłował wynieść na rękach na zewnątrz. Skaranie boskie z tym bohaterstwem.
- Ułóż ją z powrotem na ziemi; zostaniemy tu, na zewnątrz jest za zimno, nie możemy ryzykować, że się wyziębi. Muszę ją obejrzeć. Zróbcie tylko miejsce i zaraz się stąd zabierzemy. - ton wydawania poleceń zachował mi się z milicyjnych akcji i dobrze działa zwykle na uczniów. Co mu wpadło do głowy?
Przykląkłem obok dziewczyny.
- Poznajesz mnie? Jestem szkolnym uzdrowicielem. Jak się nazywasz? Wiesz, gdzie jesteśmy? Co się stało?
Patrzyła dość przytomnie, ale zauważyłem wcześniej, że ma coś z tyłu głowy, trzeba zatem podejrzewać uraz.
Rozejrzałem się w tłumie szukając kogoś do pomocy dla nauczyciela, który nad tłumem panował raczej średnio. Kogoś, kto odwróci uwagę, rozpędzi gapiów i pozwoli mi tym chociaż na osłuchanie płuc poszkodowanej.
Nigdy w życiu bardziej nie cieszyłem się na widok Draskovića, ukrytego gdzieś między głowami. Byłbym może zaczepił go wcześniej, ale w pierwszej chwili nie poznałem w tych elegantszych niż zwykle ubraniach.
- Boris! Boris, chodź tu i pomóż, bądź tak miły. - zawołałem do niego, choć niepotrzebnie. Przećwiczyliśmy to już w cięższych warunkach. Wie, co robić.
Powrót do góry Go down
Sergei Skarsgård

Sztokholm, Szwecja

czysta

19 lat

IX klasa

bogaty

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 23:51

- A tutaj resztki powietrza wyrwą jej z płuc cholerni gapie.
Odpowiada, wypranym z emocji głosem, nie patrząc nawet na właściciela owego rozkazującego tonu. Myślałeś, że to na niego zadziała, Lavrinenko? Zachowaj go dla innych uczniów. Chętnie by Ci to powiedział, jednak nie czas teraz na słowne potyczki. Teraz liczy się tylko dobro Tunder. Na ziemi? Czyżby tajemnicą była, iż i ona nie daje najmniejszej nawet ochrony przed chłodem? Ani myśli na powrót złożyć jej ciało na twardym, zakurzonym podłożu. Jeśli ma tu zostać, należy zapewnić jej możliwe dobre warunki. Wypuszczając powietrze z płuc przesuwa nogą jeden ze znajdujących się w pobliżu, imponujących rozmiarami snopków, dotychczas służących za coś w rodzaju ławki, upewniając się, iż jest stabilny, aby w końcu, ze zrezygnowaniem, z zachowaniem możliwe najwyższej ostrożności, ułożyć na nim drobne ciało dziewczyny.
- Nazywa się Tunder. Spadła z jednej z belek przy stropie...
Rzuca, po raz pierwszy pozwalając na to, aby oczy oby mężczyzn się spotkały. Nie ufa Ci w pełni, Mikhail, choć wie, że jesteś tu prawdopodobnie jedyną osobą, która Tunder może pomóc. Dlatego pozwoli Ci działać, jednak nie łudź się. Cały czas będzie patrzył Ci się na ręce. Prawdopodobnie go nie znasz. Zapewne nigdy o nim nie słyszałeś, jednak z pewnością nie chcesz mieć w Sergeiu wroga. Miejmy więc nadzieje, iż uczynisz wszystko, co w Twojej mocy. Nie ufa Ci, a jednak daje Ci w tej chwili największy z możliwych kredytów. Kredyt zaufania. Wyglądasz na inteligentnego człowieka. Oby i tym razem intuicja Sergeia nie myliła. Zsuwając z ramion dość cienkie jak na panujące na zewnątrz warunki okrycie wierzchnie wsuwa je ostrożnie pod ciało dziewczyny, skupiając się na miejscu, gdzie znajdowała się głowa Tunder odrywa wzrok od mężczyzny, aby zaraz potem odsunąć się o krok, obrzucając wzrokiem okoliczny tłum.
- Tunder przyda się odrobina powietrza. To nie cholerne przedstawienie.
Mówi wystarczająco głośno, aby dotarło to do najbliżej stojących gapiów marszcząc lekko brwi, zwraca swój wzrok na powrót w stronę sceny, która w tej chwili zajmuje go najbardziej.
Powrót do góry Go down
Boris Drasković


Petersburg, Rosja

nieznana

33 lata

przeciętny

milicjant

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 21 2016, 01:59

Aha. Jeszcze wszystko się porządnie nie zaczęło, a już jakieś zamieszanie, które zaraz najprawdopodobniej trzeba będzie okiełznać. Strach pomyśleć, co będzie później, choć należy być dobrej nadziei, że przecież nic szczególnego się nie wydarzy. Starszyzna na to nie pozwoli. To byłoby publiczne zakwestionowanie ich władzy przez Raskolników. Gdy tylko na horyzoncie spotykam długo poszukiwanego doktora Lavrinenko, kiwam lekko ręką, by za chwilę przedrzeć się przez tłum uczniów i do niego dotrzeć. Na dobrą sprawę nie jestem tu służbowo, ale – jak widać – milicjant Drasković melduje się do wykonania zadania. Dostrzegając, co się dzieje, nie mam innego wyjście jak tylko pomóc Mikhailowi i zapanować nad tłumem rozgadanych, niekoniecznie rozgarniętych nastolatków. Tego mi było potrzeba – po raz kolejny zajmować się bachorami. Jakbym nie miał dość po ostatniej akcji z Ninelem.
- Już jestem – mówię od razu do mojego przyjaciela, wzrokiem ogarniając ludzi zgromadzonych w pobliżu. – Dobra, dobra, młody, nie zgrywaj wielkiego bohatera. To nie cholerne przedstawienie – zwracam się do jednego ze szczeniaków, któremu zachciało bawić się w chojraka. Znikaj stąd, dzieciaku, nikt cię tutaj nie potrzebuje. W końcu jesteś kolejnym elementem, który tylko nam przeszkadza. – Odsuń się, wy też – dodaję głośno i stanowczo, by zyskać odrobiny przestrzeni dla Lavrinenko i dziewczyny, jednocześnie lekko rękoma odpychając tłum od siebie. Wraz z przyjściem guślarza rozpoczną się Dziady, więc lepiej to szybko załatwić. – Co jej jest? – pytam w międzyczasie Mikhaila.
Powrót do góry Go down
Bogna Nicicka


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 21 2016, 23:07

Wielu rzeczy mogłam się spodziewać. Naprawdę. Ale nie spodziewałam się, że ktoś słysząc o odnalezionej zgubie może wyciągnąć w moją stronę różdżkę. Nawet ja wyciągałam swoją tylko wtedy, gdy słyszałam lub widziałam coś podejrzanego. No, chyba że właśnie mnie o coś podejrzewa.
Cóż, jeśli o kradzież… Po co miałabym mu kraść taki eliksir?
Na szczęście po krótkiej chwili ciszy między nami Litwin postanowił ją schować najwyraźniej orientując się co właśnie robił. Trochę mnie to uspokoiło.
- Ok, rozumiem – powiedziałam chyba uspokajająco domyślając się, że chodzi o sytuację sprzed chwili. Bo w końcu o co innego?
W momencie, w którym on się drapał po głowie ja poprawiałam nałożone na siebie swetry. Zimno tu jak cholera, wchodzący wpuszczali dodatkowe ujemne stopnie Celsjusza, a mimo coraz większej ilości ludzi poczucie chłodu nie malało.
- Na pewno na dróżce. Tam go znalazłam – odpowiadam. Nie wiem czemu właściwie wolałam go w tym upewnić. Prawdopodobnie głupio było mi nic nie powiedzieć na to.
Po usłyszeniu pytania zaczęłam grzebać w swoich kieszeniach zapomniawszy wcześniej gdzie wsadziłam tę nieszczęsną buteleczkę. Widziałam, że wzrok chłopaka i tak szuka czegoś albo kogoś innego, więc się nie spieszyłam z tą czynnością.
- Masz. Mam nadzieję, że dostarczyłam ci go na czas – powiedziałam nie zwracając zbytnio uwagi na to, jak to mogło zabrzmieć. Pewnie źle, jak zawsze zresztą. Aczkolwiek nie chciałam nic mu sugerować. – Jeśli mogę spytać… O ile wcześniej musisz go wypić? – spytałam niepewnie.
Zaczęłam rozglądać się za Ilonką. Atmosfera po upadku Tündér zrobiła się z lekka nieprzyjemna, więc wolałam być wśród przyjaznych mi osób.
Powrót do góry Go down
Łaǔryš Tarsiuk


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Wto Wrz 27 2016, 17:45

Mhm, w porządku. Lekkie, niemal niezauważalne skinienie. Niech będzie, że na dróżce. Pewnie w momencie, w którym postanowił przywitać się w Vasilchenko. Cygan nawet na taką odległość, nawet bez wdawania się z nim w niepotrzebne dyskusje, w jakąkolwiek konfrontację, potrafi przynieść pecha. Same z nim kłopoty. Pewnie, gdyby nie pojawił się na Dziadach, Tundrze nic by się nie stało. Prosta sprawa – zadziałały negatywne fluidy i zepchnęły dziewczynę spod stropu. Nie zawinił zatem nikt poza Milanem i jego czarnowidztwem, a żeby uniknąć tragedii wystarczyło jedynie trzymać go z daleka.
(jesteś tego taki pewien?)
Równie dobrym sposobem na uniknięcie całego zamieszania byłoby powstrzymanie Szentgyörgyi przed wyjściem z zamku albo chociażby przed wspięciem się na belkę. Ponowne obrzucenie badawczym spojrzeniem zebranego tłumu na niewiele się zdało. Wśród gapiów nie było wcale wiele młodzieży – gromadzeni w stodole ludzie w większości to zapewne mieszkańcy Czyszek, gdyż raczej trudno znaleźć wśród nich osoby choćby zbliżone wiekiem uczniom Koldovstoretz czy absolwentom, którzy magiczną szkołę ukończyli na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Zniedołężniali staruszkowie może najzwyczajniej nie dostrzegli, jak jeden z dzieciaków – a za nim kolejny – zechciał sprawdzić w terenie i praktyce umiejętności nabyte w czasie kilkuletnich lekcji latania. Zaś cała reszta uznała zapewne, że dając kolegom wolną rękę, przyczynią się do urozmaicenia zabawy podczas obchodów Dziadów. Jakby im mało było atrakcji podczas każdego ze świąt – szczególnie tych, w których uczestniczyli ostatnio.
- C-co? – odwraca się do niej gwałtownie i marszczy brwi, na dobrą chwilę zapominając, gdzie się znajduje i z kim właściwie rozmawia, nabierając niezdrowych podejrzeń odnośnie intencji szkolnej znajomej-nieznajomej. – Oczywiście, że na czas! – zapewnia szybciej niż by to wypadało, jednocześnie robiąc krok w stronę dziewczyny i nieznacznie nachylając się ku niej. – Ale jeśli masz ochotę bardziej zgłębić mój mały defekt, nie sądzę, by to było odpowiednie miejsce na tego typu rozmowy. Poza tym… – urywa na moment, brwi marszcząc jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. – Profesor Vikentijs nie omawiała z wami wilkołactwa? – Robiąc jeszcze jeden krok do przodu, chwyta koleżankę za ramiona, pochylając się tak, by nie umknęło jej nic z wyszeptanego do ucha pytania. Bu! Tundra i niesiona dla niej pomoc mogą jeszcze chwilę poczekać, już wystarczająco wiele osób zaczęło się przy niej kręcić, a wokół równie wiele interesujących rzeczy się dzieje.
(a może to rozgrzewka przed jutrzejszym polowaniem?)
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Wto Wrz 27 2016, 23:18

Duszom nie w smak jest, że cała zgraja zbierająca się, by je ugościć, by dać im odrobiny zabawy, skupia się nie na nich, a na jednym z ziemskich dzieci. Nie o taką rozrywkę im chodziło, toteż sporo osób już zdążyło odczuć narastający w nich gniew. Temperatura w stodole, mimo tak ogromnego tłoku i porozpalanych w wielu miejscach magicznych lampionów, jest paskudnie niska, co sprawia, że każdy zaczyna na własną rękę próbować się rozgrzać i pozbyć zaczerwienionych nosów i policzków oraz skostniałych dłoni. Sami martwi krążą już w zniecierpliwieniu po pomieszczeniu, wyczekując guślarza. Teraz, gdy sytuacja z niezdarną uczennicą zaczęła się stabilizować, a od rannej wreszcie udało się odgonić zgrywającego bohatera młodzieńca, który w obliczu milicyjnej władzy i lekarskiego autorytetu musiał dać za wygraną, nie tylko oni zauważyli brak najistotniejszej dla ceremonii osoby. Stodoła znów zawrzała od rozmów – z początku cichych, zaraz jednak glosy podniosły się i znaczna większość zgromadzonych podjęła temat spóźniającego się mężczyzny. Kilkoro mężczyzn zadeklarowało się, że pójdzie go poszukać. Paru starszych uczniów z zaciekawieniem powystawiało nosy za drzwi stodoły. Wygląda na to, Borisie, że skoroś taki dobry w panowaniu nad porządkiem, musisz poradzić sobie i z tą sprawą, bo zamieszanie znów zawładnie tym miejscem, odwracając uwagę od właściwego celu święta. Może powinieneś do pomocy poprosić kilku młodych adeptów magii? Na pewno przed tak ważnym dniem odebrali dodatkowe lekcje, a wygląda na to, że Timonowi, Ilonie i nieszczęsnemu Sergeiowi potrzebne jest zajęcie.
Tymczasem poza wzrokiem kogokolwiek, na polach, sytuacja wcale nie wygląda ciekawie. Grupa kilkunastu mężczyzn, którzy jakiś czas temu pojawili się w okolicy, otaczają teraz sporych rozmiarów klatkę, w której przetrzymywany jest wyjątkowo dorodny okaz łapiducha. To bardzo niefortunne i bardzo dziwne, w końcu stworzenia te nie występują na takich terytoriach. Czego jednak nie robi się, by upolować kilka czarodziejskich głów, przypuszczając atak ze strony, z której nadejść nie powinien. Wypuszczony z tymczasowego więzienia łapiduch, tocząc wielkie cielsko, wyruszył na niebywale obfite łowy. Łowcy czarownic również nie zamierzają próżnować. Wtapiając się w tłum, dołączając do reszty swojej grupy, już zajmującej właściwe pozycje wśród zebranych ludzi, czekają aż rozpęta się piekło. Może ktoś zwrócił uwagę na szczególnie gburowatego jegomościa, przepychającego się – niby bez celu – między świętującymi? Może kogoś zainteresowała fantazyjna brocha spijająca poły grubego płaszcza jednej z dopiero co przybyłych osób? Może ktoś ma przeczucie, że w powietrzu unosi się zbyt intensywny aromat pieprzu? Cokolwiek przykuło waszą uwagę – to może być niebywale ważne; to może nie mieć jakiegokolwiek znaczenia.
Powrót do góry Go down
Tündér Szentgyörgyi


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 28 2016, 20:19

Ach małpeczko, ileż to się wokół ciebie stało, ile to ludzi nagle, ile pytań, ile słów, ile liter białych na tle czarnym i dusz takich bladych, bladych jak twoja twarz. Nie krwawi ci ten łeb głupi? Trochę szkoda co? Szkarłat by ci się przydał, gorąc krwi też, bo tak zimno tu jest, zimno, zimno, coraz zimniej, nawet gdy cię niesie coś, ktoś, niech-go-szlag-trafi-cholerny-sergei. Chłopie, nie, nie rób tego. Rzeczy na tym świecie, które przynoszą pecha: piątek trzynastek, czarny kot, przejście pod drabiną, Tunder. Ależ się uparłeś, no zostawże ją. Przecież nie chce, nawet jeśli się nie odzywa. A ty, Tarsiuk? Następny. W kolejce pierwszy, ale wciąż w kolejce tylko, za każdym sobie podobnym, przecież wiesz. Schowaj te zaklęcia, schowaj też swój eliksir, nie tego od ciebie potrzebuje. I o tym też dobrze wiesz.
Czy nie?
Mroźne barwy na przemian z gorącymi ognikami kalejdoskopowym wirem atakują ci głupi łeb, a ty wzrok próbujesz skupić na twarzy uzdrowiciela i tysiącu jego pytań naraz. Człowieku, daj jej odetchnąć. Wszyscy dajcie. A niech będzie i zimno, a niech się wyziębi, zasłużyła, zasługuje, niech ją korzonki złapią, zapalenie płuc, malaria, tak, żeby się musiała pod kołdrami zakopać, a później to już tylko pod ziemią. Jak się nazywasz? Tunder Sz. Bardzo ładnie. Wiesz co się stało? Kiwnięcie. Gdzie jesteśmy? Kiwnięcie.
- Płuca mnie bolą. – Bo spadłaś z wysokości to i tchu ci brakło kretynko. Ale poważnie, płuca? A głowa, głowa i ten obojczyk przeklęty to łaskoczą? Na Borisa nawet nie patrzysz, przecież on nic nie wie, ale próbujesz – okropnie ci to wychodzi – próbujesz się podnieść na tej jednej zdrowej ręce, niecierpliwie, niezgrabnie, na zmianę to zapadając się to unosząc.
- Coś jest nie tak. – No nie mów.
- Coś jest nie tak. – Powtarzasz miałknięciem, zamglony wzrok przenosząc na Mikhaila. Tundi, chcesz rzucić kostką aby sprawdzić jakiego masz dzisiaj pecha? Sądziłaś pewnie błędnie, że gorzej już być nie może, a tu klops, powinnaś była jednak się spodziewać, że w takim dniu skupiając uwagę na sobie rozgniewasz zmarłych i niebezpiecznie odciągniesz uwagę części zebranych od tego, co mogliby zauważyć wcześniej, gdyby nie twój wypadek
Powrót do góry Go down
Mikhail Lavrinenko


Petersburg, Rosja

¾

35 lat

bogaty

uzdrowiciel szkolny

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 28 2016, 20:21

Udało mi się w końcu złapać kontakt z dziewczyną; odpowiadała powoli, ale składnie. Nie chcąc przedłużać zamieszania w tych mało sprzyjających warunkach zbadałem tylko to, co było trzeba, a skręconą kończynę unieruchomiłem przymocowując bandażem do deski podniesionej... nie wiem nawet, skąd się wzięła. Może podał mi ją Boris, może samozwańczy bohater. Dobrze zresztą zareagował, bo zareagował w ogóle. Być może za ostro z nim postąpiłem i potem dobrze by było z nim porozmawiać, pouczyć, co zrobić na drugi raz. Większość przecież nie zrobiła nic.
Nie żebym narzekał, w końcu to moja praca i nie oczekuję, że ktokolwiek wykona ją za mnie.
- Poszedł obojczyk, staw biodrowy zwichnięty, dość porządnie. Bez wstrząśnienia mózgu, ale i tak muszę ją stąd zabrać.
Na udanie się do szpitala zgodziła się szybko, zwłaszcza, że nie mogłem dłużej czekać. Ceremonia lada moment się rozpocznie, zrobiło się już nieznośnie zimno, a duchy tylko czekają na wezwanie guślarza. Osoby osłabione i doświadczające bólu są tym bardziej podatne na nieprzyjemne doświadczenia związane z obecnością zmarłych, nawet bez unikalnych cech, jakie posiada Tunder.
- Odstawię ją do Hotynki, przekażę Svetlanie i niedługo wrócę. - informuję Borisa, który cały czas odpiera tłum i stara się panować nad sytuacją. Dopiero podniósłszy wzrok zauważyłem to nowe poruszenie. Byle zdążyć nim wszystko się zacznie.
Nauczyciel astronomii przynosi jeden z kilku przygotowanych na tę okazję świstoklików. Narzucam mu odpowiednie współrzędne i podaję dziewczynie, by złapała go zdrową ręką. Sam również dotykam świstoklika i znikamy oboje, by po chwili pojawić się na oddziale Pierwszej Pomocy w Hotynce.

Mikhail i Tunder z tematu
Powrót do góry Go down
Yuri Aristov


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Czw Wrz 29 2016, 23:57

To miło, że Adam od razu wstał, gotowy iść na poszukiwanie pomocy. Takiego właśnie kuzyna Wrońskiego najbardziej lubił. Skłonnego do natychmiastowego działania i rozsądnego. Ponadto, we dwójkę zawsze raźniej przedzierać się przez gromadę kolegów. We dwójkę szybciej znajdą pomoc. Yuri skinął głową i ruszył przodem. W ciągu kilkunastu minut obeszli dookoła całą stodołę. Podczas wędrówki minęli rozgadanych kolegów. Jakąś uczennicę, która niepewnie spoglądała w kierunku miejsca wypadku i nerwowo bawiła kosmykami włosów, jakby bardzo wiedząc ze sobą w takiej sytuacji począć. Znalazło się parę osób, które uznały, że ktoś już zajął się poszkodowaną, więc sami nie muszą już nic robić.
Yuri w przypływie irytacji przygryzł wargi. No gdzie podziali się ci belfrzy? Wyrastali jak z podziemi, gdy tylko złamało się szkolny regulamin. Zawracali uczniom głowę głupimi szlabanami oraz pouczeniami. A gdy byli uczniom naprawdę potrzebni, znikali bez śladu. I jak tu z nimi normalnie żyć?
W przypływie determinacji zdecydowali się wyjść przed stodołę. Na zewnątrz od razu atakował chłód i ciemność. Zawieszona przy wejściu latarnia dawała dość światła, by oświetlić zamarznięte błocko rozpościerające się tuż przed stodołą. Na niebie połyskiwały gwiazdy. Zaś gdzieś tam, w oddali były widoczne światła palące się w oknach chałup. Latarnia, gwiazdy i rozświetlone okna domów. To były jedyne źródła światła w okolicy. Całą resztę spowijał mrok.
Wysepki światła na oceanie wiecznej ciemności nie wiedzieć czemu, przypomniał mu się fragment czytanego dawno temu poematu. W każdym razie, był ocean ciemności i wyspy światła były metaforami, które nieźle oddawały nastrój panujący w okolicy.
Co ważniejsze, przed budynkiem natknęli się na nauczyciela od astronomii. Ten zafascynowany listopadowym niebem, szykował im już wykład o gwiazdach i konstelacjach. Na szczęście szybko zorientował się, że astronomia była ostatnią rzeczą, która ich teraz interesowała.
- Panie profesorze. Tündér Szentgyörgyi spadła z belki. Potrzebuje medycznej pomocy - zakomunikował nauczycielowi. Niech pan profesor martwi się teraz skąd sprowadzić taką pomoc. Yuri zerknął na drogę prowadzącą do wioski. Może mieszkał tam medyk? Mogli się wybrać i sprawdzić czy uzyskają we wsi jakąkolwiek pomoc. Oczywiście, nie zdawał sobie sprawy, że w stodole znalazł się w końcu inny nauczyciel oraz szkolny medyk. Wspólnie zapanowali nad zamieszaniem. Sytuacja została opanowana.
Powiew nocnego wiatru rozwiał po ziemi uschnięte liście. Rozkołysał latarnię. Przywiał ze sobą coś jeszcze; bliżej nieokreślony zapach. Pieprz? Pachniało podobnie jak pieprz.
- Czujesz? - marszcząc brwi,  odwrócił się do Adama. Tym razem nie próbował zaimponować mu oryginalnym poczuciem humoru. Ani napędzić stracha. Pytał zupełnie poważnie. Źródło zapachu znajdowało się gdzieś na zewnątrz albo wewnątrz stodoły. Ku swojej konsternacji, dostrzegł, że we wrotach stodoły pojawiło się więcej uczniów. Kondycja Tündér pogorszyła się?
Powrót do góry Go down
Adam Wroński


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Stodoła   Sob Paź 01 2016, 19:18

Sytuacja w stodole była już spokojniejsza, nie zapanował popłoch, chociaż ze znalezieniem nauczyciela mieli z początku mały problem. Ten był zajęty dywagacjami o nocnym niebie, a jego spokój i rozmarzenie wydał się Adamowi absurdalny w porównaniu z poważną atmosferą, która zapanowała w środku. On sam zresztą nie lubił nigdy wpatrywać się w gwiazdy, jakby bał się, że jest w nich zapisany dla niego los, na który nie zechce się zgodzić.
Yuri wyjaśnił już sytuację i nauczyciel podjął działania, zaalarmował uzdrowiciela i, jak Adam dowiedział się od zaczepionego przy drzwiach kolegi z Panacei, Tunder została już zabrana do szpitala. Adam postanowił koniecznie odwiedzić ją, jeśli zostanie tam na dłużej, a jeśli nie to chociaż upiec coś dla niej na osłodę życia. Dawno ze sobą nie rozmawiali, ale podczas krótkich wymian przy śniadaniu i w oczekiwaniu na lekcje Adam odniósł wrażenie, że koleżanka nie ma się najlepiej.
Nie wchodzili już z powrotem do środka; w końcu ceremonia dawno powinna się już zacząć. W chyboczącym żółtym świetle latarenki Adam spojrzał na zegarek i ze zdumieniem ocenił, że jest stanowczo później, niż godzina, na którą zapowiadano początek obrzędu.
Popukał znacząco w tarczę zegarka.
- Co jest? Guślarz dawno powinien tu być. - podzielił się z kuzynem swoją obserwacją i zajął się wypatrywaniem mistrza ceremonii. W końcu do stodoły prowadzi tylko jedna ścieżka, a wokół nieprzebrane ciemności.
Wydało mu się nagle, że coś zauważył, ale nie na ścieżce. W polach właśnie, coś jakby się kołysało, a może usłyszał bardziej odgłos kroków? Przed stodołą panowała głucha cisza i zimno jeszcze bardziej dotkliwe niż wewnątrz. Nieco uspokojony rozwiązaniem nagłego problemu z Tunder, Adam oparł się plecami o ścianę stodoły i czekał.
Nagle do jego nozdrzy dotarł niespodziewany zapach. Pachniało tu mokrą ziemią i sianem, odrobinę jakby koniem albo trzodą chlewną. Te zapachy łatwo zidentyfikował i nie dziwił się im, w końcu właśnie z tymi rzeczami powinna kojarzyć się stodoła. Z kolei zapach pieprzu, który nagle powiał im z którejś strony w ogóle nie był tu na miejscu.
- Czuję. Pieprz.
Nie miał jednak pojęcia, co mógłby znaczyć ten fakt. Owszem, znał kilka roślin (prócz, rzecz jasna pieprzu), które wydzielają podobny zapach i eliksirów, które również mogą go posiadać. Ponieważ są to jednak głównie eliksiry bakteriobójcze i na porost włosów, nie spodziewał się, by to w jego wiedzy mogło leżeć wyjaśnienie tego dziwnego zjawiska.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Sob Paź 01 2016, 21:23

Wszyscy już czekają. Tłoczą się, przekrzykują i marzną. Nie widzą nawet zmarłych, którzy już się schodzą. Guślarz szedł w zupełnej ciemności, dopiero światło latarni zawieszonych przed stodołą przyjęło go z powrotem do świata ludzi.
Już jest, już czas, dzieci. No, chłopcy, pokłonić się przed wiekiem i mądrością. Już się nie boicie, prawda? Wszystko pójdzie teraz dobrze, skoro Guślarz już jest i nad wszystkim zapanuje.
Nie wiecie jeszcze, w jak ogromnym błędzie jesteście. Ale to nie szkodzi, młodzi często tego nie wiedzą.
Rozstąpcie się przed nim, no, już. Stanął na środku stodoły, podparty bezużytecznym kosturem.
- Witajcie. – mówi swoim starym głosem, ale nie patrzy na was. Patrzy gdzieś daleko, ponad wami, jakby widział już duchy czekające na wezwanie. – Zróbcie miejsce, zróbcie miejsce duszom. Stańcie w krąg.
Czeka, aż go usłuchacie. Boicie się Guślarza? Czy czekacie na zmarłych z niecierpliwością? Ciekawi was, jak to jest: umrzeć? Ciekawią was zaświaty?
Cierpliwości. Zobaczycie dzisiaj więcej, niż jesteście gotowi.
Powrót do góry Go down
Yuri Aristov


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Sob Paź 01 2016, 23:50

Zrobili to co trzeba było zrobić. Poinformowali nauczyciela o wypadku koleżanki. Pozostało im odwrócić się plecami do zachłannej ciemności i powrócić do stodoły. Miejsca, po którym krążyli żywi i martwi. Takie towarzystwo było czymś znacznie lepszym niż wpatrywanie się w mrok i oczekiwanie na nie wiadomo co. To nie tak, że bał się ciemności. Zgoda, bał się jej, kiedy był paroletnim dzieciakiem. Leżąc nocą w łóżku, niejednokrotnie zastanawiał się, jakie to dzikie bestie kryły się w szafie i kątach pokoju. Przestraszony nienaturalnymi kształtami czegoś, co za dnia wyglądało jak fotel, szukał schronienia u rodziców, bądź rodzeństwa. Przy nich łatwiej było stawić czoło bestiom.
Stare dzieje. Wyrósł z lęku przed ciemnością. Przekonał się, że złe rzeczy przydarzają się nie tylko nocą. Zdarzają się także za dnia.
Poprawił kołnierz płaszcza, po czym wszedł za Adasiem do stodoły.
- Pieprz - powtórzył cicho. To zastanawiające. Skąd wziął się tu pieprz? Najrozsądniejszym wytłumaczeniem byłoby to, że ktoś rozpalił kadzidła, zawierające w sobie woń pieprzu. Pojęcie umiaru musiało być mu zupełnie obce. Co innego wmieszać w kadzidła odrobinę pieprzu, a co innego walnąć z pół kilo. Stodoła przynajmniej była duża, zapach nie docierał do każdego zakątka. W przeciwnym wypadku, zadusiliby się w pieprzowych oparach. Gorzej z zimnem. Z jakiegoś powodu w środku panowało lodowate zimne. Kiedy wychodzili, było znacznie cieplej.
- Masz rację. Coś długo się do nas wlecze. Jak sądzisz? Potknął się po ciemku o kamień i leży poobijany na ścieżce?  - zainteresował się Yuri. Wnioskując ze skwaszonych min, wymownego przytupywania butami o klepisko, marudnych głosów, pozostałych też zastanawiała przedłużająca się nieobecność guślarza. Podobno miał już swoje lata. Upadek na twardą glebę zaszkodziłby jego wiekowym kościom.
Tłumek uczniów kręcących się przy wejściu raptownie rozstąpił się i oczom Yuriego ukazał się ten, na którego tak długo czekali. Guślarz, zupełnie nie przejmując się schodzącej mu z drogi młodzieżą, zawędrował na środek stodoły. Ucichły rozmowy. Urwały rzucane na boku żarciki. Rozpoczynała się najważniejsza część uroczystości.
Yuri przełknął ślinę, zwilżając nagle zaschnięte gardło. Złapał Adama za ramię i pociągnął za sobą do formującego się wokół guślarza kręgu. Nareszcie. Przecież w tym celu przybył na Ukrainę. Nie miał po co  przeciągać złudzenia, że przyjechał, by podziwiać tylko piękno tego kraju. Wmawiać samemu sobie znudzenia świętem. Pragnął czegoś więcej.
Rytm serca gwałtownie mu przyśpieszył. Coś więcej. Pragnął zobaczyć. Był ciekaw. I odżyła w nim nadzieja.
Powrót do góry Go down
Timon Baryshnikov


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Stodoła   Pon Paź 03 2016, 21:28

W końcu zaczęło dziać się coś ciekawszego od sytuacji z tą dziewczyną wokół której wszyscy skakali - jak wszy na gumkach - tylko dlatego, że nie potrafiła usiedzieć stabilnie na belce. Czasami był trochę... Samolubny. Guślarz, największa atrakcja tego wieczoru, w końcu zjawił się tu w całej swej wspaniałości. Wymościł się, na środku stodoły, jakby wchodził do siebie. A może tak było? Zachęcony, w końcu ileż mógłby tak stać przy boku jak te widły w gnoju, wychwycił spojrzeniem Ilonę którą pociągnął za dłoń w kierunku tworzącego się kręgu. - Nawet Ciebie tu przywiało? - Wyszeptał. Nie spodziewał się, że poza znanymi całej szkole osobistościami ona także tu będzie. Ale to było miłe zaskoczenie. To znaczyło tylko tyle, że oboje musieli być strasznie przesądni skoro znaleźli się w tym miejscu razem. Skinął też na Krysię, która nadal nie otrząsnęła się po tym jak spadły jej okulary. Ona także miała zapewnione przy nim miejsce, o ile krąg nie zamknie się przed jej nieco spóźnionym dołączeniem.
- Wierzysz w to? Że On naprawdę coś widzi? - Wypytywał, kiedy przychylał się chwilę nad uchem Ilony. A kiedy nie było już czasu na więcej ploteczek, skupił się, jak wypadało na tym co Guślarz tym razem miał do powiedzenia. Ostatnim razem widział podobnego bardzo, bardzo dawno kiedy to ojciec chciał skontaktować się z matką. Wtedy nie mógł w tym uczestniczyć. Wtedy był jeszcze dzieckiem. A teraz brał w całej tej farsie czynny udział. I trochę się denerwował chociaż nie wypadało tak martwić się tym, co nie nadeszło. Zacisnął nieco mocniej palce na drobnej, ciepłej dłoni dziewczyny którą tu zaciągnął. Czekał aż znajdą się wokół inni, równie zdesperowani. Spragnieni czegoś co przechodzi ludzkie pojęcie. Czy oni wszyscy nadal byli ludźmi? Timon sam czasem nie wiedział, kim tak naprawdę był, zważywszy na wszystkie te niesamowitości które działy się wokół.
Powrót do góry Go down
Łaǔryš Tarsiuk


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Pon Paź 03 2016, 22:35

Ściskany w dłoni flakonik z wywarem tojadowym, w śmiesznie obronnym geście dzierżony teraz zamiast różdżki, gdyby mógł, parzyłby niemiłosiernie, dając znać o coraz mniejszej ilości czasu na wykorzystanie jego zawartości. A potem, niczym mini-bomba, wybuchłby nieoczekiwanie, zostawiając po sobie jedynie odłamki szkła i gęstą, szarą chmurę oparów, osiadającą wolno na brwiach, policzkach, nosie, wargach, dostając się głęboko do płuc z każdym wdechem, powodując niekontrolowany kaszel i dezorientujące łzawienie. Nic podobnego jednak się nie dzieje, gdy szkolny uzdrowiciel znika z Tundrą ze stodoły, wreszcie dając wytchnienie każdej ciekawskiej, żywej duszy i uwalniając z obowiązku niesienia pomocy, której nikt nie potrafiłby uczennicy należycie udzielić. Uwagę gapiów przyciąga przybyły wreszcie guślarz, nie trwoniąc czasu i nakazując zebranym stosowanie się do poleceń. Na rozmowy będzie więc czas później, kiwa Bognie znacząco głową, na odchodne zostawiając jej jedynie namiastkę uśmiechu – tego, który, gdyby mógł, wypalałby dziury niczym kwas.
(nie udawaj takiego złego, już ci z tym nie do twarzy, nikt nie uwierzy w serce z kamienia.)
Nawet mu to nie w głowie. Próbując wcisnąć się do kanciastego, nieładnego kręgu, szturcha ramieniem jedną z koleżanek niknącą w tym ludzkim chaosie. Prawie jej nie poznaje bez tych ogromnych szkieł, które zazwyczaj zdobią krysiową twarz. Prawie, bo już po chwili orientuje się, z kim ma do czynienia i postanawia już dalej nie kombinować z szukaniem miejsca, chociaż przez chwilę towarzysząc nowej rozgrywającej Bełtów.
- W porządku? – pyta półgłosem prawie ze zmartwieniem, pomagając jej utrzymać równowagę, kiedy jeden z uczestników Dziadów przeciska się między nimi, nie racząc choćby przeprosić za tworzenie nowego zamieszania. – Dorobiłaś się wreszcie soczewek, Kania? Nie do twarzy ci z nimi – zauważa z przekąsem i, trochę na złość, trochę by sprawdzić, czy na pewno tak źle jej bez okularów, przykłada jej do twarzy dłonie ze złączonymi kciukiem i palcem wskazującym. No, nie tak bardzo tragicznie, ale to już nie będzie ta sama Krystyna, z której tak ochoczo każdy się podśmiewa. A szkoda, mogłaby te bryle zostawić chociaż na pamiątkę, w Izbie Chwały na pewno znalazłoby się dla nich odpowiednie miejsce. Mogliby go nawet razem któregoś popołudnia poszukać.
(daj spokój.)
(wciąż każdy będzie cię unikać.)
Powrót do góry Go down
Ilona Elznerowicz


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Stodoła   Pon Paź 03 2016, 23:08

W krótkim czasie stało się naprawdę bardzo dużo. Ktoś przybiegł, gdzieś mignął Ilonie szkolny uzdrowiciel, ktoś wyszedł, w kręgu pojawił się nagle milicjant; pomieszanie z poplątaniem. Dlatego dziewczyna postanowiła grzecznie się wycofać, no bo skoro Tunder otrzymała już pomoc, to panna Elznerowicz nie była tam w ogóle potrzebna. Zresztą kilka ostrych komend wydanych przez starszych do tłumu też podpowiedziało Polce, że chyba jej ruda czupryna nie jest tam absolutnie konieczna (choć bardzo ładnie kontrastowała z ciemnymi włosami kilku Rosjan, którzy przypadkiem znaleźli się niedaleko niej), dlatego jakoś wyplątała się z kłębowiska gapiów i nieco bardziej poturbowana, niż gdy do poszkodowanej biegła, stanęła z boku całego zamieszania, wśród ludu szukając Milana (który wyparował) i Bogny (która wyparowała trochę mniej, bo gdzieś jej się tam przewinęła, ale chyba była dość zajęta). Mieli się nie rozdzielać, a koniec końców i tak skończyli rozproszeni po całej stodole. Nie trzeba było błyskotliwego zmysłu dedukcji, by stwierdzić, że Ilonie się to zdecydowanie nie podobało. Chyba ponura atmosfera Dziadów ją trochę przytłoczyła. Trochę. Nie miała przecież ochoty wycofać się z tej rozlatującej się stodoły, zanim ceremonie się zaczną, ani tym bardziej zwiewać jak najdalej od tego ciężkiego powietrza ukraińskiej wioski zapomnianej przez Boga.
A może Dziady w ogóle się nie rozpoczną? Może coś się stało? Guślarz się przecież spóźnia, a to chyba nie zdarza mu się często, prawda? Może zaraz oznajmią im, że mogą wrócić do grubych, bezpiecznych murów Koldovstoretz i, i...
Ale Guślarz, choć spóźniony, w końcu przybył - na nieszczęście Ilony, wciąż stojącej milcząco w kącie. Mogła się jeszcze wycofać. Nikt by nie zauważył, prawda? Po prostu wyszłaby teraz bez słowa w zimny, październikowy wieczór. Nikt by nie zauważył. Wystarczyłoby tylko wyjść w odpowiednim momencie.
Tchórz.
Nie, nie, nie. Elznerowicz, jakkolwiek przerażona, nie mogła tego zrobić. Skoro już się powiedziało a, trzeba powiedzieć b - matka lubiła to powtarzać, tak samo jak lubiła pytać samą siebie, co z Ilony wyrośnie.
Na pewno nie ktoś, kto ucieka z Dziadów, bo przytłoczyły go te wszystkie wiadomości.
Ktoś ją złapał za rękę, ostatecznie przekreślając ilonkowe plany. B, b, b, powtarzała sobie w myślach jak mantrę. B, b, b.
Tym kimś był Timon. Znowu pojawił się w odpowiednim momencie; chyba dawno nie ulżyło jej tak bardzo, gdy go zobaczyła. Chociaż chyba nieistotne było wtedy, kim była ta osoba - mogłaby być to nawet Zorka, choć dumna Karmazova pewnie nigdy by nie zrobiła czegoś takiego - i tak Ilonka byłaby niebotycznie szczęśliwa.
Stanęła w kręgu obok Baryshnikova. Na jego poprzednie pytanie nie odpowiedziała - zresztą, było retoryczne - jednak teraz uznała, że wypadałoby się jednak odezwać. Szepnęła więc miękko do chłopaka:
Nie wiem. — Prawda. — A ty? Nie. Źle. — Pokręciła głową, jakby chcąc anulować swoje poprzednie pytanie. — A ty chciałbyś, by widział?
Uścisnęła jeszcze timonową rękę w geście pokrzepienia - choć nie wiedziała, czy chciała pocieszyć jego, czy siebie.
Powrót do góry Go down
Uliana Gárdonyi


Budapeszt, Węgry

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Komitet Dyscyplinarny, Panacea, Werniks

PisanieRe: Stodoła   Wto Paź 04 2016, 16:07

Uliana już jakiś czas czekała w Stodole. Stała z koleżankami w kółeczku. Jej brązowe włosy dziś wyprostowane według najnowszej europejskiej mody, zrobiły wrażenie na koleżankach. Co chwila zachwycały się tym jak Ulianka pięknie wyglądała. Oczywiście miała ku temu powody, bowiem marzyła o tym, żeby spotkać podczas Dziadów nie tylko swojego narzeczonego. Co jakiś czas rozgląda się ukradkowo, szukając wzrokiem Andrieja. Nigdzie niestety go nie widzi. Dlatego kontynuuje rozmówki z koleżankami i udaje, że wcale ją nic z tego wszystkiego nie przeraża. Zimno powoli daje we znaki, dziewczyna więc cieszy się, że stoi z koleżankami. Wolałaby stać opatulona ramionami ukochanego, jego jednak na horyzoncie nie ma. Musi więc jakoś się ogrzać i uspokoić, bo zimno wspomaga niepokój, który rośnie w małej Uli. Żartuje po cichu co chwila chichocząc, pokazuje palcem na jakiegoś poważnego szlachcica, na niemodny strój biednej uczennicy. Ona czuje się tu jakby była lepsza od nich wszystkich, bo ma na palcu pierścionek zaręczynowy. Który tak błyszczy, że zaraz rozświetli wszystko tutaj.
Kiedy szemranie ucicha, Uliana robi to jako ostatnia. Pewnie nie zauważyła, ale też bardzo prawdopobne, że nie chciała zauważyć. Przecież tak się zachowywała wokół koleżanek, jakby wcale ją to wszystko nie obchodziło. Głos coś nakazał i nagle wszyscy ustawiają się w kręgu. Uliana dopiero teraz zauważa, że Yuri także tutaj jest. Uśmiechnęła się na jego widok i powoli ruszyła w jego stronę. W międzyczasie ktoś się do niej przyłączył. Och, Jasmina. Cała rodzina w komplecie. Uliana zwalnia kroku i spogląda na dziewczynę wciąż rozbawiona.
- Boisz się odrobinę? - sprawdza ją i pewna siebie zaraz pojawia się nieopodal Yuriego. Podchodzą razem z Jasminą do niego od tyłu, więc i jego zaczepiła, kiedy po wspięciu się na palce słodkim głosikiem mówi do jego szyji (bo wyżej nie sięga!) - Bo ja się trochę boję - a później stają obok chłopców, bo Yuri też z kimś jest, Ula pomiędzy Jasminą a Yurim.
Powrót do góry Go down
Jasmina Aristova


Petersburg, Rosja

błękitna

17

VIII klasa

majętny

PisanieRe: Stodoła   Sro Paź 05 2016, 22:27

Aristova szanowała obrzęd Dziadów, była to dla niej przedziwna ale również wspaniała tradycja, którą z roku na rok coraz bardziej pojmowała, na swój dziwny sposób. Blondynka upieła swoje niesforne, kręcone włosy w dużego koka i wyglądała jak na Aristovą przystało, czyli przepieknie. Stała w kółeczku wraz z koleżankami i kuzynem, jednak nie miała ochoty tam być. Jas chciała wyjść, miała dość dziwne przeczucie, że w tym roku może stać się coś strasznego. Słysząc żarty Uli, blondynka śmiała się raz po raz, z każdym żartem głośniej. Bała się dzisiejszej nocy jak nigdy wcześniej, nie wiedziała co się stanie i to chyba ją najbardziej przerażało… Chciała stamtąd wyjść, nie tylko przez strach, ale i również przez zachowanie Uli, która zaraz po zaręczynach z kuzynem Jas, uważała siebie za lepszą od innych dziewczyn? A może to tylko Jasmina ma takie odczucie? Może jednak jest zupełnie inaczej i Aristova zazdrości swojemu kuzynowi i jej narzeczonej tej miłości? Bo ona jej nie miała, niby ma narzeczonego ale chciałaby czegoś innego, czegoś prawdziwego..
Na pytanie Uli o to czy się boi, chciała powiedzieć prawdę, że boi się jak cholera, ale nie mogła wiedziała, że jej nie wypada jest Aristovą, nie powinna się bać, nie powinna mieć złych przeczuć. W końcu ten obrzęd odbywa się co roku i praktycznie zawsze wygląda tak samo, czyli bez większych niespodzianek, ale jednak coś nie dawało spokoju drobnej blondyncę.
-Nie boję się, czego miałabym się bać?- odpowiedziała zagryzając dolną wargę i po chwili spuszczając głowe w dół, w pewnym sensie wstydząc się swojego kłamstwa. Jednak z innej perspektywy w ten sposób czuła się troszkę bezpieczniej.
Powrót do góry Go down
Bogna Nicicka


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Sob Paź 08 2016, 20:42

Chłopak po moim pytaniu zaczął się przybliżać zapewniając, że dostał swoją własność na czas. Być może przez atmosferę tajemnicy, zwiększający się chłód albo nieszczęśliwy wypadek Tündér poczułam się z tym nieswojo. Tym bardziej, że chłopak miał - jak to on nazwał - pewien defekt, a nie widziałam, by wypił co trzeba.
Gdy złapał mnie znienacka za ramiona wręcz zesztywniałam w pierwszym odruchu. Nie chciałam, aby wyszło, że się boję, ale nie umiałam nad tym zapanować.
- Nie tak bardzo jak bym chciała... - odpowiedziałam mu szeptem zachowując kontakt wzrokowy - Miałam wrażenie, że potraktowała go na moim roku jak oczywistość. A w domu daleko mi do codziennego kontaktu z magiczną częścią świata.
Kiedy odchodził także kiwnęłam mu głową, choć przez narastające zimno nie stać mnie było nawet na namiastkę uśmiechu. Zresztą nie miałam czasu myśleć nad tym, czy to był błąd, bo po chwili potrącił mnie jakiś gburowaty jegomość, który chyba pachniał pieprzem - nie widziałam innego wytłumaczenia na to, że właśnie to poczułam. Tylko czemu ktokolwiek miałby tak pachnieć?
Machnęłam na to ręką i zaczęłam rozglądać się za Ilonką. Nim jednak do niej podeszłam zrobił to chłopak, chyba Timon, z którym czasem ją widywałam. Stwierdziłam, że lepiej będzie, jak jej nie przeszkodzę w rozwijaniu tej więzi.
Na szczęście nim wpadło mi do głowy, by jak najszybciej wrócić do Koldovstoretz, gdzie na pewno było ciepło i bezpiecznie wszedł guślarz. Ciekawość w tym wypadku jednak zwyciężyła.
Kiedy ludzie zaczęli tworzyć dość krzywy krąg udało mi się wepchnąć na sam przód. Z jednej strony głupio się z tym czułam, bo byłam na widoku, ale z drugiej sama miałam niezły punkt obserwacyjny. Gdyby jeszcze nie było tak zimno...
Otuliłam się szczelniej ramionami. Swetry poprawiałam już tyle razy, że bardziej nie mam po co.
Powrót do góry Go down
Adam Wroński


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Stodoła   Sob Paź 08 2016, 23:28

Zapach pieprzu to przecież jeszcze nie taki zły znak. W innych okolicznościach może świadczyć o wielu dobrych rzeczach: że potrawa nie jest niedoprawiona, a pieprz świeżo mielony. Można się, będąc odpowiednio pozytywnie nastawiony do życia, cieszyć się z tego faktu.
Adam też się ucieszył, kiedy Guślarz w końcu nadszedł. Wszystko powinien mieć teraz pod kontrolą, ceremonia zaraz się zacznie, zewsząd przybywać będą duchy. Może któryś wychynie na powierzchnię materialnego świata tuż obok niego? Choć tuż obok stał Yuri, a krąg uczestników uroczystości stawał się coraz ciaśniejszy, Adam poczuł się nagle dziwnie nieosłonięty, odgrodzony od innych przez własne lęki i własne wspomnienia. Każdy przychodził tu przecież chociaż przez chwilę, by pamiętać. Adam nie pamiętał zbyt wielu zmarłych ze swojej rodziny, w większości byli tylko imionami na nagrobkach. Bałby się do nich odezwać, może byłoby mu wstyd? Śmierć w większości przypadków ma na człowieka i jego życiowe osiągnięcia działanie nobilitujące.
Yuri wcale nie wydawał się przestraszony. Wręcz przeciwnie, Adamowi wydawało się, że dostrzega w jego twarzy oznaki podekscytowania i zupełnie tego nie rozumiał. On wpatrywał się w zgarbioną sylwetkę Guślarza jak spłoszone zwierzę, w każdym ruchu upatrywał jakiejś katastrofy, nawałnicy dusz. Był już przecież wcześniej na Dziadach, nie zapomniał w tym roku przynieść podarków - skąd więc brały się aż tak duże ilości lęku? Może to przez to opóźnienie, może to wypadek Tunder; po prostu zdenerwował się po ludzku i teraz po prostu wszystko odbierał mocniej.
Zetknął się z kimś ramionami, gdy do kręgu, tuż przy Yurim dołączyły dwie dziewczyny. Adam spojrzał w bok, chcąc bąknąć jakieś przeprosiny.
Obok nagle znalazła się Bogna. Uważał przecież, by bez potrzeby nie nawiązywać z nią kontaktu, nawet wzrokowego. Minęło już trochę czasu od ich rozstania, ale wciąż czuł się niezręcznie rozmawiając z nią.
Rozstanie rozstaniem, ale wciąż nie mógł patrzeć jak marznie.
- Bogna, cześć. Zimno ci. - nie pytał nawet. Dobrze znał te jej ruchy, to wtulanie się w siebie, by uratować trochę ciepła. Zdjął szalik i rękawiczki, podał dziewczynie. - Weź.
I już. Nie muszą dalej rozmawiać. To chyba nie jest dziwny gest, biorąc pod uwagę, że byli ze sobą blisko?
Adam wcisnął ręce do kieszeni i tupał w miejscu, zniecierpliwiony. Niechże wszystko już się zacznie.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Nie Paź 09 2016, 19:33

No i coście narobili, bachory głupie? Zadepczą biednego Guślarza, zajęczą, nie będą czekać na wasze dary, na udobruchania i prośby. Zabiorą go ze sobą, nadal będą źli. Ta spokojna starsza pani, która umarła na starość i smutek. Stoi tuż obok ciebie, Ilona. Guślarz widzi, a ty? Chciałabyś?
Albo ten chłopaczek, co utonął w stawie. Był taki ciekawski jak ty, Yuri, uważaj, gdzie postawisz swój kolejny krok. Nie nadepnij czasem na sznur wisielca, który powiesił się o tu, na tej belce. Tuż nad waszymi głowami.
Oni też zasługują na czas i uwagę, uwięzieni w świecie, który wy łapczywie wzięliście sobie we władanie.
Wstyd, dzieci. Wstyd. Won mi stąd i sypać głowy popiołem.
- Zamknijcie drzwi. – słuchajcie go, jeśli chcecie, by rytuał się odbył. Guślarz zataczał krąg stopy stawiając niepewnie, wymachując zamaszyście wiechciem konopi. Były wilgotne od kamfory, niedługo cały zniknął w dymie.
Gryzie cię w nos, Bogna? Stoisz przecież tuż przy nim. Nadal ci tak zimno, czy może to dreszcze ze strachu?
- Żadnej lampy, żadnej świecy. – instruował szorstko. Niech zapadnie ciemność. Zupełna, niech jedyną białą smugą będzie dym z konopi. Pierwsze zgarbione, pochylone jak w biegu sylwetki zaczynały się z niego wyłaniać. Nie ma już między wami medium, dzieci, ale to nie szkodzi. Dzisiaj Dziady, dzisiaj ich święto i dzisiaj wszyscy ich słyszycie.
- Spieszcie do gromady. – lamenty dusz, ich prośby i wyzwiska są jeszcze odległe, ale już nie słychać słów Guślarza. Mamrocze szybko, pod nosem, pożółkła od czasu broda przeszkadza w wymawianiu. - Gromada niech się tu zbierze. Oto obchodzimy Dziady. Jest jałmużna, są pacierze, i jedzenie, i napitek.
Nie ma tylko życia w oczach Guślarza. On nie będzie dzisiaj waszym powiernikiem, duszyczki cierpiące. Same wydrzyjcie sobie dary z rąk tych, którzy zabrali wam wasz majestat.
Guślarz, skoro tylko skończył, stuknął kosturem w klepisko i zamarł. Powinien je przeprowadzić, okiełznać, każdego obdarować po równo i odesłać. Ale wciąż stał jak wryty, bo nie było w nim nic więcej.
Coś jest nie tak. Nie powinniście zabierać stąd Tunder. Trzeba wam było jej słuchać, pewnie krzyczałaby teraz, uciekajcie, uciekajcie.
Ale wy głupi jesteście, wpatrzeni w to, co nieznane, co teraz zrobicie? Guślarz wam już nie pomoże. Zrobił to, co do niego należy i za nic już mu wy wszyscy. Wpadł w pułapkę, a teraz wciągnął w nią i was.
Macie, dzieci, niepowtarzalną okazję pobawić się z duszami w ganianego. Raus, raus.
Powrót do góry Go down
Krystyna Kania


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Nie Paź 09 2016, 22:03

Nic nie widać. Niech to szlag wszystko i szkoda wielka, bo akurat w takim tłoku i półmroku dobrze byłoby coś widzieć, co nie, Kańka? Plus byłby jeden, że przez chwilę wyglądałabyś całkiem zachęcająco bez tych powiększonych gałek ocznych, gdyby nie fakt, że niezgrabnie zanurkowałaś pod stoły i ławy, próbując swoje szkła wymacać na brudnej podłodze, ale nic z tego, ktoś potyka się o twoje wystające długie nogi (i zdaniem babci za chude, zdecydowanie za chude), więc się Kania odwraca, przy okazji uderzając głową w spód ławy, masując czubek wydostaje się na zewnątrz, próbuje usiąść na swoim miejscu, ale Timona już obok nie ma. Ha, cudownie. Był jedyną osobą, która mogła jej w tym rozgardiaszu pomóc coś znaleźć.
- Kurwa. – Miły, polski akcent zagościł na kaniowych ustach, zanim nie zaczepiła kogoś, bezsensownie zresztą, bo odpowiedzi i tak nie uzyskała.
- Co się dzieje. Ej? – Panie Boże, Matko Boska, ktokolwiek? Gdzie były jej współlokatorki? Kania mogła tylko spoglądać przed siebie jak ślepiec a to i tak niczego nie dawało, ani Bogny ani Ilony nie wypatrzyłaby na pewno. Jebana Węgierka, gdyby nie ona nic złego by się nie stało. Niech ją chuj, wcale mnie nie obchodzi przyjaźń polsko-węgierska.
No i co zrobisz, Kania? Nakopiesz jej do dupy czy naślesz resztę szczebrzeszyńskiej mafii? Najpierw tylko się postaraj o poprawę warunków widzenia bo w takim stanie to nie trafiłabyś w Tundrę stojąc nawet krok od niej.
O, spoko, ktoś cię złapał. Nareszcie jakiś uprzejmy człowiek wykazał się kulturą osobistą i….
- Ja pierdolę, zostaw, ej. No kurwa łapy. Weź. – Odsuwa twarz jak najdalej od oprawek z łauryszowych palców, chociaż sama nie rusza się wcale na krok, w razie czego łapiąc chłopaka za łokieć, gdyby ją chciał jeszcze ktoś potrącić i może podeptać.
Panie Jezusie a co jak ktoś podeptał te zasrane okulary?
- Kto ty jesteś w ogóle? – Kania człowiek wahadło wraca i tym razem nachyla się, aby móc się z bliska przyjrzeć twarzy wybawiciela, ale jednak rezygnuje, bo musiałaby bardzo blisko, a to tak nie wolno. Każdy musi mieć czym oddychać. W ogóle nie zwraca uwagi na guślarza, niegrzecznie, pewnie tylko bardziej denerwując tym dusze i zgromadzone medium. Cisza i ciemność spadają na nią ciężko i nawet plam światła już nie widzi, przez co czuje się jeszcze gorzej. Gdyby wszyscy nagle dziwnym trafem stąd zniknęli zostawiając ją samą to pewnie by się połamała na amen, będąc w stanie potknąć nawet o niematerialne szaty zmarłych.
- Kurwa. – Spokojnie, to tylko ktoś nadepnął ci na stopę Krysiu, to nic. To nic.
To prawie nic. Nawet Kania ze swoją prawie mugolską krwią czuje, że coś jest nie w porządku.
- Czujesz? – Zimno.
- Co się dzieje, coś się dzieje prawda? – Kani szept jak i wiele innych niesione falą odbijają się od ścian stodoły nie mogąc znaleźć drogi ucieczki.
- Kurwa nooo.
Powrót do góry Go down
Bogna Nicicka


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Pon Paź 10 2016, 17:18

Nie od razu zauważyłam Adama. Ciężko by było, bym zobaczyła go od razu, skoro ja też go unikałam. Na tyle, że nawet jak schudł i wyprzystojniał pokonałam ciekawość, by mu się przyjrzeć i zobaczyć, jak się zmienił. Dlatego trochę dziwnie się poczułam, gdy najpierw usłyszałam znajomy głos, a potem z zaskoczeniem spojrzałam na jego twarz. Pierwszy raz od bardzo dawna.
- Cześć… – spojrzałam zaskoczona na rękawiczki i szalik. Dłuższą chwilę walczyłam ze sobą, by od razu ich nie nałożyć, ale było mi głupio brać cokolwiek od niego. Koniec końców jednak wzięłam je czując narastający chłód.
- A nie zmarzniesz? Jak coś mogę ci zaraz oddać – powiedziałam do niego cicho nim nałożyłam na siebie jego rzeczy. Obiecałam sobie w duchu, że oddam mu je, gdy będziemy wracać. Pewnie nam obojgu byłoby głupio, gdybym go szukała w tak błahej sprawie. Choć kto wie, może o to mu chodzi?
- Jak będzie okazja mogę dać ci puścić fajerwerkę od Balakina. Pomyślałam, że warto wziąć... - mówiłam nie patrząc na niego.
Oj, Bogna, powinnaś zamilknąć. Adaś zamilkł, a ty wychodzisz na głupka.
Na szczęście mój niezręczny słowotok przerwało nadejście Guślarza. Bez żalu przyjęłam fakt, że przez tłum nie mogę wykonywać jego zaleceń, za to żałowałam gaszenia ognia. Temperatura przez to na pewno spadnie. Mimo to postanowiłam korzystać z okazji i z uwagą obserwowałam poczynania starca.
Choć czułam jeszcze lekki niepokój nie mogłam oderwać wzroku od tego, co się dzieje. Dym mocno gryzł mnie w nos, za to zniknął zapach pieprzu. Kto wie, czy to przez wiecheć konopi czy przez odległość dzielącą mnie od burkliwego mężczyzny?
- Coś jest nie tak... - szepnęłam to do siebie, to do moich sąsiadów kiedy ujrzałam trupie oczy Guślarza. Mężczyzna przestał się ruszać, chyba oddychać i całym sobą w jakiś sposób przypominał zmaterializowaną zjawę. Być może nie byłoby to takie przerażające, gdyby ludzie za mną nie odcinali mi drogi ucieczki... Jedyne co usłyszałam w tej niepokojącej ciszy, to z daleka idące przekleństwo wybijające się ponad szepty tłumu.
Kurwa. Taki brzydki wyraz, a wyraża więcej niż tysiąc słów. Szczególnie kiedy jest powiedziany głosem przypominającym mi głos Kani...
Wystraszyłam się nie na żarty, tym bardziej, że Guślarz dłuższą chwilę trwał w takim stanie. I wyglądało na to, że nic póki co się nie zmieni. Kurde, co ja wiem o Dziadach? Może zabrakło jakiegoś elementu obrządków?
Przypominając sobie co nieco twórczość Mickiewicza postanowiłam spróbować zrobić cokolwiek skoro nie można uciec. A co robił tłum na Dziadach wedle naszego wieszcza?
- Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie? - powiedziałam cicho jedyny fragment, jaki akurat pamiętałam. Na nic więcej nie było mnie stać.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   

Powrót do góry Go down
 
Stodoła
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next


Skocz do: