IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisanieCmentarz   Nie Sie 21 2016, 18:27

Cmentarz

Stary cmentarz w Czyszkach nie jest szczególnie duży, bo i wieś do sporych nie należy. Składa się nań kilkadziesiąt alejek, z których spora część, znajdująca się najdalej od bramy wejściowej, jest mocno zaniedbana: rośliny zaczęły się już rozrastać, zasłaniając płyty nagrobne, poustawiane gdzieniegdzie ławeczki ani trochę nie zachęcają do spoczęcia na nich, w obawie przed przedwczesnym wybraniem się na drugi świat, a pomniki aniołów, których czas pozbawił twarzy, straszą miast dodawać otuchy i nadziei.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Nie Sie 21 2016, 21:50

Rita, czy widzisz Pański Krzyż?
Widzisz, a nawet więcej niż dwa tuziny, między pochylonymi aniołami. To nie nad tobą one się chylą, nie tobie chcą udzielić pomocy ani nie twoje wciąż pełne życia ciało opłakać, zasłonięte załamanymi rękami.
Duszeczko, nie słyszysz tych, co tu mieszkają. Szkoda? Nie. Wystarczą ci ich twarze. Głosy, wrzeszczące i umęczone byłyby już zbytkiem.
Przyjrzyj się zblakłym tablicom, zatartym imionom, pożegnaniom powtarzanym wciąż i wciąż przy każdej wizycie, posążkom aniołków przy grobach niewiele większych niż pudełko od butów.
Nie jesteś tu dla siebie.
Na wielu z grobów nie ma nic prócz zeschłych chryzantem i dawno wygasłych zniczy. Zbierz je, Rito, wybrudź błotem rękawiczki z podróbki futerka gronostajów. Zapal przyniesione świeczki w zwykłych glinianych miseczkach. Dzięki rzuconemu rano zaklęciu, ogień będzie się palił przez równo rok. Do następnych Dziadów.
Na grobach dzieci zostaw po karmelku, wszak tak się należy. Przysiądź na rdzewiejącej ławeczce, słuchaj i czekaj. Myśl, choć nie wiesz, o czym. Nie myślisz przecież o śmierci.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Sro Wrz 07 2016, 21:52

To właśnie dzisiaj świętuje się Dziady – zwyczaj obecny wciąż na Słowiańszczyźnie, choć stopniowo zanikający w Rumunii. Są jednym z tych obrzędów, które zostały wyparte przez współczesność; nie można jednak powiedzieć, że tradycja i folklor zanikła w każdym miejscu. Pojedź choćby do Maramureszu – tam zobaczysz wolno sunące furmanki na ulicach, babcie w ludowych strojach z wiklinowymi koszami po brzegi wypełnionymi owocami i mężczyzn w słomianych kapeluszach ciężko pracujących w polu. Są niezwykle religijni, lecz nie niezdrowo fanatyczni. Wierzą jednak, że dusze pragną. Chcą się napić i najeść tak jak żywi. Dlatego przygotowuje się jedzenie: cozonac, gogosi, gołąbki, śliwowicę i wiśniówkę, żeby potem iść na cmentarz i się z nimi dzielić. Ja z kolei w granatowym plecaku na ramionach mam tylko lubczyk, który ma odstraszać agresywne duchy, pączki z bryndzą w niedużym pudełeczku i starą piersiówkę zapełnioną do połowy domowej roboty alkoholem. By godnie świętować razem ze zmarłymi. I z Ritą, moją drogą Ritą, która właśnie siedzi samotnie na zardzewiałej ławeczce.
- W Rumunii mamy Wesoły Cmentarz, jedyny taki na całym świecie – zaczynam opowiadać, w międzyczasie zajmując miejsce obok niej i ze zmrużonymi oczami patrząc przed siebie. – Krzyże na nagrobkach są bajecznie kolorowe i zdobione różnymi motywami zwierzęcymi i roślinnymi, wierszyki na płaskorzeźbach w zabawny sposób przedstawiają życie i okoliczności śmierci zmarłego, a karykaturalne portrety pokazują za to postacie wykonujące zwykłe codzienne czynności – mówię z wyraźnym zafascynowaniem w głosie, lekko gestykulując rękoma i demonstrując Margaricie wszystko na pomnikach. I nagle śmierć już nie jest aż taka straszna i ponura jak ją kreują, co?
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Czw Wrz 08 2016, 20:30

Szkoda, że nie ma tu dywanu. Perskiego, w piękne wzory, po którym przyjemnie sunąć stopami podczas czytania. Jeśli bliżej się przypatrzeć, widać nawet, jak włosie kładzie się na drugą stronę: można zostawić trwały ślad. Zniknie dopiero, gdy własną ręką go zmażesz. Ty decydujesz, co jest prawdą, a to wszystko dzięki dywanowi.
Śmierć nie byłaby aż tak straszna, gdyby na cmentarzach było trochę cieplej. Nie dbasz o kolory czy światełka - tym i tak żywi obwieszają się w nadmiarze, a ty, moja piękna wiedziesz im prym.
Hemingway (a może kto inny, ale to Hemingway ma tak charakterystyczny dorobek historyjek smutnych) powiedział kiedyś, że najmniejsze trumny są największym ciężarem. Widzisz kątem oka skupisko maleńkich krzyżyków i swoje tanie karmelki. Zabawiłaś się nawet przez chwilę liczeniem, jak długo żyły. Rok, trzy miesiące. Na kilku daty urodzin i śmierci były tą samą cyferką.
A co z trumienkami, w które wkładasz swe marzenia, Rito? Jak bardzo dokucza ci ich ciężar, czy dzisiaj przyszłaś opłakiwać również tę stratę? Masz ją przecież na własne życzenie, nie trzeba ci było uczyć się myśleć.
Uśmiechnij się. Zapachniało chlorowaną wodą wprost z fontanny zdobiącej ogrody pałacu Schönbrunn. Słodką, mocną kawą z wiedeńskiej kafejki. Zdaje ci się nawet przez moment, że słyszysz wyszczekiwane w tle rozkazy rozstrzelania.
Ukraina inaczej pamięta niemiecki niż pałacowe komnaty.
- A tu mamy szarą i niezachęcającą breję, która nawet nie spełnia zamierzonej funkcji dydaktycznej. - Dzień dobry, Dionizeńku. Uściśnij dłoń przyjaciela, zabierz od niego trochę ciepła, wesprzyj ramieniem swą rumuńską bratnią duszę. Za nim wszędzie pojedziesz, i do Maramureszu i nawet na ten wesoły cmentarz. Jesteś dość śmieszna, by nawet bez karykatury ludzie parskali mijając twój pomnik, fraszeczko ty moja zgrabna. - Ale ciekawe to, co mówisz. Może masz już jakiś wierszyk o moim życiu?
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Pią Wrz 09 2016, 01:34

Coś w tym zasmucającym fakcie musi być, że najmniejsze trumny są największym ciężarem – zwłaszcza dla rodziców, którzy są zmuszeni borykać się z tym trudem przez całe życie. Bo śmierci własnego dziecka nie zapomina się na pstryknięcie palcami; ta świadomość i pamięć o tym wydarzeniu zawsze gdzieś czai się z tyłu głowy i nawiedza, gdy jesteśmy najsłabsi. Odnoszę jednak wrażenie, że chyba łatwiej pogodzić się z odejściem dorosłego człowieka niż tego, który nawet nie miał okazji poznać tego świata. Zachwycającego na swój sposób, choć jednocześnie nierzadko okrutnego i niesprawiedliwego. Nie dla każdego przeszłość przecież była łaskawa: statystyki pokazują, ilu ludzi choćby zabrał ze sobą Wielki Głód na Ukrainie. Dziś o tym się nie mówi, zmienia się historię, bo to przecież niewygodny temat. Ale prawda jest jedna i to ją trzeba pielęgnować, a nie umywać ręce od zbrodni. Nawet my, Rumuni, wraz z Niemcami dopuszczaliśmy się brutalnych czynów właśnie na tych ziemiach.
- To prawda – zgadzam się z jej słowami, z westchnięciem zaglądając do plecaka i ostrożnie wyciągając z niego niewielkie pudełeczko. – Jeszcze nie mam, ale wiedz, moja droga, że na pewno wymyślę dla ciebie coś interesującego, gdy już zdecydujesz się opuścić nasz ziemski padół – dodaję po chwili, puszczając w jej kierunku perskie oczko i podsuwając pod nos smakołyki. Myślę sobie, że wolałbym spocząć już na takim Wesołym Cmentarzu niż tutaj, gdzie nikt o mnie by nie pamiętał. – To gogosi, rumuńskie pączki z bryndzą. Spróbuj, są bardzo smaczne – zachęcam ją śmiało do degustacji, gdyż podczas Dziadów nie wypada odmawiać, lecz celebrować ten szczególny dzień ze zmarłymi. Zaraz część z nich położymy na tych szarych nagrobkach, obok twoich karmelków, Rito.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Sob Wrz 10 2016, 18:01

Rita nie dźwigała jeszcze nigdy trumny. Nie takiej, w której spoczęło coś, czemu dano wziąć swój pierwszy oddech. Nie lubisz dzieci, królowo, ani tych żywych i hałaśliwych ani przedwcześnie zmarłych. Ty przecież umiesz je ocalić. Zabrać ich twarz do swojej pamięci, w okamgnieniu zmienić się nawet w płaczącego berbecia. Umiesz ocalić życia skazane na stratę, powinnaś w ramach działań charytatywnych chodzić co miesiąc po więziennej zielonej mili i patrzeć na skazańców, zapamiętać ich twarze. To, jak kładą ręce na podołki w geście pokory okazywanej poniewczasie. To, jak plują pod nogi tym, którzy cieszą się wolnością.
Każdy źle znosi śmierć dziecka. Własnego, bo nie było nawet czasu się nim nacieszyć. Sprawdzić, czy dorośnie do takiego charakteru jaki wystarczy na naprawienie rodzicielskich błędów z ich własnej młodości, na realizację planów wyprowadzonych przez dziewięć miesięcy oczekiwania na wiele, wiele lat abstrakcyjnego życia.
Cudzego, bo skoro wszyscy muszą się męczyć z tym światem, dlaczego niektórym odpuszcza się tak szybko? Wcale nie są za słabi, słabym dla przykładu nie szczędzi się życia.
Żałoba za dziećmi jest samolubna, jak każda.
- Możesz zacząć od: przychodzi baba do lekarza. - Jaka jesteś pomocna, moja złota, jak panicznie wpatrujesz się w szlachetną twarz przyjaciela. On, jeden z nielicznych, być może zapłacze po tobie. Tobie, która nie myślisz o przyszłości ani pożegnaniach. O przeszłości też nie myślisz: oto, jak cmentarz nie spełnia swojej funkcji. Wszystko powinno tu uświadamiać gościom, że wcale gośćmi nie są. Że złe czasy, jakich ofiarą padły leżący tu ludzie wcale się jeszcze nie skończyły. Przeniosły się tylko, znudzone. Jak ty.
Kiedyś będziesz dręczyć kogoś innego swoją bliskością i oddaniem. Teraz poczęstuj się pączuszkiem.
- Z czym? - Przecież to nawet nieważne. Ufasz mu nade wszystko, życie byś mu powierzyła. Spróbuj więc.
- Smaczne. Dziękuję.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Wto Wrz 13 2016, 12:49

Mam tylko młodszą siostrę, dziesięcioletnią Marianę, która w tym roku poszła do Akademii Koldovstoretz, przecierając moje szlaki zgodnie z wolą matki. Ale absolutnie nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłoby jej choćby przez moment w moim życiu zabraknąć, tych wszystkich naiwnych pytań, kolorowych rysunków i krótkich listów na dzień dobry; że miałbym nieść jej maleńką trumienkę i ulubione kwiaty na cmentarz. Przecież Ana tyle ma jeszcze życia przed sobą – podobnie jak ja – dlaczego więc komuś tak niewinnemu i bezbronnemu miałoby się tę szansę niesprawiedliwie zabierać? To pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi. W końcu tak naprawdę nie wiadomo, kiedy śmierć zapuka do naszych drzwi. A może to zrobić w każdej chwili, nie pytając nas nawet o zdanie, czy to już czas, by odejść. Bo to chyba nigdy nie jest odpowiednia pora – zawsze znajdzie się coś na ostatnią chwilę.
- To szalenie kreatywne – śmieję się pod nosem, choć nie za głośno, by przypadkiem nie urazić zmarłych podczas ich dzisiejszego święta. Może dobrze robisz, moja droga, że nie myślisz ani o przeszłości, ani o przyszłości. Skupmy się teraz nas teraźniejszości, coby przypadkiem nas nie przerosła. – Ze słonym serem z owczego mleka – uściślam szybko, gdy tylko słyszę jej pytanie. Bo przecież zapominam, że bryndzy nie podaje się na salonach. To nie przysmak dla wrażliwych, arystokratycznych podniebień, lecz  wyłącznie dla nas, zwyczajnych czarodziejów. Nie oceniam jednak wszystkich tą samą miarą; nie należy tak postępować, gdy jedną z nich jest choćby Rita, z którą znamy się od pierwszej klasy. I tak trwamy razem, ja i ona, w duecie nierozerwalnym aż do samego końca świata.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Sro Wrz 14 2016, 19:45

Lubisz na nich patrzeć. Na nich, a może tylko na nią? Jak święta jest jej pewność, że oto stojący przed nią starszy brat jest jedynym mężczyzną na ziemi, który nigdy jej nie zawiedzie. Pokładać nadzieję w kochankach, że im się uda podobna sztuka to przejaw głupoty, a ojcowie też prędzej czy później poniosą jakąś spektakularną porażkę. W twoim przypadku, żeby nie szukać daleko, są gotowi na przykład pozbyć się córki niewielkim kosztem comiesięcznych alimentów, nijak nie mających się do ogromu majątku Igora Dolohova.
A może to na niego patrzysz z większą radością, jak dzięki małej siostrzyczce znów zdaje się nie znać trosk, jak znów ma do czynienia z żyjątkiem czystym i nieskończenie dobrym w swojej nieznajomości życia. Aniołeczek. Ciekawe, czy świat zrobi z niej takiego podłamanego stróża, jakich tutaj pełno - zgarbionego, z rękami załamanymi nad człowieczym losem. Masz nadzieję, że nie, królowo-matko, brzęcząca skrzydełkami ogromna rozleniwiona pszczoło. Bo patrzysz na rodzeństwo Eminescu z całkiem interesowną nadzieją. Skoro taki jest dobry dla swojej małej siostry, dlaczego nie miałby być dla ciebie? Wy dwoje też znacie się już prawie dziesięć lat, a przeżyliście je bez kłótni, bez ani krztyny niezgody. Może z milczeniem. Całymi tonami ciężkiego milczenia.
- Kto by chciał po raz setny cytować na swoim grobie Makbeta, kochany? - Oczywiście, że wy dwoje, co to za pytanie, co to za żart. Nieśmieszny, jak można było się po tobie spodziewać. Kiedyś przez prawie dwa miesiące mówiliście do siebie wyłącznie Szekspirem, pamiętasz?
Cytując Hamleta, akt trzeci, scena trzecia, wers osiemdziesiąty siódmy:
Nie.
- A znam całkiem sporo niezłych dowcipów w zamian.
Fakt, nie jadasz bryndzy. Nawet nie podoba ci się to słowo. Nie jadasz też parmezanu ani cheddaru. Jesz najzwyklejszą goudę ze sklepiku za rogiem, udając, że to delikates.
Ty możesz mierzyć innych swoją miarą, bo kto biednemu zabroni.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Czw Wrz 15 2016, 01:22

Na małą Marianę patrzę z troską i czułością jak przystało na starszego i odpowiedzialnego brata. Martwię się, gdy tylko ma jakiś problem; pomagam jej, jeśli nie potrafi poradzić sobie z zadaniem domowym, choć zawsze stara się być samodzielna i przychodzi do mnie tylko w ostateczności. Ale jest tutaj zaledwie dwa miesiące, a ja sam dobrze pamiętam jak to było, gdy byliśmy w jej wieku. Czy pamiętasz nas, Rito, podczas pierwszego dnia w Koldovstoretz? Zagubieni, przestraszeni i jednocześnie podekscytowani przed nową przygodą w naszym życiu. Nie byłem przekonany, by iść do szkoły do Rosji, ale to był pomysł matuli, prorosyjskiej Mołdawianki, która chciała, abyśmy poznali jej rodzinne strony. Spotkaliśmy się więc w kolejce w sklepie z lustrami, gdzie co roku pierwszego września przechodzi się prosto do Akademii. Przypadkiem nawiązaliśmy krótką rozmowę i tak już zostało, że jesteśmy przy sobie aż do tego momentu. Czasem między nami są te tony ciężkiego milczenia zamiast kłótni, które potrafią mnie poważnie przygnieść; więcej jednak jest tych dobrych i przyjemnych wspomnień.
- Oczywiście, że my, moja droga. Mógłbym ozdobić swój nagrobek cytatami z dzieł Szekspira i obrazami Egona Schiele. Przynajmniej we wstępnej wersji, bo jeszcze do końca tego nie zaplanowałem. – Na takie przemyślenia jest trochę czasu, choć zdaje się, że nie ma nikogo bardziej pokręconego od nas na punkcie szeroko pojętej sztuki. – Ja nie lubię opowiadać dowcipów, chociaż pewnie dlatego, że nie potrafię  nigdy żadnego zapamiętać – odpowiadam szczerze, zajadając się pączkiem z bryndzą. Na co dzień mam dobrą pamięć, tylko nie każcie opowiadać mi głupich żartów, proszę.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Sob Wrz 17 2016, 22:53

Mała Mariana jakby się ciebie boi, miss Rita. Na początku mówiła tylko, że śmieszne masz oczy - jedno takie, drugie siakie i że ona też tak chce. A wasz Dionizy, wasz wspaniały Dionizy, kupił siostrzyczce niebieską soczewkę i przez całe popołudnie paradował z dwiema pannami, co mają dziwne ślepia. Nigdy jednak nie upodobniła się do ciebie bardziej, i dziękujmy za to wszystkim bogom. Z dwoma Dolohovnami Dionisie nie dałby już sobie rady, nawet z muskulaturą Heraklesa i pomyślunkiem Odysa. Co jednemu lekarstwem, drugiemu trucizną. Ty - trochę taka, trochę siaka. A jak odciąć ci łeb, na jego miejsce wyrastają dwa następne i bałagan znowu większy.
Może tego boi się w tobie mała Marianka, królowo? Że jej jedyny, najlepszy bohater zaplącze się w ciebie i już ona nie odzyska go dla siebie? Chyba poznała się na tobie, ona jedna, rezolutna dziesięciolatka. Bo przecież nie oddałabyś. Nie umiesz się dzielić, nie miałaś nawet nigdy czym. Tyle z tego, co ci się należało, już ci przecież odebrano, że niepodobna teraz z jakąkolwiek własnością się rozstać.
Czego się boisz, żmijko?
Nie bałaś się przecież wtedy, w sklepie z lustrami. Odkrywałaś świat, który istnieje poza domem, to była największa z twoich podróży. Mogłaś być przecież każdym. W okamgnieniu zmienić się nie do poznania i zacząć od nowa, z nową zmyśloną historią. Nadal są w szkole osoby, które nie wiedzą o tobie nic. Są tacy, których nazywasz przyjaciółmi, a zastanawiają się zapytani o twoje nazwisko.
Ale nie on. On zna cię taką, jaką jesteś, gdy nie ma wokół nikogo, może odrobinę tylko ładniejszą. Dla niego przecież wszystko. Twoje największe odkrycie z tamtej pierwszej podróży.
- Nie mówmy już o śmierci, wystarczy jej wokoło, byśmy nie musieli jeszcze się nad nią rozwodzić, Dionizeńku. - Nie znosisz nawet wyobrażenia o jego braku, tak zrośliście się w jeden dziwaczny byt. - Chodź, zapalimy świeczki.
Weź jeszcze kilka. To mały cmentarz; we dwoje zdążycie jeszcze przed ceremonią postawić znicz na każdym z zapomnianych grobów. Schyl głowę, Rita, weź z torby więcej glinianych miseczek wypełnionych woskiem. To wszystko, co masz.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Nie Wrz 18 2016, 14:55

Mała Mariana nie przepada za Ritą. Choć w tym przypadku to może za dużo powiedziane – jest jej ciekawa, ale jednocześnie napawa ją przerażeniem. Bo jeszcze nie rozumie nic z potoku skomplikowanych słów Margarity, a oczy ma jakieś takie dziwne i niepokojące, przez które aż dostaje nieprzyjemnej gęsiej skórki; bo trzyma się mnie za blisko i trochę boi się, że dla niej już miejsca nie starczy. Ale przecież nic z tych rzeczy, ja zawsze będę gdzieś obok, bez względu na wszystko. Starczy mnie dla nich dwóch. Wiesz, Rito, zastanawiam się czasem, gdy myślę o mojej małej siostrze, czy Mariana znajdzie kogoś podobnego, tak na całe życie – jak ja poznałem ciebie, a ty mnie. Na razie jednak zbyt nieśmiało mówi o swoich przyjaciołach. Przecież jestem starszym bratem i nie wszystko muszę wiedzieć, jak ostatnio dobitnie usłyszałem od niej przy wspólnym spacerze po szkolnych błoniach.
- Nie mówmy. – Nie róbmy tego, skoro nie musimy. Jeszcze śmierć wydaje nam się taka odległa i nierealna, przecież nie zapuka zaraz do naszych drzwi. Choć może, ale nie chcemy o tym myśleć. Jeszcze nie teraz. Może kiedyś. W końcu przyjdzie taki nieszczęsny moment w naszym życiu, który zmusi nas do rozmów na ten temat. Spoglądam uważnie na Ritę, po czym kiwam głową na znak aprobaty, wyciągając z torby kilka białych świeczek. Chodźmy, moja droga, zapalmy je na tych malutkich, zapomnianych i zaniedbanych grobach dzieci, które nie miały szans poznać tego świata lepiej. Ja jeszcze położę na tych betonowych płytach gogosi, wedle rumuńskich tradycji odchodzących w niepamięć. Niech duszyczki najedzą się sowicie w ten szczególny dzień, jakimi właśnie są dzisiaj Dziady.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Pon Wrz 19 2016, 20:40

Nie wystarczy. Nikt nie wie, ile chcesz, że naprawdę chcesz wszystkiego. Nawet gdyby darował ci tylko marne cześć na szkolnym korytarzu byłby najlepszym przyjacielem, jakiego chowasz pod tym słońcem, jakim ozdabiasz wszystkie swoje plany na dni, które są dobre. Ale nie wystarczy cały on, ani gdyby było go dwóch, byś miała wszystko, co chcesz.
Nie byłaś rozpieszczana, królewno. Twój tron dawno już zardzewiał, bo pod wszystkimi zmiętymi twórczo serwetkami i starym obrusem to tylko taboret z Ikei, który zapomniałaś wstawić do domu, kiedy padało.
A mimo to zdołałaś się przyzwyczaić do rozczarowania, które wciąż odczuwasz, gdy ktokolwiek, już nawet nie tylko on, bo jemu pierwszemu wybaczysz, ma poza tobą innych znajomych, inne zajęcia.
Rozmawialiśmy już o tym, Rita. Wiesz, że tak naprawdę większość nie chce z tobą rozmawiać. Jak dziesięciolatki, nie rozumieją nic z potoku twoich skomplikowanych słów.
Pachnie siarką, od zgaszonej podmuchem wiatru zapałki. Nie używasz różdżki, nie załatwiasz sprawy na skróty. Zmarli zasługują na więcej twojej pracy, duszyczki są warte, by sparzyć sobie palce.
Dla Mariany jest starszym bratem. Nigdy nie będzie dla niej tym, czym jest dla ciebie, a twoje dobre, troszkę tylko z wierzchu nadpsute, serduszko podziela nadzieję przyjaciela. Nawet arcywróg zasługuje na takie dusz braterstwo, jakie tobie przypadło w udziale.
Jak ślepej kurze ziarno, tak tobie romantyczny Rumun.
- Mama znowu jest w szpitalu. - Mów, mów, nawet tak znienacka i cicho, bo komu innemu to powiesz? Niedługo będzie trzeba pójść do Alyokhina, oddać mu kolejne zlecenie do obróbki. On nie zechce o tym słuchać. A ty tylko pozornie nie chcesz o tym mówić.
Jesteś już zmęczona.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Sro Wrz 21 2016, 00:59

Ja nie chcę wszystkiego, w tym momencie wystarczy mi mój kawałek podłogi. Moje codzienne pragnienia nie są bezkresne, głębokie niczym grzywiasty ocean. Nie chcę w nich rozpaczliwie tonąć, nie jestem przecież nieskończenie zachłanny i nigdy taki nie byłem. W tym się różnimy – Rita zwykle chce więcej, ale nie zawsze może; nie potrafi się z kimś dzielić, jakby matematyka była dla niej wyższym stopniem wtajemniczenia. A ja, rumuński chłopiec, jestem w stanie zadowolić się tym, co mam, choć mógłbym mieć o wiele więcej. Gdybym tylko się bardziej postarał. Mimo znaczących przeciwieństw w naszych charakterach i odmiennych poglądów, wciąż potrafimy znaleźć złoty środek, który sprawia, że jesteśmy wciąż przy sobie. Bo Rita to już część mojego życia. Zespoiła się ze mną na dobre. Więc oto my, papużki nierozłączki, chodzimy właśnie wzdłuż alejek, zapalając znicze i gdzieniegdzie kładąc gogosi.
- Nie polepszyło jej się? – pytam z lekkim zaniepokojeniem i zdziwieniem w głowie, zapalając kolejną ze świeczek na obrośniętym dzikimi chwastami grobie. Mów, droga Rito, mów. W końcu tak rzadko wspominasz o tych istotnych sprawach, które cię na co dzień dotyczą, sprawiając ci nieopisany ból i nierzadko spędzając sen z powiek. Muszę szczerze przyznać, że nigdy nie dajesz niczego po sobie poznać, ale ja widzę, gdy coś jest nie tak. Przecież dostrzegam te szczególiki w twoim zachowaniu, których na pozór nie widać gołym okiem, jednak po to tu jestem, by słuchać, objąć wątłym ramieniem, nie zawsze potrafiąc coś powiedzieć. Bo słowa nie muszą być nam potrzebne. – Widzisz, miał tak samo na imię jak ja – wtrącam po chwili, wskazując palcem na nagrobek, po czym spoglądam na Ritę z nikłym uśmiechem na twarzy. Kontynuuj, nie przerywaj, nie przeszkadzaj sobie. Ja cały czas uważnie słucham.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Sro Wrz 21 2016, 22:27

Nie mieszajmy w to matematyki. Nie wierzysz w liczby, ani te na koncie, które znamionują bogactwo, ani te w kalendarzu, które straszą, że czas upływa. Ale ty się nie boisz, umiesz czas oszukać, choć zwykle tylko na chwilę. Matematykę wymyślili sobie ludzie, żeby poczuć, że mają tę odrobinę więcej kontroli nad światem. I ty, Margarito, samozwańczy następco Paulo Coelho w Europie wschodniej, nie czujesz wcale zażenowania z powodu braku jej zrozumienia, który cię dotknął.
Ty być może również mogłabyś mieć więcej. Gdyby, zamiast obrażać się na świat i czekać aż spełni życzenia, których nie raczyłaś nawet na głos wyrazić, zachciało ci się zakasać rękawy, znaleźć w sobie umiejętność inną niż zagadywanie ludzi na śmierć i pójść do roboty. Albo po prostu zacznij robić karierę w polityce, to zdaje się być kluczem do sukcesu w tej dziedzinie.
Mogłabyś przekonać wszystkich, by na ciebie głosowali. Masz już odpowiednie nazwisko, możesz mieć perfekcyjnie fotogeniczną twarz i nienaganną posturę modelki. Ludzie kupią wszystko, co podoba im się na pierwszy rzut oka. Szkoda, że nie zachowałaś swojego nudnawego wizerunku na później; łatwiej byłoby omamić twego przyjaciela, zmienić temat, zdusić zmartwienia, które przychodzą nawet wbrew twojej woli.
Ale ten jeden raz akurat musiałaś uznać, że chociaż na niego zasługujesz. Pięknie, kurwa. Pięknie.
- Nie polepszyło? - parsknij, pokręć głową. Odegraj scenkę, Rito Cierpiąca. - Już się nie polepszy. Tutaj medycy, cytuję, nic już nie wymyślą, a ojczulek od lat nie daje na jej leczenie.
A cóż to? Kolejny Dionizy? Podejdź, zobacz. Na wypadek gdyby się bał, bądź gotowa odciągnąć go gdzieś dalej. Nie jest łatwo patrzeć na własne imię na grobie. Nikt tu dookoła nie nazywał się Margarita ani tym bardziej nie należał do dynastii Dolohov, ale trochę wiesz jak to jest - patrzeć w oczy matki to trochę jak w grób.
- Nowego Vermeera upaćkała krwią.
Jakby to było w tym wszystkim najgorsze. Jeśli nie zdąży naprawić obrazu do końca miesiąca, za światło nie zapłacą. Będzie romantyczny listopad o świecach.
Powrót do góry Go down
avatar


Bukareszt, Rumunia

czysta

18 lat

IX klasa

zamożny

Czarcie Włócznie i rozgrywający w Bełtach

PisanieRe: Cmentarz   Wto Wrz 27 2016, 03:01

Ja też nie wierzę w liczby, Margarito. Nigdy nie miały dla mnie większego znaczenia. Bo nie interesują mnie podziemne skarbce z górami złotych rubli, nie wspominając już o pazernych ludziach, którzy patrzyliby wówczas na moją osobę przez pryzmat nieszczęsnych pieniędzy. Mógłbym mieć więcej niż mam, to nie problem, mimo że nie należę do dynastii i nie mogę pochwalić się obrzydliwym bogactwem, ale nie chcę – więc nie wyciągam zachłannie ręki. Mam szczęście, że jestem tu, gdzie jestem; w innym przypadku mógłbym być na miejscu tego małego, niewinnego chłopca o imieniu Dionizy, na którego zapomnianym grobie właśnie położyłem gogosi i zapaliłem ostatnią ze świeczek. Wzdycham ze zmartwieniem, ze skupieniem słuchając słów Margarity. Niedobrze, nie tak przecież miało być.
- Ale nie możesz tak myśleć, że nic się nie polepszy – próbuję wyperswadować jej ten pesymistyczny scenariusz. Pozytywne nastawienie brzmi banalnie, jednak w takiej sytuacji zawsze trzeba mieć nadzieję. Kto wie, może nagle choć odrobinę coś się zmieni; magiczna medycyna rozwija się nieustannie. – A mugolskie metody? Kilka dni temu czytałem w gazecie artykuł o tym, że potrafią pomóc z wieloma chorobami nawet nam, czarodziejom, pomimo niestosowania magii. Niektórzy uważają to za bzdurę, w końcu przeciwników mugoli w Rosji nie brakuje, ale… – przerywam w połowie swoją wypowiedź, kątem oka spoglądając na Ritę, która właśnie podeszła do betonowego nagrobka z moim imieniem. Nie wiem, czy powinienem podsuwać ten pomysł, lecz prawda jest taka, że tonący brzytwy się chwyta. – Użyj zaklęcia – proponuję na wzmiankę o obrazie Vermeera upaćkanym krwią.
Powrót do góry Go down
avatar


Petersburg, Rosja

błękitna

cień

18 lat

IX klasa

przeciętny

PisanieRe: Cmentarz   Sob Paź 01 2016, 20:56

Masz osiemnaście lat, Rita. Dwie ręce, dwie nogi. Dwadzieścia palców, trzydzieści dwa zęby. Proszę, oto liczby. I co ci po liczbach?
Masz jedną głowę, jedno życie i jednego Dionizego. Gdybyś wierzyła w numerologię, może byłoby ci łatwiej, kruszynko. Może okazałoby się, że on nie jest ci pisany i nie musisz się już w ogóle bać, że cię zostawi, bo zostawi cię na pewno. Rozejdą się wasze drogi i pochowają was na różnych cmentarzach.
Van Gogha pochowali przy jego najdroższym przyjacielu. Może to był jego cel, desperacka próba zabezpieczenia sobie jego bliskości na wieki.
Dla swego Dionisie też byś sobie strzeliła w brzuch, choć nie umiesz nawet trzymać broni. W domu nawet noży jest mało. Nie ma ostrych krawędzi oprócz tych, które posiadasz ty. Żeby matkę jak najdłużej zatrzymać w tym domu. Matkę, która wciąż tylko jest zła i śmierdzi terpentyną.
Matkę, którą kocha się tylko dlatego, że trzeba z nią dzielić los wygnańca.
Odeszłabyś, Rita? Gdyby obiecał ci teraz, że będzie miał dla ciebie miejsce, zostawiłabyś tamto mieszkanko, rozstawione sztalugi i to życie, które wciąż trzeba cerować i zszywać?
- Nie zawsze można poradzić na to, co się myśli. - Uśmiechnij się do niego, bo dla niego zawsze masz uśmiech. Mały i zbolały, ale zawsze. - Nie wiem, Dionisie. - Nie jesteś zła, Rita. Ani smutna. Po prostu rzeczy się kończą. Nie ma sposobu na normalne życie, kiedy coś, co powinno dawno już być inne wcale się nie zmienia.
- Ja tego nie mogę. Nie sama.
W końcu. Mówisz niejasno i cicho, ale mówisz. Że nie masz siły, bo zawsze tak było. Bo nikt tego nie wie, ale pierwszą myślą, jaką masz wyglądając rano przez okno to ta o matce. Czy gdyby było znowu lato, a ty w domu, spojrzawszy w dół nie zobaczyłabyś upaćkanych farbami szczątek pewnej bezsilności.
- Chodźmy stąd. Zimno mi.
Weź go za rękę i dotrzymuj mu kroku, Rita, póki go jeszcze masz. Póki cokolwiek, co macie, się nie skończyło.

Rita i Dionisie z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Cmentarz   

Powrót do góry Go down
 
Cmentarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: