IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Stodoła

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość

PisanieStodoła   Nie Sie 21 2016, 18:27

Stodoła

Stodoła to nieduży drewniany budynek, który znajduje się przy polu nieopodal zabudowań mieszkalnych. Cała konstrukcja wygląda jakby zaraz miała się zawalić - nic dziwnego, skoro od kilkunastu lat stoi opuszczona. Zdawać by się mogło, że nie nadaje się do użytku ze względu na małą powierzchnię, jednak jej wnętrze specjalnie zostało powiększone z okazji tegorocznych Dziadów, by wszyscy czarodzieje obecni w Czyszkach mogli się tutaj zmieścić. W środku poustawiane są snopki siana, na których można przysiąść, a po lewej stronie stoi drewniany stół z przygotowanymi wcześniej do obrzędów przedmiotami i darami przeznaczonymi dla zmarłych dusz.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Pon Sie 29 2016, 21:35

Słyszycie? Właśnie. Cisza jak makiem zasiał. Brak jakichkolwiek wieczornych odgłosów: cykania ostatnich owadów, które jeszcze nie oddały świata we władanie jesieni; wiatru hulającego w polu; kroków zmierzających na Dziady mieszkańców. Rozmowy trwające już w stodole też przycichły, jakby cały obiekt potraktowano niezbyt udanym zaklęciem wyciszającym. To dusze przybyły, by jak za dawnych czasów zasiąść przy jednym stole z żywymi. Jak równy z równym, chociaż każdy tu wie, że to umarłym muszą być poddani, bo ich już nic nie jest w stanie zabić. Przybywajcie więc tłumnie, gromadźcie się, róbcie miejsce swoim krewnym, już zaraz, za chwilę rozpoczną się gusła.
A widział kto guślarza? Widział kto jakiekolwiek dziwy? Nie, oczywiście. Wszystko dzieje się za waszymi plecami. Może mignął wam gdzieś jakiś podejrzany cień, może skrzyżowaliście z jednym z jegomościów pełne niepokoju, podszyte wrogością spojrzenia, jednak nic nikomu nie wydaje się dziwniejsze niż powinno być. Aura spowijająca dwudziesty piąty dzień października wynaturza rzeczywistość, prowokując, by strachy przejęły nad człowiekiem kontrolę. Nie wypada się temu poddać, tu nic przecież nie może się stać. Nikt nie śmie zakłócać spokoju dusz wędrujących ku zbawieniu.
Czy aby na pewno?
Wasza nieuwaga przyprawi was jeszcze o ogromne nieszczęście. Łapiduchy rozpoczęły już żer.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Stodoła   Sro Sie 31 2016, 18:54

Czy ty się powstrzymać nie mogłaś? Nie, to nie prawda wcale, to wcale nie ty, sama byś z własnej woli na Dziady nie przyszła, nie teraz, kiedy ciężar tego święta i wszystkiego, co z nim związane przeszywa cię na wskroś, kiedy ciąży ci na plecach, grubymi nićmi przyszyte, zostawiając wcale nie krwawe ślady, ale lepkie, ropne też nie, przeciwnie, słodkie, jak lukier, jakbyś pod tą białą skórą właśnie to miała. Zaskakujące. A zdawać by się mogło, że w środku gnijesz jak każdy z twoich przodków.
Małpo.
Małpko, białocynamonowa, konwaliowa głupiutka, rysia, mysia, skulona przy drewnianym stropie, na jednej z pewniejszych belek, na który wspięłaś się bez cienia gracji, za to w cieniu, tak, aby cię nikt nie zobaczył. Chociaż ci, którzy mają cię zobaczyć widzą cię i tak zawsze, co? Ile tych duszyczek naliczyłaś? Bycie medium to podła robota, co, królewno? Możesz śledzić swoimi sowimi oczami wydarzenia, parę metrów niżej, byle to przetrwać, byle nie zwracać uwagi. W brzuchu zacznie ci burczeć, ale nie usłyszysz, bo ci w głowie szumi. Od czego, przyznaj się? Od emocji? Nie czaruj mała, nie czaruj. Siebie mogłaś trochę zaczarować jedynie. Żeby cię pod tym dachem jak jasnego grzyba widać nie było. Może nikt nie zwróci uwagi? Może pomyślą, że duchem jesteś jedynie, bardzo nieśmiałym, który się na ziemię zejść boi, albo z jakiegoś powodu nie chce.
Źrenice masz dziś duże, to przez półmrok? Dziwnie się zachowujesz. Uważa, bo się zaraz zmienisz w nietoperza. Tylko słuch masz o wiele gorszy.
Powrót do góry Go down
avatar

Sztokholm, Szwecja

czysta

19 lat

IX klasa

bogaty

PisanieRe: Stodoła   Sro Sie 31 2016, 22:45

Ile to już czasu, nieszczęsny wysłanniku nocy? Dzień? Miesiąc? Rok? Jak długo wpatrujesz się w mrok? Ile czasu minęło, nim Twe oczy po raz ostatni ujrzały światło? Nie, nie myśl o tych marnych jego namiastkach. To tylko marna imitacja. Tak samo jak marną imitacją życia od zawsze zdaje się być Twoja egzystencja. Wybrańcu piekieł, w które wątpisz. Kochanku otchłani. Jak dawno zagubiłeś się gdzieś w labiryntach swojego umysłu? Czy naprawdę wierzysz, że wciąż możesz znaleźć wyjście? A może jedynym, czego pragniesz, jest dotarcie to środka. Do tego kuszącego, niemal nieprzyzwoicie niebezpiecznego miejsca, z którego nie ma już wyjścia. Nie ma ucieczki. Zostawiłeś przeszłość za plecami, ale nigdy nie umkniesz przed samym sobą. Ona zaś nie ukryje się przed żadnym z Twoich nazbyt wyczulonych zmysłów. Delikatna. Niby z porcelany. Rozkosznie niezgrabna, niczym kocie młode. Wytykana palcami. Wykpiwana. Pozostawiona samej sobie. Samotność. Łączy Was bardziej, niźli dzieli. Paradoks? Możliwe, ale czyż żywot ludzki w dużej mierze właśnie z paradoksów się nie składał. Oboje zdawaliście się być ich podręcznikowymi przykładami. Wiedziałaś o tym. On także wiedział. Powiedz, boisz się? Wyczuwasz, iż czai się w cieniu? Zapewne nie. Wkrótce jednak go ujrzysz. Ujrzysz równie wyraźnie, jak widoczne tylko dla Ciebie mary czające się w cieniu. On też je wyczuwa. To jednak jedynie marna namiastka. Powiedz mu, jak to jest? Będzie słuchał. Słuchał, dopóki głos wydobywał się będzie z Twoich ust. A Ty będziesz odpowiadać. Wie, że mu nie odmówisz. Nawet, jeśli niźli dzikie zwierze nie od razu dasz się oswoić. Ma czas. Ma mnóstwo czasu. W końcu nikt i nic na niego nie czeka. Z nienaturalną wręcz łatwością wślizguje się na belkę tuż obok ciebie. Nie uciekaj. Nie masz dokąd uciec. A może wcale nie chcesz? Mów Tunder, oddaj mu się bez reszty, a już nigdy nie będziesz cierpieć. Nie pozwoli na to.
- Widzisz ich.
Pozwala, aby jego usta wyraźnie zaznaczyły każdą z sylab. To nie pytanie. Nic w ty zdrożnego. Nie pyta przecież, czy widzisz kogoś, kto swym niematerialnym palcem wskazuje oskarżycielsko w jego kierunku. Większość jego ofiar była pogodzona ze śmiercią. Reszta, jeśli chce, może rozszarpać go na strzępy. Choćby teraz, choćby...nie. Niech zaczekają jeszcze trochę. Nie należy przecież przerywać tak niezwykle zapowiadającej się historii.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 03 2016, 15:40

Nie dziwi się, gdy wyczuwa jej zapach zaraz po wkroczeniu w jasno oświetloną przestrzeń stodoły. Spodziewał się, że jednak przyjdzie. Może nie z własnej woli, może trochę kierowana instynktem, ale jednak pojawi się – chociaż na chwilę, jak dziecko spoglądające przez dziurkę od klucza do pokoju, w którym rodzice krzątają się, chowając po kątach urodzinowe prezenty. Tylko tu nie czekają na nią żadne miłe upominki. To nie ten dzień, choć niewątpliwie, gdyby tylko zachciała, znalazłaby kilka interesujących drobiazgów.
(zupełnie jak ty.)
Nie próbuje usilnie wypatrzyć jej sylwetki w ciągle zbierającym się tłumie ludzi. Większość to przypadkowe twarze. Po ostatnich, dość nieudanych obchodach Dożynek dyrekcja zezwoliła uczniom na pozostanie w zamku i świętowanie w zaciszu akademickich murów, z czego spora część postanowiła skorzystać. Nie miałoby to zatem większego sensu, gdy każdy wciąż się przemieszczał, a tak znajoma, konwaliowa woń, rzadko Tundrę odstępująca, dociera wcale nie z poziomu mieszaniny ludzkich ciał stłoczonych na podłodze. Mimowolnie uśmiecha się do siebie, do niej trochę też. Pewnie, jeśli już go wypatrzyła, widzi ten sympatyczny grymas. Może próbuje niewidzialnymi sznurkami podciągnąć go odrobinę wyżej, może szykuje z nich pętlę, którą zarzuciłaby mu na szyję i, zjeżdżając spod stropu stodoły, uwiesiła go pod nim jako prezent dla zmarłych. Część pewnie niemało by się ucieszyła. Tylko czy zmarłym zależy jeszcze na zemście? To domena żywych – gniewne duchy nie istnieją, będąc jedynie ludzkim wymysłem, straszakiem na niegrzeczne dzieci, bajkami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, utrwalanymi przez niewyjaśnione zbrodnie i strach przed tym, co niewidoczne. Wierząc w duchy – mając je na wyciągnięcie ręki, wszak Koldovstoretz roi się od nich – wierząc w bogów, wierzyć należy również w ten nieunikniony los pisanym każdemu przez Rodzanice. A one nigdy się nie mylą: każdemu w godzinie narodzin przypisały godzinę śmierci. Czy będzie to za lat sześćdziesiąt, dwadzieścia, rok, miesiąc, tydzień – nie ma znaczenia, gdy ostatecznie każdy skończy jako gnijące mięso.
(tyle zmarnowanego, dobrego jedzenia.)
Siada przy jednym ze stołów, gdzie miejsc wolnych jest jeszcze odpowiednio dużo, pozwalając sobie wreszcie unieść głowę ponad ten tłum pełen nierozumianego przez niego lęku, wzrokiem chwilę błądząc po topornych belkach. I siedzi, nie sama, w towarzystwie tego dziwaka. I to również wcale go nie dziwi. Sergei, Sasha, Miron, on. To wszystko to samo, inaczej jedynie opakowane.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Stodoła   Nie Wrz 04 2016, 10:08

Żywy czy martwy? Tak, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, bo przedstawiciele obu grup zawsze przychodzą do ciebie tylko z interesami. Zawsze dotyczą tego samego, zawsze, no pomyśl chwilę, zajrzyj w tą starannie wypisaną kartotekę w pamięci, czy ktoś kiedyś chciał od ciebie czegoś innego poza sprawami związanymi z onogowie śmiercią? Nie, te zadania domowe się nie liczą, przecież odpisywanie na szybko stanowi stały element każdego uczniowskiego życia.
Pochłonięta spoglądaniem w dół, czyli tym, czego się nie robi siedząc niepewnie na wysokościach, nie zauważa, oczywiście, jak się do niej demon skrada. Wiesz, martwego wyczułaby dawno. Z żywymi zawsze miała problem. Gdyby mogła strzygłaby uszami, ale tylko odwraca głowę, spoglądając na Sergeia, odruchowo przesuwając się o parę centymetrów. Moja miła, ty się módl do bóstw, żeby nikt inny już się na belkę nie wdrapał, bo wtedy w pewnym momencie skończyłabyś na samym środku, przy pionowym filarze i naprawdę nie miałabyś gdzie uciec. Może w dół jedynie. Ale to niegrzeczne przerywać innym świętowanie w taki sposób.
Widzisz ich.
Oczywiście, że widzi. Widzi to jednak za mało powiedziane. Od dziecka miała więź z tym światem tak silną, że nie rozumiała dlaczego nazywa się go niematerialnym. Zmarłym mogła przybijać piątki i wdychać zapach, który towarzyszył im za życia z lekką nutką zgnilizny. Tą słodko-kwaśną, wcale nie przyjemną, ale znośną. Do wszystkiego człowiek może się podobno przyzwyczaić. Ale po pewnym czasie jest już chyba zmęczony. Jak ona.
- Na dole jest o wiele silniejsze medium, które na pewno pomoże ci odnaleźć twojego zmarłego. – Twojego, jakie to ironiczne, jakie pieszczotliwe. Jak o zwierzęciu. Swoją drogą, gdzie twój pies? Nie masz tak dobrego węchu, Sergei odwrócił też twoją uwagę od tłumu, więc nie mogłaś go dojrzeć. Czy to dlatego jesteś nieuprzejma? Nie, trochę nie, trochę nie tylko. Pojawienie się chłopaka traktujesz jednak, zupełnie naturalnie, nie jako wizytę towarzyską, ale biznesową. Czego innego mógłby chcieć od ciebie, skoro od razu zaczyna rozmowę od nich. Ależ ty jesteś gorzka ostatnio, jak cytryna. Po kim to masz?
Powrót do góry Go down
avatar

Sztokholm, Szwecja

czysta

19 lat

IX klasa

bogaty

PisanieRe: Stodoła   Nie Wrz 04 2016, 13:57

Z miejsca, na belce widzi całą stodołę. Idealnie miejsce do obserwacji. Ileż to razy wybierał podobne, aby oddać się jednej ze swoich ulubionych czynności. Teraz jednak nie czas na to. Nie miejsce. Teraz uwagę jego skupiasz na sobie tylko Ty, choć machinalnie odsuwasz się nie co. Nie uciekaj. Nie uciekniesz. Przecież nie chcesz.
- Nie znasz mnie wystarczająco dobrze, więc winić Cię za Twoje słowa nie mogę, a nawet jeśli bym mógł, podobnej głupoty nigdy bym nie uczynił. Aby jednak uniknąć przyszłych nieporozumień, prosić chcę Cię o jedno: przyjmijmy, iż dosyć mam oleju w głowie, a umysł mój nadal zachowuje tę niezbędną odrobinę trzeźwości i harmonii, abym potrafił rozpoznać kogoś, kogo od dłuższego czasu obserwuję i do tej właśnie osoby trafić potrafił.
Mówi spokojnie, nie spiesząc się z żadnym wypowiadanym słowem. Zabawne, czyż nie? W ciągu ostatniej minuty wypowiedział więcej słów, niż w ciągu ostatnich kilku dni. Tygodnia. Może roku. Sam już nie wie. Ramy czasowe już dawno strzaskane zostały przecież przez nawiedzające jego umysł kataklizmy. Nie było to zresztą ważne. A może wręcz przeciwnie. Nie w tym jednak rzecz. Nie chce, abyś mylnie go rozumiała. Nie jest kolejnym z dzieciaków, które przychodzą do Ciebie naiwnie licząc na to, iż pozwolisz im na małe pogaduszki przy kawie ze zmarłym króliczkiem. Twój dar go fascynuje, tak, choć ma świadomość jak wielkie towarzyszy mu brzemię. Tak poważne, tak przytłaczające. Rozumie Cię. Bardziej, niż możesz przypuszczać. Bardziej, niźli on sam chciałby przyznać. Nawet przed samym sobą. Ty nie oczekujesz słów pocieszenia. Jemu nie przejdą one przez gardło. Sprawa zamknięta. Przypieczętowana krótkim spojrzeniem, zmrużeniem powiek. Widzi młodzieńca, o którym mówisz. Nietrudno go dojrzeć. Któż bowiem wyłącznie z przypadku błądziłby wzrokiem po wątpliwej urody stropie, zamiast uczestniczyć w wydarzeniach, na które, bądź co bądź, przyszedł dobrowolnie. Poza tym, jesteście do siebie podobni, nie tylko zresztą ze względu na otaczającą Was aurę. Coś Was łączy. Jego to nie obchodzi, ale przecież i tak się dowie. Ot, tak, zboczenie "zawodowe".
- Wierz mi, gdybym był na tyle głupi, aby poszukiwać kontaktu ze zmarłymi, jakich poznałem za życia, nie uczyniłbym tego tutaj, a już na pewno nie prosiłbym żadnego ucznia. To nie miejsce na takie spotkania. Zresztą, wątpię, aby duchy ucieszyły się z mojego widoku. Powiedzmy, że z większością z nich rozstałem się w dość...przykrych okolicznościach.
Rzuca, jakby nie miało to większego znaczenia i na chwilę odwraca wzrok. Nie zabijał dla przyjemności. Nie wybierał ofiar. Nigdy tego nie czynił, choć, gdyby miał sposobność spotkania swego przeklętego ojca, z pewnością nie wstrzymałby ręki. Na niego przyjść miał jeszcze jednak czas. Teraz miał żyć. Z obawą o każdy oddech. Na tych, którzy doświadczyli śmierci z jego ręki przyszedł bowiem czas, niezależnie od tego, czy byli nań gotowi, czy też nie. On zaś był wyłącznie posłańcem.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Stodoła   Nie Wrz 04 2016, 19:38

Baryshnikov zjawił się w stodole sam. Zazwyczaj otaczał się różnymi osobistościami, aby chronić swoje kruche cztery litery, a tym razem kiedy nie mógł liczyć na Andrieja z którym mijał się raz po raz zdecydował zaryzykować. Czuł się wystarczająco nieswojo, aby na razie nie zaczepiać nikogo ze zgromadzonych.
W rzeczywistości nie znał się z nimi zbyt dobrze. Słyszał o nich. Widywał. Ukradkiem, kątem oka. Wszystkie te sylwetki były mu znajome, ale... Odczuwał wobec nich wystarczająco rzucającą się w oczy niechęć. Przystanął na boku. Czekał na kogoś kto miałby trochę bardziej przyjaźniejszą twarz, a chociaż sam nie uważał się za Troskliwego Misia naturalnie blokował się, tworzył wokół siebie zupełnie niepotrzebną barierę, która zapewniłaby mu odrobinę prywatności. We wnętrzu, gdzieś tam w sercu nadal w Timonie wrzało – ze złości, którą wywołała podstępna dziewczyna, o względy której mocno zabiegał. W końcu zdecydował się przysiąść przy stole. Czuł się tu jak nieproszony gość. Może po prostu martwił się wszystkim co związane było z tematem zmarłych. Szczególnie, że stracił bliską sercu osobę. Matkę. Kiedy wspierał policzek o dłoń, wsłuchiwał się w słowa mądrzącego się młodzieniaszka, który najpewniej nie liczył sobie więcej od samego Timona. Wszyscy zdawali się być tutaj młodzi.
Pomyślał, że to nawet dobrze. Przynajmniej nie musiał czuć na sobie oceniającego wzroku nauczyciela. Rówieśnicy, nawet tacy, którzy zaliczali się do "elity" jeśli chodziło o pochodzenie na pewno byli bardziej wyrozumiali. Wmawiał to sobie. I trudno mu było we własne kłamstwa uwierzyć. Prychnął.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Stodoła   Pon Wrz 05 2016, 20:17

Ależ chce, chce, właśnie, że chce uciec. Jak najdalej wiesz, nawet nie od ciebie, przecież cię nie zna , a może naprawdę jesteś jednym z wielu sobie podobnym młodzieńcom, a może nie, może wyjątkowy jesteś, ale jakie to ma znaczenie w skali tego wszystkie, co się dzieje wokół nie. Być może znaczy coś akurat teraz, ale póki co do głowy jej to nie przyszło. Przecież i tak zawsze krzyżuje losowi plany. Odwróciła wzrok na tłum, nie na sekundy nawet, bo chłopak odzywa się, a ona zaskoczona jest zupełnie, bo jednak bardzo się pomyliła. A więc nie o to chodziło. Jeśli nie o zmarłych, to o co? W pierwszym odruchu ma ochotę się uśmiechnąć gdy słyszy w jaki sposób się wypowiada, wcale nie wyśmiać, ale potem słyszy resztę i wcale nie jest jej już do śmiechu. Obserwuje? Obserwował ją? Po co? Dlaczego? Czuje, jak sztywnieje jej kark, spojrzeniem na sekundę pozwala sobie uciec w dół, aby spojrzeć na jasną, tarsiukową czuprynę, upewniając się, że tam jest. Że w razie czego tam jest.
Nie, Tunder. Wróć. W razie czego, to Łaurysza tam wcale być nie powinno, przecież nie tak dawno obiecałaś sobie i jemu, że mu się nic już z twojej winy nie stanie. Prawda? Prawda. Chociaż obietnicę notorycznie łamałaś, ze swoim brakiem gracji. Zupełnie mylnie odczytując zamiary Sergeia mrużysz nieznacznie oczy zastanawiając się czego u licha chce i co będziesz musiała zrobić.
Przez głowę przelatuje sznur scenariuszy, mamy twojego brata, potrzebujemy dostępu do informacji o twoim ojcu, chcemy otworzyć twoją głowę i wiele innych temu podobnych. A może, bogowie, to kolejny świr pokroju Twardowskiego, któremu radość będzie sprawiało sięganie łapami między jej nogi i próby nadziania jej na fantazyjnie zdobione żyletki. Tunder, jak wielkiego pecha masz tym razem? Nie odrywasz wzroku od młodzieńca, nawet gdy on na chwilę odwraca głowę i minę masz coraz bardziej zaciętą, bo czujesz, że to spotkanie wiele złego wróży. Jak tam ostatnio z twoją intuicją? Zazwyczaj zawodzi cię na każdym polu.
Czujesz to, prawda? Ciężar więzów oplatających jego ciało, o podobnej, uciążliwie przykrej energii co niektóre sploty wokół kostek i nadgarstków zmarłych, którzy przychodzą do ciebie prosząc o pomoc. Ale to nie o nich chodzi, przecież powiedział, więc o co, o co, o co do cholery. Bierzesz głębszy oddech, spośród wszystkich woni starając się wyszczególnić jego.
O co chcesz zapytać? Czego chcesz? Kto cię przysłał? To nie kryminalny film. O cokolwiek podobnego byś teraz zapytała, zabrzmi głupio, moja kruszynko gorzka. Swoim zwyczajem siedzisz więc i czekasz. Skoro cię obserwował na pewno wie, że nie jesteś zbyt rozmowna. I powinien był być na to przygotowany.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Pon Wrz 05 2016, 23:55

Stara legenda głosiła, że protoplasta rodu Aristovów dla złota i zaszczytów zawarł pakt z diabłem. Jeśli w tej legendzie kryło się choć ziarnko prawdy, to Vsevolod należał do grupy nielicznych śmiertelników, którzy ośmielili się podążyć daleko w mrok i zdobyć to, na czym im zależało. Być może stąd brały się ciągoty Aristovów do prastarych rytuałów oraz fascynacji mistycznymi siłami. To mógłby być trzeci punkt, tuż obok bogactwa i nieobliczalności, charakteryzujący rodzinę.
Nic dziwnego, że większość z nich z powagą obchodziła obrzęd Dziadów. W te późnojesienne dni zacierała się granica pomiędzy światem żywych i umarłych. Stawała się cieńsza od jedwabiu. Wystarczyło zebrać się na odwagę, odgarnąć kotarę i wkroczyć w ten nieznany świat. Przyzwać duchy. Chętnie - niechętnie, szybko - wolno, ale w końcu przychodziły.
Wzywać, byle roztropnie mogłaby dodać któraś z (nie)sławnych panien Aristov. Nie tylko duchy korzystały z wyrwy między wymiarami. Czasami usiłowało przedrzeć się przez nią coś znacznie potężniejszego, groźniejszego. A czasami sam czarodziej, doświadczony i posiadający odpowiednią wiedzę zachęcał te nieznane siły do przedarcia przez wyrwę do materialnego świata. Do podzielenia się sekretami prosto z nieznanej przestrzeni.
Serafima uśmiechała się enigmatycznie na wzmiankę o wędrowcach kołatających nocą do drzwi, o uroczych duszyczkach pasterek i suto zastawionych stołach przy których zasiadali przodkowie.
Co komu po włóczykijach, bezmyślnych dziewuchach i gromadzie staruchów? - pytała cicho, pochylając się nad Yurim Ten dzień może być ciekawszy. Znacznie ciekawszy. Nie jesteś ciekaw, Yu? Nie? To nic. Kiedyś i tak ci opowiem.
Pamiętał, że bardziej odczuwał konsternację niż ciekawość. Onieśmielały go modre oczy siostry. Oczy, w których kryło się to, co miało dopiero nadejść. Bunt. Kłótnie. Dysonans rodziny.
Chwila. Trwało to przez chwilę. Potem Serafima ruszała na salony. Wypełniała dom dźwięcznym śmiechem. Urzekała towarzystwo swoimi manierami, dowcipem i urodą. Istna księżniczka rodu Aristov. Któż mógłby dorównać jej mądrością, elegancją, talentem?
Yuri zamrugał. Wrócił do teraźniejszości. Tak właściwie to wchodzący i wychodzący ze stodoły, prowadzący szeptem rozmowy, a nawet chichoczący koledzy, zmusili go do powrotu do rzeczywistości. Wyrwali go ze stanu osobliwej zadumy.
Zniecierpliwionym gestem odgarnął z czoła włosy. Co ja tu tak naprawdę robię?
Jasne. Urzekła go Ukraina. Oczarowały jej stepy, skaliste wzniesienia, ciemne jeziora i malownicze wioseczki, w których ludzie żyli zgodnie z rytmem natury.
Stodoła była już mniej urzekająca. Szczerze mówiąc, wyglądała tak jakby miała przy mocniejszym podmuchu wiatru rozpaść się niczym domek z kart. Odbierając im tę nikłą ochronę przed chłodnym, wieczornym powietrzem.
Serafimę czułaby się bardziej swojsko w tej starej stodole. Wczułaby się w atmosferę wyczekiwania i wsłuchała w przyciszone głosy. Uśmiechnęła do wędrujących po kątach cieni. Pochyliłaby się nad nim, jak zwykle zadając to jedno, jedyne pytanie.
Nie jesteś ciekaw, Yu?
Powrót do góry Go down
avatar

Sztokholm, Szwecja

czysta

19 lat

IX klasa

bogaty

PisanieRe: Stodoła   Wto Wrz 06 2016, 15:22

Miesza Ci w głowie, prawda? Tak, jeśli chce, potrafi to zrobić. Jest urodzony manipulantem. Potrafi posługiwać się ludźmi jak marionetkami, uwodzić kobiety. Jednak nie tym razem. Byłby głupcem, próbując spętać stworzenie tak piękne i wolne, jak Ty. Musisz zrozumieć, iż niewolić Cię nie chce. Nie chce Cię skrzywdzić. Skrzywdził już wystarczająco wiele istnieć, zniszczy dziesiątki kolejnych. Możesz być jednak pewna, iż od dnia, kiedy po raz pierwszy Cię ujrzał wiedział, że nie pozwoli Ci zaszkodzić. Nie pozwoli, byś płakała, ani przez niego, ani nikogo innego. Za każdą Twoją łzę zapłacić mogą życiem. Niebezpiecznie jest być Twoim wrogiem. Jeszcze większym błędem jest szkodzić komuś, kogo obejmuje swoją ochroną. Nawet, jeśli osoba ta o ochronę nigdy nie próbowała nawet prosić. Możesz mu zaufać. Do diabła, nie licząc Kristiana jesteś jedyną osobą, która może mu zaufać! Jemu nigdzie nie jest śpieszno, Tunder. Na niego nikt nie czeka. A jednak chce się stąd wyrwać i to bynajmniej nie zacieśniające wokół Was krąg duchy, których oddech zdaje się czuć na swoich plecach są tego przyczyną. Tłoczno tu. On tłoku nie lubi. Zwłaszcza, kiedy jego uwagę pochłania w całości tylko jedna osoba. O wiele trudniej wtedy mieć baczenie na wszystko, co dzieje się w otoczenia. A on przecież musi je mieć. Zawsze uważny, wiecznie czujny, jakby spodziewał się ciosu, który nadejść mógł z zupełnie niespodziewanej strony. Paranoja? Przesada? Możliwe. Jeśli nawet nimi tak było, to właśnie z ich powodu nadal żył i choć życie to od dawna zdawało się nie mieć w sobie nawet krztyny sensu, miał na tym świecie jeszcze kilka spraw do załatwienia. Sala zapełnia się, a jemu coraz trudniej jest oddychać. Z miesiąca na miesiąc przekonuje się, iż powrót do szkoły nieść ze sobą będzie więcej trudności, niźli przypuszczać mógł na początku. Nie pasował tu. Nie był jednak pewien, czy pasował jeszcze gdziekolwiek. Teraz, kiedy z życiem wiązało go już zdecydowanie mniej, niż ze śmiercią, energia i młodzieńcza siła uczniów zdarzała się uderzać go z siłą piaskowej burzy. Przygląda Ci się, mrużąc lekko oczy, nie nachalnie, z ogromną uwagą. Fascynujesz go, owszem, choć nadal stara się rozwikłać wszelkie meandry tego zjawiska. Zajmie się tym, z ogromną cierpliwością. Jeśli bowiem kwestie tą zrozumie, może pozwoli mu to lepiej zrozumieć Ciebie.
- Chciałbym, żebyś poszła ze mną na spacer.
Jak nienaturalnie to brzmi w jego ustach. Jak prozaicznie. Tak wiele chciałby w słowach tych przekazać. Wie, jak zachowujesz się, gdy jesteś sama, gdy zdaje Ci się, że sama jesteś. Nie jest maniakiem, nie obserwuje Cię wtedy, gdy prywatności najbardziej potrzebujesz. Warto jest jednak spędzić trochę czasu, by ujrzeć Cię taką, jaką jesteś tylko i wyłącznie w swoim własnym, jakże wyjątkowym świecie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 07 2016, 13:31

Było przeraźliwie zimno. Adam przyszedł sam.
Nie rozmawiał w szkole z nikim o dziadach, nie słyszał też, by inni wymieniali uwagi, wypytywali znajomych, czy przyjdą, tak jak się rozmawia o nadchodzącej imprezie. W ogóle przez całą drogę nie słyszał zbyt wiele, tylko pogwizdujący wiatr. Nieco wcześniej, jeszcze na cmentarzu, towarzyszył mu także odgłos kropel deszczu odbijających się od parasola i nie czuł się jeszcze tak paskudnie dziwnie, jak teraz.
Choć wśród grobów snuli się ludzie, a z podrujnowanych domków - jak mu się zdawało - dobiegały ciche odgłosy codziennego życia, czuło się odosobnienie i niechęć tego miejsca do wszelkich przybyszów. Nawet z darami, których młody Wroński pełne kosze zostawił w stodole przed odwiedzeniem cmentarza, duchy nie chciały dzisiaj oddać tego miejsca ludziom we władanie.
Boisz się? Nie! Zażyj tabaki.
Adam nie bał się szczególnie, choć dziwne przeczucie nie opuszczało go tego dnia. Co dla niego dość niezwykłe, od rana nie mógł nic przełknąć, rozmyślając o podróży w to dziwne nieznane miejsce. Stojąc nad grobami ludzi, których nie znał, zapalając losowo wybrane znicze, nie myślał o niczym. Przyszedł, bo tak trzeba, z szacunku. Nie potrafił myśleć o śmierci, nie o śmierci spokojnej i cierpliwej, która tutaj mogłaby wejść i rozsiąść się na kupce siana jak na tronie.
Być może jednak, że bał się trochę.
Adam miał dużo do czynienia w życiu z ludźmi starymi, zarówno tymi, co z nadejściem końca byli już pogodzeni i takimi, co gotowi są z czasem bić się na pięści o wszystko, na co w życiu zapracowali, co ukradli i co dostało im się przypadkiem. Nic z tego nie mógł zrozumieć.
Poruszając się niepewnie wśród ludzi, Adam nie spodziewał się zobaczyć znajomej twarzy, nawet mimo faktu, że niektórzy z przechodniów witali się z nim i kojarzył większość ze szkolnego korytarza.
Dopiero dostrzegłszy, że na uroczystość zjawił się też jego kuzyn ze strony matki, poczuł niewielką ulgę i zbliżył się do niego, zdejmując do powitania skórzaną rękawiczkę. Z jego zwyczajnej pogody ducha zostało niewiele, ale wystarczyło, by uśmiechnąć się jak zwykle.
- Cześć, Yuri. Jesteś sam?
Szczerze mówiąc, wolałby gdyby tak było. Z rodziną, zwłaszcza tą dalszą, czyli dziwacznymi Aristovami, wolał widywać się na swoim pewnym gruncie, gdy mógł w pełnym świetle żyrandoli obserwować jak zachwycają się tortem z jego przepisu.
Powrót do góry Go down
avatar


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 07 2016, 14:22

Krycha w tym tłumie z jednej strony była jeszcze mnie widoczna niż duchy, paradoksalnie, z drugiej grube szkła jej okularów nie mogły pozostać niezauważone przez innych gości stodoły. Zauważane były owszem, ale ostentacyjnie ignorowane. Nic nowego. Krysia szukała w tłumie kogoś, kto nie byłby jej rodzeństwem i przy przychylności bogów byłby to ktoś, to jest choć odrobinę dla Krysi miły. Albo chociaż neutralny? Albo ktoś, z kim jeszcze nie zamówiła słowa, istniał więc cień szansy, że dopóki się nie odezwie byłoby nawet przez chwilę miło.
Krysia nie miała zmarłego, z którym chciałaby się skontaktować. Och, oczywiście, była w życiu na kilku pogrzebach, wujków i cioć, ale nie byli to ludzie z którymi za życia miałaby zażyłe relacje. Ot, członkowie rodziny, równie dobrze mogliby być bezimienni.
Piękny widok, jak dziecko zagubione we mgle, z ogromnymi oczami muchy i rozchylonymi wargami w roztargnieniu, ukazując srebrny aparat na zębach, odbijający drobne refleksy świec. Krysia zaciskała dłonie na paskach plecaka, w którym ukryty siedział grzecznie Furby, obok zapakowanych w papier śniadaniowy kanapek z topionym ementalerem. To tak na wszelki wypadek, bo Kryśka nie była pewna, czy żarcie na Dziadach to dla dusz jest, czy żywi też mogą jeść. A może nie mogą, a jak zjedzą to zamienią się w coś strasznego. Jak brzydkie, obrośnięte mchem posągi. W końcu zobaczyła parę osób z jej klasy, w tym siedzącego nieopodal Timona, biedny. Uniosła rękę ponad tłum i pomachała, jakby wcale nie zamieniła z nim w życiu jedynie paru słów w przerwach między lekcjami, a dobrze go znała. No więc nie znała, ale podczas takich imprez nawet kojarzony z widzenia listonosz wydaje się być lepszym kompanem niż obcy.
Potknęła się. I prawie wyrżnęła orła, gdyby nie jakiś biedak wstający akurat od stołu, który zamortyzował upadek. Wymamrotała przeprosiny chcąc nawet pomóc nieszczęśnikowi wstać, ale ten odtrącił jej rękę, oczywiście. Kto by chciał pomocy od Krystyny Kanii.
- Cześć. Duszno tu nie? – Wyrzuciła na przywitanie siadając przy stole i dopiero sekundę później uświadamiając sobie, że brzmiało to jak okropnie suchy żart nawiązujący do sytuacji, a nie do faktycznego stanu, w jakim znajdowało się powietrze.
- W sensie wiesz, na serio tu jest duszno. – To z kolei brzmiało tak, jakby chciała Timonowi zaznaczyć sedno żartu, którego popełnić nie chciała, więc zamknęła się, zaciskając usta, aż metalowy koszyczek wbił jej się do wnętrza warg. Położyła plecak na kolanach i rozejrzała się, poprawiając środkowym palcem zsuwające się z nosa ciężkie okulary.
Powrót do góry Go down
avatar


Archangielsk, Rosja

brudna

18 lat

IX klasa

przeciętny

Panacea, Świtezianka

PisanieRe: Stodoła   Pią Wrz 09 2016, 12:25

- Krysia. Krysieńka. - Wymamrotał pod nosem do samego siebie, w końcu nie słuchał go tutaj nikt poza myszami ukrywającymi się w szczelinach stodoły. Entuzjazm wylewał mu się uszami, a żeby bardziej nakreślić stan w jakim teraz się znajdywał wystarczyło popatrzeć na tę niewzruszoną pokerową twarz – maskę, która sprawdzała się dobrze w złej grze. Dziewczę wydawało mu się obce. Zachowywał pozory, że znają się bardzo dobrze, a tak naprawdę wiedział tylko o tym, że nazywano ją Krysieńką. I nie miał stu procentowej pewności czy to było jej prawdziwym imieniem. Machnął doń. Pokusił się nawet o to, aby zrobić jej przy sobie trochę miejsca gdyby miała w planach wygrzewanie czterech liter na twardym, drewnianym krzesełku. Podejrzewał, że na starość będą mieć od tego chore kręgosłupy.
- Powiedziałbym, że jest dość... Parno. Porno. Chociaż to drugie trochę mniej, ale na pewno jest tu strasznie sztywno. Atmosferę można by ciąć nożem. - Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, Baryshnikov trzymał się jak zawsze dobrze. A jego suchary, sławetne na całą szkołę, niestety też trzymały się wyśmienicie. Trącił ją lekko swoim ramieniem, kiedy tak przesiadywali tuż obok bo nic lepszego do roboty nie było. A co najlepiej umila takie chwile? Kobiety. Okularnice. Przechylił się, jakby szukał w jej oczach odpowiedzi co będzie następnego dnia w szkole na śniadanie.
- Powiększają Ci oczy. Widzisz Ty coś przez nie? - Wskazał na okulary, postukując po jednym ze szkieł palcem nim nie odsunął ciekawskiej dłoni. Naruszanie prywatności dziewczęcia powinno być nowym, ulubionym zajęciem starszego zaledwie o rok. A co z innymi? Wypadało po prostu nie wtrącać się, w te wszystkie ważne rozmowy. Bycie w centrum uwagi, w takim gronie nie mogło skończyć się dobrze.
Powrót do góry Go down
avatar


Litwa, Łotwa, Mandaryna, Polska, Kryśka z Szczebrzeszyna.

półkrwi

18

IX klasa

ubogi

Panacea, rozgrywająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Pią Wrz 09 2016, 13:28

Na starość? W takim razie starość nadejdzie szybko bo kręgosłup można sobie zepsuć naprawdę szybko, zwłaszcza, gdy się spędza większość czasu w szkolnych, niewygodnych ławach. A te tutaj nie były lepsze. Kolejny powód dla którego być może lepiej byłoby pozostać w zamku, tam przynajmniej łóżka i sofy były znośne.
Krystyna uśmiechnęła się w odpowiedzi szeroko ukazując nazębny metalowy diadem. Srebrny, smutny i prosty, bo te modne kolorowe przecież nie pasowałyby do Krystyny, tak powiedziała mama. Ciężko zaprzeczyć, kiedy się w rodzinie nikt nie liczy z twoim głosem. Podniósł ją na duchu jednak fakt, że sprzedał jej gorszego suchara, chociaż nie była pewna, czy dobór słowa 'sztywno' nawiązywał do faktycznego stanu, czy padł zupełnie przypadkowo. Na porno nawet się nie zaczerwieniła, dorastała z braćmi i przez grube szkła widziała doskonale co trzymają pod łóżkiem. I pod kołdrą.
- Ej – Nie zdążyła go upomnieć w bardziej zrozumiały sposób, bo już trącił paluchem jedno ze szkieł, więc Krysia zdjęła okulary i poczęła przecierać soczewki brzegiem swojej prostej, białej koszulki. Powiększały oczy, owszem, chociaż i bez tego Krystyna miała całkiem spore gałki, bez okularów zawsze jednak niespokojne, bo nie potrafiła skupić słabego wzroku na jednym obiekcie, zwyczajnie nie będąc w stanie zobaczyć go dokładnie. Spojrzała w miejsce, gdzie powinna znajdować się twarz Timona, ale żeby zobaczyć go wyraźnie musiałby być chyba dwa centymetry od niej, a to zazwyczaj znacznie utrudnia swobodną rozmowę. Zmrużyła powieki, ale to nic nie dało, oczywiście, więc po krótkim procesie czyszczenia szkieł włożyła je od razu z powrotem na nos.
- Myślisz, że nosiłabym je, gdybym widziała coś bez tych szkieł? – Zaskoczenie, co?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Pon Wrz 12 2016, 08:00

Tunder, małpeczko, nikt ci nie powiedział, że siedząc tak wysoko nad ziemią, nie powinno się wiercić? Tak bardzo uwiera cię towarzystwo Sergeia? A może myślisz, że już nic gorszego nie może ci się stać? Otóż nie – zapewniam, że może. Pewnie zbyt wsiąknęłaś już w świat pełen martwych, trochę siebie za taką również uważając. Ale uważaj, zaraz przekonasz się, jak bardzo żywa wciąż jesteś i jak daleko ci do opuszczenia tego łez padołu. Wystarczyło, że zechciałaś odwrócić się w stronę swojego rozmówcy, gdy ten zaproponował ci wspólny spacer. Tego się chyba nie spodziewałaś, prawda? Mało kto ostatnio poświęcał ci tyle uwagi, nikt nie zaproponował wspólnie spędzić trochę czasu razem. Nawet jeśli lubisz spacery, nigdzie się tym razem nie wybierzesz, bo nierozważny ruch, jaki wykonałaś, sprawił, że zachowywana do tej pory równowaga zeszła z belki szybciej od ciebie. A ty pognałaś zaraz za nią, w mało efektowny sposób spadając na ziemię, tuż przy rozmawiającym Adamie z Yurim.
I co, jak się czujesz? W porządku? Wszystkie kości całe? Na pewno nie.
Krystyno, tobie w tym powstałym zamieszaniu z wrażenia aż okulary spadły. Lepiej szybko je znajdź.

Tunder rzuca kością k6:
1, 2 – Upadek był naprawdę solidny, zamroczyło cię na dłuższą chwilę, dzięki czemu nie od razu poczułaś ból płynący ze złamanej lewej nogi. Paskudnie to wygląda, widziałaś kiedyś złamanie otwarte?
3, 5 – Wcale cię nie zamroczyło, każdą sekundę spędzoną w powietrzu, a potem już na ziemi, odczuwasz intensywniej, tak samo jak pulsujący z prawej ręki ból. To zdecydowanie nie jest tylko skręcenie, kości muszą być mocno pogruchotane.
4 – Może masz jednak więcej szczęścia, niż ci się wydaje? Chyba skończyło się tylko na paru boleśniejszych obtarciach i obtłuczeniach.
6 – To na pewno jeszcze nie czas, żebyś żegnała się ze światem. Mimo to ten niefortunny wypadek kosztował cię bardzo dużo. Ogromny siniak z tyłu głowy i złamany bark to nie wszystko. Noga chyba znowu będzie musiała zostać wsadzona w gips, choć to tylko skręcenie.
Powrót do góry Go down
avatar


Sankt Petersburg, Rosja

czysta

medium

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Alruana

PisanieRe: Stodoła   Pon Wrz 12 2016, 08:29

Proszę bardzo, weź ją spróbuj uwieść, Serg. Powodzenia, los ci w tym nie będzie sprzyjał na pewno, tak jak teraz, kiedy z odrobiną pomocy ze strony wiercącej się Tundry zrzuca ją na dół, można by rzec, zabiera ci ją sprzed nosa. A ty, Tunder? Nie mogłaś po prostu zaakceptować tego, że ktoś zwyczajnie zaprasza cię na spacer? To ci się nie zdarza, co małpo? Nie, nie zdarza nigdy, nic więc dziwnego, że nie wiedziałaś jak zareagować, wrzucona w sam środek takiej z pozoru zwykłej jak dla nastolatków sytuacji, siedziałaś jak owca w wielkim mieście. Wy nawet wiele wspólnego ze sobą macie, wiesz, Tunder, na Owcę też co chwilę spadały jakieś nieszczęścia.
- Ale... – Ale, ale co? Znowu ci w głowie miesza, znowu nie tego się spodziewałaś. No i na tym spacerze co? Mimowolnie chcesz chyba odsunąć się jeszcze troszkę, troszeczkę, ale gapiąc się na chłopaka nie trafiasz ręką na belkę, co za pech, co za skok.
Tunder, ty ofiaro losu, gorzej trafić nie mogłaś, nie tak dawno przecież ledwo gips ci ściągnięto po tym niefortunnym upadku, może ty po prostu nie powinnaś brać udziału w eventach? Jak nie urok to sraczka, tak powiadają, w twoim przypadku sprawdza się doskonale, niepowodzenie za niepowodzeniem, jesteś chodzącym przykładem na to, że bogowie mają ubaw rzucając maluczkim kłody pod nogi. A właśnie, jak tam noga? Nie tak źle jak ostatnio, co? Gorzej z tym barkiem. Jęknęłaś mimowolnie, trudno w momencie takiego bólu nie dać mu ujścia w jakikolwiek sposób, chociaż następną falę już stłumiłaś, zagryzając zęby na ramieniu zdrowej ręki, kuląc się na boku, podtrzymując poturbowaną drugą rękę. Jezu, daj już spokój, psujesz każdą imprezę na której się zjawiasz. I za każdym razem coraz gorzej. Na święta to się nawet nie pokazuj, bo jeszcze się szkoła zawali. Dobrze, że nikomu na głowę nie spadłaś, chociaż było blisko, parę centymetrów a biedny Adam z Yurim mieliby przez ciebie siniaki. Wstydź się, Tunder. Jeśli chciałaś uciec od kolegi to były na to lepsze sposoby.


Ostatnio zmieniony przez Tündér Szentgyörgyi dnia Sro Wrz 14 2016, 11:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Pon Wrz 12 2016, 08:29

The member 'Tündér Szentgyörgyi' has done the following action : Kostki


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Stodoła   Sro Wrz 14 2016, 21:59

Próg stodoły przekroczyliśmy prawie że w komplecie. Co prawda Aleks jeszcze się guzdrał i wlókł tam z tyłu, ale Milo i Bonię miałam przy sobie, więc mogłam uznać, że jesteśmy wszyscy, chociaż nieco rozrzuceni. Nie wiedziałam zresztą, czy Olek przypadkiem nie uzna, że lepiej zawrócić - w końcu mógł być wciąż na mnie zły mimo wysłania Boni w roli mediatorki - więc wolałam nie czekać na mrozie, szczególnie, gdy wokół tyle dziewiątek. Jak już mówiłam, dziewiątki były udręką. Fe.
Nie było jakoś szczególnie głośno, a przynajmniej nie tak głośno, jak bywało na szkolnych korytarzach, jakby wszyscy zostali nieco przygaszeni ponurą atmosferą Dziadów. Nie lubiłam takiej smętnej pół-ciszy, zdecydowanie pewniej czułam się wśród skocznej muzyki i śmiechów. Rozumiałam jednak, że nie zawsze można imprezować. Musiał nadejść też czas na zadumę, chwile pełne milczącego szacunku dla tych, którzy odeszli i urządzali sobie zupełnie inne przyjęcia.
Takie martwe. He. He. He... Nie no, Ilonka, spokój ma być. Pełna powaga.
W środku było cieplej niż na zewnątrz, ale niewiele. Wiatr wdzierał się przez szpary między wyglądającymi cokolwiek niesolidnie deskami, stanowiącymi coś, co chyba kiedyś przypominało ściany, sprawiając tym samym, że właściwie nie czułam znaczącej różnicy temperatury na dróżce i tutaj. Niemal machinalnie okryłam się szczelniej swetrem - i poczułam jakby ze zdwojoną siłą ciężar upchniętego w kieszeni kwiatu, który przypomniał mi również o tym, o co miałam wypytać Milana. Musiałam trzymać się blisko nich i najlepiej nie pozwolić naszej grupce się rozdzielić. Gdy byłam w pobliżu drużyny, czułam się lepiej. W końcu z nimi nic nie mogło się stać.
Zimnooo! — zakomunikowałam, jeszcze na potwierdzenie swoich słów obejmując się ramionami. — Ujemne temperatury to zło! Chyba, że pada śnieg. Wtedy to, wiadomo, inna kalkulacja. Wtedy może być nawet i minus pięćdziesiąt.
I wtedy coś huknęło, tak, jakby samo piekło chciało przedmiot upadku pochłonąć - podskoczyłam zabawnie, złapałam się za serce, bijące tak szybko i mocno, przypominając mi czasy, kiedy jeszcze w mugolskiej szkole biegłam na czas dobry kilometr (straszne, straszne wspomnienia) i dopiero po chwili rozejrzałam się niemądrze po stodole w poszukiwaniu źródła hałasu. I zauważyłam go, a raczej ją - blondynkę leżącą na starej podłodze. To chyba Tunder...? O bogowie, skąd ona spadła?
Chciałam już do niej podbiec i sprawdzić, czy wszystko w porządku, rzucić kilka zaklęć leczniczych, których nauczyłam się podczas przygotowań do egzaminów, ale wtedy przypomniałam sobie, że przecież zerwałam ten kwiatek. Pięknie.
Bogowie, nikomu nic się nie stało? Możesz wstać? — spytałam zaniepokojona, zbliżając się szybkim krokiem do miejsca całego zamieszania. Gdzieś mignęła mi jeszcze Krycha... bez okularów? Ale przecież ona jest ślepa jak kret!
Cholera jasna, miałam coraz gorsze przeczucia co do tego wieczoru.
Powrót do góry Go down
avatar


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Czw Wrz 15 2016, 08:03

Jeszcze nim świat spektakularnie zaczął się walić, zorientował się, że coś jest mocno nie w porządku. Dłonie niby od niechcenia – nawet nie z zimna, tak często przecież są ciepłe od krwi zawsze buzującej pod cienką membraną – wsuwa do kieszeni spodni, jakby jedyne, co go interesował to zajmowanie w tym momencie, w tym konkretnym miejscu jak najmniejszej ilości przestrzeni. Wystarczy chwila, a już czuje, że fiolka z wywarem tojadowym nie znajduje się na swoim miejscu. Że w ogóle jej nie ma tam, gdzie miała być przez cały wieczór, tak dla spokoju, dla pewności, dla zajęcia czymkolwiek myśli i rąk, gdyby miało być wyjątkowo nudno. Tylko, że już nie jest nudno i wie, że na pewno nie będzie. Choć to tylko małe znaki, wykrzykniki czające się w ciemnych kątach, niewidoczne dopóki ktoś nie zapali światła, to przecież są tam, zapełniając wolną powierzchnię i spychając na środek swoje ofiary.
(albo zrzucając je spod stropu.)
To było do przewidzenia. Nie dosłownie, coś jednak mówiło mu, że konfrontacja między Tunder, a Sergeiem nie będzie przebiegała tak, jak zazwyczaj przebiegają spotkania znajomych. Może dlatego nie zrywa się z miejsca, gdy huk na dłuższą chwilę przerywa prowadzone w stodole rozmowy. Ani wtedy, gdy pierwsze osoby zaczynają przedzierać się przez zebrany tłum, chcąc udzielić dziewczynie pierwszej pierwszej pomocy, nim nie zajmie się nią ktoś z ponadprzeciętną wiedzą medyczną. Dopiero kiedy widzi ruch ponad swoją głową, znaczący, że i Skarsgård gotowy jest zająć się swoją uciekającą rozmówczynią, podnosi się z siedzenia, ciągle z rękoma w kieszeniach przepychając przez tłoczące się w kole osoby ciasno otaczające Tundrę. Jesteś pojebana, ciśnie mu się na usta, ale z jakimś niewyobrażalnym smutkiem. Może dlatego, że leżąc taka, zdezorientowana, poobijana i z barkiem znajdującym się w dziwnym miejscu, wygląda bardziej niż żałośnie.
- Ramonta – próbując przedostać się jak najbliżej Tundry, raczej z mało zadowalającym rezultatem, rzuca w jej stronę pierwsze lepsze zaklęcie, mając nadzieję, że w jakikolwiek sposób obrażenia, jakich doznała są niegroźne. - Teraz ciężko będzie ci pewnie splatać nogi – prawie się uśmiecha, bezczelnie nawiązując do ostatniego otrzymanego od niej listu. Przynajmniej to na moment pozwala zapomnieć o problemie z wywarem.


Ostatnio zmieniony przez Łaǔryš Tarsiuk dnia Czw Wrz 15 2016, 08:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   Czw Wrz 15 2016, 08:03

The member 'Łaǔryš Tarsiuk' has done the following action : Kostki


'k6' : 4
Powrót do góry Go down
avatar

Sztokholm, Szwecja

czysta

19 lat

IX klasa

bogaty

PisanieRe: Stodoła   Czw Wrz 15 2016, 20:21

Nie ma teraz czasu na naiwne pytania czy próby, bardziej lub mniej udane, rzucania leczniczych zaklęć. Wie, iż w przypadku uszkodzonego barku najskuteczniejszą metodą na zniwelowanie bólu jest szybkość działania. Wie z doświadczenia. Doświadczenia, które, do tej chwili przeklinane, stało się w tej chwili jego sprzymierzeńcem. Dlaczego, Tunder? Po co to robiłaś? Znów zrobiłaś sobie krzywdę. Znów całkowicie pozbawioną sensu. Bezsensowne, puste cierpienie jest zaś najgorszym z możliwych. Kocie oczy mrużą się lekko, gdy z o wiele większą gracją i zdecydowanie mniej opłakanym skutkiem zsuwa się ze starej, skrzypiącej w proteście belki na ziemię, lądując na tyle daleko od Ciebie, by nie zwiększyć Twego bólu i na tyle blisko, by nikt nawet nie próbował go powstrzymać. Wątpił, aby ktokolwiek to zrobił, no, może jeśli nie liczyć tego wpatrującego się do tej pory w Ciebie młodzika, jednak nie zamierza ryzykować.
- Zaboli tylko przez chwilę, potem zabiorę Cię tam, gdzie Ci pomogą. Zamknij oczy...
Mówi, nachylając się nad Twoim powykrzywianym teraz w nienaturalny sposób ciałem, powoli, acz pewnie wsuwając pod nie blade dłonie. Zdaje sobie sprawę, iż zapewne nie będziesz tym zachwycona. Wie, iż podniesienie z ziemi nie będzie najprzyjemniejszym doświadczeniem, jakie zdobyć Ci się uda, wie jednak, iż zrozumiesz jego działanie, gdy udzielona zostanie Ci profesjonalna pomoc. W tej chwili zależy mu zaś tylko i wyłącznie na tym, aby ktoś kompetentny poskładał Cię w spójną całość. Wypuszczając powietrze z płuc omiata spojrzeniem najbliżej stojących gapiów, którzy, jakby intuicyjnie cofają się o krok i płynnym ruchem wstaje z zakurzonej podłogi, stabilizując Twoje ciało tak, aby żaden z jego kolejnych ruchów nie wywołał kolejnej fali bólu. Nie obchodzi go, co myślą inni. Nie ma znaczenia, czy zastanawiają się teraz czemu Ci pomaga. Czy myślą, iż pragniesz dokończyć jedynie dzieła zniszczenia. Musisz uzyskać pomoc. Teraz. W końcu obiecał sobie, że nie pozwoli Cię skrzywdzić. Najwyraźniej do listy potencjalnych zagrożeń, które czyhały na Ciebie każdego dnia musiał dodać również właśnie Ciebie, Tunder.
Powrót do góry Go down
avatar


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Stodoła   Czw Wrz 15 2016, 22:32

Stodoła zdecydowanie nie zrobiła na mnie wrażenia z zewnątrz. Dużo szpar, pozornie mało miejsca i drzwi, które przy otwarciu wpuszczały dużo mrozu. Dobrze, że chociaż wewnątrz ma być nas dużo, może razem nagrzejemy to miejsce.
Aż szkoda, że zmarli dodadzą otoczeniu chłodu... A przynajmniej tak kojarzyłam z opowieści ludzi, przez których przeleciał duch. Podobno to bardzo nieprzyjemne uczucie, a my teraz z własnej woli zaprosimy ich całą gromadę. Brrr...
Stojąc obok rudej prawie-siostry poprawiłam całe odzienie jakie na sobie miałam - dużo ryzykowałam, bo nałożyłam wszystkie swetry, które wzięłam ze sobą do szkoły. Bieda robi swoje, a jak nie dajcie bogowie coś się z nimi stanie... A zima przed nami. Choć może nie będzie tak źle. W końcu gdyby miało być to by nas tu nie puścili.
- Mimo wszystko wolałabym bez takich szaleństw. Mam ograniczoną liczbę swetrów - uśmiechnęłam się do Ilonki. - Znając was w taką pogodę mogę stracić je wszystkie podczas zimowych zabaw, a jakby nie patrzeć nie minął nawet grudzień - pokazałam jej język starając się, by to było w miarę dyskretne. Głupio by wyszło gdybym się zbłaźniła na tak poważnej i doniosłej uroczystości.
I nagle coś nieźle gruchnęło o glebę, aż odskoczyłam do tyłu, częściowo za Ilonę i Milana ze strachu. W pierwszym odruchu wyciągnęłam róźdżkę (jedyna znana mi metoda obrony) i dopiero wtedy wyjrzałam zza dziewczyny patrząc na moją współlokatorkę Kanię bez okularów i jakąś blondynkę w dziwnej pozycji. Cokolwiek właśnie się wydarzyło nie spodobałoby się pacyfistom...
I choć wszyscy zbliżyli się do leżącej zwracając na nią całą uwagę moją zwrócił pewien Litwin z przypadłością...
Aż musiałam pogrzebać w kieszeni i pomacać buteleczkę, by się upewnić, że wszystko będzie dobrze. Musi, prawda? Na pewno ktoś zna się na stłuczeniach, a ja miałam jak powstrzymać dodatkowe zagrożenie.
Widząc, że Ilonka i tak na mnie nie patrzy podeszłam niepewnie do Łaǔryša.
- Chyba mam coś twojego. Zgubiłeś coś chyba, nie? Na tej dróżce - powiedziałam do niego cicho nie chcąc siać dodatkowej paniki. Sama bym pewnie się wystraszyła dowiadując się o tym, że ktoś taki zgubił ważny dla niego eliksir... Tym bardziej, że księżyc nieźle daje.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

majętny

Alruana, Czarcie Włócznie

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 12:50

Nie zdążył się się porządnie wynudzić. W zasięgu wzroku pojawiła się znajoma sylwetka. Zmierzała prosto do niego. Co oznaczało, że on również został rozpoznany i wkrótce będzie miał towarzystwo. Yuri usiadł wygodniej na snopku siana. Przesunął się odrobinę. Ot, tyle żeby zrobić miejsce, gdyby znajoma osoba chciała przysiąść.
- Adam - odwzajemnił powitanie. Dłoń kuzyna była ciepła, najpewniej dlatego, że zabrał ze sobą rękawiczki. Yuri o takiej przydatnej rzeczy zawczasu nie pomyślał. Pozostało mu więc ogrzewać ręce w kieszeniach płaszcza. Jako takiego mrozu w stodole nie było. Powietrze robiło się cieplejsze od gromadzących się, stale przybywających na gusła osób. Żywe ciała wydzielały ciepło. A może któryś z nauczycieli, zdecydował się na dobry uczynek i dyskretnie rzucił zaklęcie rozgrzewające?
- Zależy co masz na myśli mówiąc sam - stwierdził - Chodzi ci o żywych czy zmarłych?
Akurat zebrało mu się na upiorne żarty. Widać ten wieczór miał specyficzny wpływ na umysł. W szczególności na taki umysł, który łatwo poddawał się atmosferze panującej podczas obrządków Dziadów. Umysł kogoś szczególnie wyczulonego na obecność duchów albo kogoś, kto usilnie szukał kontaktu z czyjąś duszą. Uświadomił sobie do czego prowadziły owe wnioski. Jaką odkrywały przed nim prawdę. Otrząsnął się natychmiast. Nie był żadnym medium. Od samego przebiegu ceremonii zależało, czy tacy jak on, zobaczą dzisiaj chociaż kawałek ducha. Nie było co desperacko czepiać się tej jednej nadziei.
Nie jesteś ciekaw, Yu?
Irytujące, natarczywe pytanie z przeszłości. Przedarło się przez odmęty pamięci i usilnie się do niego przyczepiło.
- Nieważne, tak mi się coś powiedziało - zapewnił kuzyna. Do tej nieważności słów usiłował przekonać zarówno Adama, jak i siebie samego. Adaś jeszcze utwierdzi się w przekonaniu, że jego aristova cześć rodziny to istne dziwaki. Niepotrzebnie popsuje sobie z tego powodu wieczór.  
Milczenie przerwał nagły rumor. Gwałtowny wybuch zamieszania. Yuri podskoczył, kompletnie zaskoczony, gdy coś, a raczej ktoś sfrunął z belki i niezbyt efektownie wylądował na ziemi. W niefortunnym lotniku rozpoznał Tündér. Zanim zdołał chociażby spytać, czy nic jej się nie stało (bezsensowne pytanie biorąc pod uwagę, że spadła z dość wysoka), dookoła zebrali się ciekawscy, zaniepokojeni uczniowie. Zamieszanie narastało. Posypały się komentarze, ktoś rzucił zaklęcie, ktoś podnosił poszkodowaną dziewczynę z ziemi.
Yuri podniósł się ze swojego miejsca i obejrzał na Adama.
- Lepiej rozejrzymy się za jakimś profesorem. Przynajmniej będzie wiedział, gdzie tu szukać uzdrowiciela.
I zapanuje nad tym chaosem.
Wspaniale, że tylu zmartwiło się wypadkiem Tündér, lecz troska nie powinna przyćmiewać zdrowego rozsądku. Wędrówka w chłodny, listopadowy wieczór po odludnej okolicy w poszukiwaniu pomocy była dość ryzykownym przedsięwzięciem. Zwłaszcza, że nie wiedziało się, dokąd się zajdzie.
Powrót do góry Go down
avatar


Kaliningrad, Rosja

błękitna

18 lat

IX klasa

bogaty

Panacea, Komitet Dyscyplinarny

PisanieRe: Stodoła   Sob Wrz 17 2016, 17:34

Być może jednak, że - gdyby tylko ją przy sobie miał - Adaś zażyłby tabaki. To w końcu też piękny staropolski zwyczaj. Na nerwy i strachy.
Wokół nie wyczuwało się strachu, wręcz przeciwnie: w miarę, jak schodzili się uczestnicy Dziadów, w stodole robiło się coraz głośniej, a z wolna także i cieplej. Adam, uścisnąwszy rękę kuzyna jak przystało na prawdziwych dorosłych (którzy wcale nie boją się duchów) zdjął i drugą rękawiczkę.
- Nie mów tak, dostanę zawału. - jednak nie. Jednak żarty o zmarłych chętnych, by mu towarzyszyć to zbyt wiele na delikatne i przyziemne usposobienie Adama. Zanim przysiadł koło kuzyna na dość stabilnym snopku, Adam wybadał ręką, czy czasem miejsca nie zajęło tam już coś, co za zakłócanie spokojnego pobyt gotowe jest odpłacić się dożywotnim nawiedzaniem.
Adam, gdyby kierować się rozsądkiem, doskonale znał wszystkie argumenty przeciw obawianiu się dusz zmarłych. Co roku na grobach wszystkich Wrońskich zostawiał z rodziną podarki, by udobruchać ich na wszelki wypadek. Nie wyrywał się na lekcjach okultyzmu, nie do końca zawierzając bezpieczeństwu rytuałów z obcymi duszami. Choć podobno gorszym zwiastunem jest, gdy przyśni się zmarły znajomy.
Adam był wdzięczny anatomii swojego mózgu za zapominanie snów tuż po przebudzeniu.
Rzeczywiście, atmosfera uroczystości z wolna i na niego zaczęła wpływać, a tajemnica, która na nich czekała mogłaby go nawet zainteresować. Gdyby tylko cisza i zmęczenie tego miejsca nie zostały przerwane rumorem żywych.
Adam nie zdążył nawet przyjrzeć się przyczynie zamieszania - tak szybko miejsce zdarzenia obskoczyli inni uczniowie gotowi do pomocy, jak również ci, którym nudziło się po prostu obchodzenie wnętrza stodoły w kółko w oczekiwaniu na guślarza.
- Chodźmy. - byłby zapytał, co się stało, ale w tłumie dostrzegł Ilonę, której bez wątpienia towarzyszyła Bogna. Adam nie chciał rozmawiać z nią w tak ponurej atmosferze i niejasnym zamieszaniu. Zapiął płaszcz pod szyję i ruszył ku drzwiom stodoły, spodziewając się na zewnątrz znaleźć pilnujących porządku nauczycieli.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Stodoła   

Powrót do góry Go down
 
Stodoła
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next


Skocz do: