IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Koldovstoretz




 

 Polna dróżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

PisaniePolna dróżka   Nie Sie 21 2016, 18:27

Polna dróżka

Wąska, wydeptana w polu ścieżka, prowadząca od jednej z głównych ulic, przy których umiejscowiony jest cmentarz, do gospodarstw położonych po drugiej stronie pól i znajdującego się na nich wąskiego pasma lasu. Skrót ten, choć bardzo popularny, nie należy do specjalnie bezpiecznych, gdyż w wysokich trawach często natknąć można się na dziewiątki lub – całkiem niemagiczne – myszy, które niejednemu człowiekowi napędziły stracha i nerwów.
Powrót do góry Go down
Ilona Elznerowicz


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Polna dróżka   Nie Sie 21 2016, 23:17

Nie lubię dwóch rzeczy: braku gum Turbo w sklepie (co jednocześnie jawiło mi się jako tragedia na skalę światową, no bo jak to tak można żyć bez brzoskwiniowego błogosławieństwa z czadowym obrazkiem w gratisie) i polnych, wąskich dróżek pełnych myszy i tych przeklętych dziewiątek. Choć nie ma wątpliwości, że listę można byłoby rozwinąć, aktualnie te rzeczy były moimi największymi zmartwieniami i choć pierwszą sprawę jakoś załatwiłam, zastępując gumę Turbo magiczną, żółtą (przez co z ust zaczęły lecieć mi kolorowe bańki, ale było to absolutnie warte tego smaku, nawet jeżeli wyglądałam jak przenośna dyskoteka dla dziewczynek poniżej lat ośmiu), to przez drogę wciąż musiałam się przedzierać i znosić wszystkie gryzonie oraz owady. Widać w życiu nie można mieć wszystkiego.
Ciche szuranie piachu pod nogami, mlaskanie, szum wiatru. Byłoby nawet miło, gdyby nie było tak zimno - ale to przecież koniec października, musi być zimno - i gdyby, oczywiście, nie te irytujące żyjątka. Nie, żebym miała coś do myszy, bo są w sumie całkiem milusie, tylko piszczą przeraźliwie, ale dziewiątki to prawdziwa zaraza, a fuj. Trzeba ciągle pilnować, żeby coś cię nie ugryzło, co może skutecznie zepsuć każdą przechadzkę. To były takie komary, tylko po stokroć gorsze. Nie miałaby żadnych obiekcji, gdyby kiedyś trafił w nie meteoryt i jakimś cudem wszystkie wyginęły, ale tak się raczej nie stanie.
Szłam dalej.


Ostatnio zmieniony przez Ilona Elznerowicz dnia Pon Sie 22 2016, 13:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Milan Vasilchenko


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Polna dróżka   Pon Sie 22 2016, 10:09

- Na Peruna, Ilona! Poczekaj za mną! – krzyczę głośno z oddali, gdy tylko zauważam ją na swoim horyzoncie. Nie da się ukryć, że jestem nieco zaskoczony, dlaczego właśnie wybrała tę polną dróżkę, skoro nie wygląda zbyt zachwycająco. Niemniej jednak zbaczam z drogi i przyspieszam tempa, by dotrzymać jej towarzystwa i podzielić się z nią swoimi nowymi spostrzeżeniami odnośnie tegorocznych Dziadów. Choć to niebywale ekscytujące i poważne zarazem święto, to tym razem ogarnęła mnie fala niepokoju i wątpliwości, co najpewniej jest spowodowane przez moją ostatnią wizję, która niewiedziła mnie zaledwie kilka dni temu. No nie wiem, w każdym razie wyraźnie czuję w kościach, że coś jest nie w porządku. Chciałbym jednak, by tym razem moje przeczucia były absolutnie nieuzasadnione i niesłuszne.
- Dlaczego idziesz akurat tędy? – zapytuję z niemałym zdziwieniem w głosie, momentalnie wkładając zmarznięte ręce do kieszeni czarnego płaszcza. Wydaje mi się przecież, że to jedna z pobocznych, a nie głównych tras prowadzących do stodoły, gdzie za niedługo mają odbyć się Dziady. Chociaż – może się mylę, tak naprawdę nigdy tutaj nawet nie byłem, co najwyżej w pobliskim Lwowie. Oj, Ilonka, tyle ciekawych rzeczy mam ci dzisiaj do powiedzenia! W końcu ostatnimi czasy nie było zbyt wielu sprzyjających nam okazji, aby dłużej porozmawiać, ale to na pewno przez ten szalony natłok zajęć, niezliczonej ilości zadań domowych i sprawdzianów, który nas trochę przygniótł. Za to teraz jesteśmy tutaj, w Czyszkach. Chwila wytchnienia na mojej pięknej i niedocenianej Ukrainie. Czyż nie tego nam trzeba?


Ostatnio zmieniony przez Milan Vasilchenko dnia Wto Sie 23 2016, 21:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ilona Elznerowicz


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Polna dróżka   Pon Sie 22 2016, 16:27

Głos. „Ilona”. Przesłyszało mi się czy ktoś mnie wołał? Na wszelki wypadek wyjęłam gumę z ust i zawinęłam w papierek, bo przecież skoro - i o ile - mnie ktoś nawołuje, to pewnie zechce porozmawiać, więc gdybym tego nie zrobiła, wyszłoby niegrzecznie. A ja kulturalna osoba jestem przecież.
Mocniej opatuliłam się swetrem; stanęłam i nadstawiłam uszu, ale słyszałam tylko wiatr, dmący w piegowate policzki - szczypały mnie trochę, więc pewnie były już czerwone od wędrówki pod wicher - i podrzucający jakby złośliwie gruby, rudy warkocz, ale moje imię się nie powtórzyło. Może słuch płata mi figle?  
„Na pioruna”, nie, nie na pioruna, „na Peruna”, właśnie. „Ilona! Zaczekaj za mną!”. Tym razem usłyszałam to wyraźnie; nawoływanie nie zginęło, połknięte przez szum, lecz dotarło do mnie zupełnie klarownie, pozwalając również określić tożsamość zbliżającego się. Znałam ten głos, znałam i lubiłam, w końcu śpiewaliśmy razem tak wiele razy, że zdążyłam się już nauczyć tego ukraińskiego akcentu na pamięć: Milan. Obejrzałam się niezbyt mądrze na wszystkie strony świata, by w końcu dostrzec jego wysoką sylwetkę na horyzoncie i pomachać jej z właściwą sobie energicznością chudą ręką. Ruszyłam z wolna - nie ma się przecież co spieszyć - w jego stronę po wąskiej ścieżce, z rozmysłem stąpając tak, by nie kopnąć przypadkiem żadnego kamyka.
Cześć! — Uśmiechnęłam się szczerze, gdy w końcu zrównaliśmy się krokiem. Tak dawno z nim nie rozmawiałam! Miliony sprawdzianów, tony wypracowań i wchodzące w drogę moim towarzyskim planom zajęcia sprawiło, że jakoś zawsze się mijaliśmy: bo tu kartkówka, na którą trzeba się nauczyć, tu poprawka testu, tam praca domowa. Nigdy nie było czasu na przygodę i wesołe, beztroskie muzykowanie, które mogłoby mnie wyrwać z tej spirali nauki. A tyle było tematów do omówienia, tyle ciekawych rozmów, które trzeba zacząć, no i tyle piosenek do zagrania!
Tędy? Ach. — Przystąpiłam z nogi na nogę, nerwowo naciągając rękawy czarnego swetra na palce. — Pokłóciłam się z Olkiem. Jak zwykle zresztą, no i jakoś tu wylądowałam — odpowiedziałam prosto, wzruszając bezradnie ramionami. Nie pamiętałam nawet, kto i jak to zaczął: po prostu w pewnym momencie poczęliśmy się na siebie wydzierać, a od jakiejś pierdoły zaczęła się cała lista wad i przewinień, które sobie wytknęliśmy. W końcu prychnęłam jak wściekła kotka, czując, że jeżeli zaraz nie zdezerteruję, to puszczą mi nerwy i zrobię coś, czego będę potem żałować, więc zmięłam w ustach naprawdę brzydki epitet, w połowie konwersacji odwróciłam się na pięcie i postanowiłam poszukać innej drogi na Dziady.
Westchnęłam na to wspomnienie. Cała złość zdążyła mi wyparować w trakcie przechadzki, a to już pierwszy krok w stronę pogodzenia się. Ale ja nie miałam zamiaru przepraszać, o nie! Znając upór Aleksandra, on pewnie też. Czasami bycie Elznerowiczem to ciężki kawałek chleba, bo oboje byliśmy tak samo zacięci, przez co nasze kłótnie potrafiły ciągnąć się dniami, mimo że żadne z nas już nie było wściekłe. W końcu jednak któreś z nas pękało - czasem ja, czasem on, czasem Bonia występowała w roli mediatora, różnie bywało - i wszystko było dobrze... do czasu kolejnej sprzeczki, oczywiście.
Mam nadzieję, że nie chodzę za szybko — zażartowałam, klepiąc Milana kumpelsko w ramię. Naprawdę ucieszyłam się na jego widok: to był ten typ osoby, z którą nie da się nudzić ani smucić. — A ty co tu robisz? Myślałam, że idziesz główną drogą.
Powrót do góry Go down
Milan Vasilchenko


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Polna dróżka   Wto Sie 23 2016, 22:54

- Cześć, cześć! – opowiadam entuzjastycznie na jej krótkie przywitanie, trzęsąc się i zgrzytając cicho zębami, gdy jesienny wiatr raz po raz uderza mnie swoim chłodem. Trzeba przyznać, że wyjątkowo nieprzyjemny ten koniec października, co może oznaczać tylko jedno: wielkimi krokami zbliża się zima. Wzdycham cicho na samą myśl, lecz po chwili uśmiecham się w kierunku Ilony – tak zwyczajnie i szczerze, bo cieszę się, że nareszcie mamy trochę czasu, by ze sobą porozmawiać w cztery oczy. W końcu Elznerowicz jest jedną z tych osób, z którą naprawdę lubię przebywać w wolnym czasie, pomimo tego że ostatnio przytłoczyły nas szkolne obowiązki. Wciąż jednak jest moją Ilonką, którą nauczyłem mówić po ukraińsku (zwłaszcza w bardzo niecenzuralny sposób), śpiewać romskie piosenki czy gry na mojej bałałajce. Połączyła nas nieskończona miłość do muzyki i tak już zostało, że dziś jesteśmy serdecznymi przyjaciółmi. Jest dla mnie jak rodzina – nie biologiczna, tylko ta, którą można samodzielnie wybrać.
- Z Olkiem? – wtrącam się w jej wypowiedź, momentalnie unosząc lekko brwi. Nie jestem w tym przypadku szczególnie zaskoczony, zwłaszcza że przed momentem widziałem go przy głównej drodze. Szedł dziwnie podirytowany i teraz już nawet wiem dlaczego. Sam dobrze wiem, jak to jest; nierzadko przecież zdarza mi się kłócić z Veroshką, pomimo łączącej nas wyjątkowo silnej więzi bliźniaczej. Niemniej są to wyłącznie tymczasowe kłótnie, nigdy poważne i długotrwałe, gdyż absolutnie nie wyobrażam sobie, by mogło jej w moim życiu zabraknąć tylko przez to, że powiedziałem o kilka słów za dużo. – Ach, rodzinne kłótnie – kwituję, po czym macham lekceważąco ręką. Nie ma się czym przejmować.
- Skądże, Ilona – zaprzeczam od razu, szturchając ją zaczepnie w ramię. – Co ja tu robię? Spacerowałem po Czyszkach, zamyśliłem się i nagle trafiłem tutaj. A potem zobaczyłem ciebie – odpowiadam zgodnie z prawdą, przy okazji uważnie rozglądając się dookoła i sprawdzając, czy ktoś jeszcze oprócz nas wybrał tę polną dróżkę. Zauważam za nami jakieś dwie sylwetki, lecz w tym momencie są zdecydowanie zbyt daleko, bym mógł je rozpoznać. Czym prędzej spoglądam za to ponownie w kierunku Ilony, by poinformować ją o ostatnim zdarzeniu: – Miałem wizję kilka dni temu odnośnie Dziadów. – Nie zamierzam nikogo straszyć i siać niepotrzebnie paniki, gdyż nie mam stuprocentowej pewności, czy mam rację. Jestem przecież tylko wieszczem i nie zawsze mogę zmienić przeznaczenie, które zapisane jest w gwiazdach. Chcę jednak, żebyś na siebie uważała. Wzmóż swoją ostrożność, wyostrz swoje zmysły i nie ignoruj niczego. Reaguj, jeśli coś cię nie pokoi. Nie pozostawaj obojętna.
Powrót do góry Go down
Bogna Nicicka


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Polna dróżka   Sob Sie 27 2016, 16:01

Kiedy Olek i Ilonka się pokłócili jak zawsze byłam rozdarta z kim powinnam iść. Oboje kochałam jak rodzeństwo, więc za każdym razem jak byli poróżnieni ja również to odczuwałam. Cóż poradzić?
Jako że moja rudowłosa przyjaciółka zdecydowanie szybko się oddaliła nie bacząc na nic (w sumie jej się nie dziwiłam, była wściekła), koniec końców szłam z Aleksem. Korzystając z tego, że ja nie byłam z nim skłócona, próbowałam go przekonać do przynajmniej próby pogodzenia się z siostrą.
Trochę to potrwało, ale wreszcie się zdecydował i zgodził na to, byśmy jej poszukali. Musieliśmy się przez to trochę cofnąć, by znaleźć tę dróżkę, którą poszła dziewczyna, ale na szczęście nie ukrywała się ona za jakimiś gęstymi krzakami. Już na niej rozpoczęliśmy dość szybki marsz.
Po jakimś czasie na horyzoncie mignęły nam dwie sylwetki. Jako że niejako zostałam mediatorem, a rude włosy było widać już z daleka umówiliśmy się, że podejdę i - jeśli rudowłosa okaże się Ilonką - pogadam z nią. W końcu to niedobrze, kiedy oni są długo skłóceni, cała nasz trójka na tym cierpi.
Na szczęście trafiliśmy w dziesiątkę i już po chwili szłam tuż obok dziewczyny.
- Witaj, Milan - przywitałam się. Kojarzyłam go ze względu na jego przyjaźń z Ilonką, ale sama raczej nie miałam kontaktu.
Potem zwróciłam się do przyjaciółki.
- Wiem, że pewnie jesteś zła na Olka, ale może jednak chciałabyś z nim pogadać i sobie coś wyjaśnić, hmm? On jest kawałek za nami, więc w każdej chwili to jest możliwe... - próbowałam ją przekonać. Miałam nadzieję, że się nie uparła, że z bratem nie pogada. Głupio mi będzie latać na zmianę do obojga, zawsze wtedy miałam wrażenie, że spędzam za mało czasu zarówno z nim, jak i nią.
- Jak bardzo nie chcesz mogę mu też coś przekazać, ale wolałabym żeby to nie było nic niemiłego - powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. W końcu ich znałam, to nie pierwsza taka kłótnia. Potem czekałam na jej reakcję wiążąc włosy i dając mojego pufka do pogłaskania. Miałam nadzieję, że to poprawi jej humor i przekona w razie czego do rozmowy.
- Jeśli się pogodzicie będzie mi też łatwiej puszczać fajerwerki... Wzięłam je na wypadek jakby było gdzie puszczać. Może nie od razu całe pudełko, ale jednak liczyłam, że razem coś z niego wybierzemy.
Powrót do góry Go down
Łaǔryš Tarsiuk


Orsza, Białoruś

półkrwi

wilkołak

17 lat

VIII klasa

przeciętny

Czarcie Włócznie

PisanieRe: Polna dróżka   Nie Sie 28 2016, 20:34

(i po coś tam lazł? myślałeś, że dopisze ci szczęście?)
(bony na nie skończyły ci się już dawno.)
Cmentarz to dość oklepane miejsce na świętowanie Dziadów. Zdaje sobie z tego sprawę odrobinę za późno – zapewne niegdyś świecące pustkami alejki, dziś nie mogą uwolnić się od natłoku gości, zarówno żywych, jak i martwych. Zaniedbane, zakurzone i porośnięte wynędzniałą roślinnością groby i grobowce pstrokato ozdobione są migającymi zwodniczo zniczami. Mógłby przysiąc, że to cmentarna odmiana błędnych ogników, lecz miast wyprowadzając ludzi na manowce, wabią każdego do swojego światła, by następnie móc zasilić nieszczęśnikiem grobową czeluść. Sam prawie kusi się, by podejść i sprawdzić, jak te wymysły mają się do rzeczywistości, w porę jednak uświadamia sobie, jak mało rozsądny jest to pomysł. Bo chociaż martwi myśli nie słyszą, nie jest pewny, jak sprawa ma się z przebywającymi w pobliżu ludźmi. Ilu z nich zainteresowanych byłoby tym, co roi się pod jasnymi kłakami chłopięcej głowy. Może to najwyższy czas, by zainteresować się nauką oklumencji.
(a może zaczynasz popadać w paranoję? nikogo nie zainteresowałyby twoje myśli.)
Może to najwyższy czas udać się w bardziej właściwe miejsce, gdzie dusze przywita z należnym im szacunkiem; gdzie nabierze praktyki, jak powinny wyglądać odpowiednio odprawione Dziady, bo w poprzednich latach szczeniackie zabawy zaprzątały mu głowę, a nie nauka. A w końcu to odpowiednia pora, aby wreszcie zacząć pielęgnować na swój sposób tradycję, którą tak usilnie tłoczą im do głów.
I może dlatego droga powrotna z cmentarza do zabudowań, gdzie odbywać się mają obrządki, nie wydaje się już tak długa, a może to tylko dlatego, że w tę stronę mija więcej twarzy kojarzonych ze szkolnych korytarzy. I prawie się zatrzymuje, gdy na polnej drodze rozpoznaje Milana Vasilchenko. Pomysł ten zarzuca równie szybko, jak na niego wpadł, kiedy w morza słów towarzyszących mu osób wyławia sens całej rozmowy. Nie w ząb mu plątanie się w siostrzano-braterskie sprzeczki. Gdyby okazało się, że gdzieś tam posiada jakieś rodzeństwo, niechybnie nieboraki zostałyby zagryzione. Przyzwyczaił się już do bycia jedynakiem.
(i sierotą.)
By jednak nie minąć jednego ze swoich ulubieńców bez wymiany jakichkolwiek uprzejmości, wyciągnąwszy rękę z kieszeni, salutuje mu z mefistofelicznym uśmiechem, resztę ferajny wymijając bez choćby słowa pozdrowienia.

Łaǔryš z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Polna dróżka   Pią Wrz 02 2016, 19:02

Ilona, Ty bardzo musisz być pogniewana na brata, co? Gdy Bogna dogania ciebie i Milana, nawet nie udajesz, że słuchasz jej pierwszych słów, lecz zamiast tego rozglądasz się wokół, jakby otaczająca was przyroda była dużo ciekawsza od wizji pogodzenia się z Aleksem. Tym sposobem twoje spojrzenie przykuwa żółto kwitnąca roślina: raczej ewenement o tej porze roku, gdy większość z nich dawno już przybrała jesienne kolory. Kojarzysz dobrze ten kształt liści, w tej chwili nie jesteś jednak w stanie dopasować go do konkretnej nazwy. Zrywając ją przypominasz sobie, że to jedna z roślin o niezwykle silnym działaniu antymagicznym. Chyba nawet profesor Świerszczewski mówił coś o niej na ostatnich zajęciach. Przypomnisz sobie w czasie trwania Dziadów, co tak skutecznie znosi działanie trucizn? Oby.
Natomiast uwagę Bogny przykuł malutki flakonik, który wypadł z kieszeni Łaǔryša Tarsiuka, gdy witał się z Milanem. Tarsiuk niczego nie poczuł i nic nie zauważył, nie odwracając się, kiedy Nicicka, kierując się w stronę stodoły już razem z bliźniakami i Milanem, schyla się po buteleczkę opisaną starannie jako wywar tojadowy. Podzielisz się swoim znaleziskiem z resztą ferajny czy zachowasz je dla siebie? A może, zważając na bezpieczeństwo wszystkich zebranych na Dziadach, oddasz ją właścicielowi? Księżyc powoli wspinający się na firmament jest już niemal idealnie okrągły, a plotki o Tarsiuku dotarły pewnie i do ciebie, prawda?
Powrót do góry Go down
Ilona Elznerowicz


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

przeciętny

Werniks

PisanieRe: Polna dróżka   Sro Wrz 07 2016, 20:26

Cholera. Cholera, cholera, cholera.
Spojrzałam głupio na kwiat, czując się jeszcze głupiej - przeklęta ciekawość w końcu sprowadziła na mnie coś takiego. Kij z tym, jakby to było w jakiś inny dzień, ale żeby się w Dziady wkopać? I to jeszcze akurat wtedy, gdy Milan powiedział, że miał wizję... Kurczę. Chciałam wypytać przyjaciela o szczegóły, ale zapanował ten cały rozgardiasz, nawet mignął mi gdzieś Łaurysz (podejrzany typ, a jeszcze te plotki...), no i wyszło, jak wyszło. Niech to.
Po uznaniu, że drugi raz się nie zatruję, a może ten kwiatek będzie mi potrzebny do antidotum, wepchnęłam roślinę do kieszeni sweterka i odwróciłam się wreszcie twarzą do Vasilchenko oraz Nicickiej.
Zaczynałam się trochę bać Dziadów. Trochę bardziej. Co mnie podkusiło, by iść? Przecież mogłam zostać w zamku, przecież... Ten kwiat to na pewno nie był dobry znak. Kurczę. No kurczę, no!
Fajerwerki? — powtórzyłam nieprzytomnie. — A, tak. Będzie fajnie, jak coś z tego wybierzemy. A Aleks może się do nas dołączyć, co się tak kitra tam z tyłu... Nie zjem go przecież, pobiję co najwyżej...
Ale może to nic takiego? Coś takiego się zdarza cały czas. A wizje nie zawsze się sprawdzają, więc ta Milo też nie musi. No, na pewno nie ma się czego bać, tak?
To tylko Dziady.
Uśmiechnęłam się wesoło i radośniejszym tonem zawołałam:
Pośpieszmy się lepiej, pewnie wszyscy się już zbierają w stodole! Jeszcze przegapimy wszystkie uroczystości!
Powrót do góry Go down
Milan Vasilchenko


Kijów, Ukraina

błękitna

wieszczy

17 lat

VIII klasa

bogaty

Alrauna

PisanieRe: Polna dróżka   Czw Wrz 08 2016, 00:59

- Opowiem ci później, ale bądź ostrożna – ucinam spokojnie na zakończenie tematu, gdy tylko w pobliżu zauważam Bognę. Wolałbym porozmawiać na ten temat na osobności, w końcu nie wszyscy wiedzą o tym, że jestem wieszczem. Choć może Ilona zdążyła jej przez przypadek coś napomknąć…? – Hej, Nicicka! – Uśmiecham się radośnie na powitanie, po czym spoglądam w jej kierunku. Tak naprawdę nigdy z Bogną nie miałem szczególnie dobrego kontaktu i w zasadzie to nawet nie wiem dlaczego, zwłaszcza że naszym punktem wspólnym są Elznerowicze. Czasem jednak udawało nam się zamienić kilka słów na szkolnym korytarzu, choć dotyczyły one dwóch tematów – albo szkoły, albo bliźniaków. Z uwagą przysłuchuję się ich rozmowie, w międzyczasie w pobliżu rejestrując przechodzącego obok Tarsiuka. Aż mną wzdrygnęło na jego widok; nie znam drugiej osoby, która by na mnie tak działała. Salutuję mu z wzajemnością i niechęcią, stąd też moja twarz od razu znacząco spoważniała. Zaraz jednak ożywam się, gdy w tym całym rozgardiaszu wyłapuję kilka słów, które mnie zainteresowały.
- Tak, tak, pogadajcie – zachęcam śmiało do tego, by się pogodzili. Nie ma co się obrażać, a przynajmniej nie w taki dzień jak dzisiaj. – Och, a macie te od Balakina? – wtrącam się nagle w ich rozmowę, tym samym mając nadzieję, że usłyszę pozytywną odpowiedź. W końcu fajerwerki z tej firmy były bez wątpienia najlepsze. Gdy Ilona powiedziała, że powinniśmy się pospieszyć, to czym prędzej kiwam ręką w stronę Aleksa, by zaraz donośnym głosem krzyknąć: – No chodź tu, Elznerowicz! Nie dąsaj się dłużej! –  Musimy przecież zaraz iść na Dziady, a do stodoły jeszcze kawałek. Wciąż mam złe przeczucia, ale nie chcę o tym teraz myśleć. W ich towarzystwie jest mi trochę lepiej i niech tak już zostanie.
Powrót do góry Go down
Bogna Nicicka


Sosnowiec, Polska

półkrwi

18 lat

IX klasa

ubogi

Piromanci, szukająca w Bełtach

PisanieRe: Polna dróżka   Sro Wrz 14 2016, 21:11

Kiedy Łaǔryš, którego raczej słabo kojarzyłam nas mijał, to zauważyłam, że coś mu wypadło z kieszeni. Podniosłam to, lecz nim zdążyłam mu zwrócić własność, on już był dość daleko ode mnie, a nie chciałam krzyczeć.
Z ciekawością spojrzałam na etykietkę buteleczki. Wywar tojadowy. Kojarząc, do czego to może być mu potrzebne schowałam buteleczkę do kieszeni, obiecując sobie, że mu ją oddam przy okazji. Obym tylko zdążyła go znaleźć wśród tych tłumów.
Trochę mnie zmartwiło, że na co dzień radosna Ilonka na wieść o fajerwerkach była trochę nieobecna. Czyżby coś ją gnębiło? Zastanawiałam się, czy ją o to spytać, ale trochę głupio mi było to robić przy wszystkich.
- Tak. Jak już kupować, to te najlepsze. Nie lubię rzucać pieniędzy w błoto - odpowiedziałam wesoło Milanowi, którego fajerwerki zaciekawiły bardziej niż cokolwiek innego w naszych kontaktach. No ale nic dziwnego, nie mieliśmy za dużo tematów do rozmowy.
Kiedy nikt nie miał nic przeciwko, by Olek do nas dołączył zaczęłam iść tyłem naprzód, by móc do niego pomachać. Nie chciało mi się biegać w tę i z powrotem, tym bardziej, że stodoła była już całkiem blisko. Nie ma szans, byśmy się zgubili.
- Chodź, już widać stodołę! - krzyknęłam, po czym odwróciłam się w kierunku naszego celu.
Czułam lekki niepokój, patrząc na moją rudą przyjaciółkę, ale miałam nadzieję, że to chwilowe. W końcu co może nam się stać?
Niby wszystko, ale raczej nic.

Bogna, Ilona i Milan z tematu
Powrót do góry Go down

PisanieRe: Polna dróżka   

Powrót do góry Go down
 
Polna dróżka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1


Skocz do: