IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Skałki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieSkałki   Nie Sie 21 2016, 18:27

Skałki

Dość przypadkowe skupisko kilkunastu większych głazów zalegających w niedużej odległości od pobliskich domostw. Ich ostre krawędzie często prowadzą do poważnych zranień lubiących bawić się na nich dzieci, w żadnym jednak wypadku nie zniechęca to ani jednego brzdąca do zaprzestania ryzykownych wspinaczek. Któż jednak oparłby się pokusie chłonięcia okolicznych widoków z tak dobrego punktu obserwacyjnego?
Powrót do góry Go down
Andriej Glazkov


Moskwa, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

uczeń

PisanieRe: Skałki   Nie Sie 21 2016, 20:56

Miał iść na cmentarz, a jednak, pomimo wieczornej godziny nie mógł zebrać się na ruszenie polną dróżką w jego stronę. Usiadł więc na jednej z niższych skałek i oparł łokcie o uda, spoglądając w dół na swoje stopy. Nagle poczuł, że ktoś siada obok niego, ale starał się zignorować nieznajomego, z uporem maniaka wlepiając wzrok ziemię. Czuł na sobie czyjś wzrok, co sprawiało, że stawał się coraz bardziej skrępowany.
Ludzie dużo o tobie mówią, wiesz? - usłyszał obcy głos.
- Co masz na myśli? - szepnął, w dalszym ciągu nie czując się w obowiązku spojrzeć na nieznajomego. Nie musiał patrzeć, by wiedzieć, że on tam był.
Mówią, że jesteś szalony.
- N-nie jestem. - nienawidził, gdy się jąkał, ale nie mógł nic na to poradzić, więc tylko położył dłonie na udach, łapiąc mocno za materiał czarnych spodni.
Tak? Więc dlaczego na mnie nie spojrzysz?
Dlaczego? Czy był zbyt przestraszony? Sam nie był pewien.
Spójrz na mnie, Andriej
Skąd nieznajomy znał jego imię?
- C-co? D-dlaczego? N-nie. - czuł, że jego ciało drży. Dłonie miał zaciśnięte tak mocno, że czuł jak te, niemal palą go od wewnętrznej strony.
Spójrz. Zobacz jak szalony naprawdę jesteś.
Nie mógł dłużej czekać. Rozluźnił mięśnie i biorąc jeden, szybki oddech uniósł głowę do góry, przekręcając ją nieco w lewo.
Nikogo tam nie było.
Był sam. Sam tutaj i sam na świecie. Sam w sercu i sam w głowie. Sam wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętał. Sam w rodzinie, sam ze znajomymi, sam w pokoju pełnym ludzi. Sam, kiedy się budził, sam każdego koszmarnego dnia, sam, kiedy w końcu nadchodziła ciemność. Był sam na sam z przerażeniem. Sam na sam z przerażeniem.
Z jego ust dobył się stłumiony krzyk, chłopak chciał odsunąć się do tyłu, ale ręka zsunęła mu się z kamienia i pociągnęła całe ciało za sobą, tak, że Andriej wylądował na plecach na ziemi, uderzając głową o jedną ze skałek. Wziął głęboki oddech, próbując uspokoić drżenie ciała, ale w dalszym ciągu nie podnosząc się z ziemi. Czy to Bóg karał go za grzechy? Robił kawał, żeby nie było za nudno, myślał sobie "wszystko masz dobrze, więc dopierdolę ci ciągłe egzystencjalne lęki, żeby nie było, że masz raj na ziemi"? Rozważał tę opcję.
Powrót do góry Go down
Vanya Zaharkov

Moskwa, Rosja.

półkrwi

18

IX klasa

biedny

medium

PisanieRe: Skałki   Nie Sie 21 2016, 21:34

Vayna też uciekał dziś przed światem.
Był już zmęczony szkolnym gwarem, piętrzącą się stertą rzeczy do zrobienia i dziwnym rodzajem samotności w tłumie, który sprawiał, że im otaczała go większa ilość ludzi tym czuł się ze sobą gorzej. Najbardziej, jak zwykle zresztą, męczył się jednak sam. Wytchnieniem, jak zwykle, okazało się wyłączenie myśli, a nigdzie nie dało się zapomnieć o tym całym otaczającym człowieka syfie lepiej niż na świeżym powietrzu. Oparł się o jedno z drzew rosnących tuż przy stercie dziwnych skał, zsunął się po pniu w dół i usiadł, otwierając szkicownik na kolanach. Artystą był marnym, ale kreślenie różnych wzorów, postaci czy scenerii w przyjemny sposób sprawiało, że dziwna łączność, którą półświadomie nawiązywał z zaświatem jako medium i której ani trochę nie rozumiał, jakby trochę słabła. Nienawidził tego daru, zbyt często zdawało mu się, że widzi błąkające się dusze, a w październiku, podczas obrzędów takich, jak właśnie dziady, wszystko było to, co odczuwał było nieznośne dwukrotnie bardziej. Dziś miał jednak więcej szczęścia niż przypuszczał. Wystarczył moment, a poczuł się lepiej, zupełnie tak, jakby samo przebywanie w tym miejscu zdjęło mu z ramion niewidzialny ciężar. Narysował zarys skał, które widział przed sobą, a także cienki kontur sylwetki Andrieja, który usiadł na jednej z nich chwilę później. Autoterapia. Uśmiechnął się w jego stronę, choć nie sądził, by ten w ogóle zdawał sobie sprawę z jego obecności. Vanya siedział w pewnej odległości od skał, osłonięty dodatkowym cieniem konaru drzewa i właściwie nieruchomy, a jego przyjaciel wyglądał na zbyt pogrążonego we własnej głowie by być w stanie dostrzec cokolwiek, poza podsuwanymi przez nią obrazami. Przez moment nie traktował go jak żywego człowieka, a raczej jakiś posąg, który nieudolnie próbował naszkicować, ale cała magia tej dziwnej chwili skończyła się w momencie, w którym usłyszał krzyk upadającego na ziemię chłopaka. Poderwał się, podbiegł do niego w przeciągu kilku sekund i opadł na kolana, tuż obok młodszego. - ...Rany, Andriej, nic Ci nie jest? - Spytał, wyciągając doń rękę. Dopiero z tej odległości był w stanie dostrzec w jego oczach przerażenie. Rozejrzał się nerwowo, wiedziony jakimś dziwnym instynktem, ale nie zauważył niczego niepokojącego. Chłodny wiatr delikatnie poruszał drzewami, ale poza szumem liści było kompletnie cicho. - Śmiertelnie mnie wystraszyłeś.
Powrót do góry Go down
Andriej Glazkov


Moskwa, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

uczeń

PisanieRe: Skałki   Nie Sie 21 2016, 22:22

Tak łatwo cię przestraszyć. Wiesz, byłoby ciekawiej gdybyś faktycznie coś zrobił. Ale jesteś zbyt słaby. Zbyt brzydki. Zbyt głupi.
Andriej odchylił głowę do tyłu, spoglądając na niebo. Ta pora to nie była ani noc, ani dzień, ani nic pomiędzy. To było wszystko naraz i zachmurzone niebo jako dodatek gratis. Nie słyszał żadnych kroków, chyba jeszcze był zbyt otępiały po tym wszystkim żeby zachować czujność. Gdyby wiedział, że ktoś się do niego zbliżał to postarałby się choć zachować pozory zrównoważonego psychicznie.
Andriej drgnął delikatnie i odwrócił się w stronę przybysza, gdy jego twarz zasłoniła mu niebo. Jęknął i przymknął ślepia, czując ból. Wcześniej aż tak tego nie odczuwał. A może to kompletnie co innego? Jakaś zaraza, która opanowała jego organizm?
Odczekał sekundę i zaraz wciągnął energicznie powietrze, podpierając się rękami z tyłu i podnosząc do pozycji siedzącej. Po chwili był już w stanie spokojnie unieść wzrok na twarz przyjaciela, widząc w jego dużych, jasnych oczach odbicie własnej twarzy - krzywego nosa, za dużego czoła i nieproporcjonalnego podbródka. Skierował głowę na bok, chcąc pozbyć się widoku.
- N-nie. W porządku. - odparł, choć jego drżący głos nie był zbyt przekonujący. Nic nie mógł na to poradzić - życie potoczyło mu się fałszywą drogą, a kontakt z ludźmi wywoływał tylko wewnętrzny monolog, strach i niechęć do samego siebie. Upadł już tak nisko, że gdyby miał do wyboru rzeczywistą miłość lub przeczytanie dobrego romansu, wybrałby książkę.
Gdy Vanya odezwał się ponownie, Andriej jeszcze przez chwilę wpatrywał się w ziemię, po czym znów uniósł wzrok na towarzysza. Czasem bardzo marzył o przyjęciu zimnej twarzy egoisty, by móc robić co mu się żywnie podoba, bacząc jedynie na własną korzyść. Jednak to nie miało racji bytu. Czuł się jak przywiązany niewidzialnym łańcuchem, a nawet może niewolnik. Ale on chciał być takim sługą, tylko by brnąć ku boku edenu. Nie miał pomysłu na życie - taka była prawda. Chciał po prostu być wolny - Odyseusz, którego Itaka nie istniała.
- P-przepraszam, to nic takiego. N-nie chciałem.
Złapał za dłoń wyciągniętą ku niemu i z pomocą blondyna podniósł się z ziemi. Przez chwilę stał na prostych nogach, ale nie minęło więcej niż 10 sekund, gdy jego oczy się załzawiły, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Nastolatek opadł powoli do tyłu na jedną ze skałek i usiadł, zakrywając twarz dłońmi.
Niestabilność emocjonalna. Niczym choroba, jakaś zemsta za to, że się urodził. Klątwa. Nienawidził się za to. Niena, kurwa, widził.

Powrót do góry Go down
Vanya Zaharkov

Moskwa, Rosja.

półkrwi

18

IX klasa

biedny

medium

PisanieRe: Skałki   Pon Sie 22 2016, 17:29

Tak, głos młodszego zdecydowanie nie był przekonujący, głównie dlatego, że oczom blondyna nie umknął też wystraszony wyraz jego twarzy. Nie było powodu do obaw, przynajmniej nie takich, które zagrażałyby komukolwiek, poza Andrejem, ich prawdopodobnym sprawcą i przyczyną, więc Vanya, chcąc nie chcąc, trochę się uspokoił. Chciał mu dodać otuchy, ale nie miał nawet pojęcia, jak się za to zabrać. Dotąd nigdy nie został postawiony w takiej sytuacji, a to, co teraz widział uświadomiło go tylko, że kurewsko niewiele wie o Glazkovie. Co też ten dzieciak musiał przeżyć, że telepie się cały, kiedy zostaje sam, że widocznie bije się z myślami i że, co zaniepokoiło Ivana chyba nawet bardziej niż wcześniejszy krzyk, momentalnie wybucha płaczem, jakby miał problemy ze zbyt rozchwianą emocjonalnością.
Westchnął i przykucnął. Opadł na kolana, tuż przy nim, a jedną z dłoni ułożył na udzie chłopca, jakby chcąc mu w ten sposób dodać otuchy. Chciał coś powiedzieć, ale na myśl nie przychodziło mu nic, co nie byłoby żałośnie głupie, więc klęczał tak przy nim przez chwilę w milczeniu, czekając aż ten trochę się uspokoi. Płacz czasem działał jak plaster na rany duszy, toteż Vanya uważał, że czasem trzeba sobie na niego po prostu pozwolić. Wziął go w objęcia, wiedziony jakimś dziwnym instynktem i nieodkrytą dotąd troską i ostrożnie pogładził po plecach, jak małe, płochliwe zwierzątko, którym zresztą teraz w jego głowie był. Będzie dobrze. Nieważne co się stało, co się dzieje i co nastąpi. Czuł jakiś wewnętrzny przymus, by go chronić. Tylko czy dało się ochronić człowieka przed nim samym?
Powrót do góry Go down
Andriej Glazkov


Moskwa, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

uczeń

PisanieRe: Skałki   Pon Sie 22 2016, 22:06

Największym problemem Andrieja było to, że nie potrafił w żaden składny, zrozumiały sposób zrelacjonować swego życia i przewijających się przez niego problemów. Może była to kwestia emocji, które zwykły brać nad nim górę i wręcz wizualizować się w wyrazie jego twarzy, w jego oczach, w postawie - we wszystkim. Każde wydarzenie odczuwał tak jakby rozegrało się kilka, może kilkadziesiąt minut temu, a nie na przestrzeni lat. Przeszłość nie mogła i nie chciała go opuścić, trzymając w szponiastych łapach niczym bezbronne zwierzę. Powtarzała mu, wręcz krzycząc prosto w twarz - to twoja wina. W takich chwilach nie liczyło się to czy było to prawdą, bo Andriej to jako prawdę odbierał. Niepowstrzymanie czyjejś śmierci, oskarżenia, zdrady, problemy, kłótnie, rozbite rodziny; to był on, on, on. Dlatego zawsze za wszelką cenę starał się milczeć odnośnie swej historii. Nie robił tego z racji braku kultury, a tylko po to, aby uspokoić własny, słaby umysł. Podtrzymywał ów technikę już tak długo, że sam nie potrafił się od tego uwolnić.
Nastolatek poczuł jak Vanya obejmuje go w torsie. Pozwolił mu na to, samemu przechylając się nieco do przodu. Siedział i czekał i ciało zwolniło i umysł zwolnił i przestał się trząść i był spokojny.
On cię nie lubi. Udaje. Jesteś dla niego zbyt brzydki.
Andriej zdawał sobie sprawę, że to w nim tkwił problem. Był tego wręcz pewien i szczerze się za to nienawidził. Być może była to egoistyczna myśl, ale gdy Vanya go objął, Andriej pomyślał, że nie potrzebował w życiu nikogo więcej. Tylko siebie i jego. Ale nie miał żadnej z tych rzeczy. Był nikim.
Odetchnął cicho i odchylił się delikatnie do tyłu, wycierając twarz rękawem swetra.
Beksa.
Nastolatek uniósł głowę nieco wyżej, a jego krzywo ścięte, nieco przydługie włosy opadły na czoło. Andriej jeszcze raz spojrzał na ziemię, zanim odważył się nawiązać kontakt wzrokowy z towarzyszem.
- Przepraszam. - na jego zaczerwienionej twarzy pojawił się niewielki, nieśmiały uśmiech, więc 17-latek pochylił głowę w dół, powodując, że gęste, miękkie włosy niemal zasłoniły cieniem jego jasne oczy o rzadko spotykanym, acz niezbyt ładnym odcieniu szarości.
- Nie uczestniczyłem wcześniej w Dziadach. - zmienił dość drastycznie temat, odchylając głowę do tyłu, tak jakby z całej siły starał się uniknąć bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Wypowiedziane zdanie było chyba najlepszym na co było go w tym momencie stać.
Powrót do góry Go down
Vanya Zaharkov

Moskwa, Rosja.

półkrwi

18

IX klasa

biedny

medium

PisanieRe: Skałki   Wto Sie 23 2016, 13:25

Gdyby Andriej wiedział, co tak naprawdę myśli o nim Zaharkov albo by trochę się uspokoił (w co akurat blondyn wątpił) albo – biorąc pod bardziej prawdopodobną opcję - zwyczajnie wyparłby te informacje, jak wszystkie, które nie czyniły go ofiarą przed sobą samym. Czy faktycznie miał powody, by być aż tak niepewnym siebie, przedziwnie zakompleksionym i rozemocjonowanym? Był, w gruncie rzeczy, całkiem mądrym dzieciakiem. Dobra, może nie o urodzie modela, ale wcale nie brzydkim. Z tym smutkiem było mu do twarzy, jakoś naturalnie. Przesunął dłonią po mokrym policzku, ocierając te łzy, których nie pozbył się rękaw swetra chłopaka, a potem uśmiechnął się łagodnie, z trudem tłumiąc pełne ulgi westchnienie.
Dobrze, że się uspokoił, pomyślał.
Vanya, poza tym głupim kontaktem fizycznym, nie miał już żadnego innego pomysłu na to, by jakkolwiek mu pomóc, a nienawidził bezsilności. Przerosłaby go. A co robił z problemami, którym nie potrafił sprostać? Uciekał od nich, a z jakiegoś powodu nie chciał przestawać uczestniczyć w jego życiu.
Puścił go, wyprostował się nieco, przykucnął, coby nie brudzić bardziej kolan i zgarnął kilka nierównych kosmyków z jego czoła.
- Przeprosiny przyjęte. - Mruknął. W sumie nie był mu nic winien, ale po co się o to kłócić? Na zmianę tematu zareagował rozbawieniem. Pokręcił głową, a jasne loki przysłoniły mu część twarzy. Może to i dobrze? Czasem miał wrażenie, że z tym chłopaczkiem trzeba obchodzić się jak z jajkiem, nie chciał więc, by pomyślał, że śmieje się z niego.
- Ja też nie. Nie wiem na ile wierzę w takie brednie. - Odparł zaraz, ale chyba kłamał. Dusze zmarłych były mu bliższe niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, ale wolał udawać, że jest w zupełności normalny. Nie potrzebował wymuszonej troski. Nie sądził też, by wcześniejszy stan Glazkova był wywołany strachem związanym z tym obrzędem, ale uznał, że bezpieczniej będzie, jeśli tak założy. Nie miał zamiaru zmuszać go do jakichkolwiek wyznań, szanował jego prawo do zachowywania pewnych rzeczy dla siebie samego, nawet, jeśli uważali się za coś w rodzaju przyjaciół. - ...Ale, jeśli się trochę boisz, to służę. Ramieniem, ciepłymi dłońmi, którymi zasłonię Ci oczy i chusteczką na katar. W życiu trzeba sobie pomagać. Myślałeś o jakimś talizmanie? Ponoć istnieją zioła czy skały, które pomagają trudnym myślom zniknąć.
Powrót do góry Go down
Andriej Glazkov


Moskwa, Rosja

czysta

17 lat

VIII klasa

przeciętny

uczeń

PisanieRe: Skałki   Wto Sie 23 2016, 18:49

Andriej od zawsze żył w baśniowej, wyimaginowanej krainie, oczywiście o wiele mroczniejszej nawet od ciemnego lasu z bajki o Czerwonym Kapturku. W prywatnej, wręcz intymnej baśni chłopaka sen przeplatał się z jawą, tworzył różne scenariusze, podsuwał mu kolejne pomysły. Pamiętacie bajkę o Alicji? Przypominała Andrieja, wciąż ścigała białego królika chcąc go schwytać, dopaść. Jednak za każdym razem, gdy chciała zacisnąć swoje małe piąstki na jego puszystym, mięciutkim futerku, on uskakiwał, albo przyspieszał. Ale w przeciwieństwie do niej, 17-latek w końcu nie wpadł do baśniowej krainy. A może jednak wpadł, tylko sam tego nie zauważył? Może ciągle biegł przez nią, ale to go nie obchodziło. Jego szare oczy skupione były tylko i wyłącznie na śnieżnobiałym króliczku, króliczku, którego nigdy nie miał dogonić. A może nie powinien porównywać się w ten sposób? Może Alicja wcale nie wpadła do żadnej pięknej krainy, tylko po prostu coś brała, bo przecież, ma foi, wcześnie teraz dzieci zaczynały. Szalony kapelusznik, biały królik w kamizelce i znikający kot. Może to nie kot znikał? Może to mózg dziewczynki przestawał funkcjonować, przestawał być zdolny nawet do delirycznego majaczenia. Ustawały czynności. Innymi słowy, Alicja umierała. Tak jak i on.
Chłopak odgarnął włosy z czoła i wypuścił ustami obłoczek pary. Vanya był chyba jedyną osobą, jaką znał, którą Andriej mógł uznać za przyjaciela. Właściwie on w ogóle nie utrzymywał zbyt dużego kontaktu z ludźmi. Raz tylko, w trzeciej klasie zaprzyjaźnił się z dziewczyną o imieniu Zoya. Była lubiana, piękna i inteligentna. Uprawiała sport i miała świetne oceny. Nie wiedział, dlaczego chciała się ze nim zaprzyjaźnić, ale chciała. Zaczęło się, kiedy przesłała mu liścik na lekcji. W liściku napisała, że nie wydawał się taki okropny, jak o nim mówią. Odpisał jej żeby lepiej uważała, bo jest jeszcze gorszy, niż o nim mówią. Roześmiała się i miał przyjaciółkę. Zaczęli siadać na lekcjach obok siebie, wracać do domu razem, wybierać się na weekendowe spacery po parku. Ludzie zastanawiali się, dlaczego się z nim zadawała, i zastanawiali się, co ona w nim widziała, i mówili jej, że nie powinna tracić na niego czasu, ale ona ich ignorowała. Miała zbyt wiele zalet, żeby ktokolwiek utrudniał jej życie z powodu ich przyjaźni, więc udawali, że nic między nami nie było. W połowie szóstej klasy Zoya poznała chłopaka, który zabrał ją na randkę nad rzekę. Dotarła tam i świetnie się bawiła, ale w drodze powrotnej, gdy próbowali oboje przebiec przed pociągiem przez tory, nie zdążyli i Zoya zginęła na miejscu. Była lubiana, piękna i inteligentna. Uprawiała sport i świetnie się uczyła. Była jego jedyną przyjaciółką. Przejechał ją pociąg i zabił. Przejechał ją pieprzony pociąg i zabił.
- Brednie? - słowo wydostało się z jego ust, zanim zdążył zastanowić się nad jego sensem. Czyżby popadał w jakąś lekką formę echolalii? Czy miało to coś wspólnego z głosem w jego głowie? Nie chciał się nad tym zastanawiać.
Dopiero potem, gdy Vanya wygłosił monolog, Andriej nie miał już gdzie odwracać wzroku i jego szare oczy wylądowały na licu blondyna, przyglądając mu się uważnie, aczkolwiek nie nachalnie. Dopiero, gdy rówieśnik skończył mówić, An odwrócił wzrok na bok, bo to niegrzecznie przyglądać się komuś zbyt długo. A już szczególnie ładnym osobom.
- Nie wierzę w talizmany. - mruknął cicho, kopiąc butem niewielki kamyczek, który potoczył się 10 centymetrów przed siebie, po czym znów stanął w miejscu. - Za bardzo zawiniłem, by mógłby mi pomóc wisiorek. - dodał i podniósł się do pozycji stojącej by uniknąć niezręcznej ciszy.
- Ale jeśli chcemy zdążyć, chyba powinniśmy chyba ruszać. - dodał, a jego usta rozszerzyły się nieco, ukazując białe zęby i powodując, że na policzkach chłopaka pojawiły się niewielkie dołeczki. Faktycznie. Wcale nie był ładny. Dopóki się nie uśmiechnął.
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Skałki   Pią Sie 26 2016, 22:39

Hola, moi drodzy! A gdzie to się zamierzacie wybrać? Myślicie, że dusze zmarłych nie wyczują waszego sceptycyzmu odnośnie dedykowanego im święta? Może lepiej by było, gdybyście jeszcze chwilę tu zostali, zastanowiwszy się nad waszym udziałem w tym obrządku, by nie sprowadzić na siebie – brońcie bogowie! – jakiegoś nieszczęścia. Chwila zawahania przed ruszenie w dalszą drogę nie jest długa, wystarczająca jednak, by Andriej, zauważywszy rozwiązane u siebie sznurowadło, zawiązując je napotkał wzrokiem młody krzak szałwii białej, rośliny wyjątkowo rzadko spotykanej. To w nią, drogi chłopcze, planowałeś się zaopatrzyć podczas kolejnego wyjścia do Petersburga. Zrywasz zatem kilka gałązek, bo skoro możesz zaoszczędzić kilkadziesiąt rubli, to dlaczego nie miałbyś dopuścić się tego drobnego aktu wandalizmu na okolicznej florze. Vanya tymczasem zainteresował się osobliwym, majaczącym w oddali kształtem wolno sunącym po polu. W zapadającym zmierzchu trudno ci jednak dopasować go do czegokolwiek znanego. Może to tylko omamy? Może znak, że duchy zaczynają się zbierać i czas na dołączenie do reszty uczniów zapewne już tłoczących się w stodole razem z mieszkańcami Czyszek i resztą przybyłych osób? A może przypomnisz sobie, z jakim niebezpieczeństwem zazwyczaj liczyć muszą się błąkające się dusze?
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Skałki   

Powrót do góry Go down
 
Skałki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: